Kazimierz Trampisz – bytomska gwiazda

Z anim reprezentacja Polski zdobywała medale mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich, a kibice na całym świecie podziwiali takich zawodników jak Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato czy Zbigniew Boniek, w naszym kraju już pojawiali się nieprzeciętni piłkarze. Wielu z nich nie doczekało najpiękniejszych chwil polskiego futbolu i gdy rodzima piłka przeżywała najpiękniejszy czas, oni już nie biegali po murawie. Dlatego nie pamięta się ich tak mocno, jak późniejszych idoli. Jedną z wielkich postaci tych odległych czasów był Kazimierz Trampisz – legenda Polonii Bytom.

Wielka osobowość

Kazimierz Trampisz był ciekawą postacią nie tylko ze względu na umiejętności piłkarskie. Posiadał charyzmę, dzięki której szybko stał się ulubieńcem kibiców. Jak mało kto potrafił zjednać sobie publiczność. W życiu bywał niepokorny. Zdarzało się, że nie miał przez to łatwo, ale zawsze bronił swojego zdania i nigdy nie ulegał innym.

Można powiedzieć, że Trampisz był piłkarzem antysystemowym. Nienawidził komunizmu, pod którego ciężarem musiał żyć. A życie w ogóle łatwe nie było, gdyż nie oszczędziło go przecież w dzieciństwie przed wojenną zawieruchą.

Dariusz Leśnikowski, autor wydanej z okazji 90-lecia Polonii Bytom biografii Trampisza, napisał, że życie tego zawodnika było wielką przygodą. Trzeba się z tym zgodzić. Urodzony na kresach piłkarz to postać godna przypomnienia.

Miłość do miasta

Kazimierz Trampisz urodził się w 1929 roku w Stanisławowie. Miasto to obecnie leży na Ukrainie i nazywa się Iwano-Frankiwsk. Wówczas należało oczywiście do Polski. Bohater tego tekstu przyszedł na świat jako drugie dziecko Franciszka i Julii Trampiszów, dla których starszą pociechą była córka Halina.

Matka nie pracowała, wtedy kobiety prowadziły dom, wychowywały dzieci. Tato był urzędnikiem na kolei. Maszynista pociągów pospiesznych dostawał 450 złotych. I to było dużo! Nauczycielka zarabiała 80 złotych, na poczcie się miało jakieś 120. Ojciec pewnie dostawał tyle samo. Żeby sobie dorobić złapał się za zakładową straż pożarną na kolei. Miał z tego dodatkowe 100 złotych na miesiąc. Te – w sumie- ok. 220 złotych to już były jakieś pieniądze. Ale na przykład 35 złotych przedwojennych płaciliśmy czynszu za pokój z kuchnią.

opowiadał Trampisz na łamach wspomnianej książki.

Zanim Kazimierz Trampisz trafił na największe krajowe i międzynarodowe stadiony, biegał za piłką na łąkach w rodzinnym mieście. To tam wykuwał się talent późniejszego reprezentanta Polski.

Od małego grałem przecież na placach przy Bystrzycy, na trawnikach nad brzegiem. Jak miałem 6-7 lat, grywało się ulica na ulicę, klasa na klasę

wspominał zawodnik.

Klubem, który najmocniej działał na wyobraźnie Trampisza w czasach jego dzieciństwa, była miejscowa Górka. Nazwę tę nosił zresztą nie tylko klub, ale również dzielnica Stanisławowa, w której wychowywał się późniejszy olimpijczyk.

mecz Bułgaria – Polska, Trampisz pierwszy z prawej

Jednym z zawodników KS Górka był Stanisław Kantor, wujek Kazimierza, brat jego mamy. W drużynie pełnił rolę bramkarza. Szybko przekazał siostrzeńcowi piłkarską pasję. Na mecze chodziła cała rodzina. Z czasem wujek zaczął przyjeżdżać po młodego Kazia rowerem i zabierać go na lokalne futbolowe widowiska.

Piłki w Stanisławowie nie brakowało. Funkcjonowało tam aż siedem klubów sportowych. Nic więc dziwnego, że marzenia o byciu piłkarzem narastały w głowie kilkuletniego chłopca. Niestety, entuzjazmu nie podzielał ojciec. Na taką postawę Trampisza seniora miała wpływ sytuacja z jednego z meczów ukochanej Górki, kiedy stojący w jej bramce wujek złamał nogę. Udało się ją uratować, mimo że podobno groziła amputacja, ale Stanisław Kantor na boisko już nigdy nie wrócił. Kiedy tata widział młodego Kazia uganiającego się za piłką, karał go klapsami.

Na Górce wokół boiska były żywopłoty. Tata tamtędy wracał z pracy. Kiedy widziałem, że idzie, uciekałem do domu, bo wiedziałem, że będzie źle. A nawet jak mnie nie widział, że gram, wsadzał mi tylko rękę za koszulę i już wiedział, że znów ganiałem za piłką.

mówił piłkarz

Nadzieja na karierę

W 1944 roku, piętnastoletni Kazimierz poszedł na pierwszy w życiu prawdziwy trening. Miało to miejsce w założonym przez Sowietów klubie Lokomotiw Stanisławów. Młody zawodnik otrzymał koszulkę, spodenki, getry i buty. Nazajutrz miał wrócić z kompletem stroju, by rozegrać pierwszy mecz. Dużym problemem było przyniesienie sprzętu do domu, tak by nie dowiedział się o tym ojciec.

Ojciec nie mógł się o niczym dowiedzieć! Schowałem więc strój pod schody i całą noc nie spałem, bo się bałem, żeby nikt mi go nie zabrał. No bo jak tu przyjść potem na mecz i powiedzieć: „nie mam koszulki”? Było tylko 11 kompletów! Kiedy rano wstałem i zobaczyłem, że wszystko leży na miejscu, strasznie się ucieszyłem i poleciałem grać.

opowiadał

Dobre mecze sprawiły, że tata piłkarza szybko zmienił zdanie odnośnie zainteresowań syna. Kiedy do Trampisza-seniora podchodzili rozentuzjazmowani kibice i chwalili młodego gracza, ojciec pękał z dumy. Przyznał, że nie zdawał sobie sprawy z talentu swojego potomka. Od tego czasu zaakceptował jego pasję i zaczął go wspierać w dążeniu do celu.

Dramat wojny

Nim doszło do pięknych piłkarskich wydarzeń, Kazimierz Trampisz musiał przeżyć piekło II wojny światowej. Jego wspomnienia są dramatyczne:

Głodowaliśmy przez pół roku. Kolację jedliśmy tylko z siostrą – mama z tatą zawsze mówili, że już wcześniej zjedli. Myśmy zdawali sobie sprawę, że  nie było jedzenia dla czterech osób i że oni chcą, żeby dla nas starczyło.

Do momentu wybuchu największego konfliktu zbrojnego w dziejach, Trampisz zaliczył cztery klasy szkoły podstawowej. Po zakończeniu wojny, na konferencji w Jałcie alianci zgodzili się na oddanie Sowietom wschodnich ziem Rzeczypospolitej, w wyniku czego nastąpił masowy wyjazd Polaków ze Stanisławowa. Wyjechać musiała także rodzina naszego bohatera.

Bytom

Był 22 maja 1945 roku. Tego dnia Trampiszowie wraz z trzema innymi rodzinami wsiedli do transportu. Piłkarz tak wspominał tamte wydarzenia:

Wagon towarowy, cztery rodziny musiały się zmieścić. Wzięliśmy dwa łóżka składane, cztery skrzynki; w sumie w wagonie było 30 osób. I tak jednak mieliśmy szczęście. Ojciec był kolejarzem. Wybrał wagon najlepszy. Przynajmniej był dach nad głową. A inne rodziny jechały odkrytymi, którymi na przykład węgiel wożono. Ale i tak to była straszna podróż. Na początku przecież nikt nie wiedział, dokąd jedziemy.  

Ostatecznie rodzina trafiła do Botymia. Wpływ na ten fakt miała miłość naszego bohatera do piłki nożnej. Na kolejnych przystankach przekazywano informacje o tym, że właśnie w Bytomiu osiedlili się piłkarze Pogoni Lwów. Kiedy Kazimierz Trampisz dowiedział się o tym, natychmiast zapragnął znaleźć się w tym mieście.

Tato znał się na tych wszystkich sprawach. Poszedł do dyżurnego ruchu, załatwił, że nas od transportu odczepili – choć nasz wagon był w środku pociągu – i przypięli do towarowego, co szedł na Śląsk

relacjonował sportowiec

Po przenosinach do Bytomia zaczęła się przygoda Trampisza z tamtejszą Polonią. Mógł występować u boku swoich idoli – Matyasa, Albańskiego Kuchara. Już to było dla naszego bohatera wielkim przeżyciem. Ale najlepsze czasy miały dopiero nadejść…

Hejnał Kęty

Dariusz Leśnikowski wspomina w kilkukrotnie cytowanym dziele, że większość historycznych opracowań podawała, iż Trampisz grał w trzech klubach. W rzeczywistości było ich cztery. Przez lata pomijano epizod, jaki piłkarz zaliczył w Kętach.

W mojej karierze jeszcze jest to, o czym nikt nie wie, Ja półtora roku grałem w Hejnale Kęty!

Wspominał

W barwach Polonii Bytom początkowo Trampisz znakomicie spisywał się w drużynie juniorów prowadzonej przez późniejszego selekcjonera Ryszarda Koncewicza. To dzięki temu wypatrzył go pewien człowiek, który chciał sprowadzić zawodnika do Kęt. Tak opowiadał o nim bohater tekstu:

Kogut się nazywał. Miał firmę: skupował od chłopów drzewo i wysyłał do fabryki papieru. Jego żonę, to ja widziałem w Kętach dwa razy. W zimie trzy miesiące siedziała w Zakopanem, w lecie – nad morzem. Pieniędzy miał jak lodu. Z takim drugim betoniarzem we dwóch postawili nowy stadion w Kętach. Trybunę drewnianą z kręgielnią u dołu, boisko ogrodzone parkanem drewnianym na betonowych słupach.

Właściciel A-klasowego klubu zaproponował także 4 tysiące złotych miesięcznie dla 17-letniego wówczas gracza. Wszyscy zawodnicy zespołu otrzymywali wynagrodzenie za grę. Władza ludowa nie była jeszcze tak silna.

W ówczesnej prasie nie można znaleźć nazwiska legendy bytomskiego klubu. Wszystko przez to, że do gry w Hejnale potrzebne było zwolnienie z Polonii. Jej trener, Michał Matyas, nie chciał go udzielić. Trampisz grał zatem na lewe nazwisko.

Później Matyas owego zwolnienia udzielił, ale gdy po roku gry Trampisza w Kętach spotkał w Bytomiu jego ojca, namówił go, na powrót syna do Bytomia. Czas spędzony w Hejnale był krótki, ale dla późniejszego reprezentanta Polski niezapomniany. Przez lata piłkarz otrzymywał od klubu świąteczne czy imieninowe życzenia i zostawał zapraszany na jubileusze.

Igrzyska 

W 1952 roku Kazimierz Trampisz pojechał na  najważniejszą imprezę w życiu. Znalazł się w reprezentacji Polski szykującej się do występu na igrzyskach olimpijskich w Helsinkach. Turniej zaczął się bardzo dobrze. Polacy pokonali Francję 2:1. Jednego z goli strzelił właśnie Trampisz.

Pociągnąłem prawą stroną i jakieś trzy metry przed „szesnastką” strzeliłem bardzo mocno w prawy dolny róg bramkarza.

– zawodnik nawet po latach bardzo dobrze pamiętał tę akcję.

W kolejnym spotkaniu na drodze biało-czerwonym stanęli Duńczycy. Kazimierz Trampisz nie mógł przystąpić do tej rywalizacji z powodu kontuzji. Nasza drużyna poniosła porażkę i marzenia o medalu olimpijskim nie spełniły się.

Dwukrotny mistrz Polski  

Polonia Bytom dwa razy w historii sięgała po mistrzostwo Polski. Tylko czterech zawodników miało udział w obu triumfach. Byli to Henryk Kempny, Józef Wieczorek, Jan Liberda i właśnie Trampisz.

