Rio Ferdinand – dominator defensywy

Czas czytania: 14 m.

Rio Ferdinand przez lata był ostoją reprezentacji Anglii i Manchesteru United. Wielu kibiców uważało go swego czasu za najlepszego środkowego obrońcę świata. Z klubem wygrał wszystko, co było do wygrania. Z kadrą narodową  nie miał tyle szczęścia.

Rio Ferdinand. Obiecujący junior

Rio Gavin Ferdinand urodził się 7 listopada 1978 roku w szpitalu King’s College Hospital w Camberwell w Londynie. Jego matka Janice Lavender pochodziła z Irlandii, a korzenie ojca Juliana Ferdinanda sięgały wyspy Saint Lucia na Morzu Karaibskim.

REKLAMA 2
Rio Ferdinand - dominator defensywy 6

Rodzice Rio pochodzili się z dużych rodzin. Matka miała pięcioro rodzeństwa, a ojciec przybył do Anglii z dziesięcioma członkami swojej familii. Rodzice Ferdinanda, którzy nigdy nie byli małżeństwem, rozstali się, gdy miał 14 lat. Rio wychowywał się w cieszącej się zła sławą dzielnicy Peckham.

PRZECZYTAJ TAKŻE:

Nie zszedł jednak na złą drogę, mimo wielu pokus, które na niego czyhały. W szkole wykazywał  talent nie tylko do piłki nożnej, ale również gimnastyki, a także zajęć …teatralnych i baletowych. Często reprezentował swoją szkołą w krajowych zawodach gimnastycznych, a na balet chodził ponad 4 lata.

„Jako dziecko zawsze chciałem zrobić coś innego, bardzo łatwo się nudziłem – nawet grając w piłkę nożną lub spędzając czas z kolegami. Więc podróżowanie z dala od domu, poznawanie nowych ludzi. … Podobało mi się”.

Największe umiejętności wykazywał jednak w dziedzinie piłki nożnej. Początkowo grywał jako zawodnik ofensywny.

„Będę nazywał cię Pele, synu, podoba mi się sposób, w jaki grasz” – miał powiedzieć mu kiedyś jeden z pierwszych trenerów David Goodwin

Z czasem jednak trenerzy zaczęli zauważać jego potencjał w defensywie. Wysoki wzrost i dobra koordynacja ruchowa sprawiły, że Rio został środkowym obrońcą.

Debiut w lidze

Na pewno wpływ na jego karierę mógł mieć 12 lat starszy kuzyn – Les Ferdinand, który już od połowy lat 80. brylował na angielskich boiskach. Przykład starszego krewnego, talent, pracowitość i znakomita szkółka West Hamu – te czynniki z pewnością zaważyły na początkach kariery Rio. Do „Młotów” trafił w 1992 roku, a dwa lata później podpisał swój pierwszy kontrakt.

Akademia West Hamu miała wówczas w swoich szeregach kilku znakomicie zapowiadających się piłkarzy, którzy po latach stali się gwiazdami Premier League i reprezentacji Anglii. Frank Lampard, Joe Cole, Micheal Carrick, Jermain Defoe – to najbardziej znani gracze z pokolenia Ferdinanda, którzy pierwsze piłkarskie kroki stawiali na Upton Park.

Pod wodzą takich trenerów jak Frank Lampard Senior, Paul Heffer i Tony Carr, a potem Billy Bonds Rio stale się rozwijał, by wreszcie trafić do pierwszej drużyny. W sezonie 1995/1996 Ferdinand zadebiutował w lidze w meczu przeciwko Sheffield Wednesday. Z boiska zeszli Tony Cottee i Keith Rowland, a pojawili się na nim Frank Lampard i Rio Ferdinand. Dodajmy, że trenerem „Młotów” był wówczas Hary Redknapp.

Reprezentant

Sezon 1996/1997 Rio Ferdinand rozpoczął z wielkimi nadziejami na grę w podstawowym składzie West Hamu. Istotnie, zdarzało się, że wychodził na boisko w pierwszej jedenastce, ale pewnie nie tak często, jakby chciał. W listopadzie klub postanowił wypożyczyć go do grającego na trzecim poziomie rozgrywek Bournemouth.

Już w styczniu Ferdinand wrócił na Upton Park. Pewniakami do gry na środku obrony byli wówczas Chorwat Slaven Bilic i Duńczyk Marc Rieper, ale młodemu defensorowi udało się zaliczyć 15 ligowych meczów i nawet strzelić dwie bramki (jedyne dwie w historii jego występów dla West Hamu). Latem 1997 roku próbę pozyskania Rio podjął Manchester United, ale władze WHU odrzuciły propozycję, a sir Alex musiał zadowolić się kupieniem Henninga Berga.

Sezon 1997/1998 okazał się być przełomowy dla Ferdinanda. W Premier League rozegrał 35 meczów, a w listopadzie zadebiutował w reprezentacji Anglii. Glenn Hoddle dał mu szanse zagrać w towarzyskim meczu z Kamerunem. Mając 19 lat i 8 dni stał się najmłodszym obrońcą, który zagrał w „dorosłej” reprezentacji Anglii. Jego rekord został pobity dopiero w 2006 roku przez Micaha Richardsa.

Kibice Westa Hamu doceniali talent Ferdinanda. Kampanię 1997/1998 zwieńczył zdobyciem nagrody „The Hammer of the Year” (polskie tłumaczenie „Młot Roku” nie brzmi aż tak dobrze) dla najlepszego gracza Westa Hamu i powołaniem na Mistrzostwa Świata we Francji. Podczas turnieju Hoddle stawiał na Sola Campbella, Tony’ego Adamsa i Garetha Southgate’a. Rio razem ze swoim kuzynem Lesem (przegrywał rywalizację z Owenem i Shearerem) całe mistrzostwa przesiedział na ławce rezerwowych.

Jak „Młot” został „Pawiem”

Kolejne dwa sezony spędzone w West Hamie nie przyniosły zbyt wielu sukcesów  (nie licząc Puchar Intertoto latem 1999 roku i 5. miejsca w lidze w sezonie). W listopadzie 2000 roku Rio stał się bohaterem głośnego transferu.

REKLAMA 2
Rio Ferdinand - dominator defensywy 7

Rywalizujące w Lidze Mistrzów Leeds United wyłożyło 18 milionów funtów na 22-letniego zawodnika „Młotów”. Rio, który rozegrał dla West Hamu 158 meczów, stał się nie tylko najdroższym piłkarzem w Premier League, ale także najdroższym obrońcą świata. Do West Hamu zawsze żywił sentyment i nawet po latach wypowiadał się o klubie w samych superlatywach.

„Myślę, że w West Hamie ważne jest to, że zachowują swoje wartości. Kiedy dorastałem, czułem się częścią tego, czułem, że był to klub rodzinny, bo niektórzy ludzie byli tu od 10, 15, 20, 30 lat. Są tkaniną, z której zbudowany jest ten klub” – mówił po latach

Nowy zespół Ferdinanda – Leeds – był wówczas naprawdę mocną ekipą – w bramce Nigel Martyn, w obronie Danny Mills i Ian Harte po bokach, na środku Dominic Matteo lub czasem Jonathan Woodgate i Lucas Radebe, w pomocy Lee Bowyer, Olivier Dacourt, Eirik Bakke lub David Batty i Harry Kewell, a w ataku młody Alan Smith i potężnie zbudowany Mark Viduka, wspierani w końcówce sezonu przez Robbiego Keane’a. Podopieczni Davida O’Leary’ego w ciągu dwóch faz grupowych (tak wówczas wyglądała Liga Mistrzów) toczyli wyrównane boje z Barceloną, Milanem, Realem i Lazio.

W ćwierćfinale rywalem „Pawi” było Deportivo La Coruna, ówczesny mistrz Hiszpanii. Na Elland Road gospodarze okazali się zdecydowanie lepsi i wygrali 3:0, a trzecią bramkę zdobył właśnie Rio Ferdinand. Jak się później okazało, ten gol był decydujący, bo w rewanżu to Hiszpanie odnieśli zwycięstwo 2:0. Leeds było w półfinale. Tam czekał już inny zespół z La Liga – Valencia CF. Ponownie pierwszy mecz drużyna Ferdinanda rozgrywała na własnym boisku – tym razem spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a na hiszpańskiej ziemi zdecydowanie lepsi okazali się piłkarze Valencii, zwyciężając 3:0. Odpadnięcie na tym etapie to rozczarowanie dla każdego zespołu, ale w Anglii wynik Leeds uznano za sukces.

Na krajowym podwórku Rio i jego koledzy radzili sobie całkiem nieźle. O ile rok 2000 kończyli dwoma porażkami i 12. miejscem w tabeli, to w po Nowym Roku stali się niemal niepokonani. Między 1 stycznia, a 19 maja (wtedy kończył się sezon) ponieśli jedynie dwie porażki, a wygrali aż 13 razy.

Duże wrażenie, nawet na postronnych obserwatorach zrobiły wyjazdowe wygrane z Manchesterem City, Tottenhamem i Liverpoolem, czy też domowa wygrana Chelsea. Rio Ferdinand miał w tym swoją niemałą zasługę. Obrona pod jego wodzą funkcjonowała bardzo dobrze, a nasz bohater, mimo młodego wieku i krótkiego stażu w drużynie coraz częściej pełnił funkcję kapitana (w następnej kampanii został nim na stałe).

