Leo „Lei” Clijsters – kapitan na zawsze

Czas czytania: 12 m.

4 stycznia 2009 roku był najsmutniejszym dniem w historii KV Mechelen. Dzień, w którym zmarł Leo „Lei” Clijsters. Większość światowych mediów informowała o śmierci ojca słynnej tenisistki. Było to bardzo niesprawiedliwe. Każdy fan Malinwa wiedział, że odszedł wielki człowiek, znakomity piłkarz i ukochany kapitan.

Polub nasz profil na Facebooku

„Clijsters voor altijd kapitein” – Clijsters kapitan na zawsze

Niesprawiedliwe dla niego było nazywanie go „ojcem Kim Clijsters”, ale on sam kompletnie się tym nie przejmował. Dla niego zawsze rodzina była ważniejsza od kariery i wielokrotnie dokonywał wyborów, które to potwierdzały. Był wzorem profesjonalizmu zarówno na boisku jak i poza nim. Zawsze chętnie pomagał potrzebującym, ale najczęściej po cichu, bo nienawidził rozgłosu w mediach. Nie uważał się za lepszego od innych ludzi i był typem samotnika.

„Nigdy nie lubiłem popularności. Zawsze chodzę w dresach lub dżinsach, rzadko bywam u fryzjera, wolę być tak niepozorny, jak to tylko możliwe.” – stwierdził w swojej biografii „Lei. Het levensverhaal von Leo Clijsters.”.

Początki kariery

Leo Albert Jozef „Lei” Clijsters urodził 6 listopada 1956 roku w Opitter, małej miejscowości w Limburgii, w północno-wschodniej Belgii. Miał pięcioro rodzeństwa i znajdował się często pod opieką dziadków.

Lei był nieśmiałym chłopcem, który bardzo lubił grać w piłkę w miejscowym klubie Opitter FC, gdzie kierownikiem zespołu był jego ojciec. Gdy miał 16 lat zadebiutował w pierwszym zespole i szybko okazało się, że ma ogromny talent. Już po kilku meczach wzbudził zainteresowanie skautów największych klubów w Belgii.

Odrzucił ofertę Anderlechtu, decydując się dołączyć do drużyny mistrza Belgii Club Brugge. Blauw-Zwart dopiero co uniknęli bankructwa i po 53 latach odzyskali mistrzowską koronę. Podobno za siedemnastoletniego obrońcę Opitter FC otrzymał 520 tys. franków, czyli w przeliczeniu na obecną walutę ok. 13 tys. euro.

Młody Limburczyk czuł się w Brugii bardzo zagubiony, bez rodziny i przyjaciół, z dala od domu. Na szczęście w Belgii (i nie tylko tam) młodzi piłkarze są zakwaterowywani do prywatnych osób współpracujących z klubami. Tak było również w przypadku Lei, który zamieszkał w domu starszej pani. Spotkał tam rodaka z Limburgii, a był nim inny młody piłkarz Club Brugge René Vandereycken (przyszła gwiazda belgijskiej piłki).

Lei był bardzo obiecującym juniorem, co doceniła UEFA, wybierając go w 1974 roku najlepszy juniorem Europy w kategorii 16-18 lat. Za Clijstersem uplasowali się wówczas Karl-Heinz Rummenigge i Simon Tahamata.

Miał szansę stać się częścią wielkiej drużyny, którą tworzył legendarny trener Ernst Happel. Jednak do tego potrzebował pozytywnej opinii od jego asystenta Thieu Bollena, tego samego, który stał za jego transferem z Opittera do Club Brugge. Pan Bollen jednak zażądał za tą przysługę, by Lei oddał mu część ze swojej pensji. Clijsters odmówił.

„Nie zamierzam nikomu płacić, abym mógł grać w pierwszej drużynie. Jeżeli uważają, że jestem wystarczająco dobry, to sami muszą mnie do niej włączyć” – oznajmił młody Lei.

To sytuacja nie była czymś zaskakującym. Trenerzy, agenci i niektórzy członkowie zarządu często zarabiali w ten sposób na piłkarzach. Club Brugge więc z niego zrezygnował, ponieważ Happel, zgodnie z opinią Bollena, nie włączył go do kadry pierwszego zespołu. Stało się to wbrew woli fanów, ponieważ w „Brugsch Handelsblad” pojawił się ostry artykuł wyrażający sprzeciw tej decyzji.

