Anatolij Baniszewski – kaukaska perła z Baku

Czas czytania: 17 m.

O sile reprezentacji Związku Radzieckiego najczęściej stanowili piłkarze narodowości rosyjskiej i ukraińskiej. Nie znaczy to jednak, że w innych republikach nie było znakomitych futbolowych indywidualności. Były. Często kluby z małych republik potrafiły napsuć sporo krwi wielkim drużynom z Moskwy i Kijowa. Wielu piłkarzy pochodzących z peryferii czerwonego imperium z powodzeniem radziło też sobie w reprezentacji. Dzięki temu mali chłopcy z Erywania, Tbilisi czy Baku mieli swoich rodzimych futbolowych bohaterów. Kimś takim dla Azerbejdżanu był Anatolij Baniszewski, którego historię dziś przybliżamy.

Polub nasz profil na Facebooku

Jako dziecko marzył, żeby zagrać przeciwko Brazylii. To właśnie w spotkaniu z Canarinhos strzelił swoją najsłynniejszą bramkę w karierze, której jednak nie zarejestrowały kamery. Co ciekawe debiutował w reprezentacji jeszcze jako nastolatek i to właśnie w starciu z Brazylią. Miał gorący temperament i zawsze mówił, co myśli. Nigdy nie gryzł się w język, co przysparzało mu trochę kłopotów. Jako młody chłopak zyskał wielką popularność, z którą nie do końca potrafił sobie poradzić.

Polskie nazwisko zawdzięcza dziadkowi, który pochodził z zachodniej Ukrainy. Jednak to w Azerbejdżanie jest najbardziej znany. W dziejach jego kraju niewielu było piłkarzy, którzy potrafili dorównać mu umiejętnościami, czego dowodem jest nagroda z okazji jubileuszu 50-lecia UEFA, kiedy to Baniszewski został wybrany najlepszym zawodnikiem w historii Azerbejdżanu.

Przez całą swoją piłkarską karierę był związany z Baku. Z zespołem Neftyanika zajął w 1966 r. trzecie miejsce w radzieckiej ekstraklasie, co było największym osiągnięciem w dziejach klubu. Choć kuszono go ofertami z Moskwy i Kijowa, to zawsze pozostawał wierny swojemu rodzinnemu miastu. Często podkreślał swoje przywiązanie do niego i mówił, że nie wyobraża sobie, że mógłby grać gdzieś indziej. Warto więc w tym miejscu na chwilę przyjrzeć się historii Baku, żeby lepiej zrozumieć przywiązanie Anatolija do niego.

Krótki rys historyczny Baku

Obszar Półwyspu Apszerońskiego od najdawniejszych czasów był znany z wiecznych ogni, które powstawały w wychodniach gazu ziemnego. Położone na tych terenach Baku już od wczesnego średniowiecza było ważnym ośrodkiem handlowym i kilkukrotnie przechodziło z rąk do rąk. W IX wieku stało się częścią islamskiego państwa Szyrwanu. Pod koniec XIII stulecia zaczęła się epoka rozkwitu miasta, które w XV wieku było już głównym portem Morza Kaspijskiego. Rozwój ten został zahamowany po włączeniu do perskiego państwa Safawidów w 1501 r. W pierwszej połowie XVII stulecia coraz częściej w tę stronę zaczęli spoglądać Rosjanie, którzy przez pewien czas kontrolowali Baku. Ostatecznie jednak te tereny zostały włączone w skład Imperium Rosyjskiego dopiero w 1806 r.

To właśnie w XIX wieku nastąpił największy rozwój Baku. W 1847 r. dzięki wynalezieniu w Azerbejdżanie pierwszych zmechanizowanych wierteł rozpoczęło się wydobycie ropy naftowej na skalę przemysłową. Za początek naftowej gorączki w Baku przyjmuje się jednak rok 1872 r., kiedy to weszła w życie reforma znosząca system dzierżawny w przemyśle naftowym. Prywatni właściciele mogli odtąd wykupywać działki na własność i nie musieli już płacić wysokich podatków dzierżawcom, co stało się impulsem do szybkiego rozwoju przemysłowego.

Na początku XX wieku Baku i okolice były głównym światowym zagłębiem naftowym. Rocznie wydobywało się tutaj 10 milionów ton ropy, czyli połowę całej światowej produkcji. Do miasta, które było ważnym ośrodkiem administracyjnym, przemysłowym, naukowym i kulturalnym, w poszukiwaniu bogactwa przybywało wielu robotników z różnych części Europy. Nie brakowało też ludzi wykształconych – inżynierów, chemików czy architektów. W tej ostatniej grupie sporo było Polaków. Jednym z nich był Józef Gosławski, który w 1892 r. objął stanowisko naczelnego architekta miejskiego i od tego momentu do I wojny światowej naczelnymi architektami miejskimi Baku byli Polacy. To wtedy właśnie miasto szczyciło się mianem Paryża Kaukazu.

Tam gdzie ropa, tam zwykle pojawiali się też Brytyjczycy. W Baku było podobnie i to dzięki przybyszom z Wysp Brytyjskich miejscowa ludność poznała piłkę nożną. W 1911 r. powstawały pierwsze kluby w Azerbejdżanie, które zakładali obcokrajowcy. Pierwszym mistrzem został wtedy złożony wyłącznie z brytyjskich robotników i inżynierów naftowych British Club, który obronił tytuł w 1912 r. Rok później miejskie władze podjęły decyzję o przeznaczeniu gruntu pod budowę boiska z prawdziwego zdarzenia, co bardzo spodobało się piłkarzom, którzy nie musieli już grać na placach przy naftowych szybach. Futbol zaczynał zyskiwać coraz większą popularność.

