Koniec złej serii, wspomnienie pierwszego awansu, Goncalo Feio – reminiscencje po meczu Stali Rzeszów z Motorem Lublin

Czas czytania: 9 m.
5
(8)

16 marca 2024 roku Retro Futbol gościło na Stadionie Miejskim w Rzeszowie, gdzie miejscowa Stal w meczu 24. kolejki Fortuna 1. Ligi podejmowała Motor Lublin. W pomeczowym tekście napiszemy oczywiście o spotkaniu, ale poruszymy także inne wątki. Przypomnimy pierwszy w historii awans Stali do najwyższej klasy rozgrywkowej oraz poświęcimy kilka zdań Goncalo Feio – barwnemu trenerowi, dla którego starcie w stolicy Podkarpacia było ostatnim meczem w roli szkoleniowca Motoru.

Przed meczem

Stal Rzeszów była w bardzo trudnej sytuacji. Poniosła pięć porażek z rzędu. Przegrała wszystkie dotychczasowe mecze ligowe na wiosnę, kolejno z Wisłą Kraków 1:2, z Arką Gdynia 1:5, Miedzią Legnica 1:3 i Chrobrym Głogów 1:2. Do tego dochodziła przegrana potyczka 0:2 z GKS Tychy, jeszcze jesienią. Jeśli brać pod uwagę także Puchar Polski, z którego Stal odpadła w grudniu, przegrywając 1:4 z Wisłą, trzeba odnotować, że drużyna Marka Zuba nie wygrała ośmiu meczów z rzędu (wyłączając sparingi), gdyż należy wliczyć także jesienne remisy z Odrą Opole i Polonią Warszawa. Ostatnie zwycięstwo miało zatem miejsce 25 listopada 2023 roku w spotkaniu z Górnikiem Łęczna (3:0).

Mimo fatalnej passy trener Marek Zub starał się zachowywać spokój i przekonywał, że będzie lepiej. Mecz z Motorem Lublin był więc bardzo ważny. Szkoleniowiec Stali zapowiadał, że interesuje go wyłącznie zwycięstwo. Wszyscy oczywiście zdawali sobie sprawę z tego, że nie będzie o to łatwo, gdyż Motor Lublin znajduje się w czołówce pierwszoligowej tabeli. Przed przyjazdem do Rzeszowa beniaminek zanotował cztery mecze z rzędu bez porażki, co robi wrażenie, lecz dwa ostatnie spotkania – z Górnikiem Łęczna i Polonią Warszawa – zakończyły się zaledwie remisami. Wcześniej drużyna Goncalo Feio wygrywała z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza i Podbeskidziem Bielsko-Biała. Wiosną przegrała tylko na inaugurację tej części sezonu z GKS Katowice.

O tym, jak wyglądało starcie Stali Rzeszów z Motorem Lublin, opowiemy w dalszej części tekstu. Wiadomo było, że będzie ciekawie, gdyż w meczach rzeszowsko-lubelskich zazwyczaj nie brakuje podtekstów i smaczków. W zespole Motoru wystąpiło od pierwszej minuty dwóch byłych graczy Stali – Bartosz Wolski i Piotr Ceglarz, co także dodawało pikanterii. Zanim przejdziemy do tego, co działo się na boisku oraz na pomeczowej konferencji, zagłębimy się w historii, by przypomnieć, jak rzeszowska Stal pierwszy raz wchodziła na najwyższy krajowy szczebel.

Historyczny awans

Był 21 czerwca 1962 roku. Stal Rzeszów grała z Piastem Gliwice o awans do I ligi, która wówczas była najwyższą klasą rozgrywkową. Zespół z Rzeszowa prowadził w tabeli, drużyna ze Śląska była zaś wiceliderem. Stalowcom do osiągnięcia celu wystarczył więc remis. Gliwiczanie musieli odnieść wyjazdowe zwycięstwo.

Spotkanie rozgrywane było na stadionie przy ulicy Obrońców Stalingradu, która obecnie jest ulicą Hetmańską. To w tym miejscu Stal występuje także teraz. Pierwszy gwizdek wybrzmiał o godzinie 18, a na trybunach zjawiło się ponad 20 tysięcy kibiców, co z dzisiejszej perspektywy brzmi niesamowicie, gdyż takiej liczby fanów Stadion Miejski obecnie nie jest w stanie pomieścić. Na obiekcie pojawili się ludzie nie tylko z Rzeszowa. Na ten wyjątkowy mecz przybyli bowiem także widzowie z Krosna, Sanoka, Przemyśla, a nawet Krakowa.

Zainteresowanie spotkaniem było ogromne. Nigdy wcześniej rzeszowska drużyna nie grała na najwyższym szczeblu piłkarskich rozgrywek. Podobno w tworzeniu meczowej oprawy pomagali kibice Resovii. Dziś trudno w to uwierzyć, ale jest to całkiem możliwe. Wówczas antagonizmy między fanami obu rzeszowskich klubów, jeśli w ogóle istniały, nie były jeszcze tak duże. Nasiliły się dopiero na początku lat 90.

W 22. minucie Stal objęła prowadzenie po golu Ludwika Poświata, byłego zawodnika m.in. Cracovii i Legii Warszawa, jednego z najlepszych piłkarzy w historii rzeszowskiego klubu. Kwadrans później podwyższył Andrzej Krupa. Dwubramkowa przewaga sprawiała, że gracze prowadzeni przez trenera Jana Wiśniewskiego byli bardzo bliscy historycznego sukcesu.

Cztery minuty przed końcem Piast zdobył jeszcze kontaktową bramkę, ale na więcej nie było go stać. Stal wygrała 2:1 i zapewniła sobie awans do krajowej elity. Wybuchła euforia. Najpierw świętowano na stadionie, a później na ulicach. Pojawiły się nawet sztuczne ognie. To był wielki sukces rzeszowskiego piłkarstwa. Co ciekawe, rzeszowianie zastąpili w najwyższej klasie rozgrywkowej inną drużynę z Podkarpacia – Stal Mielec, która w tamtym sezonie spadła na zaplecze.

21 czerwca stanie się dla rzeszowskiej Stali, jej piłkarzy, trenera Jana Wiśniewskiego, kierownictwa sekcji i klubu – historycznym dniem, dniem wielkiego triumfu oraz ważną datą w historii rzeszowskiego piłkarstwa. Do licznych i gorących gratulacji dla tych, którzy wywalczyli awans, przyłączamy się również i my, wierząc, że stalowcy dostarczą nam jeszcze wiele radosnych przeżyć w czasie spotkań z drużynami polskiej ekstraklasy – pisały nazajutrz „Nowiny Rzeszowskie”.

Piłkarze Stali otrzymali za awans telewizory czeskiej marki Lotos. W tamtych czasach mało kto miał w domu takie urządzenia. Jeden z rzeszowskich dziennikarzy zapowiedział natomiast przed meczem, że w przypadku sukcesu Żurawi, pójdzie boso do sanktuarium Matki Boskiej w Borku Starym. Miejscowość tę dzieliło od Rzeszowa kilkanaście kilometrów.

Żurnalista wyruszył w drogę, nie założywszy wcześniej butów. Gdy dotarł pod Tyczyn, jurorzy, którymi byli jego dwaj koledzy po piórze, uznali, że trasa, którą przebył dziennikarz, jest wystarczająca, by zakład uznać za wykonany.

Przypomnijmy wyjściowy skład Stali Rzeszów z pamiętnego meczu z Piastem Gliwice (Źródło: „Nowiny”):

Majcher – Gnida, Szalacha, Skiba, Winiarski, Janiak, Matysiak, Cholewa, Poświat, Krupa, Stawarz.