„Klub pozwala odejść swojemu najlepszemu młodemu zawodnikowi” – pisał wówczas belgijski dziennikarz.

Nawet petycja kibiców nie wpłynęła na zmianę decyzji władz klubu w stosunku do osiemnastoletniego piłkarza. Oceniono go jako „niemożliwego do prowadzenia”.

REKLAMA 2
Leo "Lei" Clijsters - kapitan na zawsze 3

Happel przyznał po latach, że odrzucenie Clijstersa było jego „największym błędem w karierze trenera”. Lei nigdy nie zaakceptował tego, co się stało. Wiedział, że został potraktowany niesprawiedliwie. Taki był właśnie Clijsters, zawsze mówił to co myśli bez względu na konsekwencje. Jak sam mówił:

„Nie mogę milczeć jeśli uważam, że mam rację i coś leży mi na wątrobie”

Peryferia futbolu

Został skrzywdzony, ale nie przejmował się tym. Lei nie chciał mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy próbowali go oszukać. Gdyby był uległy, przeżyłby, jako piłkarz Club Brugge, najlepsze cztery lata w historii tego flamandzkiego klubu, z dwoma europejskim finałami przeciwko Liverpoolowi i trzema tytułami mistrzowskimi.

Zamiast tego grał w rodzinnej Limburgii na drugoligowych boiskach, w drużynach Patro Eisden i KSK Tongeren. Nie żałował tego ani przez sekundę, ponieważ w swoich rodzinnych stronach czuł się najlepiej. Jednak czasu spędzonego w Brugii, nie uważał za stracony.

„Jestem przekonany, że to tam położyłem podwaliny pod moją późniejszą karierę. W Club Brugge nauczyłem się walczyć o swoje, być twardym oraz nabrałem większej pewności siebie. W złych czasach uczysz się najwięcej”.

Dziennikarze i kibice dziwili się czemu Lei gra w drugiej lidze, mimo że jest za dobrym piłkarzem na te rozgrywki. Jednak on twierdził, że nie gra dla sławy i pieniędzy, a dla przyjemności. Chce być doceniany i szanowany tam, gdzie występuje, i dlatego odmówił Club Brugge, które oferowało mu możliwość powrotu.

Podczas gry w Tongeren Lei rozpoczął budowę własnego domu w Opitter, 100 metrów od domu rodziców. Był szczęśliwy i zakochany, ponieważ poznał siedem lat młodszą Els Vandecaetsbeek, byłą gimnastyczkę, która była siostrą kolegi z drużyny.

Nieoczekiwanie przyszły również sukcesy sportowe, ponieważ KSK Tongeren wygrało w sezonie 1980-1981 rozgrywki o mistrzostwo drugiej ligi. Kolejny sezon okazał się najlepszym w historii tego małego klubu. Leo wraz z kolegami zajęli bowiem 10. miejsce i wyprzedzili m.in. Club Brugge, które przeżywało kryzys po okresie wielkich sukcesów. Był to jednak ostatni sezon Leo w Tongeren.

Rodzinny Lei

Leo Clijsters nie miał w sobie ambicji, by za wszelką cenę stać się jak najlepszym piłkarzem. Eksperci piłkarscy zastanawiali się, dlaczego zmarnował tyle czasu na grę w drugiej lidze, którą zdecydowanie przerastał umiejętnościami. Czy on nie chce rozwijać swojej kariery? Jego odpowiedź brzmiała:

„Pieniądze nigdy nie były dla mnie naprawdę ważne. Wielu uważa, że ​​zbyt długo grałem w drugiej lidze, że moje konto bankowe wyglądałoby znacznie lepiej, gdybym wcześniej przeszedł do pierwszej ligi. Czułem się dobrze w SK Tongeren, więc dlaczego musiałem odejść? ”

Innym razem pojawia się pytanie, dlaczego nigdy nie przyjął oferty z zagranicznego klubu, takiego jak Ajax, Schalke 04 czy Hamburger SV, gdzie mógł zarobić przynajmniej dwukrotnie więcej niż w Belgii. Jego odpowiedź pokazuje, że był przede wszystkim człowiekiem rodzinnym. Przerażały go obozy treningowe i przebywanie w odosobnieniu przez wiele dni:

„Brak możliwości spędzania czasu z żoną i dziećmi nie jest dla mnie wart milionów. Muszę się czuć dobrze ”.

