Lech Poznań vs Standard Liege – złe miłego początki

Polskie kluby od dłuższego czasu są uważane za pucharowego outsidera – ot, ciekawostkę dla kibica lepszych lig, który kibicując swojemu klubowi, mógł dowiedzieć się o istnieniu czegoś takiego jak polska Ekstraklasa.  Oczywiście mieliśmy czasem przebłyski i próbowaliśmy udowodnić, że jednak potrafimy grać w piłkę, jednak nie wiele wnoszą one do ogólnej oceny polskiej piłki. Lech Poznań stanął przed szansą zapisania się w pamięci kibiców z Belgii na dłużej. Po wyeliminowaniu Charleroi przyszedł czas na Standard Liege.

O tym jak Lech z Belgami się mierzył

Rywalizacja polskich klubów z drużynami belgijskimi to prawdziwy rollercoaster, przeplatany spektakularnymi sukcesami, jak również pechowymi porażkami. Lech Poznań również zapisał się w tej rywalizacji, choć w przypadku Kolejorza jest to historia dużo krótsza i mniej spektakularna, aniżeli chociażby w przypadku krakowskiej Wisły czy warszawskiej Legii.

Gdy dekadę temu Lechici mierzyli się z Brugge w ramach ostatniej rundy eliminacji do Ligi Europy, nastroje w klubie nie były najlepsze, co wynikało z ograniczeń kadrowych wynikających z braku oczekiwanych wzmocnień. Rywale natomiast nie próżnowali i w czasie letniego okna transferowego wykonali transfery na łączną kwotę przekraczającą 10 milionów euro. Mimo to poznaniacy byli o krok od wyeliminowania faworyzowanego rywala – niestety zabrakło szczęścia w konkursie rzutów karnych.

lechpoznan.pl/fot. Adam Jastrzębowsk

2 lata temu Lechowi przyszło zmierzyć się z KRC Genk, jednakże to Belgowie okazali się lepsi w bezpośredniej rywalizacji o 4 rundę eliminacji do Ligi Europy. Wygrana ta była zasłużona, czego dowiedli wysoko wygrywając z Brondby w kolejnej rundzie, a następnie wychodząc bez porażki z pierwszego miejsca w grupie. W 1/16 finału lepsza od belgów okazała się czeska Slavia Praga, natomiast kibice Lecha z perspektywy czasu, mogli budować swoje morale, mówiąc, że „odpadli z nie byle kim”. To tym bardziej zabawne, że gdy Kolejorz mierzył się z Genk, to Jagiellonia rywalizował z KAA Gent i wielu kanapowych kibiców dowiedziało się, że to dwie różne drużyny.

Standard Liege vs Lech Poznan
lechpoznan.pl/fot. Adam Jastrzębowski

W tym roku Lech podwaja swoją historię występów przeciwko belgom. Na pierwszy ogień poszedł Charleroi, który był ostatnim klubem na drodze do wymarzonej fazy pucharowej Ligi Europy. Wówczas drużyna z Poznania pokazała kawał porządnej piłki, a trzeba pamiętać, że rywal był uważany chwilowo za najlepiej grającą ekipę Jupiler Pro League. Od tego czasu wiele się zmieniło. Starcie z Benficą dawało nadzieje na dobre wyniki w kolejnych meczach fazy grupowej, natomiast mecz z Glasgow Rangers te nadzieje znacząco wygasił, obnażając braki drużyny Dariusza Żurawia.

Czy Liege ma w Standardzie wygrywanie?

Zatrzymajmy się przy Standardzie. Ekipa z bardzo istotnego dla belgijskiej gospodarki Liege to rywal o zdecydowanie innym formacie niż Charleroi. Powstały w 1898 klub jest jednym z najstarszych i najbardziej utytułowanych zespołów w Belgii. Nie należy tu jednak umniejszać znaczenia Charleroi, które jest klubem niewiele młodszym. Zresztą warto wspomnieć, że mecze tych dwóch klubów są jednymi z najważniejszych w ligowym kalendarzu, zyskując miano derbów Walonii. Wartą wspomnienia ciekawostką jest również fakt, że od 1921 roku Liege nie spadł z najwyższej ligi, więc wiele wskazuje na nadchodzącą 100 rocznicę tego osiągnięcia.

lechpoznan.pl/fot. Adam Jastrzębowski

Standard Liege ma również bardzo ciekawą historię rywalizacji na arenie europejskiej piłki klubowej. W 1962 roku otarli się o finał Pucharu Europy, jednak w półfinale zdecydowanie lepszy okazał się Real Madryt. W kolejnych latach byli eliminowani z pucharów przez prawdziwe potęgi, takie jak Liverpool, Bayern Monachium, czy AC Milan. Najnowsza historia Liege to swojego rodzaju rutyna w postaci rokrocznego występowania w fazie grupowej Ligi Europy. Belgowie to prawdziwi pechowcy, bo zwykle detale decydują o dalszym awansie , a wygląda to tak, jakby przed ostatnimi meczami w grupie ktoś im zaciągał hamulec ręczny.

Rok temu do wyjścia z grupy zadecydował remiz z Arsenalem w ostatniej kolejce. Standard prowadził 2:0 do 70 minuty i był na prostej drodze do awansu, ale stracił bramki w 78 i 81 minucie. Nie pomogła oczywiście też porażka we wcześniejszym meczu, gdy rywalem był Eintracht. Tym samym Standard zakończył na 3 miejscu w grupie.

