Czy brazylijscy piłkarze balują więcej niż w swoich czasach Kazimierz Deyna albo George Best?

P oza pojedynczymi wybitnymi jednostkami, nawet reprezentanci Brazylii nie stanowią już o sile najmocniejszych europejskich klubów. Z czego wynika pogorszenie się sytuacji nie tylko Canarinhos, ale całego brazylijskiego futbolu? O obecnym stanie piłki nożnej w tym kraju opowiada Bartłomiej Rabij w swojej książce „Podcięte skrzydła kanarka. Kto psuje brazylijski futbol?”, która swoją premierę będzie miała już 5 czerwca.

Książkę kupisz z 35% rabatem w najlepszej księgarni sportowej labotiga.pl: www.idz.do/retro-brazylia

Fragment książki:

Niestety – jak zauważył jeden z największych speców od brazylijskiego futbolu, Mircea Lucescu – Brazylijczycy potrafią wspaniale grać w piłkę, lecz mentalnie nie są przystosowani do wymogów profesjonalnego futbolu w Europie. Są nieterminowi, mają kłopoty z dyscypliną, a bogate kluby traktują jak bankomaty – powiedział w wywiadzie dla ukraińskiego „Sportu” sławny szkoleniowiec, który sprowadził do Europy rekordową liczbę Brazylijczyków. A ilekroć rozmawiam w Polsce na temat brazylijskich zawodników grających w Europie, słyszę, że się nie przykładają, że prowadzą hulaszczy tryb życia. Pytanie zresztą, czy pijaństwo i balangi Brazylijczyków są gorsze od picia George’a Besta, Paula Gascoigne’a czy Kazimierza Deyny.

Jardel pił jak smok, ale był sześć razy królem strzelców ligi portugalskiej. Adriano zaczął pić chyba zbyt wcześnie, więc kariery na miarę Garrinchy nie zrobił, acz Garrincha nigdy w Europie nie grał, więc nie wiemy, czy też nie skończyłby z łatką nałogowego pijaka. Chociaż każdy dzieciak wie, że był największym dryblerem w historii futbolu, a przynajmniej do czasów Maradony. A Canotheiro? Kto w Polsce jeszcze kojarzy zawodnika nazywanego „Garrinchą lewej strony”? Balowanie wykluczyło go z kadry na mundial w 1958 roku, kontuzja z mistrzostw w 1962 roku i dziś niewielu go pamięta, chociaż 60 lat temu Pelé mówił o nim, że jest jego idolem.

A co z sukcesami Ronaldo, Rivaldo, Ronaldinho, Daniego Alvesa? Co z dziesiątkami tytułów gracza sezonu i króla strzelców zdobytych przez Brazylijczyków? Czy tłumy zasiadają przed telewizorami dla wyrobników typu Stephan Lichtsteiner bądź Marcus Berg, czy dla artystów takich jak Romário, który wprost przyznawał, że 100 procent daje z siebie na meczu, a nie na treningu, bo jak się „wypompuje przed meczem”, to zabraknie mu ognia w jego trakcie?

Zresztą nie ma co uogólniać: Zé Roberto, Jorginho czy Cafu nawet po trzydziestce imponowali wydolnością, profesjonalizmem i młodzieńczą witalnością. Sam Mircea Lucescu sukces swojego Szachtara zbudował na Brazylijczykach. Bez nich nie byłoby współczesnych sukcesów FC Porto czy Benfiki. Historia PSG to, praktycznie rzecz biorąc, etapy od jednej kolonii brazylijskiej do drugiej. A najbardziej skrajnym przykładem było Deportivo La Coruña. Bo jak Szachtar w XXI wieku budował potęgę na młodych supertalentach z ligi brazylijskiej, tak dekadę wcześniej mało znane Deportivo ściągało Brazylijczyków sprawdzonych, doświadczonych, silnych i perfekcyjnych technicznie. Najpierw był Bebeto, potem Donato, Mauro Silva, potem Rivaldo, Emerson, Flávio Conceição, Djalminha i zastępy innych. Klub, który na początku lat 90. był ubogim krewnym Realu i Barçy, po dziesięciu latach kadrowych eksperymentów z Brazylijczykami w roli głównej stał się potęgą z tytułami i zaczął regularnie występować w Lidze Mistrzów. Koniec brazylijskiego importu okazał się końcem Súper Dépor w dużej piłce.

Co łączy sukcesy Deportivo, Szachtara, PSG? Bazujące na brazylijskich zawodnikach drużyny grały w stylu kojarzonym ze złotymi latami brazylijskiego futbolu: z polotem, fantazją, przykładając wagę do posiadania piłki, wymiany mnóstwa podań, zaawansowania technicznego, prezentując lekkość graniczącą z nonszalancją.

Co ciekawe, Deportivo zeszło ze sceny akurat wtedy, kiedy weszły na nią Fenerbahçe i Szachtar. Jak widać, Brazylijczycy nie lubią próżni…

O książce:

Kiedy tworzyły się reguły futbolu, Brazylia była jeszcze feudalnym krajem, w którym legalne było niewolnictwo. Ale kiedy w 1958 roku sięgała po swoje pierwsze mistrzostwo świata, zdecydowanie wyprzedzała europejskich rywali, jeśli chodzi o metody treningowe, sztab szkoleniowy, przygotowanie motoryczne czy mentalne. Legenda o wspaniałych piłkarzach brazylijskich, zabieranych przez najmocniejsze kluby „prosto z plaży”, jest wciąż żywa. Tymczasem ci artyści futbolu najczęściej poświęcili piłce nożnej całe życie i gdyby nie tytaniczna praca na treningach, nie mogliby nawet marzyć o karierach.

Co zmieniło się od tamtych czasów? Jaką skalę w brazylijskim futbolu osiągnęła korupcja? Dlaczego zawodnicy uciekają z ligi brazylijskiej? Na te pytania odpowiada Bartłomiej Rabij w książce opisującej przy okazji piłkarską historię Brazylii i rozprawiającej się z mitami na jej temat. Jeden z największych polskich znawców południowoamerykańskiej piłki pisze, czym tak naprawdę jest joga bonita z 1982 roku i dlaczego reprezentacja Canarinhos nie jest już taką potęgą, jak jeszcze kilkanaście lat temu.

A wszystko po to, by znaleźć odpowiedź na pytanie, czy wkrótce będziemy świadkami upadku „kanarka”.

Autor: Bartłomiej Rabij
Data premiery: 5.06.2019r.
Cena okładkowa: 39,99
Liczba stron:
320


#wspieramretro
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: rekrutacja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl