Jacek Krzynówek – bohater z Lizbony

Lokalne początki

Zanim przyszły wielkie mecze, które dały radość całej Polsce, Jacek Krzynówek kopał piłkę na lokalnych boiskach. Wtedy pewnie nawet nie marzył o tym, że w przyszłości założy koszulkę z Orzełkiem czy posłucha z murawy hymnu Champions League.

Bohater naszego tekstu aż do osiemnastego roku życia występował tylko w B klasie. Bronił barw klubu ze swojej małej ojczyzny – Chrzanowic. Na tym szczeblu nie można poczuć zapachu wielkiej piłki, ale to właśnie tam często wykuwa się charakter prawdziwego sportowca.

W Chrzanowicach grałem trzy lata. Raz awansowaliśmy do A klasy, potem z niej spadliśmy, w kolejnym sezonie zajęliśmy w B klasie czwarte miejsce. Mieliśmy swoje boisko w lesie, gdzie czasem po mocniejszym strzale piłka przepadała na zawsze. To boisko było naszym mocnym punktem: wiedzieliśmy, gdzie jak trochę popada, to woda stoi, wiedzieliśmy którą stroną lepiej grać. Szatnia tylko dla gospodarzy, goście musieli się przebierać w samochodach czy w busiku – wspominał Krzynówek w wywiadzie udzielonym Leszkowi Milewskiemu z portalu Weszło.com.

Szansą na wybicie się był mecz z Radomskiem w Pucharze Polski. LZS Chrzanowice po latach starań dotarł w tych rozgrywkach do poziomu wojewódzkiego. Tam trafił na RKS – grający wówczas w klasie okręgowej najmocniejszy zespół w okolicy.

Gospodarze przegrali 1:2, ale pokazali się z dobrej strony. Wrażenie wywarł zwłaszcza Jacek Krzynówek, który strzelił jedynego gola dla pokonanych. Klub z Radomska od razu zainteresował się późniejszym reprezentantem Polski. Młody piłkarz nie chciał jednak zmieniać otoczenia.

Byłem na jednym treningu i stwierdziłem, że jednak nie chcę. Prezes zagotował się na mnie. „Nie chcesz gówniarzu? To nie!”. Zostałem w Chrzanowicach. Zawsze chciałem grać w piłkę, ale wtedy chyba nie dorosłem jeszcze do przenosin. Miałem szkołę, uczyłem się, chciałem skończyć zawodówkę – opowiadał na Weszło.com.

RKS z czasem awansował do trzeciej ligi i potrzebował młodzieżowca. W rozgrywkach każda drużyna musiała mieć dwóch takich zawodników w jedenastce. Przypomniano sobie właśnie o chłopaku z Chrzanowic.

Młody Jacek zdecydował się w końcu na zmianę klubu i trafił pod trenerskie skrzydła Lesława Ćmikiewicza – mistrza i wicemistrza olimpijskiego, srebrnego medalisty mistrzostw świata. Był to ogromny przeskok. Zupełnie inna futbolowa rzeczywistość.

Na LZS graliśmy przed kilkoma widzami, na RKS chodziło pięć tysięcy ludzi. Całe miasto żyło grą drużyny. Było wielkie ciśnienie na awans, w konsekwencji w kadrze znajdowało się wielu piłkarzy z przeszłością w pierwszej lidze, choćby Wiesław Wraga – mówił Krzynówek we wspomnianej rozmowie.

Na krajowym podwórku Krzynówek wielkiej kariery nie zrobił. Zagrał jeszcze w Rakowie Częstochowa i GKS-ie Bełchatów. Nie dotarł na szczyt polskiej piłki klubowej, ale i tak przeniósł się za granicę. Transfer do Niemiec zupełnie odmienił jego karierę.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…