Jacek Krzynówek – bohater z Lizbony

Twarda ręka Magatha

Po bardzo udanej przygodzie z Bayerem Krzynówek został graczem Wolfsburga. Miał okazję trenować pod okiem Felixa Magatha, szkoleniowca słynącego z twardej ręki i mogącego pochwalić się piękną karierą zawodniczą.

Jako piłkarz z Hamburger SV trzy razy zdobył mistrzostwo Niemiec. Sięgał też po Puchar Europy i Puchar Zdobywców Pucharów. Z reprezentacją Niemiec zostawał mistrzem Europy oraz, dwukrotnie, wicemistrzem świata.

O metodach treningowych Magatha krązyły legendy. Mówiło się, że zawodnicy mdleli podczas wyczerpujących treningów. O tym jak ciężko było na jego zajęciach, Krzynówek miał okazję przekonać się na własnej skórze. Obaj panowie nie do końca potrafili znaleźć wspólny język, ale Polak przyznawał, że podejście Niemca przynosiło efekty.

Trenowałem u niego półtora roku. Raz grałem, raz nie – większość nie. Muszę mu oddać, że fizycznie byłem przygotowany znakomicie. Nawet jak nie grałem w klubie, to przyjeżdżałem na kadrę, a Beenhakker mówił: to jest niemożliwe, że ty tak wyglądasz bez rytmu meczowego – opowiadał.

Pochodzący z Chrzanowic zawodnik nie ukrywał, że czasem podczas treningów miał ciemno przed oczami. Jeszcze raz zacytujmy Weszło.com:

Ale mój charakter nie pozwalał mi, żebym się poddał. Odpoczywałem minutę dłużej, ale walczyłem dalej. Niektórzy się poddawali, Magath podchodził: trenujesz dalej? Nie. Na następnym treningu gościa już nie było.

Największym problemem Jacka Krzynówka nie były jednak katorżnicze treningi. Większy kłopot stanowił fakt, że Polak bardzo mało grał. W sezonie 2008/2009 zdobył to, czego nie udało się wywalczyć z Bayerem – mistrzostwo Niemiec. Jednak rozegrał tylko cztery mecze, zimą odszedł do Hannoveru. Jego wkład w zdobycie tytułu nie był zbyt duży.

Karierę zawodniczą zakończył właśnie w Hannover 96. W Niemczech grał przez ponad dekadę. Był to dla niego bardzo udany czas. Z dobrej strony pokazał się na niemieckich boiskach.

Z powodzeniem występował w Lidze Mistrzów. Wiele osób twierdzi, że przetarł szlak do wielkiej klubowej piłki takim graczom jak Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek czy Jakub Błaszczykowski. Zapytany przez Michała Kołodziejczyka o opinię na ten temat odpowiedział:

Kiedy wyjeżdżałem do Niemiec, w Bundeslidze było już chyba dziesięciu piłkarzy z Polski. Ale oczywiście cieszę się, kiedy ktoś mówi, że dołożyłem swoją cegiełkę do tego, by na zawodników z naszego kraju patrzono przychylniej. Wydaje mi się, że teraz nie chodzi już tylko o rynek niemiecki, ale po prostu europejski. We Włoszech kiedyś był tylko Marek Koźmiński, a teraz nasza kolonia w Serie A jest gigantyczna.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…