POZKLUBBR+BR-PKT
1ARSENAL14711
2EINTRACHT8109
3STANDARD8108
4GUIMARAES7105
POZKLUBBR+BR-PKT
1SEVIlLA18612
2KRASNODAR8812
3STANDARD7910
4BELEDIYESPOR4141

W sezonie 2018/2019 do awansu również zabrakło jednego meczu. Pomimo że rywalizacje Belgowie rozpoczęli fatalnie od porażki 1:5 z Sevillą, dobrze prezentował się w kolejnych spotkaniach. O braku awansu zadecydował ostatni mecz i sensacyjny remis z Akhisar Belediyespor. Tu również nie pomogła porażka z Krasnoradem i stracone bramki w 79 i 82 minucie meczu rewanżowego.

W sezonie 2017/18 Standard nie grał w pucharach, ale rok wcześniej również zakończył rozgrywki grupowe na 3 miejscu. Tu zadecydowały remisy w 2 ostatnich meczach i odpadnięcie kosztem Celty Vigo. Zwycięzca grupy – Ajax, pokonał w następnej rundzie warszawską Legię i dotarł do finału, a Celta odpadła w półfinale. Obie drużyny pokonał Manchester United.

POZKLUBBR+BR-PKT
1AJAX11614
2CELTA VIGO1079
3STANDARD867
4PANATHINAIKOS13101

Czy Lech był mocny, czy Standard słaby?

Widać więc, że Standard Liege to nie jest drużyna przypadkowa, jednakże borykająca się aktualnie z dużymi problemami, które rzutują na ich grę.  Przed meczem z Lechem, w wyniku koronawirusa i kontuzji, Belgowie zostali zmuszeni do poważnych roszad w składzie. Największym rozczarowaniem kibiców Liege jest dramatyczna kontuzja lidera zespołu – Zinho Vanheusdena, który w ostatnim meczu ligowym zerwał więzadło.

Oprócz Belga w meczu nie zagrał również utalentowany napastnik Jackson Muleka, który został sprowadzony z Kongo w tym sezonie. Covid zmusił do absencji kolejnych 6 piłkarzy, w tym dwóch podstawowych obrońców (Collins Fai i Konstantinos Laifs). Trzeba pamiętać, że koronawirus gościł już wcześniej w szatni Standardu i część piłkarzy nie była w pełnej gotowości fizycznej przed meczem.

Te braki były aż nadto widoczne. Belgowie byli wyraźnie pogubieni, a przy bardzo dobrze dysponowanym Lechu wynik 3:1 wydaje się minimalnym wymiarem kary. Mecz rozpoczął się po myśli Kolejorza, który szybko wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. I gdy wydawało się, że mecz jest pod kontrolą, kontaktową bramkę strzelił Lestienne. Pierwsza połowa miała jeszcze jeden ważny element, czyli brak czerwonej kartki dla Nicolasa Gavory’ego. Sędzia mógł wykartkować Francuza po kolejnym faulu, jednak okazał się dla niego miłosierny – nie umknęło to uwadze trenera, który zastosował wobec niego żargonową “wędkę” w przerwie meczu.

Nie umknęło to również obserwatorom, którzy kreatywnie komentowali decyzję sędziego na twitterze:

Szybko strzelona bramka w drugiej połowie ustawiła mecz. Kolejne groźne akcje pod bramką rywala i dominacja środka pola, pozwoliły na spokojne oglądanie reszty spotkania. Trener Montainier szukał co prawda jeszcze sposobu na odwrócenie rywalizacji, przeprowadzając kolejne zmiany, jednakże to nie przynosiło oczekiwanych dla kibiców belgijskiej drużyny efektów. Co więcej, to Lech był o krok od kolejnych bramek, a o podwyższeniu prowadzenia na 4:1 zadecydowały milimetry wyliczone przez technologię goal line.

Nie ukrywam, że pomimo osłabienia rywala obawiałem się tego meczu. Belgowie to ekipa doświadczona i nawet przy braku kluczowych piłkarzy, niepozbawiona jakości. Lech z kolei to drużyna kontrastu, potrafiąca przeplatać wielkie mecze występami przeciętnymi, a nawet fatalnymi. Tym razem również nie wszystko było idealne, bo można było odnieść wrażenie, że Kolejorz gra w 10, wobec kompletnie niewidocznego Marchwińskiego. Nadrabiali to Puchacz, Moder i Ishak, którzy rozegrali bardzo dobre zawody.

Lech wygrał i zwiększył nadzieje na awans z grupy, szczególnie iż w rozgrywanym o tej samej porze meczu Benfica – Rangers w doliczonym czasie gry padła bramka dająca remis ekipie z Portugalii. Nie byłbym jednak przesadnie optymistyczny, gdyż Poznaniaków czeka wyjazd do stolicy Walonii – w rewanżu koronawirus może być bardziej łaskawy dla Belgów, a w optymalnym składzie na pewno są oni w stanie rozegrać lepsze spotkanie. Z drugiej strony, jeśli Lech zagra tak jak dziś, to może mieć nadzieje na korzystny rezultat.