Nie strzelił najwięcej goli w historii futbolu. Nie ma na swoim koncie zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Nie zdobył mistrzostwa Włoch z Interem ani nie został królem strzelców Serie A, a mimo to uznawany jest za najlepszą „dziewiątkę” w historii futbolu. Dlaczego? Na to pytanie postanowił odpowiedzieć Luca Caioli w książce „Ronaldo. Brazylijski Fenomen”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN. Premiera biografii Fenômeno została zaplanowana 21 stycznia tego roku.
Książka „Ronaldo. Brazylijski Fenomen” jest dostępna w przedsprzedaży na LaBotiga.pl: https://bit.ly/retro-ronaldo
– dostajesz ją jako pierwszy – czytasz jeszcze przed premierą!
– atrakcyjne pakiety z kubkiem dla kibiców przywracającym wspomnienia o magicznych występach Ronaldo w reprezentacji Brazylii,
– książka została objęta promocją „Rosnące rabaty, piąty za 1 zł” w księgarni internetowej LaBotiga.
Fragment:
W niedzielę 25 sierpnia Bobby Robson ogłasza skład na pierwszy mecz o Superpuchar Hiszpanii z Atlético Madryt: w miejsce Pizziego jest Ronaldo. „Natychmiast poszedłem porozmawiać z trenerem – wspomina po latach José Mourinho, wówczas asystent angielskiego szkoleniowca. – Chciałem poprosić o wyjaśnienia i zasugerować, żeby wystawił Pizziego, który na to zasłużył, bo miał za sobą fantastyczny okres przygotowawczy. A poza tym Ronaldo nawet nie trenował. »Posadź go na ławce«, powiedziałem. Robson odparł: »José, chcesz być miłym gościem czy wygrać Superpuchar?«”. Miał rację. W meczu z Atlético R9 strzela pierwszego i ostatniego gola z pięciu, jakie Katalończycy wbijają madrytczykom (5:2). Mija pięć i pół minuty od pierwszego gwizdka sędziego, a Brazylijczyk urywa się Radkowi Bejblowi, kiwa Roberto Solozábala i spoza pola karnego mocnym strzałem prawą nogą posyła piłkę przy samym słupku bramki strzeżonej przez José Francisco Molinę. To jego pierwszy gol w granatowo-bordowej koszulce. Goleador i asystent. W 75. minucie wpada w pole karne, radzi sobie z Gelim i posyła zabójcze podanie do Ivána de la Peñi. Ten strzela na 4:2. „Niesamowity… najlepszy w meczu… Niebywałe, co robi Ronaldo, ma wspaniałe umiejętności”, stwierdza komentator stacji TVE. A to jeszcze nie koniec… W 89. minucie w pełni brazylijska akcja: Giovanni zostawia za sobą połowę obrony Los Colchoneros, po czym widząc wychodzącego bramkarza, podaje do Ronaldo, a ten paku je piłkę do pustej bramki. Barcelona 5, Atlético Madryt 2. Na trybunach kibice culé śpiewają i tańczą. Spektakl się rozpoczął. Za sprawą ledwie jednego meczu Brazylijczyk już jest Fenômeno. Trzy dni później, w Madrycie, niewiele brakuje, by drużyna Radomira Anticia odrobiła straty, prowadząc 3:1. Ale Barça kontroluje sytuację i ostatecznie sięga po Superpuchar Hiszpanii. Ronaldo nie ma w kadrze, ale zdobywa swoje pierwsze trofeum jako piłkarz Blaugrany.
Sobota 12 października 1996 roku. Spektaklu ciąg dalszy. I jest on niezapomniany. W siódmej kolejce na Multiusos de San Lázaro Barcelona mierzy się z Compostelą. Ronaldo ma już na koncie pięć goli w rozgrywkach ligowych, dwa w Superpucharze Hiszpanii i dwa w Pucharze Zdobywców Pucharów. Barça wygrywa 5:1. W pierwszej minucie Brazylijczyk dośrodkowuje z prawej strony do Giovanniego, a jeden z obrońców Composteli wbija piłkę do własnej bramki i już jest 1:0 dla gości. W 16. minucie R9 asystuje przy golu Giovanniego na 2:0. W 36. minucie sam strzela na 3:0, a zaledwie 57 sekund po rozpoczęciu drugiej połowy trafia do siatki na 4:0 dla Barcelony.
Jednak tym, co robi największe wrażenie, co zostaje na siatkówce oka i w zbiorowej pamięci miłośników futbolu, jest akcja na 3:0. Na połowie boiska Ronaldo wyłuskuje piłkę spod nóg swojego rodaka Williama Amarala, radzi sobie z Mauro Garcíą, wytrzymuje naciski i szarpnięcia Marokańczyka Saïda Chiby, niczym tyczki mija Javiera Bellido, Francka Passiego, Fabiano Soaresa, José Ramóna i Williama. Wypuszcza sobie piłkę i pokonuje Fernando Peraltę. 47 metrów szalonego biegu i pięciu rywali wystrychniętych na dudka w ciągu 11 sekund. „Ależ gola strzelił Ronaldo! – zachwyca się komentator telewizyjny i dodaje: – Bez wątpienia oglądamy najlepszego napastnika na świecie”. Kamery pokazują stojących kibiców, którzy biją brawo, wymachują chusteczkami i czapkami na cześć Brazylijczyka. Mimo że jest piłkarzem rywali. Stojący przy linii bocznej José Mourinho uradowany wskakuje na boisko, podczas gdy Bobby Robson łapie się za głowę: nie może uwierzyć własnym oczom. Później trener powie, że „Ronaldo jest jak młody Pelé. Nawet jeśli będzie się jeździć po całym świecie, nie sposób zobaczyć drugiego takiego gola”. A Ronaldo? On mówi po prostu: „Podobają mi się wszystkie moje gole, jestem przygotowany i mam nadzieję, że strzelę jeszcze wiele takich jak ten”. Odnośnie do porównań z Pelém chłopak z Bento Ribeiro przyznaje: „To, że jestem do niego porównywany, jest oczywiście wspaniałe, to wielki honor być ustawianym obok najlepszego piłkarza stulecia. Pelé osiągnął najwyższy poziom. Grał w innej epoce, ale pozostaje czarodziejem i legendą”.
Hiszpańskie stacje telewizyjne wielokrotnie pokazują bramkę Ronniego, która stanie się symbolem niesamowitego sezonu Brazylijczyka w bordowo-granatowej koszulce i będzie jedną z najpiękniejszych w jego karierze.
O książce:
Fenomen, który zmienił futbol na zawsze.
We wrześniu 1976 roku w jednym z najpiękniej położonych miast świata piłkarscy bogowie postanowili podarować ludzkości wspaniały dar – Ronaldo.
W biografii Fenômeno Luca Caioli zabiera czytelników w podróż przez trzy kontynenty. Pokazuje w niej dzieciństwo chłopca zwanego Dadado w Bento Ribeiro, dzielnicy Rio de Janeiro, przedstawia drogę zakochanego w piłce Ronniego od gry w halach futsalowych do występów PSV, Barcelonie, Interze i Realu Madryt, jego niezłomną walkę o odzyskanie zdrowia po koszmarnych kontuzjach, a także triumfalny powrót snajpera na azjatyckim mundialu, na którym został królem strzelców i w wielkim stylu doprowadził Canarinhos do zdobycia Pucharu Świata.
Jaką ksywkę dostał z powodu wystających zębów? Kto pomógł mu przystosować się do gry na 11-osobowym boisku? Dlaczego nazwał Romário „dupkiem”? Co wydarzyło się w Barcelonie, że ostatecznie opuścił Camp Nou? I w jaki sposób Andrés Sánchez złożył mu ofertę występów w Corinthians?
Poznaj historię Ronaldo Luísa Nazário de Limy, piłkarza, który wyznaczył nowe standardy dla środkowych napastników i udowodnił, że nawet ze zgruchotanymi kolanami można zostać legendą.
Książkę polecają:
To dzięki niemu pokochałem Inter. Fenomen – u kibiców budził zachwyt, u rywali strach. Na boisku myślał tak szybko, jak biegł. To opowieść o krótkiej, lecz wiecznej piłkarskiej doskonałości, przed erą perfekcyjnych „cyborgów”. To historia nieuchwytnej magii, za którą futbol tęskni do dziś. Ja także.
Paweł Świnarski, intermediolan.com
Idol wielu piłkarzy. Taki talent miało niewielu. Choć w Katalonii był za krótko to i tak przez ten rok działo się wiele. Nie tylko pod względem sportowym. Warto zapoznać się z intrygującymi kulisami tej kariery.
Daniel Żądło, serwis BarcaInfo
Pseudonim Fenômeno w pełni oddawał to, kim na boisku był Ronaldo. Brazylijczyk uosabiał wartości futebol arte. Oddany głęboko sztuce dryblingu poruszał się w rytmie samby. Łamał schematy i rozrywał na kawałki formacje obronne rywali. Wygrywał mecze w pojedynkę i przyspieszył grę w piłkę. Dzięki talentowi, dynamice i uśmiechowi oczarował miliony kibiców urodzonych w latach 80. i 90., którzy do dziś uważają go za najlepszego środkowego napastnika wszech czasów, mimo że kariera Ronniego była daleka od ideału.
Marcin Mendelski, Nieobiektywny kibic
Jego życie to materiał na film. To opowieść o talencie, zawrotnej drodze na szczyt, zachwycie mediów oraz bolesnym upadku i utracie. To wreszcie historia powrotu na boisko i zwycięstwa w chwili, gdy zwątpili w niego już niemal wszyscy. Ronaldo w formie z lat 1994–1998 to prawdopodobnie najlepszy piłkarz w dziejach, jego styl gry zachwycał i inspirował innych.
Łukasz Rodacki, Duch Sportu