Mieszkańcy Baku i okolicznych kurortów nadkaspijskich zmienili upodobania. Najnowszym krzykiem mody nie są już narty na kółkach, ale gra w piłkę nożną – pisano w styczniu 1914 r. w moskiewskiej prasie.

Mimo że w latach dwudziestych futbol w ZSRR nie był jeszcze tak popularny, jak po II wojnie światowej, to Azerowie w tamtych latach pokazywali, że piłkarskie rzemiosło nie jest im obce i zanotowali kilka wartych uwagi wyników.

W 1923 roku zespół Komsomołu Baku wygrał Kaukaskie Igrzyska Olimpijskie (rozgrywano taką imprezę przed laty), azerska reprezentacja Baku w 1930 r. wygrywała z reprezentacją nafciarzy niemieckich, a w 1931 r. – nawet brytyjskich, na dodatek aż 5:2! Wtedy to Azerbejdżan był awangardą piłkarską Kaukazu i Bliskiego Wschodu, do tego stopnia, że nieoficjalna reprezentacja Azerbejdżanu w 1929 r. wyjechała do Teheranu na mecz z Iranem, zwanym wtedy jeszcze Persją i wygrała z nim… 11:0 – pisał o azerskich sukcesach Radosław Nawrot.

Bezcenne pola roponośne

Podczas II wojny światowej miasto stało się jednym z głównych celów Hitlera w czasie realizacji planu Fall Blau. Niemiecka machina wojenna potrzebowała wówczas wielkich ilości ropy, a lekarstwem na braki w zaopatrzeniu miały być właśnie roponośne pola Baku. Zanim jednak realne stało się widmo hitlerowskiego podboju, niewiele brakowało a miasto zostałoby zbombardowane przez Brytyjczyków i Francuzów w wyniku operacji Pika, ale plan ten upadł najpierw w wyniku niemieckiej agresji na kraje Beneluksu i Francję, a potem wskutek wybuchu wojny między Niemcami a ZSRR.

W wyniku powszechnej mobilizacji w wojnie wzięło udział 700 tys. ludności Azerbejdżanu. Do zakładów przemysłowych masowo zgłaszały się kobiety, które były gotowe zastąpić wysyłanych na front mężczyzn. Podjęto decyzje, że praca w przemyśle przetwórstwa ropy będzie przedłużona do dwunastu godzin dziennie przez siedem dni w tygodniu, bez przerwy, aż do końca wojny. Inne fabryki zaczęły produkować miotacze ognia i karabiny maszynowe, powstawały też katiusze i wszelkiego rodzaju amunicja. Tworzono ogromne hale, w których składane były samoloty, do pracy wróciły stocznie. W lutym 1942 r. brygada prowadząca odwierty została odznaczona Orderem Czerwonego Sztandaru w uznaniu zasług obrony ojczyzny. Rada Najwyższa ZSRR uhonorowała pięciuset najlepszych robotników Baku. Dostawy z Azerbejdżanu były bezcenne dla pogrążonego w wojnie kraju.

Kiedy Niemcy zaczynali zbliżać się do kaukaskich pól roponośnych, a 21 sierpnia 1941 r. weszli na Elbrus, władze Baku zaczęły szykować się do wzmocnienia obrony miasta. Najnowocześniejsze platformy zostały zdemontowane i wysłane w głąb kraju. Towarzyszyło im wielu znakomitych inżynierów i techników. Hitler chciał za wszelką cenę zdobyć Baku, ale obrońcy byli gotowi poświęcić miasto. Woleli zniszczyć istniejące szyby, zanim trafiłby w ręce Niemców. W wyniku relokacji wydobycie ropy spadło o połowę, ale nie przestawano wysyłać ciągle nowych pociągów i statków, których dostawy były bezcenne dla broniącego się Stalingradu.

Po odparciu Niemców znad Wołgi stało się jasne, że Baku jest już bezpieczne. Uniknęło męczeńskiego losu miast-bohaterów ZSRR, takich jak Leningrad, Stalingrad, Sewastopol i Odessa, ale tutejsza ludność i tak poniosła wielkie ofiary. Baku dawało swojej armii nie tylko bezcenne paliwo, ale złożyło też w ofierze życie wielu swoich mieszkańców. Nie było rodziny, która nie straciłaby ojca, męża, brata czy syna. Z 700 tys. Azerów, którzy trafili do wojska, poległo aż 400 tys. Ci, którzy pozostali przy życiu mogli być dumni, że bez czarnej krwi ich ziemi, ZSRR i jego sojusznicy nie wygraliby wojny tak szybko. Ropa naftowa od dziesięcioleci była bardzo ważnym elementem miejskiego krajobrazu i stale była obecna w codziennym życiu bakijczyków.

Dzieciństwo i młodość

W takiej właśnie atmosferze uwielbienia dla wojennych bohaterów wychowywał się Anatolij Baniszewski. Przyszedł na świat niespełna rok po wojnie – 23 lutego 1946 r. Dorastał w prostej rodzinie pochodzącej z zachodniej Ukrainy o polskich korzeniach. Jego najbliżsi byli mołokanami. Jest to chrześcijańska grupa religijna, która wywodzi się z prawosławia. Jej członkowie przestrzegają starotestamentowych nakazów o koszernym jedzeniu, unikają używek i hazardu. W domu żyło się skromnie i rodzice nawet nie marzyli, żeby ich dzieci zdobyły jakieś lepsze wykształcenie. Dla małego Anatolija, podobnie jak dla wielu innych chłopców w jego wieku, przeznaczeniem wydawała się być praca w bakijskich zakładach przemysłowych.

Rudowłosy chłopak miał jednak inne marzenia. Już jako mały chłopiec bez reszty dał się wciągnąć piłkarskiej magii. Mama często niemal siłą musiała go ściągać do domu z podwórka, gdzie uganiał się za piłką z kolegami dopóki nie zrobiło się zupełnie ciemno. Jego mecze nie kończyły się jednak z chwilą przyjścia do domu. Nawet kiedy leżał już w łóżku, to ciągle w głowie rozgrywał kolejne futbolowe partie. Jego nogi ciągle jeszcze drżały, a serce nadal mocno biło. Marzył, że kiedyś zagra jako środkowy napastnik w drużynie młodzieżowej, a potem w pierwszym zespole. To właśnie od marzeń często zaczyna się droga na futbolowe szczyty i z Baniszewskim było podobnie.

Wiele słyszałem o brazylijskiej piłce nożnej od dzieciństwa. Byli wtedy na ustach wszystkich. Marzyłem o tym, by na własne oczy zobaczyć tych magów piłki – Pelé, Garrincha, Bellini, Gerson, Dudu, Parana, bramkarz Manga – wspominał w rozmowie z Israfilem Agazade w 1993 r.

Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał na bakijskich ulicach i to tam właśnie po raz pierwszy został zauważony.

Zaczynałem grać na pustych parcelach. Teraz w tym miejscu jest zajezdnia tramwajowa. Pewnego razu, podczas jednego z naszych zaciętych meczów, które toczyliśmy w kurzu, podszedł do mnie pewien mężczyzna. Powiedział, że jest trenerem dziecięcej drużyny Lokomotiwu i zaprosił mnie na zajęcia. Uczyłem się pod okiem Eduarda Howhannisjana przez trzy lata – mówił Baniszewski w jednym z wywiadów w 1978 r.

Treningi w dziecięcych zespołach Lokomotiwu zaczął w wieku dziewięciu lat. Bardzo szybko dało się zauważyć, że Bania, jak nazywali go koledzy, ma nieprzeciętny talent. W rozgrywkach z rówieśnikami mało kto mógł się z nim równać, więc nic dziwnego, że Tolik strzelał po kilkadziesiąt goli w sezonie. Największym klubem w Baku był wówczas Neftyanik i to gra dla tego zespołu była marzeniem każdego młodego bakijczyka. Nie trzeba było długo czekać, żeby lokalny potentat zainteresował się Baniszewskim.

Oboje urodziliśmy się w 1946 r. Nasze piłkarskie życia zaczęły się w tym samym czasie. [Tolik] grał w Lokomotiwie, a ja w Spartaku. Dlatego często spotykaliśmy się zarówno na boisku, jak i na treningu. Wciąż pamiętam mecz Lokomotiwu ze Spartakiem na stadionie im. Lenina w Razinie. Główny trener Neftyanika (dzisiejsze Neftchi) Borys Andriejewicz Arkadjew wraz z Alekpierem Mamiedowem również obserwowali ten mecz, wypatrując najbardziej obiecujących zawodników. W tym meczu zobaczyliśmy prawdziwy talent Baniszewskiego. Nasz zespół co prawda wygrał 4:3, ale to Baniszewski ustrzelił hat-tricka – wspominał po latach Rafiq Bağırov.

Niedługo później Baniszewski i Bağırov, który grywał jako obrońca, reprezentowali Azerbejdżańską SRR na ogólnokrajowej spartakiadzie młodzieży w 1963 r. Młodzi Azerowie zajęli trzecie miejsce, a Baniszewski był jednym z najlepszych piłkarzy tamtych zawodów.

Baniszewski zadziwił tam wszystkich swoją grą. Wszyscy mówili tylko o nim. Miał taki talent, że nie sposób było go nie zauważyć. Należy zaznaczyć, że zajęliśmy trzecie miejsce w tej spartakiadzie głównie dzięki Anatolijowi. Nie  było meczu, w którym Tolik nie strzeliłby gola – opowiadał Bağırov.

Według Bağırova to właśnie po tym turnieju Baniszewski trafił do Neftyanika.

Baniszewski dołącza do Neftyanika

Kiedy Baniszewski dołączył do drużyny Neftyanika, to klub można było określić jako ligowego średniaka. Zwykle kończył rozgrywki gdzieś w dolnej połowie tabeli, ale nad miejscami spadkowymi utrzymywał bezpieczną przewagę. Na swoim terenie bakijscy piłkarze niejednokrotnie jednak udowadniali krajowej czołówce, że potrafią postawić twarde warunki. Zespół był dumą całej republiki, a na meczach rozgrywanych w Baku stadion wypełniał się kibicami już na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem.