Clijsters użył wyrażenia bardzo ważnego dla niego, a później również dla jego córki Kim. Najważniejsze dla niego było, by „czuł się dobrze”. Mógł zmienić klub tylko wtedy, gdy czuł się szanowany, podobało mu się to, co robił, nie był pod zbyt dużą presją i miał trochę swobody oraz gdy była przyjazna atmosfera. Charakterystyczna dla niego była sytuacja, gdy otrzymał bardzo intratną ofertę ze stolicy.

„Wiedziałem, że w Anderlechcie wszyscy znikali dziesięć minut po treningu. To nie dla mnie, chcę mieć też trochę radości i swobody w pracy”.

Waterschei Thor Genk

Lato 1982 roku było czasem wielkich zmian w życiu Leo Clijstersa. 7 sierpnia bierze ślub z Els, a 11 dni później debiutuje w nowym klubie. Lei dostał bowiem ofertę z Waterschei S.V. Thor Genk, najlepszego klubu w regionie, który potrzebował wzmocnień, by po zdobyciu Pucharu Belgii dobrze zaprezentować się w europejskich pucharach. Lei podpisał kontrakt, mimo że w międzyczasie konkurencyjną ofertę, trzykrotnie korzystniejszą finansowo, złożył KAA Gent. Clijsters jednak dał już słowo przedstawicielom klubu z Genku i nie zamierzał go łamać. Lokalizacja nowego klubu też miała duże znaczenie. Kariera „Limburskiego Libero” zaczynała się na nowo.

W barwach Waterschei Thor zadebiutował 18 sierpnia 1982 roku na stadionie Bosuil w Antwerpii, w meczu z miejscowym Royal Antwerp FC. Jednak to nie rozgrywki ligowe sezonu 1982-1983 przyniosły sławę piłkarzom górniczego klubu a mecze w Pucharze Zdobywców Pucharów.
W pierwszej rundzie bez problemu (7:1 i 1:0) poradzili sobie z luksemburskim FA Red Boys Differdange. W drugiej, równie łatwo (2:0 i 4:1), z duńskim B 1893 Kopenhaga. Jednak prawdziwy test przyszedł w ćwierćfinale, gdzie rywalem miał być francuski Paris SG.

Rywalizacja z PSG to najważniejsze mecze w historii Waterschei Thor. Wprawdzie klub z Paryża nie znaczył we Francji tyle, co teraz, ale grali w nim wtedy m.in. reprezentanci Francji Dominique Rocheteau i Luis Fernandez, Holender Kees Kist czy też słynny Safet Susić. Francuzi dość pewnie wygrali pierwszy mecz u siebie 2:0, po golach Fernandeza i Jean-Marca Pilorgeta.

Dzięki temu zapewnili sobie bardzo dobrą pozycję wyjściową przed meczem rewanżowym. Jednak dzień 16 marca 1983 roku przeszedł do historii Waterschei Thor i całej belgijskiej piłki. 20 tysięcy ludzi zgromadzonych na nieistniejącym już dziś, podobnie jak sam klub, André Dumontstadion, przeżyło niezapomniany wieczór. Dowodzona przez Leo Clijstersa, który rozegrał znakomity mecz, drużyna z Limburgii pokonała po dogrywce PSG 3:0 i awansowała do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów.

Mecz rewanżowy 1/4 PZP z 1983 pomiędzy Waterschei Thor i PSG.

W półfinale belgijski klub trafił na Aberdeen FC, prowadzony przez rozpoczynającego swoją wielką trenerską karierę Alexa Fergusona. Niestety Szkoci okazali się zbyt silnym rywalem, a rywalizacja praktycznie rozstrzygnęła się już po pierwszym meczu wygranym przez Aberdeen 5:1.

Znakomita gra Leo Clijstersa w europejskich pucharach nie pozostała niezauważona i dwa tygodnie później zadebiutował w reprezentacji Belgii. Trener Guy Thys wpuścił go na ostatnie kilka minut meczu eliminacyjnego z NRD w Lipsku. Belgowie wygrali 2:1, a Lei zastąpił w tym meczu legendarnego belgijskiego obrońcę Waltera Meeuwsa.