Imponująca seria w drugiej części sezonu nie pozwoliła jednak na zajęcie miejsca premiowanego udziałem (choćby w eliminacjach) Champions League. Leeds ostatecznie uplasowało się na 4. miejscu, zaledwie dwa punkty za drugim Arsenalem i jeden punkt za Liverpoolem.

Co ciekawe – był to ostatni sezon, w którym Anglia nie mogła liczyć na cztery miejsca w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych świata. Już od kampanii 2001/2002 czwarta drużyna Premier League zyskiwała przywilej gry w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów.

W drodze do Azji

Leeds nie zrezygnowało ze swoim mocarstwowych planów i w kolejnym sezonie dzielnie ścigało się z czołówką ligi. Kilkukrotnie znajdowało się nawet na pozycji lidera, ostatecznie kończąc sezon na 5. miejscu (znów bez kwalifikacji do Champions League).

Rio Ferdinand, już jako pełnoetatowy kapitan, zaczął być uznawany przez ekspertów za jednego z najlepszych obrońców na świecie. Mocna pozycja w klubie i zaufanie nowego selekcjonera Svena-Gorana Erikssona pozwoliły mu na wywalczenie pewnego miejsca w składzie reprezentacji. Poprzedni trener narodowej kadry, Kevin Keegan zbyt często nie powoływał wychowanka West Hamu. Pod wodzą Szweda Rio stworzył świetny duet z Solem Campbellem. Obu defensorów nie zabrakło także w legendarnym meczu w Monachium, podczas którego Anglicy rozbili Niemców 5:1.

Mundial drogą do sławy

Ferdinand był pewniakiem do gry na Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii. Zanim jednak przypomnimy występy jego i innych „Synów Albionu” na azjatyckich boiskach, warto powiedzieć dwa słowa o sytuacji klubowej Rio. Brak awansu do Champions League przez dwa kolejne sezony poważnie nadszarpnął budżet „Pawi”.

REKLAMA 2
Rio Ferdinand - dominator defensywy 8

Włodarze klubu zaczęli zastanawiać się nad sprzedażą najlepszych zawodników. W czasie koreańsko-japońskiego mundialu krążyło coraz więcej plotek na temat tego, kto wkrótce opuści Elland Road. W pierwszej kolejności wymieniano właśnie Rio Ferdinanda oraz Lee Bowyera.

Wysokiemu obrońcy to zamieszanie nie przeszkodziło w osiągnięciu dobrej formy podczas światowego czempionatu. Remisy ze Szwecją i Nigerią oraz zwycięstwo w „hitowym” meczu z Argentyną pozwoliły Anglikom na wyjście z tzw. grupy śmierci.

Mecz 1/8 finału przeciwko Danii (3:0 dla Anglii) był prawdziwym popisem obrońcy Leeds. Bezbłędna gra w defensywie i gol zdobyty głową już w 5. minucie meczu przyczyniły się do awansu do ćwierćfinału. Na tym etapie rywalem Anglików byli Brazylijczycy. Genialny gol Ronaldinho i gapiostwo Seamana pozbawiły dumnych wyspiarzy szans na medal, ale akurat do Ferdinanda mało kto miał pretensje.

Wielki transfer

47 milionów dolarów lub 30 milionów funtów – taką kwotę w przybliżeniu zapłacił Manchester United jednemu ze swoich największych ligowych rywali, czyli Leeds United za transfer Rio Ferdinanda. Po niecałych dwóch latach spędzonych na Elland Road filar reprezentacji Anglii przenosił się na Old Trafford.

Poprzednim zawodnikiem, który przebył taką drogę, był nie kto inny, jak Eric Cantona. Plotki łączące Ferdinanda z „Czerwonymi Diabłami” okazały się być prawdziwe. Nie wszystko jednak przebiegało tak gładko, jak mogłoby się wydawać. Rozbieżności finansowe między jednym i drugim klubem oraz twarda postawa prezesa Leeds Petera Ridsdale’a nie ułatwiały sprawy. Wiele lat później Rio przyznał, że siedział w jego biurze przez prawie sześć godzin, aby wymusić transfer.

„Pragnę grać w Lidze Mistrzów. Wierzę, że z moją pomocą Manchester United przebrnie przez rundę kwalifikacyjną” – mówił podczas prezentacji w nowym klubie.

Ta sztuka udała się podopiecznym Fergusona, choć w pierwszym meczu eliminacyjnym przegrali z węgierskim Zalaegerszeg 0:1 (w rewanżu było 5:0 dla MU). Przygoda Rio z United dopiero się zaczynała i chyba niewielu przypuszczało, że potrwa aż 12 lat i będzie aż tak obfita w sukcesy.