Młody Baniszewski był bardzo powoli wprowadzany do zespołu. Na boisku wydawał się czasami nieco leniwy i flegmatyczny, ale pozory mylą. Baniszewski kumulował w ten sposób w sobie energię, którą uwalniał podczas sytuacji podbramkowych. Swoją przygodę z klubem zaczynał od gry w zespole rezerw, gdzie na początku, żeby ominąć ograniczenia wiekowe, musiał grać pod fałszywym nazwiskiem. Jednak już wtedy trener Borys Arkadjew widział w nieopierzonym jeszcze napastniku materiał na klasowego zawodnika.

Dorasta wśród nas młody chłopak, o którym wkrótce usłyszymy. To niesamowite jak świetnie jest on skoordynowany, odważny i zdecydowany, a także jak znakomicie czuje piłkę całym sobą. Ciągle jest jeszcze trochę surowy i skacze do piłki jak mały kociak, ale już wkrótce obudzi się w nim ryś i z bożą pomocą będzie cudownym napastnikiem – mówił o nim Arkadjew.

Niedługo później szkoleniowiec opuścił Baku i przeniósł się do Moskwy. W klubie nie brakowało jednak osób, które wiedziały, jak wprowadzać młodych graczy do zespołu. Po odejściu Arkadjewa o piłkarską edukację Tolika zadbali trener Alekpier Mamiedow i dwóch zbliżających się do końca kariery znakomitych zawodników –  Jurij Kuzniecow i Adamas Gołodiec.

Im zawdzięczam wszystko, czego się nauczyłem i osiągnąłem w tej grze – mówił po latach Baniszewski.

Pod okiem starszych kolegów Tolik robił regularne postępy, co zaowocowało włączeniem go do składu pierwszego zespołu w 1964 r. 11 kwietnia na stadionie w Baku w obecności prawie 40 tys. kibiców strzelił swoją pierwszą bramkę dla klubu. Neftyanik zremisował wtedy 1:1 z CSKA Moskwa, a Bania otworzył wynik spotkania w 12. minucie gry. Swój debiutancki sezon zamknął trzema trafieniami w dwudziestu grach. Zespół zakończył zmagania dopiero na dwunastym miejscu w tabeli, ale w Baku zaczynał już dojrzewać prawdziwy piłkarski klejnot. Sztab szkoleniowy starał się jednak nie przeciążać młodego organizmu. Baniszewski nie grał w każdym meczu od początku. Bywało, że często wpuszczano go tylko na końcówki. Jednak nawet w tak krótkim czasie, jaki dostawał, potrafił się odnaleźć na boisku i ukłuć rywala w ostatnich minutach.

W 1965 r. stał się podstawowym zawodnikiem zespołu. Już w pierwszym meczu sezonu z Torpedo Moskwa wpisał się na listę strzelców. W Baku Neftyanik wygrał pewnie 3:0, a Bania otworzył wynik spotkania, wprawiając w zachwyt ponad 40 tys. zgromadzonych na stadionie kibiców. Niewiele robił sobie z klasy rywali i nie pękał nawet w najważniejszych meczach. W zremisowanym 2:2 starciu z Dynamem Kijów z zimną krwią wykorzystał rzut karny, a w pojedynku z drużyną SKA Rostów nad Donem to jego trafienie na kwadrans przed końcem meczu dało Neftyanikowi cenne zwycięstwo. Baniszewski prezentował się coraz lepiej, szybko stając się ulubieńcem kibiców i nie minęło wiele czasu, gdy upomniała się o niego reprezentacja.

Mocne wejście do reprezentacji

Zanim jednak trafił do pierwszej reprezentacji, to zbierał szlify w drużynach młodzieżowych. W sierpniu 1964 r. najbardziej uzdolnieni piłkarze ZSRR udali się do Włoch, gdzie pod szyldem moskiewskiego Spartaka wzięli udział w dość mocno obsadzonym międzynarodowym turnieju w kategorii U19. W rozgrywanej w San Remo imprezie oprócz zespołu gospodarzy AS Carlin’s Boys i innych włoskich ekip wzięły jeszcze udział drużyny z Anglii, Szwecji, Szwajcarii i RFN.

Spartak trafił do grupy razem z juniorskimi zespołami Sampdorii i Juventusu. Oba mecze Baniszewski z kolegami wygrali bez większych kłopotów – odpowiednio 3:0 i 4:0. W półfinale rozprawili się z kolejną dużą włoską firmą – AC Milan, który uległ gościom z ZSRR 0:2. Finał był pojedynkiem angielsko-radzieckim. Spartak wygrał z zespołem Birmingham 3:0 i pokazał wszystkim miejsce w szeregu. W czterech meczach młodzi sowieccy piłkarze zdobyli dwanaście bramek, nie stracili żadnej, a pierwsze skrzypce w drużynie grał Baniszewski, który był nie tylko najlepszym zawodnikiem turnieju, ale i najlepszym strzelcem.

Zostaliśmy zwycięzcami. To było moje pierwsze trofeum. Tam też zdobyłem drugą swoją nagrodę – dla najlepszego strzelca za dziewięć strzelonych bramek ­– wspominał Baniszewski.

Sam piłkarz ze wszystkich swoich występów w młodzieżówce najchętniej jednak wspominał mecz z Węgrami.

W tym meczu strzeliłem cztery bramki z gry i jedną z rzutu karnego, który podyktowano po faulu na mnie – mówił.

