Laurent Blanc – piłkarz spełniony

F rancja to kraj, który doczekał się wielu wspaniałych piłkarzy. Jej barwy reprezentowali tacy zawodnicy jak Zinedine Zidane, Michel Platini czy Didier Deschamps. Należeć do grona najlepszych francuskich futbolistów to duża sztuka. Na takie miano z pewnością zasługuje Laurent Blanc. Dziś opowiemy historię 97-krotnego reprezentanta, mistrza świata i mistrza Europy.

Pierwszym klubem w jego karierze było Montpellier HSC. W 1987 roku Blanc doczekał się sukcesu, wygrywając z zespołem rozgrywki Ligue 2 i awansując do najwyższej klasy rozgrywkowej. Trzy lata później przyszedł czas na jeszcze większe osiągnięcie. Klub z południa Francji wywalczył puchar kraju. W finale okazał się lepszy po dogrywce od RC Paryż.

Pierwsze mistrzostwo i transfer do Barcelony

W 1991 roku Blanc zdecydował się na odejście zagranicę. Trafił do Włoch. W barwach Napoli miał okazję występować na boisku ze słynnym Diego Armando Maradoną. Wiele więcej o jego pobycie pod Wezuwiuszem napisać nie można. Nie był to dla niego udany czas. Po zaledwie sezonie wrócił do ojczyzny, stając się zawodnikiem Nimes Olympique. Szybko przeniósł się do AS Saint-Etienne – klubu mającego dużą markę, ale największe sukcesy już za sobą. Blanc czarował tam świetną grą, co wpłynęło na kolejną przeprowadzkę. Pozostał we Francji, ale zawitał do klubu mającego większe ambicje.

Był rok 1995. Owym klubem było AJ Auxerre. Nie były to ambicje na wyrost. Blanc sięgnął z tym klubem po pierwsze w karierze mistrzostwo Francji. Miał także przyjemność po raz drugi w życiu podnieść krajowy puchar.

FC Barcelonę pokochałem od pierwszego wejrzenia. Gdy zobaczyłem Camp Nou stałem oczarowany: ogromem, historią i „zapachem” wielkiego futbolu. Jego zupełnie niespotykaną wcześniej bliskością. Czułem się jak w jakimś kościele, a raczej bazylice. To była świętość jedyna w swoim rodzaju
– tak we wstępie do publikacji „Wielkie kluby Europy. FC Barcelona” Michała Zaranka pisał Dariusz Tuzimek
.

Tak samo w sezonie 1996/1997 miał okazję poczuć się opisywany w tym tekście francuski obrońca. Właśnie wówczas dołączył do grona zawodników „Dumy Katalonii”. Stał się piłkarzem jednego z najsłynniejszych klubów świata.

W barwach Dumy Katalonii Blanc spędził sezon 1996-1997; źródło: sport.es

Nie dorobił się miana ikony hiszpańskiego klubu, ale mógł unieść głowę jako dumny zdobywca Pucharu Króla oraz Superpucharów Hiszpanii i Europy. Na tym jednak zakończyła się lista jego sukcesów odnoszonych w koszulce „Blaugrana”.

Mistrzostwo Anglii

Blanc znów powrócił do Francji. Tym razem wkroczył do największego klubu w historii swojej ojczyzny – Olympique Marsylia. W 1999 roku odniósł jeden z największych sukcesów na klubowej arenie międzynarodowej. Dotarł z marsylczykami do finału Pucharu UEFA, gdzie jednak musiał uznać wyższość AC Parma. Włoskich akcentów w jego biografii jest zdecydowanie więcej, bowiem po okresie spędzonym na Stade Velodrome, ponownie zawitał do Italii. Po tym, jak próbował podbić Neapol, tym razem rozgościł się w Mediolanie. Grał w barwach Interu do 2001 roku, po czym przeprowadził się na wyspy.

Zasilił Manchester United. To właśnie tam zakończył zawodniczą karierę. Zrobił to w pięknym stylu, bowiem w 2003 roku sięgnął po mistrzostwo Anglii. Dla „Czerwonych Diabłów” trafiał czterokrotnie, z czego trzy bramki zdobył w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Po tym jak dołożył swoje trzy grosze do mistrzostwa kraju w sezonie 2002/2003, postanowił zawiesić buty na kołku. Wkrótce miała zakończyć się jego kariera trenerska. O tym jednak za chwilę.

Spełniony sen Francuzów

Piękniejszym rozdziałem w piłkarskim życiu naszego bohatera jest z pewnością kariera reprezentacyjna. W klubowej, którą i tak należy uznać za przyzwoitą, nawet nie zbliżył się do tego, co osiągnął z kadrą.

Już w 1988 roku wygrał razem z kolegami mistrzostwa Europy U-21. Uznano go nawet za najlepszego zawodnika tego turnieju. Była to jednak tylko zapowiedź tego, co miał wywalczyć w przyszłości.

Dekadę po sukcesie w młodzieżowym Euro, przyszedł czas na zdobycie tego, co dla każdego piłkarza najcenniejsze. Dokonał tego przed oczami liczących na to z całego serca rodaków. W 1998 roku Francja była gospodarzem mistrzostw świata. Oczekiwania w stosunku do gospodarzy były duże, mimo że ich trener – Aime Jacquet podjął kilka kontrowersyjnych decyzji, rezygnując z niektórych wielkich gwiazd. W kadrze na mundial nie znaleźli się tacy zawodnicy jak Eric Cantona, David Ginola i Jean-Pierre Papin. Blanc mógł liczyć na przychylność selekcjonera, dzięki czemu dostąpił zaszczytu gry w turnieju o miano najlepszej reprezentacji globu.