Początki choroby

8 czerwca 1983 roku urodziła się Kim i wydawało się, że życie osobiste Lei rozwija się równie wspaniale, jak kariera zawodowa. Zwłaszcza że ojcostwo było dla Clijstersa bardzo ważne.

„Zrozumiałem, jak ważne są narodziny dziecka i wiedziałem, że spoczywa na mnie bardzo duża odpowiedzialność”.

Jednak rok 1984 rozpoczyna się od „Afery Bellemansa”, która wstrząsnęła belgijskim futbolem. Wprawdzie nie dotyczyła ona bezpośrednio Clijstersa, ale miała opłakane skutki dla jego klubu. Sędzia śledczy Guy Bellemans odkrył, że w maju 1982, trener i piłkarze najlepszego wtedy belgijskiego klubu Standardu Liege, przekupili graczy Waterschei Thor, by ułatwić sobie zdobycia mistrzostwa Belgii.

Tacy piłkarze jak Eric Gerets czy Michel Preud’homme, zostali zabrani na przesłuchanie wprost ze zgrupowania reprezentacji Belgii, na jeden dzień przed meczem towarzyskim z Niemcami. Rozbita przez tę aferę Belgia słabo wypadła na Mistrzostwach Europy we Francji, ale Lei miał poprzez dyskwalifikacje kolegów (Gerets, Meeuws, Daerden) łatwiejszą drogę do pierwszego składu w reprezentacji.

Najgorsze jednak miało dopiero nadejść. Clijsters niepokoił się dziwną zmianą na skórze po lewej stronie głowy, z powodu której miał pewne dolegliwości. 8 października 1984 roku, w dniu urodzin swojej żony, dowiedział się, że ma raka. Els była w ciąży, a lekarze przewidywali, że Lei ma przed sobą najwyżej kilka tygodni życia. Było duże prawdopodobieństwo, że nie dożyje dnia narodzin swojej drugiej córki.

„Mój świat stanął w miejscu. Zdałem sobie sprawę, że jak Els urodzi dziecko, może mnie już nie być na świecie”

Jednak Lei się nie poddał, przeszedł dwie operacje i wygrał (przynajmniej tak się wtedy wydawało) z chorobą. 18 stycznia 1985 roku mógł świętować wraz z rodziną urodziny Elke, swojej drugiej córki. Jednak podczas choroby Lei bardzo się zmienił. Opowiadał później, że był to głównie okres, w którym nauczył się patrzeć na sprawy z innej perspektywy.

Przysiągłem wtedy Bogu, że jeśli nie będzie przerzutów, idę pieszo do Scherpenheuvel (najważniejsze miejsce pielgrzymek belgijskich katolików). W tym czasie wierzyłem mocniej. Rak nie rozprzestrzenił się i dotrzymałem obietnicy. Ale nie zdawałem sobie sprawy, że odległość między Maaseik a Scherpenheuvel wynosi około 70 kilometrów. „

Od tego czasu zdał sobie sprawę, jak mało ważna w życiu jest piłka nożna.

KV Mechelen

Waterschei Thor spisywał się coraz gorzej i w 1986 spadł do drugiej ligi. Lei nie zamierzał ponownie grać na tym poziomie rozgrywkowym i podpisał kontrakt z KV Mechelen. Dla postronnych obserwatorów ten ruch mógł wydawać się dziwny, ale w Belgii wszyscy wiedzieli, że biznesmen John Cordier buduje wielki zespół.

Polub nasz profil na Facebooku

Jeszcze zanim rozpoczął się najpiękniejszy okres w karierze Clijstersa, pojechał on wraz z reprezentacją na MŚ w Meksyku. Zaliczył tam wprawdzie tylko epizody w dwóch meczach, ale za to wrócił jako piłkarz 4 drużyny na świecie. Po powrocie skrytykował kilku kolegów, za to że balowali w klubie do rana kilka dni przed meczem półfinałowym.

REKLAMA 2
Leo "Lei" Clijsters - kapitan na zawsze 4

W Mechelen holenderski trener Aad de Mos budował powoli świetną drużynę, zbierając zawodników po przejściach lub niechcianych w innych klubach. Bardzo podobny schemat do Widzewa z przełomu lat 70 i 80. Lei świetnie tam pasował i wraz z bramkarzem Michelem Preud’homme oraz holenderskim stoperem Graeme Routjesem, stanowił o sile defensywy Malinwa (przydomek KV Mechelen).

Sezon 1986-1987 KV Mechelen zakończyło na drugim miejscu w tabeli, o dwa punkty za Anderlechtem. Ekipa de Mosa jednak zdobyła pierwsze trofeum, pokonując w finale pucharu Belgii RFC Liege 1:0. Zwycięskiego gola zdobył, specjalista od najważniejszych trafień, Piet den Boer.

„Lei był naszym liderem w KV Mechelen, zarówno na boisku, jak i poza nim. Był wzorowym przykładem profesjonalizmu. Nigdy nie palił ani nie pił. Rzadko widziałem zawodnika, który był tak dobry w sytuacjach jeden na jednego, jak Lei. Razem z Michelem Preud’homme i Graeme Rutjesem stworzył złote trio” – tak po latach mówił o Clijstersie trener Aad de Mos.

Lata chwały

KV Mechelen rozpoczęło sezon 1987-1988 z wielkimi nadziejami, a Lei Clijsters został kapitanem zespołu. Klub miał walczyć o mistrzostwo kraju i jako debiutant godnie zaprezentować się w Pucharze Zdobywców Pucharów. Przez dość długi czas udawało się i jedno i drugie. Lei był liderem defensywy, która robiła furorę w rozgrywkach europejskich. Malinwa szli jak burza, eliminując kolejno: Dinamo Bukareszt (1:0 i 2:0), St. Mirren FC (0:0 i 2:0), Dynamo Mińsk (1:0 i 1:1) i Atalantę Bergamo (2:1 i 2:1).

Tylko trzy gole stracone w 8 meczach dokładnie pokazują, co było największą siłą Mechelen. Jednak męcząca rywalizacja w europejskich pucharach kosztowała KV Mechelen mistrzowski tytuł. Zespół nie wytrzymał gry na dwóch frontach przez cały sezon, i mimo że w marcu jeszcze prowadził w lidze, musiał na końcu uznać wyższość Club Brugge. Najważniejszy mecz był jednak przed nimi.

Mecz finałowy o Puchar Zdobywców Pucharów zaplanowano na 11 maja 1988 roku, a jego areną był Stade de la Meinau w Strasburgu. KV Mechelen, mały klub z 80 tysięcznego miasta, znajdującego się mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Brukselą i Antwerpią, mierzył się z wielkim Ajaksem Amsterdam. 12 tysięcy fanów w żółto-czerwonych barwach przekrzykiwało się na francuskich ulicach z 20 tysiącami kibiców z Amsterdamu.

Zdecydowanym faworytem był oczywiście Ajax, który bronił zdobytego rok wcześniej pucharu. Jednak fani z Holandii na wielkie sukcesy musieli jeszcze chwilkę poczekać i tym razem uznać wyższość klubu z sąsiedniej Belgii. Choć jedyną bramkę w tym spotkaniu zdobył Holender, to Piet de Boer nie grał w koszulce Ajaksu, a należał do pomarańczowej kolonii, którą sprowadził do belgijskiego klubu trener Aad de Mos.

Kibice Malinwa oszaleli ze szczęścia, a puchar dla zwycięskiego zespołu wzniósł nie kto inny jak Leo Clijsters. To był wspaniały dzień dla tego piłkarza, który wielką karierę zaczął robić dopiero po trzydziestce.

Finał Pucharu Zdobywców Pucharów z 1988.

Leo Clijsters znakomicie rozpoczął również sezon 1988-1989, co przyniosło mu nagrodę Gouden Schoen (Złotego Buta), przyznawaną dla najlepszego piłkarza w Belgii w danym roku kalendarzowym. Jest to najbardziej prestiżowa nagroda, jaką może otrzymać piłkarz grający w Belgii.

W wieku 32 lat był u szczytu swojej kariery. Podczas uroczystej gali w 1989 roku, Clijsters, zazwyczaj małomówny i niemający jak to się teraz mówi „parcia na szkło”, odbierając swoją nagrodę, powiedział:

„Obrońca musi być znacznie bardziej błyskotliwy niż atakujący, aby zdobyć to trofeum”.