W połowie lat sześćdziesiątych reprezentacja ZSRR należała do ścisłej europejskiej czołówki. W 1964 r. radzieccy piłkarze zajęli drugie miejsce na mistrzostwach Europy, a cztery lata wcześniej cieszyli się z triumfu w premierowej edycji tej imprezy. O debiut w tak klasowej ekipie wcale nie było więc łatwo. Jak wspomniałem wyżej, Anatolij od dziecka marzył o grze przeciwko Brazylijczykom. Jego marzenia miały się urzeczywistnić szybciej, niż mógł przypuszczać w najśmielszych snach.

4 lipca 1965 r. na Łużnikach reprezentacja ZSRR rozgrywała towarzyskie spotkanie z Brazylią. Drużna z Ameryki Południowej przyjechała do Moskwy w glorii podwójnych mistrzów świata i w tamtych latach mało która ekipa potrafiła nawiązać z nią równorzędną walkę. Dla Sowietów był to jeden z najważniejszych meczów w roku, ale skład nie do końca był optymalny, bo w bramce zabrakło choćby Jaszyna. Brazylijczycy stawili się w najsilniejszym składzie i od początku kontrolowali przebieg spotkania. Po pół godziny prowadzili już 2:0. W przerwie selekcjoner Nikołaj Morozow przeprowadził kilka zmian w zespole. Jednym z wprowadzonych na boisko był Anatolij Baniszewski, który zmienił Walentina Iwanowa. Radzieccy piłkarze nie byli jednak w stanie odmienić losów spotkania. Przeprowadzili co prawda kilka kontrataków, ale to Brazylia była bardziej skuteczna i po strzeleniu trzeciej bramki pewnie wygrała 3:0.

Na kolejny występ w narodowych barwach Baniszewski musiał poczekać dokładnie dwa miesiące. 4 września do Moskwy przyjechała reprezentacja Jugosławii, ale Bania znowu zaczął mecz na ławce. ZSRR grało w dość eksperymentalnym składzie i długo utrzymywał się bezbramkowy rezultat. Morozow po raz kolejny dał szansę Baniszewskiemu, licząc, że może on znajdzie drogę do siatki rywali, ale nie tym razem. Mecz zakończył się wynikiem 0:0, a Tolik na swoje pierwsze trafienie dla reprezentacji musiał jeszcze troszkę poczekać.

Baniszewski wchodził do drużyny narodowej jeszcze jako nastolatek. W reprezentacji prym wiedli tacy zawodnicy jak Walentin Iwanow, Igor Czislenko, Walerij Woronin, Jożef Sabo, Albiert Szestierniow i Lew Jaszyn, który już wtedy był legendą radzieckiej piłki. Mimo to młody chłopak nie miał zamiaru usługiwać starszym partnerom i już na początku swojej reprezentacyjnej przygody miał spięcie z Jaszynem.

Kiedy młody zawodnik wchodzi do reprezentacji, to starsi starają się pokazać mu swoją wyższość. Cóż, ja, podobnie jak wszyscy bakijczycy, jestem człowiekiem z charakterem. Jaszyn zaczął wydawać mi instrukcje, takie jak podaj piłkę, zrób to i tamto. Nie podobało mi się to, co zakomunikowałem mu niezbyt grzecznej formie. Postanowiłem się też wtedy przedstawić całemu zespołowi, żeby w przyszłości uniknąć niepotrzebnych rozmów. Wszyscy byli zaskoczeni – wspominał Baniszewski.

Jego postępowanie znalazło się pod lupą, ale Jaszyn nie miał urazy do młodszego kolegi. Rozumiał, że Tolik pochodzi z Kaukazu i ma dość gorący temperament, ale zauważył zarazem, że powinien wykazać się większą powściągliwością. Obyło się bez żadnych konsekwencji, ale niewyparzony język przysporzy jeszcze w przyszłości kłopotów Anatolijowi. Póki co jednak dość dobrze wkomponował się do drużyny, a swoje umiejętności zademonstrował w październikowym meczu z Grecją.

Reprezentacja była wówczas na dobrej drodze do wywalczenia awansu na rozgrywane w Anglii mistrzostwa świata. Po komplecie zwycięstw odniesionych u siebie z Grecją, Walią i Danią szykowała się do serii trzech wyjazdowych meczów, które miały zdecydować o ostatecznej kolejności w tabeli. 3 października w Pireusie Baniszewski po raz pierwszy wybiegł w podstawowym składzie w meczu reprezentacji.

Wynik spotkania jeszcze przed upływem kwadransa otworzył Slawa Metreweli. Dziesięć minut później swoje pierwsze trafienie w narodowych barwach zaliczył Baniszewski. Chwilę później Grecy uzyskali kontaktową bramkę i zaczęli coraz groźniej kontratakować. Nie byli jednak w stanie zrobić niczego więcej, tym bardziej, że w drugiej połowie dał o sobie znać talent Baniszewskiego, który dwukrotnie pokonał greckiego bramkarza. Tolik w swoim trzecim występie skompletował hat-tricka i tym samym na stałe zadomowił się w reprezentacji.

Dwa tygodnie później w Kopenhadze Duńczykom wystarczyło sił tylko na jedną połowę w miarę wyrównanej walki. ZSRR pewnie wygrało z Danią 3:1 i zapewniło sobie awans na mistrzostwa. W kończącym eliminacje pojedynku w Cardiff przegrali 1:2, ale nie miało to już żadnego znaczenia. Baniszewski w obu tych spotkaniach wychodził w podstawowej jedenastce, a w starciu z Walią otworzył wynik spotkania.

