Simone Inzaghi – niedoceniony brat

Simone

Często zdarza się, że w rodzeństwie jedno z dzieci jest mniej, lub bardziej doceniane. Okazuje się jednak, że z czasem możemy w znacznym stopniu zmienić postrzeganie któregoś z rodzeństwa pod wpływem pewnych wydarzeń, czy też podejmowanych decyzji. Doskonałym przykładem zmiany w patrzeniu na siebie są bracia Inzaghi, a szczególnie Simone – mniej doceniany jako piłkarz, zaś jako trener – znacznie lepszy od brata Filippo. Przyszła więc pora na to, by przedstawić w większym stopniu właśnie Simone.

Jak Simone radził sobie na boisku?

Trzy lata po narodzinach Filippo na świat w Piacenzy przyszedł młodszy z braci, Simone. Obaj zaczynali swoje poważne kariery w rodzinnych stronach i do pewnego momentu towarzyszyła temu rywalizacja o to, który będzie lepszy. Naturalnie kroku starszemu Filippo próbował dotrzymać młodszy brat, ale jednak skala talentu piłkarskiego z czasem objawiała się znacznie bardziej u przyszłej legendy Milanu.

Fakt ten może potwierdzać choćby to, ile razy byli wypożyczani z Piacenzy obaj piłkarze. Simone ten nieprzyjemny obowiązek musiał spełniać aż czterokrotnie, będąc co sezon aż do 1998 roku wypożyczany do klubów takich, jak choćby Carpi, czy Lumezzane. Filippo takiego “zaszczytu” dostąpił jedynie dwa razy. Ostatecznie młodszy z braci zdobył w macierzystym klubie 15 goli w 30 meczach, po czym trafił do Lazio, w którym szło mu najlepiej w całej karierze.

Piłkarze Lazio świętujący zdobycie mistrzostwa Włoch w 2000 roku; źródło: Guardian

W Lazio Inzaghi trafił na znakomity czas tej drużyny, ponieważ była ona wtedy jednym z głównych faworytów do zdobycia mistrzostwa. Ekipa stworzona przez Svena-Görana Erikssona, w której składzie byli Alen Boksić, Marcelo Salas, Pavel Nedved, “Cholo” Simeone, czy Alessandro Nesta musiała wywoływać strach w oczach rywali. Dołączono do nich młodego i głodnego gry Simone, który dostał zaufanie od szwedzkiego trenera i dzięki temu zaliczył swój pierwszy w miarę regularny sezon gry. Okazało się, że był on najpiękniejszy w historii, ponieważ w tych rozgrywkach Lazio zdobyło na stulecie klubu drugie mistrzostwo, a Simone pokonywał bramkarzy rywali wówczas siedem razy, w tym z karnego w meczu dającym “scudetto” z Regginą.

Niestety później, zarówno dla Lazio, jak i Simone nie było już tak kolorowo. Z każdym kolejnym sezonem sytuacja klubu pogarszała się sportowo, a i Inzaghi nie dawał tyle, co w sezonie mistrzowskim. Przede wszystkim strzelał coraz mniej, co przekładało się na coraz gorszą sytuację Simone w klubie. Pomógł co prawda zdobyć Lazio w 2004 roku Puchar Włoch, ale od tamtej pory było tylko gorzej. Tommaso Rocchi zabrał mu miejsce w składzie, po czym bohater tego tekstu na pół roku odszedł na wypożyczenie do Sampdorii, ale tam rozegrał ledwie pięć spotkań, nie zdobywając gola.

Niestety kolejne lata również nie przynosiły zbyt wiele dobrego dla Simone, ponieważ w Lazio praktycznie nadal nie grał, a w Atalancie, do której go wypożyczono na sezon 2005/2006 rozegrał łącznie 19 meczów, spędzając sezon przed mistrzostwami świata, częściej wchodząc z ławki, nie poprawiając swojego konta bramkowego. Wreszcie w 2010 roku postanowił zawiesić buty na kołku i poświęcić się pracy trenerskiej.

Co go wyróżniało na boisku? Mniej więcej to, co kibice mogli oglądać w przypadku Filippo, czyli odpowiednie ustawianie się na boisku i balansowanie na krawędzi spalonego, co przypominało starszym fanom calcio Paolo Rossiego. Simone z racji swojego wzrostu (185 cm) naturalnie nie był wybitnym dryblerem, ale nadrabiał to całkiem niezłym wykończeniem. Mimo tego nie podbił piłkarsko ligi tak, jak Filippo.

W końcu lepszy od brata

Na boisku rzecz jasna lepszy był Filippo, który najpierw w barwach Juventusu, a potem w Milanie Carlo Ancelottiego tworzył swoją legendę włoskiego calcio. Okazało się jednak, że nie miał pewnej cechy, którą wyrobił sobie Simone. To zmysł taktyczny oraz umiejętność dopasowania konkretnej formuły gry do przeciwnika. Można ironicznie stwierdzić, że miał na to dużo czasu siedząc na ławce rezerwowych w Lazio, ale patrząc na to, jak obecnie radzi on sobie jako trener “Biancocelestich”, należy okazać mu szacunek.

Simone na ławce trenerskiej Lazio

W przeciwieństwie do brata swoją karierę trenerską rozwinął zdecydowanie lepiej, ponieważ przede wszystkim spędził dużo więcej czasu jako trener w młodzieżowych zespołach, budując dopiero swój autorytet i warsztat jako szkoleniowiec. Z Filippo było trochę inaczej, gdyż on zbudował swoją legendę jeszcze na boisku i myślał, że samo to wystarczy mu do dobrego zarządzania zespołem. Niestety, ale w roli trenera oprócz charakteru trzeba mieć jakieś zaplecze merytoryczne.

Simone Inzaghi potrafi wyciągać wnioski, co pokazał choćby rozgrywany w tym roku mecz z Hellasem Verona, gdy wprowadził bardziej defensywnego piłkarza, pamiętając o tym, co wydarzyło się trzy lata wcześniej w Genui, gdy zaryzykował i przegrał. Udowadnia to umiejętność reakcji na wydarzenia boiskowe oraz swego rodzaju refleksu trenerskiego, który ma porównywalny do tego, jaki miał jego brat na boisku.

Dziś Simone Inzaghi próbuje nawiązywać do tego, który dał mu szansę – Erikssona. Już wyrównał jego rekord z mistrzowskiego sezonu, a Lazio, prowadzone przez Inzaghiego doprowadziło do takiej atmosfery w mieście, że kibice coraz głośniej mówią o możliwym powrocie do walki o mistrzostwo kraju.

WOJCIECH ANYSZEK

O Wojciech Anyszek 29 artykułów
Entuzjasta piłki nożnej, który pamięta bardziej wydarzenia z lat 90 niż te, które wydarzyły się dwa lata temu. Miłośnik Serie A, ślepo zakochany w reprezentacji Polski