Sam awans Stali na najwyższy szczebel był wielkim osiągnięciem. Mówiono, że nawet jeśli rzeszowski zespół spadnie z elity już po pierwszym sezonie, nikt nie będzie miał do piłkarzy pretensji. Ci sprawili jednak swoim kibicom miłą niespodziankę, utrzymując się w ekstraklasie aż przez dekadę.

Stal – Motor

Wracamy do teraźniejszości. Fani rzeszowskiej Stali marzą o tym, by ich drużyna znów dostała się do najmocniejszej z krajowych lig. W zeszłym sezonie była na to duża szansa, obecnie zespół ze stolicy Podkarpacia walczy o to, by pozostać w drugiej klasie rozgrywkowej.

Po spotkaniu z Motorem Lublin nadzieja na utrzymanie wzrosła, Stal przełamała bowiem fatalną serię i uniknęła szóstej z rzędu porażki. Taka seria byłaby niechlubnym klubowym rekordem. Pierwsza połowa nie była porywającym widowiskiem. Obie drużyny grały defensywnie, nie zdecydowały się na przeprowadzenie poważnych ataków, w efekcie zabrakło celnych strzałów.

W drugiej części kibice zobaczyli zdecydowanie lepszy futbol. Już sześć minut po zmianie stron Sebastien Thill popisał się efektownym podaniem do Adlera Da Silvy, który dał prowadzenie Stali. Od tego czasu więcej okazji stwarzał Motor, co w końcu przyniosło efekt. Po zagraniu ręką w polu karnym przez Milana Simcaka sędzia podbiegł do monitora VAR, a następnie podyktował rzut karny dla gości. Z jedenastu metrów trafił Piotr Ceglarz.

Na dwadzieścia minut przed końcem trybuny rzeszowskiego stadionu oszalały z radości. Adrian Bukowski strzelił gola piętą po podaniu Łukasza Góry i zapewnił rzeszowskiej drużynie wygraną 2:1. Nie było co prawa łatwo o utrzymanie tego rezultatu, ale dzięki obronom Jakuba Wrąbla, a także świetnej interwencji Simcaka, który wybił piłkę z linii bramkowej, Stal nie straciła więcej goli. Doliczony czas dłużył się miejscowym kibicom niemiłosiernie, ale gdy w końcu arbiter zagwizdał po raz ostatni, fani Żurawi mogli odetchnąć.

Wyrazisty trener 

Często narzeka się na to, że we współczesnej piłce brakuje wyrazistych postaci. Wszystko w futbolowym świecie jest do bólu poprawne, miałkie i wygładzone. Rzadko można usłyszeć mocne, szczere opinie. Zbyt dużą rolę odgrywają PR i dyplomacja.

Czasem zdarzają się jednak postaci barwne, z charakterem, niegryzące się w język. Niektórzy je lubią, inni nie, ale mało kto podchodzi do nich z obojętnością. Do takich osób w środowisku polskiej piłki nożnej bez wątpienia należy Goncalo Feio.

Portugalczyk jest młodym trenerem. Urodził się w styczniu 1990 roku w Lizbonie. Studiował na tamtejszym Uniwersytecie, a do Polski trafił poprzez program Erasmus. To właśnie w naszym kraju rozwinęła się jego trenerska kariera, chociaż pierwsze szlify zbierał w ojczyźnie. Pracował z grupami młodzieżowymi Benfiki, klubu, którego barwy reprezentował także na boisku, jeszcze jako junior. Odbywał również staże w kilku innych mocnych europejskich firmach.

W Polsce pracował najpierw w Legii Warszawa, a następnie w Wiśle Kraków. W klubie spod Wawelu został nawet asystentem trenera. Wyjechał na krótko do Grecji, a po powrocie do Polski został asystentem Marka Papszuna w Rakowie Częstochowa. Drużyna spod Jasnej Góry zdobyła w tym czasie dwa razy Puchar Polski i dwukrotnie została wicemistrzem kraju.