Baniszewski ucisza Maracanę

Po udanych eliminacjach i po zakończeniu sezonu ligowego reprezentacja ZSRR wybrała się na małe tournée po Ameryce Południowej. Planowano odwiedzić Brazylię, Argentynę, Urugwaj i Chile. Pierwsze z serii spotkań rozgrywano z Brazylią w Rio de Janeiro. 21 listopada na trybunach wielkiej Maracany zasiadło ponad 120 tys. kibiców. Do przerwy fani nie zobaczyli bramek. W drugiej połowie nie musieli jednak długo czekać na otwarcie wyniku. W 51. minucie Jaszyna sprytnym strzałem pokonał Gérson, a już trzy minuty później dwójkową akcję przeprowadzili Jairzinho i Pelé, którą celnym strzałem zakończył ten drugi.

Wydawało się, że kolejne łatwe zwycięstwo Brazylijczycy mają na wyciągnięcie ręki. Nikt nie spodziewał się, że na własnym terenie ktoś może sprawić im problemy. Chwilę po zdobycie drugiej bramki Pelé mógł podwyższyć na 3:0, ale trafił w słupek. Akcja przeniosła się wówczas pod drugą bramkę i po ataku drużyny radzieckiej do wznowienia gry szykował się brazylijski bramkarz Manga. Wyglądało na to, że zamierza zagrać długą piłkę do przodu, co wydawało się dziwne Baniszewskiemu, gdyż Brazylijczycy zwykle konstruowanie akcji zaczynali od własnego pola karnego. Napastnik już niejednokrotnie udowadniał, że ma znakomitego nosa do zdobywania bramek. Jak sam wspominał, miał wówczas przeczucie, że piłka trafi do niego. Manga wybił ją na tyle nieumiejętnie, że Baniszewski, który stał wtedy jakieś 30 metrów od bramki, zdołał przeciąć lot futbolówki i głową skierować ją do siatki. Roztańczone i rozśpiewane trybuny w jednej chwili zamarły.

Zrobiło się bardzo cicho. Nawet ja byłem zaskoczony. Cisza na stadionie panowała przez dwie, trzy minuty. Spiker powiedział, że w 59. minucie padła bramka – cisza. Następnie dodał, że bramkę strzelił zawodnik z numerem dziewięć – cisza. Ale kiedy ogłoszono, że strzelcem gola jest Anatolij Baniszewski, to nagle rozległy się brawa. Można to porównać do wybuchu bomby atomowej – wspominał po latach Tolik.

Bania wspominał też, że Pelé się zatrzymał i patrzył na niego jak oczarowany, a jedna z brazylijskich gazet określiła jego bramkę mianem gola dekady. Nawet sam João Havelange po latach przyznawał, że Baniszewski dzięki temu trafieniu mocno zapadł Brazylijczykom w pamięć. Podbudowani kontaktowym golem radzieccy piłkarze zwietrzyli szansę na korzystny rezultat i coraz częściej gościli pod bramką gospodarzy. Ich wysiłki przyniosły skutek na pięć minut przed końcem, kiedy to odbitą od poprzeczki piłkę do siatki zdołał skierować Metreweli. ZSRR zremisowało z mistrzami świata 2:2, a Baniszewski został pierwszym radzieckim piłkarzem, który strzelił gola na Maracanie.

Cztery dni później Sborna przeniosła się do Belo Horizonte, gdzie w obecności 100 tys. kibiców bezbramkowo zremisowała z reprezentacją stanu Minas Gerais. Baniszewski to spotkanie zaczął na ławce i pojawił się na boisku w drugiej połowie. Kolejny pojedynek podczas tych wojaży Tolik rozegrał już w pełnym wymiarze czasu. Na słynnym El Monumental w Buenos Aires Sowieci zremisowali 1:1 z Argentyną. Pierwsi na listę strzelców wpisali się goście, a strzelcem gola po kolejnym uderzeniu głową był nie kto inny, jak Anatolij Baniszewski. Gospodarze odpowiedzieli krótko po przerwie, a bramkę z rzutu wolnego uzyskał Ermindo Onega.

Trzecim wielkim południowoamerykańskim stadionem, na którym oklaskiwano trafienie Baniszewskiego, było Estadio Centenario w Montevideo. 5 grudnia ZSRR wygrało z Urugwajem 3:1. Pierwszą bramkę strzelili goście po trafieniu Galimziana Chusainowa w 25. minucie. Co prawda w 32. minucie wyrównał Pedro Rocha, ale już dwie minuty później znów dał o sobie znać instynkt strzelecki Baniszewskiego i zrobiło się 2:1. Tolik grał do 71. minuty, kiedy to zmienił go Nikołaj Osianin. Ten sam zawodnik chwilę po wejściu ustalił wynik meczu na 3:1. Wyprawę do Ameryki Południowej kończyło starcie z Colo-Colo w Santiago, które nieoczekiwanie wygrali gospodarze 3:1.

W styczniu i lutym radziecka reprezentacja znowu przyleciała do Ameryki Południowej. Tym razem rozegrali serię sparingów z brazylijskimi zespołami klubowymi, które okazały się bardzo wymagającymi przeciwnikami. Baniszewski występował w większości z nich, a w starciu z drużyną Grêmio-Maringá strzelił dwie bramki. Tournée znowu kończyli w Chile, gdzie pokonali 2:0 reprezentację tego kraju i przegrali 0:1 z Club de Deportes Green Cross.