Pierwszy tytuł padł łupem niebiesko-czerwonych w 1954 roku. Zespół prowadzony był wówczas przez wspomnianego już Ryszarda Koncewicza. Szkoleniowiec ceniony był w całej Polsce, dzięki czemu wszedł na szczyt krajowego futbolu, zostając selekcjonerem. Mniej sukcesów odnosił trener, który doprowadził bytomian do kolejnego triumfu, w 1962 roku. Był nim Hubert Skolik.

Powiem wprost: to był najgorszy trener, jaki mnie w życiu trenował. Miał trochę przygotowania teoretycznego, a mnie chciał uczyć; on, który nigdy nie był piłkarzem.

lekko żalił się po latach piłkarz

Rzeszowska przygoda

Po wywalczeniu drugiego tytułu Trampisz opuścił Bytom. Został zawodnikiem Stali Rzeszów. Tak opowiadał o powodach przenosin:

Zrobiłem to ze względu na moją żonę. Dana była wcześniej żoną Henia Skromnego, który umarł na raka. Ja się nią zacząłem opiekować i coś między nami się narodziło. Ale po Bytomiu się zaczęły rozchodzić plotki na nasz temat. I wtedy ona mi powiedziała: „Kazik, musimy się wynieść z Bytomia, bo nie wytrzymamy”.

Stal weszła właśnie do pierwszej ligi. 33-letni wówczas Trampisz był jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w drużynie. Należał również do czołowych graczy zespołu. Co ciekawe, kiedy rzeszowianie rywalizowali o ligowe punkty z Polonią Bytom, na boisko nie wybiegł. Kolejny raz oddajmy mu głos:

Od razu w Rzeszowie powiedziałem, że przeciwko Polonii nie będę grać. I nie grałem. Bo przecież ja się mogłem w czasie meczu zapomnieć i ciągnąć piłkę na swoją bramkę, żeby Jasiowi Liberdzie podać! Ja sobie nie wyobrażałem, że mógłbym przeciwko Polonii zagrać. To był mój klub, moje barwy, moi koledzy, mój zarząd i moi kibice.

Drugi sezon w Stali nie był już tak udany. Trampisz zagrał w zaledwie kilku meczach, w których zresztą nie potrafił znaleźć drogi do bramki przeciwnika. W końcu zakończył zawodniczą karierę. Jako reprezentant Polski, olimpijczyk i dwukrotny mistrz kraju.

Kariera trenerska

Kiedy Kazimierz Trampisz zawiesił buty na kołku, pozostał w Rzeszowie. Dostał od działaczy Stali propozycję pełnienia funkcji trenera. Pracował na tym stanowisku blisko sześć lat. Wówczas stanowiło to rekord w polskim klubie. Dopiero po latach wyrównał to osiągnięcie Leszek Jezierski w Widzewie Łódź.

Do wielkich sukcesów Stali nie zdołał doprowadzić, ale osiągał całkiem solidne wyniki, jak na drużynę, która przecież nie miała ambicji mistrzowskich. Po długim okresie spędzonym na Podkarpaciu Trampisz wrócił do ukochanej Polonii. Później prowadził m.in. Zagłębie Sosnowiec i GKS Katowice. Na początku lat 90. znów wrócił do Bytomia. Aż do emerytury pełnił w klubie swojego życia funkcję trenera – koordynatora sekcji młodzieżowej. 

Znalezione obrazy dla zapytania trampisz

Kazimierz Trampisz zmarł 12 sierpnia 2014 roku. Był piłkarzem nieprzeciętnym. Wystąpił na igrzyskach olimpijskich i strzelił na nich gola. Stał się wielką legendą Polonii Bytom. Miał zasługi także dla innych klubów. Kochał piłkę nożną od dziecka i związał z nią całe życie. Ci, którym bliska jest historia futbolu, powinni o tej postaci pamiętać.

Po więcej informacji o życiu Kazimierza Trampisza odsyłam do wydanej na 90-lecie Polonii Bytom biografii piłkarza napisanej przez Dariusza Leśnikowskiego. Z tej publikacji pochodzą użyte w tekście cytaty.

GRZEGORZ ZIMNY

#wspieramretro