Leo “Lei” Clijsters – kapitan na zawsze

4 stycznia 2009 roku był najsmutniejszym dniem w historii KV Mechelen. Dzień, w którym zmarł Leo “Lei” Clijsters. Większość światowych mediów informowała o śmierci ojca słynnej tenisistki. Było to bardzo niesprawiedliwe. Każdy fan Malinwa wiedział, że odszedł wielki człowiek, znakomity piłkarz i ukochany kapitan.

“Clijsters voor altijd kapitein” – Clijsters kapitan na zawsze

Niesprawiedliwe dla niego było nazywanie go “ojcem Kim Clijsters”, ale on sam kompletnie się tym nie przejmował. Dla niego zawsze rodzina była ważniejsza od kariery i wielokrotnie dokonywał wyborów, które to potwierdzały. Był wzorem profesjonalizmu zarówno na boisku jak i poza nim. Zawsze chętnie pomagał potrzebującym, ale najczęściej po cichu, bo nienawidził rozgłosu w mediach. Nie uważał się za lepszego od innych ludzi i był typem samotnika.

„Nigdy nie lubiłem popularności. Zawsze chodzę w dresach lub dżinsach, rzadko bywam u fryzjera, wolę być tak niepozorny, jak to tylko możliwe.” – stwierdził w swojej biografii “Lei. Het levensverhaal von Leo Clijsters.”.

Początki kariery

Leo Albert Jozef „Lei” Clijsters urodził 6 listopada 1956 roku w Opitter, małej miejscowości w Limburgii, w północno-wschodniej Belgii. Miał pięcioro rodzeństwa i znajdował się często pod opieką dziadków.

Lei był nieśmiałym chłopcem, który bardzo lubił grać w piłkę w miejscowym klubie Opitter FC, gdzie kierownikiem zespołu był jego ojciec. Gdy miał 16 lat zadebiutował w pierwszym zespole i szybko okazało się, że ma ogromny talent. Już po kilku meczach wzbudził zainteresowanie skautów największych klubów w Belgii.

Odrzucił ofertę Anderlechtu, decydując się dołączyć do drużyny mistrza Belgii Club Brugge. Blauw-Zwart dopiero co uniknęli bankructwa i po 53 latach odzyskali mistrzowską koronę. Podobno za siedemnastoletniego obrońcę Opitter FC otrzymał 520 tys. franków, czyli w przeliczeniu na obecną walutę ok. 13 tys. euro.

Młody Limburczyk czuł się w Brugii bardzo zagubiony, bez rodziny i przyjaciół, z dala od domu. Na szczęście w Belgii (i nie tylko tam) młodzi piłkarze są zakwaterowywani do prywatnych osób współpracujących z klubami. Tak było również w przypadku Lei, który zamieszkał w domu starszej pani. Spotkał tam rodaka z Limburgii, a był nim inny młody piłkarz Club Brugge René Vandereycken (przyszła gwiazda belgijskiej piłki).

Lei był bardzo obiecującym juniorem, co doceniła UEFA, wybierając go w 1974 roku najlepszy juniorem Europy w kategorii 16-18 lat. Za Clijstersem uplasowali się wówczas Karl-Heinz Rummenigge i Simon Tahamata.

Miał szansę stać się częścią wielkiej drużyny, którą tworzył legendarny trener Ernst Happel. Jednak do tego potrzebował pozytywnej opinii od jego asystenta Thieu Bollena, tego samego, który stał za jego transferem z Opittera do Club Brugge. Pan Bollen jednak zażądał za tą przysługę, by Lei oddał mu część ze swojej pensji. Clijsters odmówił.

„Nie zamierzam nikomu płacić, abym mógł grać w pierwszej drużynie. Jeżeli uważają, że jestem wystarczająco dobry, to sami muszą mnie do niej włączyć” – oznajmił młody Lei.

To sytuacja nie była czymś zaskakującym. Trenerzy, agenci i niektórzy członkowie zarządu często zarabiali w ten sposób na piłkarzach. Club Brugge więc z niego zrezygnował, ponieważ Happel, zgodnie z opinią Bollena, nie włączył go do kadry pierwszego zespołu. Stało się to wbrew woli fanów, ponieważ w „Brugsch Handelsblad” pojawił się ostry artykuł wyrażający sprzeciw tej decyzji.

„Klub pozwala odejść swojemu najlepszemu młodemu zawodnikowi” – pisał wówczas belgijski dziennikarz.

Nawet petycja kibiców nie wpłynęła na zmianę decyzji władz klubu w stosunku do osiemnastoletniego piłkarza. Oceniono go jako „niemożliwego do prowadzenia”.

Happel przyznał po latach, że odrzucenie Clijstersa było jego „największym błędem w karierze trenera”. Lei nigdy nie zaakceptował tego, co się stało. Wiedział, że został potraktowany niesprawiedliwie. Taki był właśnie Clijsters, zawsze mówił to co myśli bez względu na konsekwencje. Jak sam mówił:

„Nie mogę milczeć jeśli uważam, że mam rację i coś leży mi na wątrobie”

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…