Wiosną zawodników czekała kolejna seria sprawdzianów, w których ich rywalami były tym razem silne europejskie reprezentacje. W kwietniu i maju odwiedzili Bazyleę, gdzie zremisowali 2:2 ze Szwajcarią, Wiedeń, gdzie 1:0 pokonali Austrię, Pragę, gdzie po dwóch golach Baniszewskiego wygrali 2:1 z Czechosłowacją i Brukselę, gdzie 1:0 zwyciężyli z Belgią. Przygotowania do angielskiego czempionatu zakończyli 5 czerwca w Moskwie, gdzie zremisowali z Francją 3:3, a Baniszewski, który wyrastał na podstawowego napastnika reprezentacji, strzelił jedną z bramek.

Czwarty na świecie

Udział reprezentacji Związku Radzieckiego w mistrzostwach świata w Anglii zasługuje na osobne omówienie, więc skupmy się tylko na najważniejszych faktach. Zespół trafił do grupy z Koreą Północną, Włochami i Chile. Swoje mecze mieli rozgrywać w Sunderlandzie i Middlesbrough, a jako bazę na czas pobytu wybrano położone niedaleko miasteczko Durham.

Rywalem w pierwszym meczu, który zaplanowano 12 lipca, była drużyna koreańska. Mimo że ideologicznie oba państwa leżały bardzo blisko siebie, to pod względem sportowym Koreańczycy byli dużą tajemnicą. Początek spotkania należał do piłkarzy radzieckich i już w 3. minucie gry koreański obrońca ratował się wybiciem piłki, która zmierzała do pustej bramki po strzale Baniszewskiego. Później jednak gra się nieco wyrównała, a ataki Koreańczyków sprawiły niewielkie kłopoty radzieckiej defensywie. Wreszcie w 31. minucie Baniszewski zagrał do Małofiejewa, który chwilę późnej wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Emocje nie zdążyły jeszcze opaść, a za moment zrobiło się już 2:0. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Jożefa Sabo futbolówkę do bramki skierował głową Baniszewski. W drugiej połowie gra znowu była dość wyrównana, choć stopniowo inicjatywę przejmowali piłkarze radzieccy. Kilka razy znakomitymi interwencjami popisał się jednak koreański bramkarz. Na dwie minuty przed końcem musiał skapitulować po raz trzeci, a strzelcem gola był Małofiejew.

Kolejny mecz rozgrywali 16 lipca, a ich rywalem tym razem była ekipa Włoch. Dla wielu ekspertów było to starcie o pierwsze miejsce w grupie, a nieznacznym faworytem byli Włosi. Obie ekipy grały twardo i nieustępliwie w obronie, ale stronie radzieckiej mocno we znaki dawał się Sandro Mazzola i Ezio Pascutti. Pod drugim polem karnym coraz śmielej poczynali sobie Baniszewski i Igor Czislenko, który sprawiał spore problemy pilnującemu go Giacinto Facchettiemu. To ta dwójka właśnie przesądziła o losach meczu. W 57. minucie gry Czislenko dostał dobre podanie od Baniszewskiego i potężnym uderzeniem pokonał Enrico Albertosiego. Włosi dążyli do wyrównania, co skrzętnie starali się wykorzystać piłkarze ZSRR. Zawodnicy radzieccy mieli kilka znakomitych sytuacji na podwyższenie wyniku, ale skutecznością nie popisał się Galimzian Chusainow i ostatecznie wynik 1:0 utrzymał się do końca meczu. ZSRR zapewniło sobie tym samym awans do ćwierćfinału.

Ostatni grupowy pojedynek decydował o tym, z którego miejsca wyjdą z grupy. Trener dał odpocząć kilku podstawowym zawodnikom, w tym Baniszewskiemu. ZSRR wyszło na prowadzenie w 29. minucie po golu Wałerija Porkujana. Chile zdołało wyrównać kilka minut później po trafieniu Rubéna Marcosa. Rezultat 1:1 utrzymał się prawie do końca, bo na pięć minut przed ostatnim gwizdkiem swoją drugą bramkę strzelił Porkujan i ZSRR z kompletem zwycięstw awansowało do dalszych gier.

Ćwierćfinałowym przeciwnikiem piłkarzy radzieckich byli zaskakująco dobrze spisujący się na turnieju Węgrzy. W grupie wygrali z Brazylią (3:1) i Bułgarią (3:1), a ulegli tylko znakomitej ekipie portugalskiej (1:3). 23 lipca na stadionie w Sunderlandzie musieli jednak uznać wyższość graczy z ZSRR. Wynik meczu już 5. minucie otworzył Czislenko, czym wyraźnie podciął Węgrom skrzydła. Druga połowa zaczęła się podobnie, jak pierwsza – od bramki dla ZSRR. Tym razem dośrodkowanie Chusainowa z rzutu wolnego w 47. minucie na gola zamienił Porkujan. Dziesięć minut później Węgrzy uzyskali kontaktową bramkę po trafieniu Ferenca Bene i ze zdwojoną siłą ruszyli do kolejnych ataków. W bramce znakomicie jednak spisywał się Lew Jaszyn, a defensywą świetnie kierował Albiert Szestierniow. Wynik 2:1 utrzymał się do końca spotkania.

