Jerzy Pietrzkiewicz – legenda Stali Sanok

Czas czytania: 5 m.

Na początku 2017 zmarł piłkarz wyjątkowy. Był to zawodnik, który nie gościł na okładkach najpopularniejszych krajowych gazet. Rzadko można było usłyszeć o nim w telewizji. Futbolowe opowieści naszych ojców i dziadków też nieczęsto skupiały się na jego nazwisku. Jednak dla Stali Sanok, a nawet dla całej podkarpackiej piłki, była to postać szczególna i zasłużona. Postać, którą śmiało można nazwać legendą sanockiego klubu. Dlatego warto opisać ciekawą karierę Jerzego Pietrzkiewicza.

Skazany na futbol

Pierwsze kroki jako piłkarz Jerzy Pietrzkiewicz stawiał w Braniewie. To właśnie tam przeniósł się z rodziną. Przeprowadzka spowodowana była obowiązkami zawodowymi ojca – oficera Wojska Polskiego. Młody Jurek rozpoczął sportową karierę w miejscowym Klubie Sportowym „Zatoka”. Tutaj występował też jego tata, który po zakończeniu przygody zawodniczej został kierownikiem drużyny. Nasz bohater otrzymał więc talent do gry w piłkę w genach. Tym bardziej, że także inni członkowie jego rodziny uprawiali tę dyscyplinę.

Do uprawiania piłki nożnej nakłonił mnie mój ojciec nie natrafiając z mojej strony na opór, gdyż garnąłem się do tej najpopularniejszej dyscypliny sportowej tym bardziej, że moi wujowie zarówno po stronie mamy i ojca uprawiali ten sport. Najbardziej znani to Kazimierz i Krzysztof Kurkarewiczowie – pierwszy bramkarz, a następnie trener, drugi to stoper – obaj cały czas występowali i bronili barw sanockiej Stali – wspomina Pietrzkiewicz w książce „55 lat Klubu Sportowego Stal Sanok” Adama Baszaka i Józefa Ząbkiewicza.

Rok 1966 kojarzony jest głównie z jedynym tryumfem piłkarzy z ojczyzny futbolu na mundialu. Dla Pietrzkiewicza był to czas kolejnej przeprowadzki. Tym razem rodzina trafiła do Włodawy, gdzie nastoletni Jurek rozpoczął grę w szkolnej drużynie MKS. Po dwóch miesiącach stał się zawodnikiem Klubu Sportowego „Włodawianka”. Pierwsza drużyna występowała wówczas w klasie okręgowej. Późniejszy gwiazdor Stali Sanok wspomina jednak sukcesy z ekipą juniorów:

Z drużyną juniorów tego klubu zdobyliśmy wicemistrzostwo województwa lubelskiego. Rywalizację o I miejsce przegraliśmy tylko z Motorem Lublin jedynie gorszą różnicą bramek. W ostatnim meczu tej rywalizacji wygraliśmy 2:1, a ja zdobyłem obie bramki.

Następnie przyszedł czas na grę wśród seniorów, po czym Pietrzkiewiczowie wrócili do Sanoka.

Powrót do domu

Po kilku latach pobytu we Włodawie wraz z całą rodziną powróciliśmy do Sanoka, chociaż ojca Dowództwo Wojskowe miało zamiar przenieść do Lublina, gdzie miałbym możliwość być zawodnikiem Lublinianki – wówczas klubu cywilno-wojskowego. Było to 1 lipca 1970 roku, natomiast w Stali Sanok zacząłem grać dopiero w kwietniu 1971 roku – opowiadał piłkarz.

Mama zawodnika dostrzegała priorytety gdzieś indziej niż na piłkarskiej murawie. Uważała po prostu, że są w życiu ważniejsze sprawy od uprawiania sportu.

Moja mama obawiała się o kontuzję, a ponadto stawiała na pierwszym miejscu naukę, stąd też prawie rok zastanawiano się czy pozwolić mi na podjęcie treningów.

Już w pierwszym występie w sanockich barwach – jeszcze w szeregach juniorów – Pietrzkiewicz trafił do siatki. Na debiut w pierwszym zespole nie trzeba było długo czekać.

Uczęszczałem wówczas do szkoły średniej. W drużynie juniorów po raz pierwszy zagrałem przeciwko JKS Jarosław. Padł remis 1:1, a bramka była moim dziełem. Po kolejnych trzech – czterech meczach w juniorach przyszedł czas na debiut w pierwszej drużynie seniorów. Grałem m.in. przeciw Czuwajowi Przemyśl w klasie okręgowej, wygraliśmy 2:1, a ja zdobyłem obydwie bramki. Kilkakrotnie byłem królem strzelców w klasie okręgowej i w III lidze. Rywalizowałem w tych klasach o tytuł najlepszego snajpera z Jerzym Bandrowiczem z Polonii Przemyśl i Andrzejem Korfantym z Siarki Tarnobrzeg. Moje rekordy to 29 goli w okręgówce oraz 19 goli w III lidze – tak Pietrzkiewicz wyliczał swoje pierwsze piłkarskie osiągnięcia.

Taka skuteczność nie mogła pozostać niezauważona. Pietrzkiewiczem szybko zaczęły interesować się inne kluby, o czym opowiadał sam zainteresowany:

Wieść o mojej niezawodnej skuteczności rozeszła się szybko po klubach nie tylko z naszego regionu. Klubowi działacze chcieli mnie mieć w swoich drużynach, zgłaszali się więc do Sanoka przedstawiając konkretne propozycje wobec mojej osoby. Miałem szansę występować w Pogoni Szczecin, Cracovii, Resovii, Stali Rzeszów, Stali Mielec.

Jednak na opuszczenie miasta nie chcieli zgodzić się rodzice. Dlatego bohater tego tekstu musiał pozostać w Sanoku i odrzucić oferty zainteresowanych nim klubów, z czego zwierzył się na łamach książki:

Rodzice moi, a szczególnie mama, nie chcieli słyszeć abym mógł wyjechać z Sanoka. Tak więc chętni zmuszeni byli odjechać z kwitkiem. Mogłem grać nawet w I lidze, a gdyby czas się cofnął, to pewnie skorzystałbym z jednej z wyżej wymienionych propozycji.

Być może szkoda było straconej szansy, ale trzeba spojrzeć także na pozytywne strony rezygnacji z przenosin:

W Sanoku trzymała mnie dziewczyna, teraz małżonka. Planowała naukę w Dębicy, mógłbym ewentualnie grać w Wisłoce. Zostałem w Stali… już na zawsze – opisywał pan Jerzy w artykule „Futbol w genach” autorstwa Grzegorza Boczara z „Nowin”.

Epizod w Mielcu

Także w 1971 roku odbywały się w Gliwicach półfinałowe mecze Mistrzostw Polski Juniorów. Specjalnie na tę okazję Pietrzkiewicz został wypożyczony do Stali Mielec. Być może trudno w to uwierzyć, ale taka sytuacja była wówczas dopuszczalna.

Była w tym czasie taka możliwość, że drużyny na półfinałowy turniej mogły zasilić swoje składy piłkarzami z innych klubów tego samego okręgu. W towarzyskim meczu przed wyjazdem na półfinał Mistrzostw Polski Stal Mielec wzmocniona mną i Józefem Nowosielskim pokonała Czarnomorca Warna 4:1, a ja wpisałem się na listę strzelców – wspominał sanocki futbolista na stronach cytowanej już książki.

Niestety mielczanom nie powiodło się w walce o finał. W ostatnim spotkaniu turnieju z ekipą KSZO należało tylko zremisować. Sztuka ta nie udała się i drużyna z Podkarpacia musiała obejść się smakiem.

Przepis na rzuty wolne

Najbardziej zapadły w pamięć Pietrzkiewiczowi mecze, które rozegrał dla Stali Sanok przy okazji rozgrywek o Puchar Polski. Zwłaszcza do dwóch spotkań wracał po latach, gdy wymieniał te najistotniejsze. Pierwszym był bój z Ursusem Warszawa. Popisał się wówczas hat-trickiem, a sanoczanie wygrali 4:2. Drugą rywalizacją, którą nasz bohater zapamiętał najmocniej był mecz z Ruchem Chorzów. W tym przypadku jednak tak dobrze nie było, bowiem zespół ze Śląska zwyciężył 4:0.

Sławny Joachim Marx strzelił gola naszemu Zbyszkowi Sołtysikowi po tym, jak wypuścił sobie piłkę po prostej i wyprzedził obrońcę biegnąc poza boiskiem, po bieżni stadionu Wierchy – relacjonował na łamach „Nowin” – Ja dwa razy z wolnego przećwiczyłem Czaję, reprezentacyjnego bramkarza Ruchu; raz przeniósł piłkę nad poprzeczką, raz odbił na róg. Mecz w Sanoku oglądało pięć tysięcy ludzi – dodał.

