Władysław Żmuda – milczący stoper nie do przejścia

Żmuda

Gra na pozycji środkowego obrońcy wymaga od zawodników nieustannej koncentracji, szybkości i dobrego ustawiania się. Nie brakuje opinii, że żeby być dobrym stoperem, niezbędne jest doświadczenie. Rzadko zdarza się, żeby na tej pozycji występowali młodzi, nieopierzeni zawodnicy. Są jednak przypadki, że niektórzy mimo bardzo młodego wieku imponują spokojem, odpowiedzialnością i bardzo dobrze potrafią czytać grę. W historii naszego rodzimego futbolu kimś takim z pewnością był Władysław Żmuda, na którego Kazimierz Górski postawił w trakcie mistrzostw świata w 1974 r. w RFN.

Wybiegając 15 czerwca na boisko Neckarstadionu w Stuttgarcie na mecz z Argentyną, Żmuda miał na koncie ledwie dwa występy w pierwszej reprezentacji. Nie był jednak postacią anonimową, a w notesie Kazimierza Górskiego jego nazwisko widniało już od dawna.

Pierwszy raz słynny trener wypróbował go w nieoficjalnym meczu z MSV Duisburg. 18 kwietnia 1973 r. w Poznaniu Polacy zremisowali 1:1 i choć niespełna 19-letni twardo grający obrońca pozostawił po sobie dobre wrażenie, to na prawdziwy debiut musiał jeszcze poczekać.

Filar kadry młodzieżowej

Ciągle był jednak ważnym elementem reprezentacji młodzieżowej, którą opiekował się Andrzej Strejlau. 16 października 1973 r. polscy młodzieżowcy ze Żmudą w składzie mierzli się ze swoimi rówieśnikami z Anglii. W Plymouth padł bezbramkowy rezultat, a dzień później cały zespół oglądał z trybun Wembley zwycięski remis pierwszej reprezentacji.

Z Londynu zespół Górskiego, do którego dołączył Żmuda, udał się prosto do Dublina, gdzie zaplanowano mecz towarzyski. W stolicy Irlandii opromienionych sukcesem Polaków przywitano bardzo serdecznie. W niedzielne popołudnie 21 października na boisku jednak nie było sentymentów. Mimo optycznej przewagi Polacy ulegli rywalom 0:1. To wtedy właśnie po raz pierwszy w meczu międzypaństwowym wystąpił Władysław Żmuda.

W wyjściowym składzie zagrał w miejsce Jerzego Gorgonia, który w starciu z Anglią skręcił staw kolanowy. Nie był to debiut wymarzony, bo jedyna bramka padła po błędzie bloku defensywnego, ale młody obrońca coraz głośniej pukał do drzwi pierwszej reprezentacji.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Kiedy w lutym kadra Górskiego udawała się na tournée do Niemiec, Włoch i Algierii, dla Żmudy zabrakło jednak miejsca w 18-osobowym składzie. Bardziej potrzebny był w młodzieżówce, która szykowała się do ćwierćfinałowego dwumeczu z Bułgarią w ramach Mistrzostw Europy U-23.

W wygranym 2:1 wyjazdowym meczu w Błagojewgeradzie Strejlau postanowił spróbować go w drugiej linii, gdzie jego głównym zadaniem miała być asekuracja kolegów. Spisał się bardzo dobrze i podobną rolę odgrywał w rewanżu (0:0 w Częstochowie). Sam piłkarz jednak przyznawał na łamach Piłki Nożnej, że zdecydowanie najlepiej czuje się na pozycji cofniętego stopera.

Mimo młodego wieku był podstawowym zawodnikiem warszawskiej Gwardii, która poprzedni sezon ligowy zakończyła na trzecim miejscu. Wiosną zbierał coraz lepsze recenzje na łamach prasy. Nie wahał się go również chwalić sam Strejlau, pod którego opieką znajdowało się sporo piłkarzy, których Górski zaliczył do szerokiej kadry, ale którzy na miejsce w pierwszej drużynie musieli jeszcze poczekać.

Żeby mogli nabrać większego doświadczenia, pojawił się pomysł kwietniowej wyprawy na Haiti, gdzie Polacy rozegrali dwa spotkania ze swoimi przyszłymi rywalami z mistrzostw. Żmuda wystąpił w drugim spotkaniu, które wygraliśmy 3:1. Dopiero po latach okazało się, że oba pojedynki były zaplanowane jako oficjalne, a gospodarze dopilnowali, żeby podpisano stosowne dokumenty.

Dla Żmudy był więc to drugi oficjalny występ w narodowych barwach, choć de facto PZPN wysłał zaplecze pierwszego zespołu.

Na początku maja polscy młodzieżowcy stanęli przed szansą walki o medale mistrzostw Europy. W półfinałach ich rywalami byli piłkarze z NRD. Po bezbramkowym remisie 1 maja w Zwickau tydzień później zaplanowano rewanż w Łodzi.

Podopieczni Strejlaua, wśród których oprócz Żmudy byli także Jerzy Wyrobek, Kazimierz Kmiecik, Roman Ogaza, Zdzisław Kapka i Marek Kusto, znowu zremisowali, tym razem 2:2. Niestety taki wynik dzięki zasadzie bramek strzelonych na wyjeździe premiował rywali.

W ten sposób po raz kolejny zaprzepaściliśmy ogromną szansę zdobycia tytułu mistrza Europy. Wierzę, że mogliśmy zdobyć złoty medal. Wszyscy się popłakaliśmy, każdy zdawał sobie sprawę, że stracił ogromną szansę. Nie tylko na tytuł mistrza Europy. Proszę pamiętać, że dla wielu tych chłopców drużyna młodzieżowa oznaczała kres awansu w hierarchii reprezentacyjnej. Wiedzieli przecież, że dostanie się do pierwszego zespołu będzie szalenie trudne.  Tak też było – wspominał po latach Andrzej Strejlau w swojej autobiografii napisanej wspólnie z Andrzejem Personem.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…