„Szaranowicz. Życie z pasją” – recenzja

Włodzimierz Szaranowicz to człowiek, którego kibicom w Polsce nie trzeba przedstawiać. Jego głos przez wiele lat towarzyszył telewidzom, przy okazji transmisji zawodów lekkoatletycznych, skoków narciarskich, czy meczów NBA. Piłka nożna nigdy nie była dla niego najważniejszą dyscypliną, ale nie oznacza to, że fani futbolu powinni pominąć książkę „Szaranowicz. Życie z pasją”.


Publikacja wydana przez SQN to wywiad córki, Marty Szaranowicz-Kusz — z ojcem, Włodzimierzem. Wywiad, dodajmy od razu, bardzo szczery, wielowątkowy i niezwykle ciekawy. Na ponad 340 stronach czytelnik może prześledzić niemal całe życie zawodowe Włodzimierza Szaranowicza, jednocześnie dowiadując się sporo o jego życiu prywatnym.


Już pierwsze strony mogą przynieść niektórym czytelnikom nie lada zaskoczenie. Okazuje się, że rodzice Włodzimierza Szaranowicza byli Czarnogórcami, którzy poznali się w Ambasadzie Jugosławii w Warszawie. Popularny komentator urodził się jako Vladimir Šaranović. W pierwszym rozdziale książki wiele opowiada o swoim dzieciństwie i młodości spędzonych na Saskiej Kępie i Muranowie w Warszawie. Trzeba przyznać, że jest to opowieść o czasach niełatwych dla młodego człowieka. Muranów nie miał wówczas dobrej opinii, a mały Włodek często musiał bić się na pięści z rówieśnikami lub uciekać przed starszymi chuliganami.


W tej części książki dowiemy się także wiele o przodkach Pana Włodzimierza, zarówno z linii matki, jak i ojca. Choć sam Szaranowicz pierwszy raz pojawił się w rodzinnych stronach dopiero w wieku lat 22, to szybko poczuł się bardzo związany ze swoim czarnogórskim dziedzictwem, tamtejszym stylem życia i świętowania. Opowieści te czyta się, jak fragmenty najlepszego przewodnika po Bałkanach. Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy zabierać się za tę książkę, to już po pierwszym rozdziale powinien się ich pozbyć.


W następnej części przeczytamy o okresie studiów na AWF-ie i pracy w radio. Klimat tych wspomnień może być trudny do zrozumienia dla młodszego pokolenia, ale nie ulega wątpliwości, że sam redaktor Szaranowicz ma do tych czasów ogromny sentyment i snuje o nich niezwykle barwną opowieść. Nie unika także mówienia o trudnych tematach.
Kolejny rozdział to historia zamiany radia na telewizję. Szaranowicz zaczynał od prowadzenia Teleranka, a z czasem zaczął zajmować się wyłącznie sportem.


Bardzo interesujące dla czytelnika mogą okazać się wspomnienia z Sarajewa, z zimowych Igrzysk Olimpijskich z 1984 roku. Wyjazd do miejsca położonego w pobliżu rodzinnych stron wydawał się nie mieć żadnych wad. Niestety, praca w Telewizji Polski w latach 80. nie należała do łatwych. Szaranowicz nie szczędzi gorzkich słów ówczesnemu kierownictwu telewizji.

„Wyjazd na tę imprezę — wielką, różnorodną i skomplikowaną logistycznie — był w telewizji fatalnie zorganizowany. […] W telewizji panował kompletny bałagan. Rządząca tam ekipa zajmowała się wyłącznie aferami, pomówieniami i spiskami. Gdy natomiast należało trochę propracować, to nie było komu”.


Niemniej ciekawe są relacje z kilku kolejnych Igrzysk Olimpijskich. Za swoje ulubione redaktor Szaranowicz uważa Igrzyska w Barcelonie, choć jak sam przyznaje, jego praca w stolicy Katalonii była niezwykle intensywna.

„Dzień w Barcelonie zaczynałem zwykle o siódmej rano eliminacjami w pływaniu. O jedenastej były eliminacje lekkoatletyczne. O szesnastej finały pływania. O dziewiętnastej finały lekkiej atletyki, które kończyły się o dwudziestej trzeciej. A na trzecią w nocy musiałem dojechać około 15 kilometrów do Badalony, gdzie rozgrywano turniej koszykówki”.