W roli pierwszego trenera Feio zadebiutował w Motorze Lublin. Objął stery w tym klubie we wrześniu 2022 roku, gdy drużyna była w fatalnej sytuacji i znajdowała się w strefie spadkowej II ligi. Portugalczyk dokonał jednak wielkiej rzeczy i sprawił, że zespół z Lubelszczyzny dostał się do baraży o awans do I ligi, a później te baraże wygrał, wchodząc na zaplecze ekstraklasy.

W rozgrywkach Fortuna 1. Ligi Motor radził sobie świetnie, zwłaszcza jak na beniaminka. Piłkarze Feio zadomowili się w czołówce. Po 24 kolejkach zajmują piąte miejsce i walczą o awans do elity. Wyniki są bardzo niespodziewane, gdyż chyba nikt nie sądził, że lublinianie będą w pierwszoligowej tabeli tak wysoko.

Rok temu o Goncalo Feio zrobiło się bardzo głośno, chyba nie tylko w środowisku piłkarskim. Za sprawą niecodziennych wydarzeń o Motorze mówiło się w mediach głównego nurtu, mimo że klub występował dopiero na trzecim szczeblu krajowych rozgrywek.

Jak podawano, Feio słownie zaatakował ówczesną rzeczniczkę prasową Motoru, później zaś uderzył kuwetą na dokumenty Pawła Tomczyka, prezesa lubelskiego klubu. Zrobiła się spora afera. Jakiś czas później portugalski trener udzielił długiego wywiadu telewizji Canal+. Przedstawiał Krzysztofowi Marciniakowi swoją wersję wydarzeń, twierdząc, że rzeczywistość była nieco inna niż ta przedstawiana powszechnie.

Bez względu na to, jak było naprawdę, przyznać trzeba, że Feio ma duże poparcie ze strony kibiców i piłkarzy. Wspomniany wywiad dostępny jest w serwisie YouTube. Warto poczytać komentarze pod nagraniem rozmowy. Większość wpisów jest przychylna szkoleniowcowi, sporo osób zamieszczających opinie pod wywiadem, bierze Portugalczyka w obronę.

Do ciekawej sytuacji doszło również w lipcu. Feio zdecydował się na przedwczesne pożegnanie z klubem, uznał bowiem, że jego kontrakt nie został przedłużony. Piłkarze Motoru odmówili wobec tego gry w meczu towarzyskim z Górnikiem Łęczna. Był to ich protest przeciwko odejściu trenera, który ostatecznie został na stanowisku.

Konferencje prasowe Goncalo Feio są nietypowe. Trener z Lizbony wypowiada się wyczerpująco, bardzo analitycznie podchodzi do spraw piłkarskich. Często jego spotkania z dziennikarzami trwają długo. Są przy tym bardzo interesujące.

Zależało mi na tym, by być na konferencji prasowej Goncalo Feio. Taka okazja nadarzyła się właśnie po wspomnianym meczu Stali z Motorem. Feio pojawił się w sali konferencyjnej i rzeczywiście z pasją opowiadał o futbolu, biegle i płynnie władając językiem polskim. Taka znajomość u obcokrajowca jednego z najtrudniejszych języków na świecie może imponować.

Zacznę od gratulacji dla Stali Rzeszów. Wygrali mecz, było to potrzebne zwycięstwo. W drugiej kolejności – podziękowanie dla naszych kibiców, których około 700 udało się do Rzeszowa, by nas wspierać. Niestety nie oddaliśmy im tego poświęcenia w najlepszy sposób, czyli zwycięstwem. Kiedy wygrywamy, często skupiam się na aspektach piłkarskich. Dzisiaj przegraliśmy, ale uważam, że muszę zachować się podobnie, więc przejdę teraz do piłki nożnej – tak Goncalo Feio zaczął pomeczowe wystąpienie.

A później w istocie przeszedł do spraw piłkarskich. Mówił ciekawie, zwracając uwagę na niuanse. Tłumaczył futbolowe zagadnienia bardzo dokładnie i ze szczegółami. Nie będziemy w tym miejscu przytaczać fragmentów konferencji, gdyż warto obejrzeć ją w całości. Można powiedzieć, że był to mały wykład o futbolu.

Feio jest młodym trenerem, lecz mimo wieku widać u niego charyzmę. Jest on  postacią wyrazistą, często nawet krnąbrną, idącą pod prąd, wychodzącą poza schemat. Jednocześnie, podczas konferencji bił od niego spokój. Portugalski szkoleniowiec nie wyglądał na osobę agresywną, a właśnie za taką uchodził po głośnych wydarzeniach sprzed roku.

Jedno jest pewne. Goncalo Feio nie jest postacią czarno-białą, tak jak czarno-biały nie jest świat. Ostatnio w naszym kraju przebiło się wielu młodych trenerów. Dawid Szwarga, Adrian Siemieniec, Dawid Szulczek, Daniel Myśliwiec, czy właśnie Feio udowadniają, że trzydziestokilkuletni szkoleniowcy też mogą osiągać wielkie rzeczy, chociaż przez wiele lat wydawało się to niemożliwe. Nie tylko w piłkarskim środowisku panowało bowiem przekonanie o tym, że młodzi się nie nadają, nie mają doświadczenia.

Czasy się zmieniają, w niektórych kwestiach na lepsze, w innych na gorsze. Akurat w tym przypadku jest to zdecydowanie zmiana na plus, zwłaszcza że wspomniani wyżej trenerzy mają interesujący warsztat i ciekawe spojrzenie na futbol. W ich wypowiedziach, zamiast słów o „kiełbasach w górę” znajdziemy sporo merytorycznych treści. Obecnie już mało kto, niezależnie od środowiska, mówi: „młody, skocz mi po piwo”. Do zmiany myślenia przyczyniło się także pokolenie wymienionych wyżej trenerów. Cieszy to, że coraz częściej dostają oni szansę w mocnych klubach.

Kilka dni po meczu w Rzeszowie Feio niespodziewanie podał się do dymisji. Nikt nie spodziewał się takiego ruchu. Zaczęto mówić, że powodem decyzji trenera były kwestie finansowe. Zaprzeczył temu właściciel Motoru Zbigniew Jakubas, który udzielił rozmowy portalowi TVP Sport.pl:

To świetny trener, cały czas mamy dobre relacje i nie powiem na niego złego słowa. Decyzja o odejściu należała tylko do Goncalo. Warunki współpracy z trenerem były ustalone na dwie okoliczności: pracy w Ekstraklasie i w I lidze. Uzgodniliśmy je miesiąc temu. Teraz w reprezentacyjnej przerwie mieliśmy podpisać aneks do umowy. Wszystko było uzgodnione co do grosza. Nie było żadnego pokerowego zagrania i negocjacji, nikt nie przeliczył się w licytacjach.

O odejściu Goncalo Feio z Motoru będzie się pewnie jeszcze w mediach dużo mówiło i pisało. Nowym szkoleniowcem lubelskiej drużyny został Mateusz Stolarski, który był w sztabie Portugalczyka. Zobaczymy, jaka będzie trenerska przyszłość Feio. Jest to postać barwna i wyrazista, czas pokaże, co osiągnie w karierze szkoleniowej. Na pewno ma talent, wiedzę i potencjał, by osiągnąć duże sukcesy.