Mistrzostwo na dobry początek

Już pierwszy sezon spędzony na Old Trafford zakończył się zdobyciem mistrzostwa Anglii. Cieniem na rozgrywkach 2002/2003 położyły się dwa wydarzenia. Chronologicznie pierwszy był marcowy incydent – Ferdinand za znaczne przekroczenie prędkości otrzymał półroczny zakaz prowadzenia pojazdów.

W kwietniu natomiast Manchester odpadł z Ligi Mistrzów po  fascynujących bojach z Realem Madryt (1:3 w Madrycie i 4:3 w Manchesterze). Ferdinand nie był w stanie zatrzymać Brazylijczyka Ronaldo, który na Old Trafford zdobył hat-tricka.

Dyskwalifikacja

Nic jednak nie zapowiadało tego, jak zły będzie dla Rio Ferdinanda kolejny sezon. We wrześniu 2003 roku Ferdinand nie poddał się obowiązkowej kontroli dopingowej, za co groziła mu wielomiesięczna dyskwalifikacja. Ferdinand twierdził, że zapomniał o teście i wyszedł po treningu na zakupy.

REKLAMA 2
Rio Ferdinand - dominator defensywy 9

Gdy tylko przypomniał sobie o konieczności poddania się testowi, chciał szybko wrócić, ale dowiedział się, że jest już za późno. Test zrobiony następnego dnia nie wykazał obecności żadnych niedozwolonych środków. Rio, aby całkowicie wykazać swoją niewinność, zaproponował wykonanie testów mieszków włosowych, co pozwoliłoby stwierdzić, czy był „czysty” przez ostatnie pół roku. Football Association był jednak nieugięty.

Komisja Dyscyplinarna Związku Piłki Nożnej pod przewodnictwem Barry’ego Brighta, nałożyła na Ferdinanda ośmiomiesięczny zakaz gry, począwszy od stycznia 2004 r. oraz grzywnę w wysokości 50 000 funtów. Zakaz obejmował zarówno rozgrywki klubowe, jak i reprezentacyjne. Oznaczało to, że Rio ​​przegapi resztę sezonu i część następnego, a także Euro 2004.

Manchester United musiał radzić sobie bez Ferdinanda i niestety, radził sobie nie najlepiej. Z Ligi Mistrzów odpadł już w 1/8 po meczach z FC Porto, a lidze zajął dopiero 3. miejsce. Brak Ferdinanda dał się też we znaki reprezentacji, która w pechowych okolicznościach odpadła z Euro 2004.

Po okresie dyskwalifikacji wrócił dopiero w sezonie 2004/2005. W kadrze pierwszy raz po odbyciu kary zagrał 9.10.2004 roku w zwycięskim meczu z Walią w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata. W kwalifikacjach był pewnym punktem narodowego zespołu i Anglicy bez problemu wywalczyli awans na Mundial (wyprzedzając w grupie m.in. Polskę).

Posucha

W klubie natomiast nastąpił czas posuchy. W sezonach 2004/2005 i 2005/2006 mistrzem Anglii zostawała Chelsea, a United musieli się zadowolić odpowiednio 3. i 2. miejscem. Również w Lidze Mistrzów podopiecznym Fergusona szło bardzo przeciętnie.

O ile w pierwszej z wymienionych kampanii odpadli w 1/8 z silnym Milanem, o tyle w następnych rozgrywkach zajęli ostatnie miejsce w grupie, dając się wyprzedzić Villarreal, Benfice i Lille. Na małą osłodę „Czerwone Diably” zdobyły w tym czasie Puchar Anglii (2004) i Puchar Ligi (2006) Pocieszeniem dla Ferdinanda miały być Mistrzostwa Świata w Niemczech, ale znów „Synowie Albionu” odpadli w ćwierćfinale.

Podobnie, jak dwa lata wcześniej na Euro lepsza okazała się Portugalia. Rok 2006 miał jednak przynajmniej jeden pozytywny aspekt dla Rio Ferdinanda. Jego żona Rebecca urodziła ich pierwsze dziecko – syna Lorenza. Trzy lata później na świat przyszedł drugi syn, Tate, a w 2011 roku urodziła się córka Tia.

Złoty czas United

Przed sezonem 2006/2007 sir Alex stwierdził, że czas odmłodzić zespół i główne role powierzyć Cristiano Ronaldo i Wayne’owi Rooneyowi. Z klubu odszedł natomiast Ruud van Nistelrooy. Manchester znów zachwycał. Odzyskane mistrzostwo i półfinał Ligi Mistrzów (po drodze 7:1 z Romą!) można było uznać za sukces.