Pietrzkiewicz zdobył dla sanockiego klubu aż 273 bramki. Wiele z tych goli strzelał z rzutów wolnych. Tak opisywał swój sposób na skuteczność w tym elemencie:

Pierwszego wolnego w meczu biłem na siłę w mur. Jeśli przeciwnik dostał strzał w klatę, to za drugim razem się zwykle uchylił. Jeśli nie, to znów dostał i przy kolejnym moim wolnym już nie stawał w murze. Ale bez przesady. Nie tylko prałem ile sił w nogach. Potrafiłem też zakręcić piłkę.

Tak bogaty dorobek bramkowy był efektem 15 lat gry w sanockiej drużynie. Warto przy tym wspomnieć o meczu przeciwko rezerwom Stali Stalowa Wola w krajowym pucharze. W tym właśnie spotkaniu „Pietia” cieszył się z aż… pięciu goli. Wróćmy do książki Baszaka i Ząbkiewicza. Na jej stronach legendarny gracz Stali tak podsumował swoją boiskową skuteczność:

W regionie znany byłem jako najbardziej niebezpieczny snajper. Często strzelałem po dwa, trzy gole w jednym meczu.

Nic więc dziwnego, że został uznany za ikonę sanockiego klubu i na trwałe zapisał się w jego historii.

Legenda

Po zaprzestaniu gry w piłkę, Pietrzkiewicz nadal związany był z futbolem.

W 1986 roku zakończyłem karierę zawodniczą, występując w Stali ponad 15 lat, zająłem się trenerką. Początkowo prowadziłem LZS Długie, a następnie związałem się ze swoim ulubionym klubem Stal Sanok w charakterze drugiego trenera, a obecnie kierownika I drużyny seniorów i szkoleniowca młodych adeptów piłkarskich – opowiadał.

Najważniejszym momentem w karierze kierownika drużyny był awans Stali do II ligi, a później gra klubu w tej klasie rozgrywkowej. Pietrzkiewicz podzielił się z czytelnikami „Nowin” ciekawą anegdotą z sezonu 1998/1999:

Po meczu z Petrochemią w Płocku nasi piłkarze szukali kurków pod prysznicami. Zwyczajnie ich nie było. Poruszali się w prawo i w lewo i woda trysnęła. Okazało się, że prysznice działają na fotokomórkę.

Jerzy Pietrzkiewicz zasłynął nie tylko licznymi golami, wielkimi meczami i wspaniałymi rzutami wolnymi. Na uwagę zasługuje także to, że nigdy nie został ukarany czerwoną kartką.

Zmarł 5 stycznia 2017 roku po długiej i ciężkiej chorobie. Dla kibiców Stali Sanok na zawsze pozostanie legendą. Jest najlepszym strzelcem w historii tego klubu. Pełnił w nim rolę piłkarza, trenera i działacza. Odnosił sukcesy w każdej roli. Gdy opuszczał ten świat, miał 63 lata. Warto pamiętać o tym piłkarzu. Śmiało można rzec, że stał się wybitną postacią nie tylko dla sanockiego, lecz w ogóle dla podkarpackiego futbolu. A wiedzieć o nim powinni kibice także z innych części naszego kraju, bo postawą na boisku i licznymi osiągnięciami z pewnością na to zasłużył. Oto mój mały hołd dla Jerzego Pietrzkiewicza.

GRZEGORZ ZIMNY

Grzegorz Zimny
Grzegorz Zimny

Absolwent pedagogiki na Uniwersytecie Rzeszowskim. Fan historii sportu, ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej. Pisał teksty dla portalu pubsport.pl. Od 2017 roku autor artykułów na portalu Retro Futbol, gdzie zajmuje się zarówno światową piłką nożną, jak i historiami z lokalnego, podkarpackiego podwórka, najbliższego sercu. Fan muzyki rockowej i książek.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Statystyki polskich piłkarzy w ligach zagranicznych w sezonie 2022/23

w tym artykule prezentujemy statystyki polskich piłkarzy w ligach zagranicznych w sezonie 2022/2023

Spirydion Albański – lew w bramce

Historia Spirydiona Albańskiego - zapomnianego przedwojennego piłkarza.

Jan Woś – Legenda Odry Wodzisław

Przez ekstraklasę prześlizgnęło się w przeszłości wielu zawodników, którzy pozostali kompletnie anonimowi, niczym się nie wyróżniając. Nieraz narzekamy na brak dobrego poziomu, ale także...