Cafu – kanarek długowieczny

vp63galsbmzo3zqhgcx6

Zagrał w trzech kolejnych finałach mistrzostw świata. W reprezentacyjnej koszulce wybiegał do boju aż 142 razy, co stanowi rekord w historii brazylijskiej kadry. Poznajcie historię Marcosa Evangelisty de Moraisa. Nic wam to nie mówi? Nic dziwnego. Fani futbolu znają go pod pseudonimem Cafu. To on i grający po przeciwnej stronie Roberto Carlos powodowali, że chłopcy kopiący piłkę pod blokiem chcieli być bocznymi obrońcami.

Niecierpliwa pielęgniarka

Miesiąc temu skończył 48 lat. W dniu jego narodzin reprezentacja Brazylii grała na mundialu w Meksyku z Anglią. Rozgrywany w skąpanej słońcem Guadalajarze mecz był już w toku, gdy pani Cleusa Evangelista de Morais zaczęła rodzić. Niezadowolona z takiego obrotu sprawy była podobno położna, która miała odebrać poród. Zniecierpliwiona opieszałością nienarodzonego dziecka podobno wówczas powiedziała:

Dalej, mały Pele. Czas się urodzić. Chcę obejrzeć końcówkę meczu!

Nie wiemy, czy pani pielęgniarka zdążyła chociaż na końcowe fragmenty spotkania. Miała jednak powody do radości. Kanarki pokonały wówczas mistrzów świata 1:0 po bramce Jairzinho. Był to początek marszu podopiecznych Mario Zagallo po tytuł.

Typowa brazylijska historia

Wychowywał się w biednej faweli na przedmieściach Sao Paulo, co jest powszechne w przypadku największych legend brazylijskiego futbolu. Mieszkał z rodzicami i piątką rodzeństwa w jednopokojowym mieszkaniu. Kopał wraz braćmi zwinięte w kulkę skarpetki, które miały imitować piłkę. Na prawdziwą futbolówkę jego rodziny nie było stać.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

W takim przypadku… możesz iść niezwykle popularną w takich miejscach ścieżką przestępczą. Mały Cafu postanowił wybrać jasną stronę mocy. Napotkał jednak wiele problemów. Na samym początku został odrzucony przez wszystkie największe kluby z Sao Paulo. Nie pozwolono mu trenować ani w Palmeiras, ani w Santos, ani w Corinthians. Początkowo jego prośbę o możliwość trenowania odrzuciło także Sao Paulo FC. Dlaczego? Cafu nigdy nie imponował warunkami fizycznymi.

W czasie dorosłej kariery mierzył 176 centymetrów wzrostu. Marcos zaczął kopać piłkę w lokalnym klubiku Itaquaquecetuba. Ten jednak poza nazwą, na której można sobie połamać język, nie wyróżniał się niczym szczególnym. Robił to za to indywidualnie Cafu. Przerastał umiejętnościami swoich kolegów z zespołu. Nasz bohater mocno jednak przeżył początkowe niepowodzenia i nieudane próby zaczepienia się w którymś z renomowanych klubów.

Chodziłem od klubu do klubu, a i tak w każdym pokazywano mi drzwi. Nie wiedziałem dlaczego, przecież wiedziałem, że jestem całkiem dobry. Doprowadzili mnie do tego, że nie chciałem wychodzić z domu, by pograć z kolegami.

Wielu bliskich radziło mu, żeby zrezygnował z marzeń o futbolu i znalazł inne zajęcie, które pozwoli mu odciążyć rodzinny budżet. Pomimo chwilowych wahań, mały Cafu szybko przezwyciężył złe myśli. Grał między innymi w lidze futsalu, doszkalając swoją technikę i umiejętność gry na małej przestrzeni.

Wierzył, że to kwestia czasu, aż zauważy go trener większego klubu. Miał rację. Pierwsze zrehabilitowało się Sao Paolo FC. Trener Carlinhos Neves zauważył potencjał drzemiący w malcu i wyciągnął go z peryferii juniorskiej piłki.

Cafu w barwach Sao Paulo FC, gdzie dołączył w wieku 18 lat. Źródło zdjęcia: Four Four Two

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…