Sir Alex chciał jednak więcej. Chcąc skutecznie rywalizować o triumf w Champions League, pozyskał kolejnych utalentowanych zawodników: Owena Hargreavesa, Naniego i Andersona. Ferdinand dowodził drużyną jako kapitan, a czasem zdarzyło mu się trafić do siatki rywali (zdobył gole w meczach z Aston Villą, Newcastle i Dynamem Kijów). W lidze mimo dwóch porażek z lokalnym rywalem, Manchesterem City, United obronili mistrzostwo. Głównym celem była jednak Liga Mistrzów.

Po wyeliminowaniu w półfinale Barcelony, w wielkim finale rozgrywanym w Moskwie czekał rywal dobrze znany z krajowego podwórka – Chelsea. Mecz, jak pewnie duża część czytelników pamięta, miał dramatyczny przebieg. Na gola Ronaldo odpowiedział Frank Lampard.

W dogrywce czerwoną kartkę otrzymał Didier Drogba. W rzutach karnych toczących się w strugach ulewnego deszczu lepsi okazali się podopieczni sir Alexa. Przy jednym z karnych kapitan Chelsea, John Terry poślizgnął się i trafił piłką w słupek. Później jeszcze van der Sar obronił strzał Anelki i to „Czerwone Diabły” mogły cieszyć się ze zwycięstwa. Puchar z charakterystycznymi „uszami” jako pierwsi unieśli do góry Ryan Giggs i Rio Ferdinand właśnie.

„Rio od kilku lat jest najlepszym obrońcą w kraju, jeśli nie w Europie. Jego dojrzałość i przywództwo były kluczowymi czynnikami sukcesu naszego zespołu. Jest kimś, od kogo uczą się młodzi gracze i kimś, kogo bardziej doświadczeni gracze szanują” – powiedział już po sezonie sir Alex Ferguson.

Kilka miesięcy wcześniej Ferdinanda spotkała nietypowa boiskowa przygoda. W ćwierćfinale Pucharu Anglii Manchester United rywalizował z Portsmouth. W pewnym momencie kontuzji doznał Edwin van der Sar i musiał zostać zastąpiony przez Tomasza Kuszczaka.

Polak w 76. minucie meczu sprokurował rzut karny i otrzymał czerwoną kartkę. W bramce musiał stanąć, któryś z zawodników z pola. Wybór padł na Ferdinanda. Przy jedenastce wykonywanej przez Muntariego był bez szans, ale więcej razy nie dał się pokonać. Mimo to Manchester odpadł z dalszej rywalizacji.

O Ferdinandzie było głośno jeszcze przynajmniej raz podczas sezonu 2007/2008. Po porażce United 1:2  z Chelsea w Premier League w kwietniu 2008 roku, Ferdinand zaklął na stewardów Chelsea. Próbował też kopnąć ścianę w tunelu, ale zamiast tego kopnął panią steward Tracy Wray.

Rio twierdził później, że tylko otarł ją stopą.  Zapewniał też, że przeprosił i wysłał Tracy kilka kwiatów. Wersja obrońcy Man Utd szybko została podważona. Wray pokazała mediom siniak na nodze, a jej mąż twierdził, że Ferdinand nie przeprosił ani nie wysłał żadnych kwiatów. Cóż, piłkarze nie zawsze są prawdomówni.

Porażka w Rzymie, kłopoty w reprezentacji

Kolejny ligowy sezon przyniósł kolejne mistrzostwo dla Manchesteru i ponowny awans do finału Ligi Mistrzów. Tym razem rywalem „Czerwonych Diabłów” była FC Barcelona. Pojedynki tych dwóch klubów zawsze należały do zaciętych. Nie inaczej było tym razem, ale gole Eto’o i Messiego sprawiły, że puchar pojechał do Katalonii. 

REKLAMA 2
Rio Ferdinand - dominator defensywy 10

Przy pierwszej bramce Ferdinand nie brał bezpośredniego udziału w akcji, więc ciężko go za nią winić, ale przy drugim trafieniu mógł zachować się lepiej. Gola głową zdobył niemający nawet 170 cm wzrostu Leo Messi przy dość biernej postawie wysokich Ferdinanda i van der Sara.  Porażka w finale  z maszyną Guardioli nie przyniosła wstydu „Czerwonym Diabłom”, ale faktem było to, że Man Utd musiał tym razem obejść się smakiem.

W czasie, gdy na niwie klubowej Ferdinand radził sobie bardzo dobrze, zupełnie nie szło mu i jego kolegom w reprezentacji. Przykładem nieudolności Anglików były przegrane eliminacje do Euro 2008. Wyspiarze dali się wyprzedzić nie tylko Chorwacji, ale także Rosji. Dla Rio marnym pocieszeniem mogło być to, że akurat w decydującym, przegranym 2:3 meczu z Chorwacją nie brał udziału. Faktem jednak było to, że Ferdinandowi uciekły trzecie z kolei Mistrzostwa Europy!

Konflikt z Johnem

Selekcjoner Steve McLaren został z hukiem wyrzucony z pracy. Zastąpił go Fabio Capello i nawet na pewien czas powierzył Ferdinandowi opaskę kapitana kadry, ale później postawił na Johna Terry’ego.

W 2010 roku znów kapitanem został Ferdinand. Warto w tym miejscu napisać kilka słów o wieloletnim kapitanie Chelsea, bo losy jego i Rio Ferdinanda przeplatały się wielokrotnie. Obaj przez kilka sezonów rywalizowali w lidze angielskiej i Lidze Mistrzów, często tworzyli duet stoperów reprezentacji, ale nie mniej często dochodziło między nimi do mniejszych lub większych konfliktów.

Najbardziej znany z nich wybuchł po tym, jak John Terry miał w rasistowski sposób obrazić Antona Ferdinanda, młodszego brata Rio i zawodnika QPR. Anton wytoczył nawet proces Terry’emu, ale sąd oczyścił obrońcę Chelsea z zarzutów.

Stało się tak m.in. dzięki zeznaniom Ashleya Cole’a. Bracia Ferdinand nie mogli wybaczyć Ashleyowi  takiego zachowania. Rio napisał o nim kilka słów za dużo na Twitterze i  w sierpniu 2012 roku został ukarany grzywną w wysokości 45 000 funtów za swoje niewybredne uwagi. A rywalizacja z Terrym trwała nadal.

Przed Mundialem w RPA kapitanem kadry miał być Ferdinand, ale doznał kontuzji kolana i nie pojechał na turniej. W 2011 roku Capello ogłosił, że John Terry znów będzie kapitanem. Kiedy FA uznał, że wychowankowi Chelsea ten przywilej się nie należy (powodem oczywiście konflikt z Antonem) i odebrał mu opaskę, włoski trener śmiertelnie się obraził i zrezygnował z prowadzenia angielskiej kadry.

Jego następca, Roy Hodgson dolał oliwy do ognia, postanawiając, że nie weźmie Ferdinanda na Euro 2012. Dla Rio Ferdinanda były to czwarte z rzędu mistrzostwa Europy, w których mógłby teoretycznie grać, ale po raz kolejny coś stanęło mu na drodze. Niewykluczone, że ten wynik to rekord w ten nietypowej kategorii. Ostatni, 81. mecz w kadrze Rio rozegrał w czerwcu 2011 roku przeciwko Szwajcarii. W 2012 roku ogłosił, że kończy reprezentacyjną karierę.

Kontuzje i sukcesy

Jak już było powiedziane, kontuzja wykluczyła Rio Ferdinanda z gry na Mistrzostwach Świata w 2010. Nie zagrał w żadnym z meczów przygotowawczych do nowego sezonu oraz w spotkaniu o Tarczę Dobroczynności. Gdy z jego kolanem było wszystko w porządku, mógł wrócić na boisko.

W sezonie 2010/2011 Manchester odzyskał mistrzostwo stracone rok wcześniej na rzecz Chelsea. Rozgrywki Champions League też przyniosły „Czerwonym Diabłom” sporo satysfakcji. Grupa z Valencią, Bursasporem i Rangersami nie sprawiła piłkarzom United większych problemów. W fazie pucharowej wyeliminowali kolejno: Olympique Marsylia, Chelsea i Schalke, by znaleźć się w rozgrywanym na Wembley finale. Rywalem znów była Barca Guardioli.

W tym meczu kapitanem United był tym razem Nemanja Vidić, a nie Rio, ale żadnemu z nich nie było dane podnieść do góry Pucharu Ligi Mistrzów. Barcelona wypunktowała United i wygrała 3:1. Ferdinanda trudno winić za utratę którejkolwiek z bramek. Przybysze z Katalonii byli po prostu lepsi.

Następny sezon Rio znów zaczął od kontuzji – tym razem ścięgna podkolanowego. Przerwa w grze nie trwała zbyt długo, ale Ferdinand nie załapał się na owiany już legendą pojedynek z Arsenalem, w którym jego koledzy zmiażdżyli „Kanonierów” 8:2. Jak się miało później okazać, był to jeden z nielicznych tak radosnych momentów dla piłkarzy z Old Trafford w tamtym sezonie.

W Lidze Mistrzów nie wyszli z grupy, dając się wyprzedzić Benfice i Basel, w Lidze Europy odpadli z Athleticiem Bilbao, a mistrzostwo przegrali w ostatniej kolejce, gdy lokalny rywal – Manchester City wygrał swój mecz w nieprawdopodobnych okolicznościach (Aguerooo!). Dla samego Ferdinanda też nie był to dobry czas – trzeci sezon z rzędu rozegrał mniej niż 20 meczów w lidze, trwał właśnie opisywany wcześniej proces jego brata z Terrym, a EURO 2012 mógł oglądać jedynie w telewizji.

Ostatnie sezony

Przed sezonem 2012/2013 kadrę Manchesteru wzmocnił Robin van Persie. 26 ligowych goli Holendra pozwoliło „Czerwonym Diabłom” na zdobycie 20. w historii, 13. pod wodzą Fergusona i ostatniego, jak do tej pory mistrzostwa Anglii. Rio Ferdinand tym razem miał w tym niemały udział – zagrał w 26 spotkaniach i zdobył nawet jedną bramkę (w meczu ze Swansea).

Po sezonie z klubu, po blisko 27 latach pracy, odszedł sir Alex. Ferdinand wytrzymał na Old Trafford tylko sezon dłużej. Totalnie nieudana kampania 2013/2014 (7. miejsce w tabeli i 12 ligowych porażek) była ostatnią, dwunastą spędzoną przez Rio na Old Trafford. W sumie rozegrał dla Manchesteru 455 meczów (312 w lidze) i zdobył 8 bramek (7 ligowych). W opinii kibiców i środowiska piłkarskiego stał się prawdziwą legendą klubu.

„Rio Ferdinand był taki spokojny i opanowany. Tak dobrze czytał grę, a jego technika była znakomita. Nigdy nie powodował paniki i właśnie tego drużyna potrzebuje z tyłu. Jeśli obrona jest chwiejna, przynosi to negatywne skutki dla całego zespołu. Głównym atrybutem Rio było przywrócenie równowagi” – powiedział o nim Mickael Silvestre, swego czasu zawodnik United

Paul Scholes, człowiek, który całą piłkarską karierę spędził w Manchesterze, również miał o wysokim obrońcy bardzo dobre zdanie:

„Był świetnym zawodnikiem, bez wątpienia najlepszym środkowym obrońcą, z jakim kiedykolwiek grałem. Powiedziałbym również, że przez jakiś czas był najlepszym środkowym obrońcą na świecie. Granie z nim i gra przed nim było wielką przyjemnością. Gdy grałeś przed nim, bardzo ułatwiał ci pracę”.

W sezonie 2014/2015 Rio zakotwiczył w Queens Park Rangers, gdzie kiedyś grał jego  młodszy brat Anton. Trenerem był tam doskonale znany mu z West Hamu, Harry Redknapp.

QPR, mimo kilku znanych nazwisk w składzie, zaliczyło fatalny sezon. Zajęło ostatnie miejsce w tabeli, ponosząc przy tym aż 24 porażki. Sam Rio zagrał tam tylko 11 meczów. Po sezonie ogłosił zakończenie kariery. Można byłoby nazwać to zakończenie tragicznym, gdyby nie fakt, że Ferdinanda w tym okresie spotkała prawdziwa tragedia.

Jak dalej żyć?

2 maja 2015 roku po krótkiej chorobie zmarła żona Rio i matka ich trojga dzieci, zaledwie 34-letnia Rebecca.

„Moja bratnia dusza odeszła zeszłej nocy. Była fantastyczną, kochającą matką dla naszej trójki pięknych dzieci. Będziemy tęsknić za żoną, siostrą, ciotką, córką i wnuczką. Będzie żyła w naszej pamięci jako przewodniczka i inspiracja” – napisał Rio, informując opinię publiczną o śmierci małżonki.

Załamany Rio wpadł w szpony alkoholu. Nie mogąc pogodzić się z wielką stratą, sięgał po kieliszek coraz częściej. Po kilku latach, gdy sytuacja się unormowała Rio opowiedział o swoich emocjach w filmie dokumentalnym wyemitowanym przez BBC