W lutym 1989 roku, pod nieobecność Leo, KV Mechelen zdobywa kolejne trofeum. Pokonuje w dwumeczu (3:0 i 0:1) o Superpuchar UEFA zdobywcę Pucharu Mistrzów, holenderskie PSV Eindhoven. Zwycięstwo było tym bardziej cenne, gdyż ekipa prowadzona wówczas przez Guusa Hiddinka miała w składzie takie gwiazdy jak Romario, Ronald Koeman czy Eric Gerets.

Sezon 1988-1989 przyniósł wreszcie upragnione mistrzostwo Belgii. Jednocześnie Malinwa ponownie świetnie spisuje się w PZP, gdzie jako obrońca trofeum dochodzi do półfinału, w którym musi jednak uznać wyższość włoskiej Sampdorii.

Koniec kariery

W tym czasie Leo Clijsters otrzymuje jedyną ofertę zagranicznego transferu, jaką chciał przyjąć. Chciał to zrobić dla rodziny, by zapewnić jej finansowe bezpieczeństwo. Francuskie Toulouse oferowało mu trzyletni kontrakt o wartości siedmiu milionów franków (173 000 euro) netto rocznie. Jednak prezes Cordier nie chce stracić swojego kluczowego gracza i żąda od Francuzów 30 milionów franków (750 000 euro).

To duże pieniądze jak na tamte czasy i Toulouse rezygnuje. Clijsters jest sfrustrowany, ale pozostaje graczem KV Mechelen. To były czasy kiedy piłkarze nie mogli odejść samowolnie z klubu po wygaśnięciu kontraktu.

” W rzeczywistości byłem z tego nawet zadowolony” – tak po latach mówił o nieudanym transferze

W 1990 roku Lei jedzie z kadrą na swoje drugie Mistrzostwa Świata. Zdobywa nawet gola w meczu z Urugwajem, ale Belgia nieszczęśliwie odpada w 1/8 finału po porażce z Anglią. Rok później 27 marca 1991 roku rozgrywa swój ostatni mecz dla Red Devils. Jego bilans w reprezentacji to 40 meczów i trzy zdobyte bramki.

Pojawiają się kolejne problemy w klubie. Clijsters udziela wywiadu, w którym mówi o kolegach klubowych, że nie chce im się nawet spocić w meczach dla drużyny, że mają ambicji i motywacji. Zostaje wezwany przez prezesa i zapytany, czy to jego słowa. Lei oczywiście wszystko potwierdza, bo zawsze mówił to co myśli i nigdy się tego nie wypierał. Traci opaskę kapitana, ale czas pokazł że miał rację. Latem 1992 roku odchodzi do RFC Liege, gdzie rok później kończy piłkarską karierę.

Działalność dobroczynna

Leo Clijsters był naprawdę człowiekiem o wielkim sercu. Złoty But, który otrzymał na gali, sprzedał, by przekazać pieniądze na rzecz szpitala w Rumunii. Kiedy przyjeżdżał do prowadzonej przez brata akademii piłkarskiej dla dzieci Soccer International, zawsze rozdawał dzieciakom koszulki i zabawki. Zapraszał do tej akademii innych wielkich graczy takich jak Jean-Marie Pfaff, Simon Tahamata, Luc Nilis czy też kolegów z KV Mechelen z Michelem Preud’homme na czele, po to by dzieciaki miały frajdę na treningach.

Kiedyś w Brukseli potrafił wysiąść z samochodu, aby dwóm marokańskim chłopcom kopiącym zniszczoną piłkę dać prawdziwą futbolówkę. Trwało to moment, i Lei pojechał dalej. Chłopcy nawet nie wiedzieli, kim był ten pan, bo Leo się nie przedstawił.

Pieniądze uzyskane ze wszystkich pozwów wygranych przez Kim od różnych firm, za nadużywanie jej imienia, w całości przeznaczył na cele charytatywne. Nikomu nie powiedział o tym ani słowa.

Opiekun Kim

Po zakończeniu kariery został trenerem, ale nie odniósł większych sukcesów, choć wszędzie wyróżniał się swoją etyką pracy. Jednak gdy Kim zaczęła odnosić sukcesy w tenisie, wszystko poświecił dla kariery córki.

