„Grzegorz Lato. Król mundiali” – recenzja

Czas czytania: 3 m.

Miłośnicy smaczków i zakulisowych historii z pogranicza futbolu z pewnością będą po lekturze tej książki usatysfakcjonowani. Pisane z Piotrem Dobrowolskim wspomnienia pt „Grzegorz Lato. Król Mundiali”, wydane przez wydawnictwo SQN, to zbiór anegdot i dykteryjek przytaczanych przez byłego piłkarza. Warto je poznać, by przekonać się, że poza boiskiem w trakcie kariery króla strzelców Mundialu 1974 roku bywało równie ciekawie, co na murawie.

Grzegorz Lato to postać budząca wśród  kibiców kontrowersje. To świetny piłkarz, napastnik – król strzelców Mistrzostw Świata w 1974 roku, do dziś wspominany na wielu stadionach świata przez starszych fanów futbolu. Dla nich pozostał legendą z boiska, ponieważ w Niemczech, a później w Hiszpanii w 1982 roku oczarował z całą polską kadrą świat. W Polsce jego zasługi z boiska zbledły w momencie rozpoczęcia kariery działacza.

Prezesura Grzegorza Laty w PZPN kojarzy się bowiem z brakiem sukcesów. Nie wiodło się nam na murawie, zawaliliśmy eliminacje do Mundialu w RPA oraz Euro 2012. Problemy były też w relacjach prezesa z dziennikarzami, piłkarzami i kibicami, z wisienką na torcie w postaci „Basenu na Narodowym”, jak ochrzczono sytuację, gdy ściana deszczu uniemożliwiła rozegranie w sierpniu 2012 roku meczu Polski z Anglią na Stadionie Narodowym.

Wspomnienia spisywane z Piotrem Dobrowolskim pokazują Grzegorza Latę jako osobę, która nie gryzie się w język. Całość jest podzielona na kilka części, chronologicznie podążających przez życie bohatera. Zdecydowana większość skupia się na karierze zawodniczej, działaczowska część w latach 2008-2012 zajmuje raptem  kilkanaście stron.

Czytelnicy od razu zostają wrzuceni w wir wydarzeń na murawie przed 1974 roku, kiedy to kadra zaczęła odnosić największe sukcesy. Serią anegtod, z których każda zajmuje jeden mini-rozdział, Lato opowiada historię tamtego okresu, prezentując swój styl widzenia przeżywanych wydarzeń. Nie brakuje smaczków z przygotowań do meczów i sytuacji z szatni.

Dostaje się Robertowi Gadosze w rozdziale o tytule niepozostawiającym wątpliwości co do intencji współpiszacego: „Oszust”. Lato wprost przyznaje, że Robert Gadocha zachował się nieprzyzwoicie. I to dwukrotnie.

Wydawał mi się trochę dziwny, ale w życiu bym się nie spodziewał, Że jest zdolny do tego, by nas w tak bezczelny sposób oszukać. I to dwa razy! A przy tym bez mrugnięcia okiem patrzeć nam w oczy, jakby nic się nie stało. Dla mnie jego zachowanie było niewybaczalne, nie ma w tym przypadku żadnego wyłumaczenia, ani okoliczności łagodzących. Bo oszukać kolegów z zespołu to jak oszukać rodzinę. W Niemczech 1974 byliśmy właśnie rodziną.

Pierwsza sprawa jest znana. To wspomaganie Polaków przez Argentyńczyków przed meczem z Włochami, gdy pieniądze odebrał i przejął Robert Gadocha. Drugiej nie będę zdradzał, zachęcając do lektury książki.

W książce mieszają się historie z szatni, boiska, gabinetów prezesów z codziennymi sytuacjami, które wywołają uśmiech wśród czytających, pokazując rzeczywistość PRL, gdzie status znanego piłkarza otwierał drzwi wielu gabinetów rządowych, pozwalając chociażby na tankowanie bez kolejki. Lato nie ukrywa, że najlepiej współpracowało mu się z Kazimierzem Górskim i Antonim Piechniczkiem, podkreślając zwłaszcza mądrość tego drugiego i umiejętność przyznania się do błędu. O Jacku Gmochu ma określone zdanie.

Tak naprawdę mistrzostwa w Argentynie przegraliśmy przez Gmocha. Jacek przez lata terminował u nauczyciela najlepszego z możliwych – pana Kazimierza, w chwili próby zabrakło mu jednak spokoju i zimnej głowy, którą imponował Górski. Jacek zaczął kombinować, mieszać w składzie i kompletnie się pogubił.

Jednocześnie rozwiewa niektóre narosły wokół ekipy z 1978 roku mity, jak ten, że piłkarze z polecenia Jacka Gmocha udali się wspólnie do domu publicznego. Pojechali do restauracji.

Ciekawie robi się także, gdy prezentuje relację, jaka łączyła jego i resztę drużyny z Janem Ciszewskim – legendarnym komentatorem. Opisuje ją jako złośliwą, ale przyjacielską. Nie ukrywa, że dziennikarz był kolorowym ptakiem, a piłkarzy łączyły z nim stosunki o niebo bliższe od tych, które obecnie są zarzucane dziennikarzom komunikującym się z futbolistami. Lato przyznaje, że Ciszewskiego zgubił hazard i miłość do pieniędzy, ale wskazuje, że zawsze łączył ich szacunek. Aż nachodzi ochota na to, by więcej poczytać o legendarnym komentatorze w szerszym zakresie w biografii, o którą może ktoś z autorów książek sportowych kiedyś się pokusi.

Drugą część książki zajmują perypetie klubowe Laty w m.in w Stali Mielec, z pyszną historią kawalerskiego spotkania bohatera publikacji, który ogłosił swoje zaręczyny. O mało co, a cała drużyna zostałaby ukarana, bowiem piłkarze poszli świętować do lokalu… w ciągu dnia.

Później dostajemy opis gry w Lokeren, meksykańskim Atlante i kanadyjskim Toronto oraz okoliczności transferów. Karierę zawodniczą wieńczy historia ostatniego, pożegnalnego meczu w stroju reprezentacji Polski 17 kwietnia 1984 roku, na który Grzegorz Lato prawie nie zdążył. Zainteresowanych kulisami odsyłam do książki.

Ostatnia część to czasy prezesury w PZPN, gdzie Grzegorz Lato przedstawia swoją wersję głośnych wydarzeń, takich jak: afera biletowa po Euro 2012 wywołana przez Jakuba Błaszyczkowskiego, brak orzełka na strojach Polaków i zwolnienie Leo Beenhakkera. Czy są w pełni prawdziwe? Na pewno rzucają inne światło na niektóre sprawy, jak chociażby na zatrudnienie Franciszka Smudy, który przez swoją butę mogł zostać zwolniony po… jednym dniu.

NASZA OCENA: 8/10

Jako kibic lubię książki, które wykraczają poza to, co na boisku, pokazując wiele historii spoza murawy. Taka jest publikacja „Grzegorz Lato. Król Mundiali”. Nie ma tu wybitnego literackiego i wyszukanego języka, ale to wręcz atut. Książka miała bowiem pokazać Grzegorza Latę jako człowieka z krwi i kości, który może i prezesem PZPN nie powinien zostawać, ale zasług piłkarskich nikt mu nie odbierze. Wszak królem strzelców Mundialu i brązowym medalistą mistrzostw się jest, a prezesem PZPN się bywa.

PATRYK SZCZERBA

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Grzegorz Lato. Król mundiali oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.
Redakcja
Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians — przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie, to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Tabela klubów z najsilniejszych lig w Europie

W tym miejscu znajdziesz tabele zbiorcze porównujące wyniki drużyn z ligi angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej, francuskiej i niemieckiej. W ramach porównania sprawdzamy wyniki osiągnięte we...

Derby County – historia Baranów

Derby County to jeden z najstarszych klubów piłkarskich w Anglii i tym samym posiada on niezwykle bogatą historię. Popularne "Barany" były zarówno mistrzem kraju, ale też przychodziło im grać w 3 lidze. W tym artykule opisujemy ich słodko-gorzką historię.

Gheorghe Hagi – Generał złotego pokolenia

Złote pokolenie rumuńskiej piłki nosi wiele imion - jednym z najważniejszych jest Gheorghe Hagi. Zapraszamy do poznania jego historii.