Spirydion Albański – lew w bramce

Przedwojenni piłkarze to temat, który intryguje wielu. Nie widzieliśmy ich w akcji, nie możemy przeczytać ich autobiografii, a większości z nas nazwiska typu Kossok, Szczepaniak czy Słonecki kompletnie nic nie mówią. Postaram się Wam przedstawić pokrótce sylwetkę znakomitego bramkarza, wybranego w 1933 roku najlepszym piłkarzem w kraju, którego śmiało można określić legendą lwowskich klubów.

Pierwszą intrygującą rzeczą w tym zawodniku jest samo imię. Spirydion? Zapewne nie spotkaliście nikogo, kto by się tak nazywał. Urok tego imienia dopełnia nazwisko – Albański.

W dodatku jego żona, która była znaną w okolicy śpiewaczką operetkową, także posiadała nietypowe imię – Eustachia. Lwów, który należał do Austro-Węgier, był prawdziwą mieszaniną nacji. Samych Ormian było kilkanaście tysięcy. Pochodzenie popularnego „Romka” czy „Spirytusa” (tak nazywali Albańskiego koledzy) nie było więc całkiem oczywiste. Zapytacie, kim czuł się Spirydion Albański. Oczywiście czuł się Polakiem.

Z ciekawości zaglądałem do materiałów lwowskich sprzed wojny i tam było wyjaśnienie, że Spirydion pochodził z grekokatolików, Ormian a może wręcz Mołdawian. – Robert Gawkowski, polski historyk kultury fizycznej i sportu, doktor historii, autor publikacji naukowych.

Zacznijmy więc od początku. Albański urodził się 4 października 1907 roku we Lwowie. W piłkę zaczął grać już w czasach szkolnych. Jako osiemnastolatek przeniósł się w 1925 z drużyny wojskowej do Pogoni Lwów. Przez trzy lata nie było dla niego miejsca w pierwszym zespole, więc grywał z konieczności w drużynie rezerw w pomocy i ataku. W Ekstraklasie zadebiutował 6 maja 1928 przeciwko Cracovii. Stosunkowo dosyć późno jak na piłkarza, bo jak łatwo policzyć, miał wtedy 21 lat.

Pół meczu grałem w rezerwie, w ataku. Kiedy okazało się, że etatowy bramkarz, Bogusław Lachowicz, nie zjawił się na zbiórce, w przerwie ściągnięto mnie z boiska, na którym grały rezerwy. Trener Karl Fischer nie miał innego wyboru i mnie – debiutanta wysłał na boisko z nr 1 na swetrze, zaś sam zajął miejsce za bramką i niczym sufler podpowiadał mi co w danej sytuacji robić. Robiłem co mogłem, ale już w pierwszej połowie przepuściłem dwukrotnie piłkę do siatki. W drugiej połowie grałem już jak „prawdziwy” bramkarz. Zainicjowałem nawet jedną akcję, po której wypuszczony w uliczkę dr Józef Garbień zdobył gola. Ponieważ nie przepuściłem już żadnej bramki, Pogoń wygrała 3:2.. – w ten sposób swój debiut opisał Spirydion Albański, fragment książki „Polska Piłka Nożna” Józefa Hałysa

Miejsca między słupkami bramki już nie oddał. Był kolejnym wspaniałym bramkarzem po Emilu Görlitzu. Uprawiał również hokej – w ówczesnych czasach piłkarze zimą często zmieniali się w hokeistów. Jednym z przykładów jest tu zawodnik warszawskiej Polonii, Władysław Szczepaniak. Po wojnie Albański zdobył uprawnienia trenera i sędziego hokejowego. Nieobca była mu również piłka ręczna i koszykówka.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Trzy lata później Spirydion stał się numerem jeden w reprezentacji, a jego debiut przypadł rozgrywany 5 lipca 1931 na wyjazdowy mecz z Łotwą. Polska wygrała 5:0, inna sprawa, że piłkarze łotewscy wyraźnie odstawali od naszych zawodników pod względem poziomu piłkarskiego.

Pomimo tego trzeba było docenić zachowanie czystego konta przez tego kruczoczarnego chłopaka, który był obdarzony świetnym refleksem, chociaż mówiono o nim „zbyt lekki do walki, w powietrzu niczym piórko”. W dodatku był bardzo bystrym człowiekiem.

I znów mamy przerwę w postaci meczu międzynarodowego z Łotwą w Rydze. Piłkarstwo polskie reprezentowała niemal cała „Wisła” uzupełniona Karolem Kossokiem, Albańskim, Szczepaniakiem i mną. Łotysze grali gorzej od nas, ale to nie wyklucza, że właśnie tego pamiętnego dnia, choć na trybunach zebrało się zaledwie 1500 widzów, chcieli wykazać, że nie dzieli ich przepaść od Polski. (…) Nie tylko, że nie udało im się strzelić choćby honorowego gola, ale atak polski zaokrąglił wynik do 5:0. (…) Żegnano nas w Rydze bardzo serdecznie, zasypywano nas komplementami, ale wyczuwało się na każdym kroku, że Łotysze po prostu są przerażeni kolosalną różnicą, jaka dzieli ich umiejętności od naszych piłkarzy. – Jerzy Bułanow, fragment książki „11 Czarnych Koszul – moje wspomnienia”

W reprezentacji rozegrał łącznie 21 spotkań. Jego największym sukcesem był wyjazd na igrzyska olimpijskie, rozgrywane w 1936 w Berlinie. Zagrał we wszystkich czterech spotkaniach turnieju. Po zwycięstwach nad Węgrami i Wielką Brytanią Polska musiała uznać w półfinale wyższość Austrii, przegrywając 1:3.

W meczu o trzecie miejsce Spirydion wyprowadził drużynę z opaską kapitana na ramieniu, jednak szczęście nam nie dopisało. Brąz zdobyli Norwegowie wygrywając z nami 3:2, a Polska wracała do domu tylko, albo aż, z czwartym miejscem. Sporo pretensji po tym turnieju skierowanych zostało właśnie ku osobie Albańskiego.

Twierdzono, że gdyby bronił jak z Austrią w Warszawie czy Rumunią w Bukareszcie (Stanisław Mielech, niegdyś reprezentacyjny napastnik, powiedział, że Spirydion bronił wtedy bezbłędnie), Polska mogłaby wywieźć nawet złoto.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz