Mecze prawdy, za mała hala, historia Mieczysława Raby – luty koszykarskiej Resovii

Czas czytania: 8 m.
5
(6)

Pora na kolejne podsumowanie miesiąca koszykarskiej OPTeam Resovii. Tym razem na tapet bierzemy występy rzeszowskiej drużyny w lutym. Dla zespołu Kamila Piechuckiego miał to być miesiąc prawdy, głównie ze względu na dwa mecze z czołowymi drużynami w tabeli. Podsumujemy lutowe spotkania, ale także poruszymy temat ogromnego zainteresowania koszykówką w Rzeszowie i przeniesiemy się w przeszłość, by przypomnieć postać wybitnego trenera.

Udany miesiąc

W poprzednim tekście poświęconym OPTeam Resovii podsumowaliśmy styczeń. Był to bardzo udany miesiąc dla drużyny z Rzeszowa. „Bieszczadzkie Wilki” wygrały bowiem wszystkie mecze. W każdym ze styczniowych spotkań zespół ze stolicy Podkarpacia był jednak zdecydowanym faworytem, w lutym natomiast mierzył się z dwoma rywalami ze ścisłej czołówki drugiej ligi.

Pierwszym spotkaniem rozegranym przez OPTeam Resovię w tym miesiącu było starcie z MCKS Czeladź. Goście plasowali się w dolnych rejonach tabeli, więc to zespół Kamila Piechuckiego był faworytem meczu, do którego doszło 3 lutego.

Rzeszowianie podtrzymali zwycięską passę, choć tym razem nie zdobyli stu punktów. Wygrali 79:46, a po meczu porozmawiał z nami zdobywca dwunastu punktów Wojciech Wątroba. Center gospodarzy nie narzekał na mniejszą niż zazwyczaj zdobycz punktową swojej drużyny, gdyż, jak powiedział, tym razem liczyły się założenia defensywne:

Nie udało się dobić do stu punktów, ale mieliśmy przed meczem założenie, że przeciwnik nie może rzucić 52 oczek. Udało nam się to zrealizować, cieszymy się z tego i czekamy na kolejny mecz.

Spotkanie z MCKS Czeladź było szczególne dla Dawida Zaguły. Rozgrywający OPTeam Resovii obchodził bowiem tego dnia 28. urodziny. Uświetnił je bardzo dobrą grą – zdobył 14 punktów, dzięki czemu, wespół z Wojciechem Szpyrką, został najskuteczniejszym graczem spotkania. Po meczu kibice odśpiewali mu głośne sto lat.

Zdecydowanie trudniejsze zadanie miało czekać rzeszowskich koszykarzy 10 lutego, gdy do stolicy Podkarpacia przyjeżdżała KS Polonia Bytom, lider drugoligowych rozgrywek. Mówiono, że to właśnie ten mecz pokaże prawdziwą siłę rzeszowskiej drużyny. Kolejny raz oddajmy głos Wojciechowi Wątrobie, który starał się spokojnie podejść do spotkania na szczycie:

Mecz może jest wyjątkowy, ale do każdego meczu trzeba podejść tak samo, do każdego przyłożyć się na sto procent, nie lekceważyć żadnego przeciwnika. Oczywiście w takich meczach mobilizacja jest sama z siebie na trochę wyższym poziomie, bo gramy z lepszym zespołem, ale założenie jest jedno – wygrać mecz.

Spotkanie wzbudziło w mieście ogromne zainteresowanie. Hala przy Towarnickiego okazała się za mała i nie wszyscy mogli do niej wejść, gdyż zabrakło miejsc. Wątek ten rozwiniemy w dalszej części naszego tekstu. Sam mecz przyniósł duże emocje. Był zdecydowanie bardziej wyrównany niż ostatnie boje rzeszowskich koszykarzy.

Przez większą część spotkania obie drużyny toczyły wyrównaną walkę. Po pierwszej kwarcie był remis, po dwóch OPTeam Resovia prowadziła jednym punktem. W trzeciej części zawodnicy Kamila Piechuckiego popisywali się celnymi rzutami za trzy punkty. Z dystansu trafiali Michał Gabiński (aż trzykrotnie), Bartosz Czerwonka, Norbert Ziółko i Adrian Warszawski. Gospodarze uzyskali dzięki temu trzynastopunktową przewagę przed ostatnią kwartą.

Rzeszowianie zagrali w niej bardzo mądrze w defensywie, utrzymywali w miarę bezpieczną przewagę, kwartę tę zremisowali, a w całym meczu pokonali lidera 79:66. Najwięcej punktów dla zwycięskiej drużyny zdobył Norbert Ziółko (17 oczek). Kibice, którzy tego dnia stworzyli w hali prawdziwy kocioł, mieli powody do radości.  Zadowolony był także wspomniany Dawid Zaguła. Po meczu porozmawialiśmy z rozgrywającym, który tak ocenił występ swojego zespołu:

Od początku mówiło się, że mecz z Polonią Bytom będzie weryfikacją naszej pracy, którą włożyliśmy w ostatnim czasie, szczególnie od zmiany trenera, bo wtedy te zmiany zaszły i wszystko się obróciło o 180 stopni. Co do zwycięstwa – trzynaście punktów. Dużo i niedużo. W miarę utrzymywaliśmy prowadzenie od drugiej połowy, bardzo się cieszymy, nie ma co ukrywać. Zbieramy owoce swojej pracy. Ten okres był naprawdę ciężki i dziś udowodniliśmy, że to nie poszło na marne. A czy to dużo punktów? Na pewno wystarczająco.

Zwycięstwo w tak ważnym meczu, nad tak mocnym rywalem powinno dodać skrzydeł koszykarzom OPTeam Resovii. Polonia Bytom była wszak zdecydowanie najsilniejsza spośród rywali, z którymi rzeszowianie mierzyli się w ostatnim czasie.

Jestem pewny, że to zwycięstwo wpłynie na nas pozytywnie. Każdy z nas na ten mecz czekał, każdy w głębi duszy wiedział, że jest to dla nas sprawdzian. Pokazaliśmy, że można wygrać z liderem. Możemy śmiało mówić, że jesteśmy w czołówce i na pewno żadnego meczu nie odpuścimy – powiedział niedawny solenizant.

14 lutego wypadały zarówno Środa Popielcowa, jak i Walentynki. Dla koszykarzy OPTeam Resovii był to dzień pierwszego od dawna meczu wyjazdowego. Drużyna ze stolicy Podkarpacia pojechała na spotkanie z Cracovią 1906 Yabimo. Walczyć miała o dziesiąte z rzędu zwycięstwo. Zapytaliśmy Dawida Zagułę o to, czy on i jego koledzy, po długiej serii spotkań u siebie, nie obawiają się rywalizacji na terenie rywala:

Może tylko minimalnie. Wyjdziemy na mecz i będzie coś nowego, ale tylko na początku meczu, bo na pewno będziemy chcieli szybko się dostosować. Myślę, że po tym, co przepracowaliśmy, nie ma dla nas różnicy czy gramy na wyjeździe, czy u siebie. Zbyt mocno pracujemy, mamy zbyt kompletny skład, żeby teraz zmiana hali wpłynęła na nas tak bardzo i mogła nam zaszkodzić. Po to jest rozgrzewka, żeby się przyzwyczaić. Być może będzie przez pierwszych parę minut chwilowy przestój, ale mam nadzieję, że spokojnie damy radę.

Słowa koszykarza szybko się potwierdziły, z tą różnicą, że nawet początek nie był trudny dla zespołu z Rzeszowa. Od pierwszych minut zawodnicy OPTeam Resovii zyskali przewagę i ani przez chwilę ich zwycięstwo nad krakowską drużyną nie było zagrożone. Po końcowej syrenie goście cieszyli się z pewnej wygranej 93:65. Najskuteczniejszy w ekipie zwycięzców był Adrian Warszawski, zdobywca 21 punktów. 

Kolejnym, po konfrontacji z Polonią Bytom, meczem prawdy było spotkanie z Basket Hills Bielsko-Biała. Zespół spod Klimczoka przyjechał na Podkarpacie, zajmując trzecie miejsce w tabeli. W pierwszej rundzie Resoviacy przegrali z tym rywalem sześcioma punktami.

Rzeszowianie mieli wielką chęć rewanżu, ale spotkanie przy Towarnickiego lepiej zaczęli goście, którzy prowadzili 10:4. Po zakończeniu pierwszej kwarty było 20:18 dla przyjezdnych. Lepsza dla rzeszowskiej ekipy była druga część meczu. Za trzy trafiał Bartosz Czerwonka, tuż przed ostatnią w tej kwarcie syreną zrobił to także Adrian Warszawski, dzięki czemu miejscowi na długiej przerwie prowadzili 45:35.

Koszykarze z Bielska-Białej nie zamierzali odpuszczać. W końcówce trzeciej kwarty przewaga OPTeam Resovii zmniejszyła się do pięciu punktów, ale końcówka tej części meczu była dlań udana i przed ostatnią odsłoną gospodarze mieli ośmiopunktową zaliczkę (60:52).

W czwartej kwarcie goście trafiali za trzy punkty, ale zawodnicy miejscowej drużyny potrafili odpowiedzieć. W hali wybuchła radość, gdy na kilka minut przed końcem zza łuku znów trafił Czerwonka. Kilkunastopunktowa strata Basket Hills wydawała się nie do odrobienia. Ostatecznie OPTeam Resovia wygrała 83:66. Najskuteczniejszym graczem zwycięzców był Bartosz Czerwonka, zdobywca dziewiętnastu punktów.

Ostatni mecz lutego koszykarze Kamila Piechuckiego rozegrali w Gliwicach z GTK AZS. Rzeszowska drużyna pojechała na Śląsk osłabiona brakiem chorych Tomasza Krzywdzińskiego i Wojciecha Wątroby. Nie był to łatwy mecz dla OPTeam Resovii. Gliwiczanie aż 15 razy trafiali za trzy punkty. W trzeciej kwarcie dokonali tego sześciokrotnie, dzięki czemu przed ostatnią częścią meczu zmniejszyli straty do zaledwie trzech oczek.

W czwartej kwarcie ekipa z Rzeszowa zagrała lepiej, zaprezentowała się dobrze w defensywie, tracąc tylko 13 punktów i skutecznie atakowała, rzucając 33 oczka, co ostatecznie dało wygraną 105:84. Najskuteczniejszy był Mateusz Bręk, zdobywca 23 punktów. Świetnie zagrał też Adrian Warszawski, który tego dnia obchodził 28. urodziny i zanotował double-double (11 punktów i 12 zbiórek).

Było to dwunaste z rzędu zwycięstwo koszykarzy OPTeam Resovii. Drużyna Kamila Piechuckiego po dwudziestu sześciu meczach zajmuje w tabeli drugiej ligi drugie miejsce z dwupunktową stratą do Polonii Bytom.

Za mała hala   

Jak już wspomniano, mecz OPTeam Resovii z prowadzącą w tabeli drugiej ligi Polonią Bytom wzbudził w Rzeszowie ogromne zainteresowanie. Dobre wyniki uzyskiwane przez drużynę Kamila Piechuckiego sprawiły, że na mecze do hali przy Towarnickiego przychodziło wielu kibiców. Chyba jednak nikt nie spodziewał się, że przy okazji spotkania z drużyną ze Śląska zabraknie miejsc w hali.

Rywalizacja była bardzo mocno reklamowana przez klub. Do przyjścia na mecz zachęcały też świetne rezultaty rzeszowskich koszykarzy. Gdy już zatem trwał drugoligowy hit, pod halą stali licznie zgromadzeni kibice, którzy nie mogli wejść do środka.

Około 200 osób nie zostało wpuszczonych do hali. Na obiekt, na którym OPTeam Resovia rozgrywa mecze, może wejść maksymalnie 750 osób, w tym drużyny i ludzie pracujący przy obsłudze meczu. Konfrontację z liderem chciało zobaczyć zdecydowanie więcej fanów basketu. Pewnie jeszcze większa liczba sympatyków koszykówki będzie pragnęła obejrzeć na żywo mecze w fazie play-off.

Zaistniała konieczność podjęcia działań w tej sprawie. Doszło nawet do spotkania przedstawicieli klubu z władzami miasta. Klub wydał też specjalne oświadczenie. Gdy drużyna przenosiła się do nowej hali, działacze przedstawili pomysł na rozsuwane trybuny za koszami, dzięki którym pojemność obiektu wzrosłaby o około 300 miejsc. Miasto ten pomysł odrzuciło, lecz obecnie warto chyba do niego wrócić.

Inną opcją mogłoby być rozgrywanie koszykarskich meczów w hali na Podpromiu. Tam jednak grają dwie drużyny siatkarskie – Asseco Resovia i PGE Rysice, a wiadomo, jak gęsty jest siatkarski terminarz. Grzegorz Sowa, wiceprezes OPTeam Resovii, przedstawił jeszcze jeden argument przeciw grze na Podpromiu, gdy na łamach rzeszowskiego portalu SuperNowości24.pl został o to zapytany w styczniu przez Rafała Myśliwca:

Nie rozważamy z tego względu, że będzie to dla nas minus. Nie będziemy mieć atutu hali, bo w ogóle nie trenujemy na Podpromiu. Gdybyśmy trenowali tam przynajmniej jeden, czy dwa treningi w tygodniu, to można wtedy pomyśleć o rozgrywaniu tam meczów. Skoro nie trenujemy, to tak naprawdę kibiców by przyszło więcej, ale gralibyśmy na wyjeździe, a to w play-offach mogłoby nam tylko zaszkodzić.

Można powiedzieć, że w stolicy Podkarpacia ma miejsce moda na basket. Rzeszów ma duże koszykarskie tradycje, a kibice chcą, by dawna potęga została odbudowana. Koszykarze OPTeam Resovii mówili nam, że duże zainteresowanie ich grą jest przez nich odczuwalne.

Wojciech Wątroba: Zdarza się spotkać kibiców na ulicy, jest to oczywiście bardzo miłe. Czy rośnie moda na basket? Mam nadzieję, że tak i bardzo nas to cieszy. Chcemy, żeby kibiców na meczach było jeszcze więcej, żeby był głośny doping, bo to napędza i dodaje skrzydeł.

Dawid Zaguła: Mamy nadzieję, że tę modę budujemy. To dużo dla nas znaczy, bo niejedna osoba włożyła całe serce. Każdy po kolei dołożył cegiełkę. Czujemy to tutaj, gdy gramy w soboty czy w środy, odczuwamy, że są ludzie.

Przed meczem z Basket Hills Bielsko-Biała została zorganizowana przedsprzedaż biletów. Wejściówki na spotkanie można było nabyć dzień przed meczem, dzięki czemu tym razem w czasie widowiska nie było pod halą zawiedzionych kibiców. Z jednej strony cieszy fakt, że tak wielu ludzi chce oglądać koszykówkę i dopingować zawodników, z drugiej zaś smuci słaba infrastruktura sportowa w Rzeszowie, mieście wojewódzkim liczącym 200 tysięcy mieszkańców.

Kącik historyczny

Na koniec oczywiście historia. Tym razem przypominamy postać Mieczysława Raby, wybitnego trenera, twórcy największych sukcesów koszykarskiej Resovii. Słynny szkoleniowiec urodził się 12 lipca 1939 roku w leżącym obecnie na terenie Ukrainy Drohobyczu.

Zanim rozpoczął karierę trenerską, był związany z Resovią jako trener. Najpierw uprawiał lekkoatletykę. Jego specjalnością był rzut oszczepem. Raba rzucał ponad 60 metrów. Później został koszykarzem i wywalczył z rzeszowską drużyną awans do II ligi.

W 1969 roku Raba rozpoczął pracę instruktora. Przygotowywał reprezentację Rzeszowa, która zdobyła złoty medal na I Ogólnopolskiej Spartakiadzie Młodzieży w Poznaniu. Wkrótce przyszły największe osiągnięcia trenerskie.

To właśnie Raba był bowiem architektem największych sukcesów w dziejach koszykarskiej sekcji Resovii. W 1971 roku wprowadził rzeszowian do najwyższej klasy rozgrywkowej. W elicie trenował ich aż przez 11 lat. Okres ten był obfity w znakomite wyniki. W 1975 roku Resovia pod wodzą Raby weszła na krajowy szczyt, sięgając po mistrzostwo Polski.

Do sukcesów należy doliczyć także trzy srebrne i dwa brązowe medale krajowych mistrzostw oraz wywalczony w 1974 roku Puchar Polski. To były złote czasy „Bieszczadzkich Wilków”. Mieczysława Rabę należy docenić nie tylko za trofea. Wychował on bowiem także wielu świetnych zawodników, wśród których byli tacy koszykarze jak Zdzisław Myrda, Franciszek Niemiec, Henryk Jarosz, czy Andrzej Klee.

W latach 80. Mieczysław Raba prowadził Bobry Bytom. Pracował również z reprezentacją Polski. Był asystentem Andrzeja Kuchara m.in. podczas mistrzostw Europy w 1985 roku, prowadził też reprezentację młodzieżową.

Mieczysław Raba zmarł 5 listopada 2010 roku w Rzeszowie. Jego imieniem została nazwana kultowa rzeszowska hala ROSiR, w której koszykarze Resovii odnosili największe sukcesy w historii. Trener urodzony w Drohobyczu na zawsze pozostanie klubową ikoną. 

Mecze OPTeam Resovii w lutym:

  • OPTeam Resovia – MCKS Czeladź 79:46
  • OPTeam Resovia – BS Polonia Bytom 79:66
  • KS Cracovia 1906 Yabimo – OPTeam Resovia 65:93
  • OPTeam Resovia – Basket Hills Bielsko-Biała 83:66
  • GTK AZS Gliwice – OPTeam Resovia 84:105

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 5 / 5. Licznik głosów 6

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Grzegorz Zimny
Grzegorz Zimny
Absolwent pedagogiki na Uniwersytecie Rzeszowskim. Fan historii sportu, ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej. Pisał teksty dla portalu pubsport.pl. Od 2017 roku autor artykułów na portalu Retro Futbol, gdzie zajmuje się zarówno światową piłką nożną, jak i historiami z lokalnego, podkarpackiego podwórka, najbliższego sercu. Fan muzyki rockowej i książek.

Więcej tego autora

Najnowsze

Paolo Di Canio – piłkarz z piętnem faszysty

Paolo Di Canio to jeden z najbardziej kontrowersyjnych piłkarzy w historii dyscypliny. Przypomnijmy zatem jego historię.

Trzecie z rzędu zwycięstwo, występy Lewandowskiego, Mariusz Misiura – reminiscencje po meczu Stali Rzeszów ze Zniczem Pruszków

7 kwietnia 2024 Retro Futbol gościło na Stadionie Miejskim w Rzeszowie, gdzie miejscowa Stal rywalizowała ze Zniczem Pruszków. Przy okazji tej wizyty zanurzymy się...

Demba Ba – snajper, który pogrążył Stevena Gerrarda

Historia kariery Demby Ba, który oprócz wykorzystania błędu Gerrarda, zapisał się w pamięci kibiców kilkoma innymi znakomitymi występami