Za prawdziwą królową sportu Szaranowicz (nie on jeden) uznaje lekkoatletykę. Otwarcie przyznaje, że to jego największa zawodowa miłość. Z pasją opowiada o rekordach Carla Lewisa, Usaina Bolda, o polskich sukcesach, o tym jak lekkoatletyka ewoluowała przez lata jego pracy. Opowieść ta pełna jest ciekawostek, błyskotliwych spostrzeżeń, a także wspomnień z własnej młodości, w której pan Włodzimierz sam starał się uprawiać wiele lekkoatletycznych dyscyplin.


Wielką zaletą narracji prowadzonej przez Szaranowicza jest umiejętność oddania klimatu Igrzysk Olimpijskich. Ze znawstwem porównuje on zalety i wady poszczególnych turniejów. Wszystkim, którym idea olimpijska jest bliska, te fragmenty z pewnością przypadną do gustu.


Nie znaczy to, że w rozmowie z córką Włodzimierz Szaranowicz pomija tematy trudne. Korupcja, doping, komercjalizacja sportu — o tym wszystkim także przeczytamy tu w kontekście rywalizacji olimpijskiej.


W książce nie mogło także zabraknąć tematu skoków narciarskich. Głos Włodzimierza Szaranowicza towarzyszył największym sukcesom Adama Małysza i Kamila Stocha. Wielu fanom tej dyscypliny trudno sobie wyobrazić oglądanie jej bez charakterystycznego komentarza pana Włodzimierza. Sam redaktor też przyznaje, że przygoda ze skokami była dla niego cennym doświadczeniem:


„Dostałem szansę opowiedzenia o sporcie rzeczy, które zawsze były dla mnie ważne: o istocie rywalizacji i zasadzie fair play, o umiejętności wygrywania i zniesienia porażki”


O czym jeszcze przeczytamy w książce „Szaranowicz. Życie z pasją”?
O udziale w rajdzie Paryż -Dakar (jako komentator, rzecz jasna), o fenomenie NBA w latach 90. („Hej, hej, tu NBA”), o przyjaźni z Dariuszem Szpakowskim, o życiu rodzinnym i o smakowaniu życia. „A o piłce nożnej?” – zapytają zapewne czytelnicy. Oddajmy jeszcze raz głos panu Włodzimierzowi.

Cenię to, że piłka nożna jest sportem masowym i zrozumiałym. Łatwo ją uprawiać. Na podstawowym poziomie nie wymaga w zasadzie żadnej infrastruktury. Wielu zawodnikom dała szansę ogromnego awansu społecznego […] Miałem swoim idoli, jak Włodek Lubański, ale on był wyjątkowym zawodnikiem i człowiekiem. Z czasem przestałem się pasjonować piłkarzami […] po prostu nigdy nie odnalazłem się w pełni w środowisku piłkarskim. Jest w nim wiele zachowań, które mnie rażą”


Być może piłkarscy kibice liczyliby na trochę więcej motywów futbolowych w książce. Jeśli uznany to za wadę, to jest to chyba jedyne, do czego można się przyczepić. A dodajmy, że jest to wada tylko z punktu widzenia pewnej grupy czytelników.

Z całej książki wyłania się obraz człowieka, który miał niezwykle ciekawe życie i który chętnie i ze swadą o tym życiu opowiada. Marta Szaranowicz-Kusz nie musi ciągnąć swojego ojca za język.


W przeciwieństwie do wielu gwiazd sportu bądź innych dziedzin rozrywki, Włodzimierz Szaranowicz naprawdę ma o czym mówić i stać go na głębszą refleksję nad swoim życiem.
Plastyczność opisów, liczne, często niezwykłe porównania, przywoływanie zapomnianych rekordów, opisywanie osobowości zawodników i zawodniczek różnych dyscyplin — to też jedne z charakterystycznych cech tej książki. Warto ją kupić, warto przeczytać i polecać innym.

NASZA OCENA: 9,5/10

JAKUB TARANTOWICZ