Przerwanie złej serii

Na koniec oddajmy głos temu, który odniósł długo wyczekiwane zwycięstwo. Marek Zub może odetchnąć z ogromną ulgą, gdyż w przypadku szóstej z rzędu porażki sytuacja jego drużyny byłaby  bardzo trudna. Na konferencji trener Stali powiedział:

Ważne zwycięstwo dla nas, przede wszystkim ze względu na dwa czynniki. Pierwsze – to, co się dzieje w tabeli, mam na myśli wyniki z tego weekendu, a druga rzecz to oczywiście nasz ostatni mecz w Głogowie z zespołem, który z nami sąsiaduje w tabeli i okoliczności tego meczu.

Przypomnijmy, że w wyjazdowym meczu z Chrobrym Stal straciła punkty tuż przed końcowym gwizdkiem. Ta porażka jednak nie podłamała drużyny, szkoleniowiec również zachowuje spokój i patrzy w przyszłość z optymizmem, co można było zauważyć, gdy odpowiadał na pytanie dotyczącego ciężaru, który spadł mu z serca po zwycięstwie nad Motorem:

Nie miałem żadnego ciężaru do zrzucania. Po tym triumfie nabrałem lekkości, ale nie zrzucałem żadnego ciężaru. Można mówić o ciężarze w trakcie meczu, przed meczem natomiast nie można sobie przytłaczać głowy jakimiś ciężarami.

Przed przerwą reprezentacyjną Stal Rzeszów zajmowała w tabeli Fortuna 1. Ligi czternaste miejsce. Szymon Łyczko i Adrian Bukowski zostali powołani do reprezentacji Polski w młodszych rocznikach, Sebastien Thill pojechał natomiast z dorosłą reprezentacją Luksemburga walczyć o awans do finałów mistrzostw Europy. Jego drużyna przegrała jednak w Tbilisi baraż z Gruzją, a pomocnik Stali obejrzał ten mecz z ławki rezerwowych.

Wykorzystując przerwę na grę drużyn narodowych, Stal rozegrała mecz sparingowy z Wisłą Kraków i wygrała 2:1 z czwartą drużyną tabeli zaplecza ekstraklasy. Na początku kwietnia, po powrocie do ligowych rozgrywek, zespół z Rzeszowa zmierzy się na wyjeździe z Wisłą Płock, Motor Lublin podejmie zaś GKS Tychy.

Źródła, z których korzystałem:

  • Artykuł „50 lat temu do Rzeszowa zawitała ekstraklasa” autorstwa Cezarego Kassaka opublikowany na portalu Nowiny24 – https://nowiny24.pl/50-lat-temu-do-rzeszowa-zawitala-ekstraklasa/ar/6162729
  • „Nowiny”
  • „Przegląd Sportowy”
  • „Piłka Nożna”

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 5 / 5. Licznik głosów 8

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Grzegorz Zimny
Grzegorz Zimny
Absolwent pedagogiki na Uniwersytecie Rzeszowskim. Fan historii sportu, ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej. Pisał teksty dla portalu pubsport.pl. Od 2017 roku autor artykułów na portalu Retro Futbol, gdzie zajmuje się zarówno światową piłką nożną, jak i historiami z lokalnego, podkarpackiego podwórka, najbliższego sercu. Fan muzyki rockowej i książek.

Więcej tego autora

Najnowsze

Paolo Di Canio – piłkarz z piętnem faszysty

Paolo Di Canio to jeden z najbardziej kontrowersyjnych piłkarzy w historii dyscypliny. Przypomnijmy zatem jego historię.

Trzecie z rzędu zwycięstwo, występy Lewandowskiego, Mariusz Misiura – reminiscencje po meczu Stali Rzeszów ze Zniczem Pruszków

7 kwietnia 2024 Retro Futbol gościło na Stadionie Miejskim w Rzeszowie, gdzie miejscowa Stal rywalizowała ze Zniczem Pruszków. Przy okazji tej wizyty zanurzymy się...

Demba Ba – snajper, który pogrążył Stevena Gerrarda

Historia kariery Demby Ba, który oprócz wykorzystania błędu Gerrarda, zapisał się w pamięci kibiców kilkoma innymi znakomitymi występami