Nauczył ją, jako były znakomity piłkarz, jak prowadzić życie wielkiego sportowca i jakich pułapek unikać. Na przykład jak nie zachłysnąć się dużymi pieniędzmi. Pokazał Kim ilu ma fałszywych pochlebców, którzy są mili tylko dlatego, że chcą wykorzystać sportowca. Dotyczyło to szczególnie agentów sportowych i sponsorów. Przestrzegał ją też przed wojną psychologiczną, jaka lubią prowadzić rywale przy pomocy ludzi ze swojego otoczenia.

Kim nie mogła marzyć o lepszym nauczycielu niż ojciec, człowiek, który niejednokrotnie zajmował stanowisko, które nie dawało rozmówcom nawet kawałka przestrzeni do dyskusji. Na pierwszy rzut oka robił wrażenie sztywniaka, ale nie przejmował się tym, był po prostu pryncypialny. Był taki, by chronić dzieci.

Nie był łatwy w komunikacji, co przynosiło mu więcej przeciwników. Ze swymi starymi codziennymi ubraniami, rozczochranymi włosami i brodą, jasno dawał do zrozumienia, że nie przykłada wielkiej wagi do wyglądu. Jego żona Els powiedziała kiedyś, że często się denerwuje, bo Leo nie chce nawet założyć garnituru na przyjęcie. Był typem antybohatera, który nienawidził być na piedestale.

Nawrót choroby i śmierć

Gdy w 2008 roku choroba, z którą raz już wygrał, powróciła, był bez szans. Wiedział, że umrze i postanowił cały pozostały mu czas poświęcić dla rodziny. Nie spotykał się z przyjaciółmi i kolegami z boiska, bo jak mówił gdyby zaprosił jednego, to nie potrafiłby odmówić wszystkim pozostałym.

Leo „Lei” Clijsters zmarł w domu 4 stycznia 2009 roku w wieku 52 lat. Dziewięć dni później pożegnało go KV Mechelen, a uroczystość zorganizowana przed meczem z Anderlechtem powoduje, że za każdym razem gdy ją oglądam, łzy ciekną mi po policzkach.

„Miał wielkie serce, ale nie można go było kupić. Na szczęście los pozwolił mu dokończyć wszystkie sprawy, które chciał. Widział, jak narodziła się jego wnuczka.” (Jean-Marie Pfaff)

„Tracimy kogoś, kto pokazywał profesjonalne i wzorowe podejście do swojej pracy. Clijsters to ktoś, kogo długo nie zapomnimy. Wygrał prawie wszystko, co można było wygrać z Malinwa, zdobył Złoty But i był zawodnikiem Czerwonych Diabłów. Lei napisał historię w KV Mechelen” (Fi Vanhoof)

„Lei był kapitanem na boisku i poza boiskiem. Będzie go brakowało.” (Aad de Mos)

„Lei zawsze interesował się ludźmi stojącymi na uboczu. Nie stanowisko było dla niego ważne, a autentyczność danego człowieka. „ (Bob Verbeeck)

MARIUSZ MOŃSKI

Źródła
  • www.clint.be/actua/sportwereld-reageert-geschokt-op-overlijden-lei-clijsters/
  • Kim Clijsters: een portret – Frank van de Winkel
  • http://www.dewitteduivel.com/
  • https://www.nytimes.com/2009/01/06/sports/06iht-robweb.19123858.html
Mariusz Moński
Mariusz Moński
Zakochany w piłce z Beneluksu oraz w futbolu z końca XX wieku. W czerwcu 2020 zakończył trwające ponad 30 lat oczekiwanie na kolejne mistrzostwo ukochanego Liverpoolu. 

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Spirydion Albański – lew w bramce

Historia Spirydiona Albańskiego - zapomnianego przedwojennego piłkarza.

Jan Woś – Legenda Odry Wodzisław

Przez ekstraklasę prześlizgnęło się w przeszłości wielu zawodników, którzy pozostali kompletnie anonimowi, niczym się nie wyróżniając. Nieraz narzekamy na brak dobrego poziomu, ale także...

Puchar Mistrzów 1964-65 – statystycznie

Zapraszamy do kolejnej części serii statystycznego podsumowania kolejnych edycji Pucharu Mistrzów. Tym razem sprawdzamy statystyki i ciekawostki związane z szóstą edycją tych rozgrywek, czyli sezonem 1964/64. Puchar Mistrzów...