Książkowe spotkanie z Jackiem Laskowskim to sentymentalna podróż do przeszłości, która przypadnie do gustu wychowanym na magazynie Gol i latach 90., kiedy komentator był najważniejszą osobą dla wyobraźni kibica. Wspomnienia z Mundialu w 1994 roku zahaczają tylko o piłkę. Laskowski skupia się na anegdotach i osobistym opisie kraju, więc całość jest przystępna nie tylko dla fanów futbolu i spodoba się też szerszemu gronu.
Jacek Laskowski to komentator, który w rankingach popularności zawsze wymieniany jest w ścisłej czołówce. Pracując od początku lat 90. w TVP, nigdy nie uzyskał sławy podobnej do Dariusza Szpakowskiego, niemniej jednak zapracował na uznaną markę zwłaszcza wśród fanów hiszpańskiego futbolu. Zawsze przygotowany, merytoryczny, komentujący świetnie także siatkówkę, piłkę ręczną, czy hokej, w ostatnich miesiącach dołożył do repertuaru charakterystyczne erudycyjne wstępy przed meczami kadry piłkarzy, które dzięki social mediom (SM), stają się szybko viralem. Zawsze – jak mi się wydawało – stroniący od sławy, popularności, żyjący z pasji do piłki nożnej.
Ostatnio, jak gdyby go trochę więcej w SM, tym niemniej zaskoczeniem była publikacja, która została wydana przy okazji Mundialu w USA, Meksyku i Kanadzie przez wydawnictwo Emocje Plus Minus. „Dawno temu na Mundialu, czyli jak odkrywałem Amerykę” to zbiór wspomnień wyciągniętych z pamiętnika dziennikarza w przeważającej części traktujących o MŚ w 1994 roku, na które został wysłany jako komentator – i to także meczów grupowych. Co ciekawe – obecnie w podobnej sytuacji, gdy na turnieju nie ma Polaków – TVP ogranicza się do wysłania komentatorów tylko na najważniejsze mecze.
Zaczyna od tego, jak trafił do Telewizji Publicznej, opowiadając, jak to się właściwie stało, że absolwent medycyny trafił na korytarze przy ul. Woronicza, mając przed sobą świetlaną i dobrze płatną pracę lekarza. No cóż, lata 90., to jak się okazuje czas, gdy łatwiej było załapać się do budki komentatorskiej niż szpitala.
Jeśli ktoś szuka w książce stricte sportowych opisów, wywiadów z piłkarzami, relacji z konferencji prasowych, treningów, czy świętowania kibiców po meczach, to nie jest publikacja dla niego. To bardzo osobista opowieść o podróży do USA i latach 90., dla których futbol jest tylko tłem. Z nutą nostalgii, erudycją, swadą i humorem opowiada, że „kiedyś to było”. Ale to sformułowanie, tak często obecnie wyśmiewane przez młodych, jest tutaj podane w bardzo strawnej formie.
Można się czepiać, że to literatura z gatunku popularnej, a od takiej postaci jak Jacek Laskowski, można by wymagać więcej niż opowieści, które można serwować przy kawie u znajomych. Być może doczekamy się jeszcze od autora czegoś poważniejszego, traktującego np. stricte o sporcie i jego wpływie na świat. Na razie cieszmy się, że możemy czytać komentatora w takiej formule.
Trudno się oderwać od książki. Rozdziały są krótkie, okraszone zabawnymi z obecnego punktu widzenia zdjęciami autora z eskapady do Stanów Zjednoczonych. Pokazuje to jednocześnie spory dystans autora do siebie, bo nie dość, że zdjęcia znajdują się w publikacji, to jeszcze każde z nich jest opisane w zabawny sposób. Czuć w publikacji fascynację nie tylko futbolem, ale światem jako takim, który po transformacji w Polsce nie stał tak bardzo otworem, jak ma to miejsce obecnie.
Nie będę zdradzał zbyt wiele, ale sporo tu naprawdę osobistych wyznań, zdarzają się zaskakująco mocne prywatne fragmenty, a same mecze, do których komentowania został delegowany Jacek Laskowski, są tylko dodatkiem. Nie jest to klasyczny reportaż, w którym fani gatunku chcieliby znaleźć trochę inny rodzaj opisu wydarzeń sprzed 32 lat. Nie sądzę, by Laskowski miał takie aspiracji razem z wydawnictwem.
Książka miała być przystępna dla każdego czytelnika, nie tylko kibica zapaleńca, ale też przysłowiowego „fana w kapciach”, który głos komentatora zna tylko z meczów kadry, choć może kiedyś był fanem magazynu „Gol” i pamięta autora jeszcze z włosami.
Sam pisze o powodach tak:
Ci, którzy mnie znają, wiedzą, jaki mam pogląd na temat literatury. Koncentruję się na czytaniu, uznając, ze tworzenie dzieł powinno pozostać w gestii tych, którzy mają do tego większy lub mniejszy talent. W ostatnich latach odczuwałem często pewien dyskomfort związany ze świadomością, że coraz więcej ludzi bierze się do pisania książek, a coraz mniej je czyta. Daleko mi do uzurpowania sobie prawa do bycia pisarzem. Ale wiem, że każda książka skupia się na historii – prawdziwa, fikcyjna, biograficzna – i każda ma za cel opowiedzieć tę historię jak najciekawiej. Szkoda mi było tej historii sprzed ponad trzydziestu lat. Z każdym kolejnym rokiem czułem żal, że nie zostanie opisana, że kiedyś tam po prostu odejdzie w niepamięć
Humor, lekkie pióro i klasa znana z komentatorskiego stolika to zdecydowane wyróżniki publikacji. Jeśli ktoś lubi i ceni Jacka Laskowskiego, pamięta lata 90 – nie tylko w piłce i chce cofnąć się w czasie, to śmiało może sięgać po tę publikację. Opisywana rzeczywistość nie wróci, ale warto przypomnieć sobie, że wtedy życie komentatora i dziennikarza zbyt łatwe nie było – przetrwali najwięksi pasjonaci, ale na pewno było fascynujące. Podziękowania i gratulacje dla pana Jacka, że ma nadal tę fascynację w sobie i umiał ją przelać na karty książki.
Ocena: 7/10
Patryk Szczerba