Dwa dni później na Goodison Park w Liverpoolu reprezentanci ZSRR zmierzyli się w walce o awans do wielkiego finału z piłkarzami RFN. Niemcy od początku narzucili swój styl gry, w którym nie brakowało ostrych starć. Już na początku spotkania urazu stawu skokowego doznał Sabo. Radziecka obrona miała spore problemy z niemieckimi atakami, ale między słupkami dobrze spisywał się Jaszyn. Niestety na parę minut przed przerwą po błędzie Czislenki piłkę przejął Karl-Heinz Schnellinger, który natychmiast uruchomił podaniem Helmuta Hallera. Grający na co dzień w Serie A napastnik wykorzystał dobrą okazję i silnym strzałem pokonał Jaszyna, otwierając wynik spotkania. Chwilę później Czislenko dał się sprowokować rywalowi i po brutalnym faulu bez piłki wyleciał z boiska. Całą drugą połowę Baniszewski i koledzy musieli grać w osłabieniu, ale mimo to, potrafili kilkukrotnie zagrozić bramce Hansa Tilkowskiego. Kiedy w 68. Franz Beckenbauer strzelił na 2:0, wydawało się, że jest już po meczu. Gracze radzieccy jednak, podobnie, jak Niemcy, zawsze grają do końca i tak też było tym razem. W 88. minucie kontaktowego gola uzyskał Porkujan, a chwilę później ten sam zawodnik zmarnował dogodną okazję do wyrównania. Radzieckim piłkarzom zabrakło czasu i szczęścia. Kto wie, jak potoczyłyby się losy meczu, gdyby Concetto Lo Bello, do którego pracy Sowieci mieli trochę zastrzeżeń, nie wyrzucił Czislenki z boiska.

W meczu o trzecie miejsce rywalem ZSRR była Portugalia. 28 lipca na Wembley w składzie radzieckiej ekipy nie mogli zagrać Szestierniow, Sabo i Czislenko. Portugalczycy przewyższali przeciwników wyszkoleniem technicznym, ale ZSRR mimo to potrafiło stworzyć sobie całkiem sporo dogodnych sytuacji. Znowu jednak brakowało skuteczności i odrobiny szczęścia. Już w 13. minucie po zagraniu ręką w polu karnym przez Murtaza Churcilawę jedenastkę na gola zamienił Eusébio. Zespół radziecki zdołał wyrównać jeszcze przed przerwą po golu Metreweliego. Druga połowa to naprzemienne ataki raz z jednej, a raz z drugiej strony. Czas płynął, a na tablicy wyników wciąż widniał rezultat 1:1. Kiedy wydawało się, że do wyłonienia zwycięzcy konieczna będzie dogrywka, to José Torres w 87. minucie przechytrzył radziecką obronę i dał swojej drużynie upragnione zwycięstwo.

Byliśmy lepsi. Szczęście było jednak przy Portugalczykach – mówił po meczu Lew Jaszyn.

ZSRR za zajęcie czwartego miejsca otrzymało brązowe medale. Ten wynik był ich najlepszym osiągnięciem w historii. Baniszewski zagrał w pięciu z sześciu meczów. Strzelił co prawda tylko jedną bramkę, ale jako jeden z najmłodszych napastników na turnieju pokazał się z całkiem dobrej strony. Zdobył też bezcenne doświadczenie i po raz pierwszy zaprezentował się szerokiej publiczności. Jego potencjał został dostrzeżony i nie brakowało głosów, które wieszczyły mu wielką przyszłość. Adidas miał mu nawet zaproponować kontrakt reklamowy opiewający na pół miliona dolarów, ale radziecka federacja z miejsca tę ofertę odrzuciła.

***

Rok 1966 był najlepszym w jego dotychczasowej karierze, gdyż na koniec sezonu razem z klubowymi kolegami świętował zajęcie trzeciego miejsca w lidze. W tym samym roku też się ożenił. Miał dopiero 20 lat i wydawało się, że świat leży u jego stóp. Nie wszystko jednak później poszło tak, jak powinno, a swoją niemałą rolę odegrały w tym popularność, alkohol i pamiętliwi partyjni działacze. O tym wszystkim przeczytacie jednak w drugiej części tekstu, która powinna się ukazać w przyszłym tygodniu.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

BARTOSZ DWERNICKI

Przy pisaniu posiłkowałem się następującymi publikacjami:

[/su_spoiler]
Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

„Piłkomatyka” – recenzja

"Piłkomatyka" wyszła w Polsce parę lat temu i nie odbiła się wielkim echem. Czy warto sięgnąć po tę książkę? Przeczytajcie recenzję Patryka Szczerby!

Strzał na bramkę — magazyn młodych piłkarzy i piłkarek #5

Na początku lipca recenzowaliśmy czwarty numer magazynu Strzał Na Bramkę. Tym razem sprawdzamy kolejną, już piątą, odsłonę periodyku skierowanego do najmłodszych czytelników. Sprawdź recenzje poprzednich...

Ludo „Boem” Coeck – człowiek ze szkła

Gdyby nie ciągłe kontuzje, mógł być jednym z najlepszych. Uniwersalny zawodnik, wielokrotny reprezentant Belgii, jedna z legend Anderlechtu. Przed Wami Ludo Coeck!