„Nocami topiłem smutki w alkoholu. Miałem to szczęście, że mieszkała z nami kobieta, która nam pomagała. Kiedy ona szła spać, zazwyczaj siedziałem do późna i sięgałem po różnego rodzaju trunki. To trwało przez cztery miesiące […] Minęło zaledwie sześć tygodni od rozpoczęcia leczenia żony do jej śmierci. Nie możesz się na to przygotować. Wiele problemów, które wynikły w późniejszym czasie było spowodowanych tym, że nie byłem w stanie zaakceptować rzeczywistości. Nie wiedziałem, co powiedzieć moim dzieciom […] Nie miałem pojęcia, jak wychowywać dzieci. Kiedy zaczynałem coś mówić, one odchodziły. Pokonałem smutek, ale kiedy na nie patrzyłem, to wracały negatywne wspomnienia. Przez długi czas byłem ignorantem. W końcu jednak zrozumiałem, że istnieją fantastyczni ludzie, którzy chcą mi pomóc […] Jest wiele domowych obowiązków, których mężczyzna w ogóle nie zauważa. Kobiety myślą o naszych potrzebach. Musiałem tylko spać, ubrać się i zjeść śniadanie. Później jechałem na trening i twierdziłem, że… wykonałem swoje zadania […] Po latach dowiedziałem się, że to była ta łatwiejsza część. Rebecca wypełniała wszystkie luki. Teraz musiałem zastanawiać się, gdzie są buty dzieci, ich rzeczy, torby… Nagle przyjeżdżasz do szkoły i widzisz innych rodziców. Musisz codziennie mierzyć się z wieloma pytaniami”

Rio Ferdinand i jego nowe zajęcia

Te szczere wyznania pozwoliły wielu kibicom spojrzeć na niego ze współczuciem. Dzięki pomocy wielu ludzi Ferdinandowi udało się wyjść na prostą. We wrześniu 2017 roku były piłkarz ogłosił, że rozpoczyna karierę bokserską i chcę zostać zawodowym bokserem.

Jego wejście na ring było sponsorowane przez firmę bukmacherską Betfair, która pomogła mu w staraniach o uzyskanie licencji British Boxing Board of Control (BBBC), zanim zaczął trenować i startować w zawodach. Ferdinand stwierdził, że „Robię to (uprawienie boksu), ponieważ jest to wyzwanie”. W maju 2018 roku ogłoszono, że Ferdinandowi odmówiono przyznania licencji British Boxing Board of Control. Po odrzuceniu Ferdinand oznajmił, że „zawiesza rękawice na kołku”.

Od kilku lat Ferdinand jest wziętym telewizyjnym komentatorem piłkarskim, wciąż udziela się na Twitterze. W 2019 zawarł drugie małżeństwo i poślubił Kate Wright. Jest jedną z bardziej wyrazistych postaci życia sportowego w Anglii. Jego lista sukcesów (m.in. sześć mistrzostw kraju) do dziś robi wrażenie. A kibice na całym świecie wciąż pamiętają, że był jednym z najnowocześniej grających i najlepszych środkowych obrońców na naszej planecie.

JAKUB TARANTOWICZ

Źródła
  • Tygodnik „Piłka Nożna” nr 31/2002
  • https://en.wikipedia.org/wiki/Rio_Ferdinand
  • https://en.wikipedia.org/wiki/2008_UEFA_Champions_League_Final
  • https://lifebogger.com/rio-ferdinand-childhood-story-plus-untold-biography-facts/?fbclid=IwAR0plhBokhY1NKiMH3MDLKhD5yqafQ__F_ZrKeMuyXflIKujeZmaXuSRvQE
  • https://www.national-football-teams.com/player/2166/Rio_Ferdinand.html?fbclid=IwAR2LMErzksfWLS11ZYsOPfQ7WbUyyU8R8B7tQ8c_H6_rKtI9mrC5eg7dVMk
  • https://www.whufc.com/news/articles/2019/october/08-october/rio-ferdinand-fabric-west-ham-united-family
  • https://www.sportskeeda.com/player/rio-ferdinand
  • https://thefootballfaithful.com/rio-ferdinand-10-of-the-best-quotes-about-the-legendary-defender/
Jakub Tarantowicz
Jakub Tarantowicz
Rocznik 1987. Kibic Łódzkiego Klubu Sportowego i Manchesteru United. Szczęśliwy mąż. Dumny tata dwóch córeczek. Z wykształcenia historyk. Od wielu lat pracownik księgarni historycznej w Łodzi

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

„Piłkomatyka” – recenzja

"Piłkomatyka" wyszła w Polsce parę lat temu i nie odbiła się wielkim echem. Czy warto sięgnąć po tę książkę? Przeczytajcie recenzję Patryka Szczerby!

Strzał na bramkę — magazyn młodych piłkarzy i piłkarek #5

Na początku lipca recenzowaliśmy czwarty numer magazynu Strzał Na Bramkę. Tym razem sprawdzamy kolejną, już piątą, odsłonę periodyku skierowanego do najmłodszych czytelników. Sprawdź recenzje poprzednich...

Ludo „Boem” Coeck – człowiek ze szkła

Gdyby nie ciągłe kontuzje, mógł być jednym z najlepszych. Uniwersalny zawodnik, wielokrotny reprezentant Belgii, jedna z legend Anderlechtu. Przed Wami Ludo Coeck!