W fazie grupowej „Trójkolorowi” odnieśli trzy zwycięstwa, kolejno nad Republiką Południowej Afryki, Arabią Saudyjską i Danią. W 1/8 finału trudne warunki postawił im Paragwaj. O awansie gospodarzy zadecydowała bramka Blanca. Był to tzw. „złoty gol”, strzelony w dogrywce. Francuski stoper stał się tym samym pierwszym zdobywcą tego typu bramki. Nigdy wcześniej „golden goal” nie padł na mundialowych arenach.

Najlepszy na świecie, źródło: Dailly Express

W ćwierćfinale Francuzi po rzutach karnych pokonali karnych Włochów. Po meczu półfinałowym również mieli powody do radości, jednak w przypadku Blanca była to radość tylko połowiczna. Wprawdzie jego zespół wygrał 2:1, ale obrońca otrzymał czerwoną kartkę, która wyeliminowała go z gry w finale przeciwko Brazylii. Losy najważniejszego turniejowego starcia są znane większości fanów futbolu. Francja wygrała 3:0, dzięki czemu dłonie Blanca mogły spocząć na najważniejszym pucharze w piłkarskim świecie.

Najlepsi w Europie

Blanc pojechał też na kolejny duży turniej. W 2000 roku znalazł się w kadrze walczącej o medal mistrzostw Europy w Belgii i Holandii. Już w pierwszym meczu strzelił gola, przyczyniając się do zwycięstwa nad Danią 3:0. W kolejnych spotkaniach nie trafiał do siatki, ale Francuzi po wygranej nad Czechami i porażce z Holandią awansowali do dalszej fazy.

W ćwierćfinale „trójkolorowi” okazali się lepsi od Hiszpanów, a w rywalizacji o finał pokonali po dogrywce Portugalczyków. W dramatycznym meczu o złoto byli o włos lepsi od Włochów. Laurent Blanc święcił kolejny triumf z reprezentacją. Po mistrzostwach zakończył grę w narodowych barwach. Zaliczył w nich aż 97 występów. Został zapamiętany nie tylko z wielkich meczów i dużych sukcesów, ale również ze słynnego gestu całowania przed każdym meczem łysej głowy legendarnego bramkarza Fabiena Bartheza.

Kariera trenerska

Siedem lat po zdobyciu mistrzostwa Europy, Blanc wszedł do trenerskiego świata. Został szkoleniowcem Girondins Bordeaux. Zdołał wywalczyć z tym klubem mistrzostwo Francji. W 2010 roku dostąpił zaszczytu prowadzenia reprezentacji. Pojechał z nią na rozgrywane w Polsce i na Ukrainie mistrzostwa Europy. Jego podopieczni wiele tam nie ugrali, zatrzymując się na ćwierćfinale, w którym lepsza była Hiszpania. Po turnieju były obrońca podał się do dymisji.

Po roku przerwy w trenerskiej przygodzie objął najmocniejszy klub w kraju – Paris Saint-Germain. Był to czas wielkich sukcesów na arenie krajowej. Ze stołecznym zespołem Blanc aż trzy razy wygrał rozgrywki Ligue 1. Dwa razy cieszył się z Pucharu Francji. Pod jego wodzą klub wzbogacił gablotę o trzy Puchary Ligi Francuskiej i tyle samo krajowych superpucharów.

Laurent Blanc na ławce PSG spędził trzy sezony; źródło: Toronto Star

Do końca nie można jednak uznać paryskiego etapu, zakończonego w 2016 roku, za w pełni udany. Zabrakło bowiem sukcesów międzynarodowych, a wszyscy doskonale wiedzą jak duże są ambicje bogatego PSG.

Po skończeniu prygody z najlepszym obecnie krajowym klubem Blanc odpoczywa od pracy szkoleniowca. Wiele jednak wskazuje na to, że nie powiedział ostatniego słowa.

Po trzech latach w Paryżu musiałem odpocząć. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy, gdyż interesują mnie także inne sprawy niż futbol – powiedział Blanc.

Być może nasz bohater spróbuje sił za granicą. W ojczyźnie osiągnął bowiem już wszystko. Sam zapowiada, że marzy o podjęciu pracy w innym kraju:

Mam pewne wymagania względem siebie. Chciałbym udowodnić, że stać mnie na trenowanie za granicą.

Laurent Blanc jest piłkarzem spełnionym. Miał okazję grać w najmocniejszych klubach Europy i sięgać po najcenniejsze trofea. Uszczęśliwiał rodaków, dając im sukcesy, o jakich od wielu lat marzyli.

W pracy trenerskiej też może pochwalić się pierwszymi osiągnięciami. Być może to właśnie jako trener dopisze kolejny rozdział w swoim piłkarskim życiu. Bez względu na to czy tak się stanie, mistrz świata i Europy już teraz ma zagwarantowane miejsce wśród legend futbolu.

GRZEGORZ ZIMNY

PRZECZYTAJ TAKŻE:

#wspieramretro

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz