Tytuł na koniec stulecia – o ostatnim mistrzostwie Polski Polonii Warszawa

Czas czytania: 6 m.
4.9
(7)

23 września 2023 roku Retro Futbol gościło na meczu 9. kolejki Fortuna 1. Ligi, w którym Resovia mierzyła się z Polonią Warszawa. Klub ze stolicy naszego kraju próbuje odzyskać dawny blask. W zeszłym sezonie awansował na zaplecze Ekstraklasy. Przyjazd drużyny Czarnych Koszul do Rzeszowa był dla nas okazją do przypomnienia ostatniego, jak na razie, tytułu mistrza Polski dla Polonii.

Przed meczem

Obie drużyny przystępowały do meczu w kiepskich nastrojach. Resovia w poprzedniej kolejce przegrała na wyjeździe 1:3 z Górnikiem Łęczna. Drużyna Mirosława Hajdy wszystkie gole straciła w ciągu dziesięciu minut, pod koniec pierwszej połowy. W tabeli zajmowała miejsce tuż nad strefą spadkową.

W tejże strefie znajdowała się Polonia, która wyprzedzała tylko dwie drużyny. Zespół z Warszawy przyjechał do stolicy Podkarpacia po domowej porażce 0:1 ze Zniczem Pruszków. Ostatnie wyniki obu ekip oraz miejsca przez nie zajmowane sprawiały, że zarówno dla gospodarzy, jak i dla zawodników Rafała Smalca to spotkanie było szalenie ważne.

Do meczu w Rzeszowie jeszcze wrócimy. Wcześniej cofniemy się o prawie ćwierć wieku, by przypomnieć piękne czasy dla warszawskiej Polonii. W sezonie 1999/2000 Czarne Koszule zdobyły drugie, i jak do tej pory ostatnie, mistrzostwo Polski w klubowej historii.

Klub z tradycjami

Polonia Warszawa zajmuje ważne miejsce w historii polskiego futbolu. Była pierwszym wicemistrzem Polski. W 1921 roku, kiedy po raz pierwszy wyłoniono mistrza naszego kraju, Poloniści byli się gorsi jedynie od Cracovii.

Czarne Koszule zostały także pierwszym mistrzem Polski po II wojnie światowej. W 1946 roku, na zgliszczach Warszawy – miasta, które jeszcze niedawno tak wiele wycierpiało i zostało niemal zupełnie zniszczone, Polonia okazała się najlepsza w rywalizacji o tytuł.

W decydującym meczu, rozegranym przy Łazienkowskiej, warszawianie pokonali AKS Chorzów 3:2. Nowa polityczna rzeczywistość była jednak trudna dla opisywanego w tym tekście klubu. Polonia nie cieszyła się względami komunistycznej władzy, więc trudno było jej nawiązać walkę z czołowymi drużynami.

Była Polonia w czasach PRL klubem antysystemowym, niepoprawnym politycznie. Można odnaleźć w tym fakcie sporo romantyzmu, ale niestety sukcesów na arenie krajowej wówczas brakowało. Na długie lata klub zniknął z krajowej czołówki. Kibice musieli więc długo czekać na drugi tytuł mistrzowski. Wreszcie upadł komunizm, później skończyły się barwne, acz burzliwe lata 90. I w końcu Polonia wróciła na krajowy szczyt.   

Późniejszy selekcjoner 

Wielki sukces Polonii Warszawa firmował duet trenerski Jerzy Engel – Dariusz Wdowczyk. Pierwszy już wówczas był doświadczonym szkoleniowcem. Doprowadził Legię Warszawa do wicemistrzostwa Polski. Z powodzeniem pracował na Cyprze. Po rundzie jesiennej sezonu 1999/2000 został selekcjonerem reprezentacji Polski. W związku z tym Wdowczyk samodzielnie kontynuował dzieło w rundzie wiosennej.

Praca Engela z narodową kadrą jest tematem na inną opowieść, chociaż większość fanów piłki nożnej z pewnością dobrze ją pamięta. Szkoleniowiec urodzony we Włocławku wprowadził Biało-czerwonych do finałów mistrzostw świata, co było pierwszym awansem naszej drużyny na mundial od szesnastu lat.

Kraj ogarnęła wówczas piłkarska euforia, lecz niestety w turnieju nasi piłkarze spisali się zdecydowanie gorzej niż w eliminacjach i nie wyszli z grupy, którą mieli roznieść w pył. Po mistrzostwach Engel przestał pełnić funkcję selekcjonera.

Wróćmy jednak do walki Polonii o mistrzostwo. Wdowczyk nie miał tak dużego dorobku trenerskiego, jak jego starszy kolega. Mógł za to pochwalić się udaną karierą zawodniczą. Rozegrał ponad 50 meczów w reprezentacji, był gwiazdą Legii Warszawa, przez kilka lat grał na szkockich boiskach, będąc piłkarzem Celtiku.

Gdy w przerwie zimowej opisywanego sezonu Engel przyjął propozycję Polskiego Związku Piłki Nożnej, zastanawiano się, jak były obrońca Gwardii Warszawa poradzi sobie w roli samodzielnego szkoleniowca Czarnych Koszul. Okazało się, że poradził sobie znakomicie.

Wspaniała wiosna

Na wiosnę Polonia przegrała tylko dwa mecze. W dodatku jedna z tych porażek przytrafiła się zawodnikom Dariusza Wdowczyka w Płocku, w rywalizacji z Petro, w ostatniej kolejce sezonu, kiedy warszawski zespół był już pewny tytułu.

A ów tytuł Polonia zapewniła sobie chyba w najlepszy dla swoich kibiców sposób – pokonując 3:0 Legię. Wygrana dająca mistrzostwo cieszyła wszak tym mocniej, że została odniesiona nad lokalnym rywalem, w dodatku przy Łazienkowskiej.

Wydarzyło się to 20 maja, w meczu 28. kolejki. Gole dla Polonistów strzelali Emmanuel Olisadebe, Tomasz Wieszczycki i Maciej Bykowski.  Najbardziej doświadczony z tej trójki był wówczas Wieszczycki, który osiem lat wcześniej zdobył z olimpijską kadrą prowadzoną przez Janusza Wójcika srebrny medal igrzysk w Barcelonie. Grał także w lidze francuskiej.

Dwaj pozostali, po zdobyciu mistrzostwa Polski z Polonią, występowali wspólnie w Panathinaikosie Ateny. Pierwszy do Grecji wyjechał Olisadebe i to on osiągnął tam zdecydowanie więcej. W sezonie 2003/2004 wywalczył krajowy dublet. W kolejnej kampanii dołączył do niego Bykowski, który jednak w barwach Koniczynek furory nie zrobił, choć później pograł jeszcze w słabszych greckich klubach.

Przy Olisadebe należy zatrzymać się na dłużej. Kibice polskiego futbolu na pewno doskonale pamiętają tę postać. Napastnik pochodzący z Nigerii był pierwszym czarnoskórym piłkarzem w reprezentacji Polski. Po otrzymaniu obywatelstwa doskonale spisywał się we wspomnianych eliminacjach mistrzostw świata 2002. Stał się jednym z najważniejszych zawodników Jerzego Engela, z którym przecież pracował w Polonii.

To w dużej mierze dzięki świetniej grze Olisadebe Polacy pojechali na mundial. W koreańsko-japońskim turnieju gracz Panathinaikosu strzelił gola w ostatnim grupowym starciu, kiedy Biało-czerwoni pokonali 3:1 Amerykanów, odnosząc jedyne zwycięstwo w imprezie. Olisadebe rozegrał w narodowych barwach 25 meczów, zdobywając jedenaście bramek.

Warto w tym miejscu wymienić kilka innych znanych postaci tworzących mistrzowską drużynę Polonii. Dla Macieja Szczęsnego tytuł zdobyty z Czarnymi Koszulami był czwartym w karierze, zaś Polonia była trzecim klubem, z którym wywalczył najważniejsze krajowe trofeum. Wcześniej dwukrotnie dokonał tego z Legią i raz z Widzewem Łódź, a później dołożył ekstraklasowy triumf z Wisłą Kraków. Do dziś pozostaje jedynym piłkarzem, który sięgał po mistrzostwo Polski z czterema różnymi klubami.

Ważną częścią zespołu był Arkadiusz Bąk, który później pojechał nawet na mundial i zagrał przez kilkanaście minut w przegranym 0:4 meczu z Portugalią. Tomasz Kiełbowicz również miał okazję grać w reprezentacji Polski. Po zdobyciu mistrzostwa z Polonią stał się legendą Legii, grając w jej barwach przez kilkanaście lat i sięgając z nią po trzy tytuły.

Po sukcesie w Polonii przyzwoitą karierę zrobił Emmanuel Ekwueme. Czarne Koszule były jego pierwszym polskim klubem. Później grał jeszcze m.in. w Widzewie Łódź, Wiśle Płock czy Warcie Poznań. W 2004 roku zajął z reprezentacją Nigerii trzecie miejsce w Pucharze Narodów Afryki. 

Nie tylko mistrzostwo

Mistrzostwo Polski nie było jedynym trofeum wywalczonym przez piłkarzy Polonii Warszawa w sezonie 1999/2000. Łupem stołecznej drużyny padł bowiem także Puchar Ligi. Obecnie te rozgrywki nie istnieją, a ich historia zasługuje na oddzielny tekst.

Tamta edycja była pierwszą od dwudziestu lat. Polonia pokonała w finale… Legię. I znów dokonała tego przy Łazienkowskiej. 25 kwietnia 2000 roku gole Igora Gołaszewskiego i Przemysława Boldta zapewniły Polonistom triumf 2:1.

Kolejny sezon również był dla Polonii udany. Wprawdzie nie udało się obronić mistrzowskiego tytułu, ale czwarte miejsce w lidze potwierdziło przynależność warszawskiej drużyny do krajowej czołówki.

Kampania Polonii zaczęła się zresztą od zdobycia Superpucharu, w którym Czarne Koszule pokonały 4:2 Amikę Wronki, a zwieńczona została wywalczeniem Pucharu Polski po finałowym zwycięstwie w dwumeczu nad Górnikiem Zabrze.

Było to jak na razie ostatnie krajowe trofeum tego zasłużonego dla polskiej piłki warszawskiego klubu. Najnowsze czasy były trudne dla Polonii. To jednak temat na inną opowieść. Najważniejsze, że Czarne Koszule powoli odbudowują swą potęgę i starają się kroczyć w kierunku elity. W poprzednim sezonie wróciły na zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej. Ich kibice mają nadzieję, że jeszcze przyjdą piękne dni dla klubu z Konwiktorskiej.

Mecz w Rzeszowie

Jak próbująca odzyskać dawny blask Polonia poradziła sobie w wyjazdowym starciu z Resovią? Mecz zaczął się dobrze dla drużyny z Warszawy. Goście na początku przeważali, co zostało potwierdzone bramką zdobytą w 19. minucie przez Marcina Kluskę.

Po stracie gola Resovia w końcu ruszyła do ataku i już po czterech minutach piłka wylądowała w bramce stołecznego zespołu. Umieścił ją tam, po prostopadłym podaniu Marcina Urynowicza, Rafał Mikulec. Tyle tylko, że po chwili okazało się, że gol jest nieuznany, gdyż VAR pokazał spalonego.

Ta sytuacja nie podłamała rzeszowian. Piłkarze Mirosława Hajdy ciągle atakowali i tuż przed końcem pierwszej połowy doprowadzili do remisu. Znów użyto VAR-u, lecz tym razem na korzyść gospodarzy. Sędzia podbiegł do monitora, by obejrzeć faul w polu karnym na Urynowiczu i wskazał na jedenasty metr. Piłkę do siatki z rzutu karnego skierował Mikulec.

W drugiej części gole nie padły, choć Resovia miała kilka niezłych okazji. Żadnej z nich nie wykorzystała. Co ciekawe, w spotkaniu pokazana została tylko jedna żółta kartka, w dodatku już w doliczonym czasie. Na tablicy wyników pozostał rezultat 1:1.

Takie rozstrzygnięcie zupełnie nie zadowoliło zawodników Resovii. Mówił o tym na pomeczowej konferencji prasowej Mirosław Hajdo:

Na pewno jest duży niedosyt, bo mieliśmy na tyle sytuacji, że powinniśmy tę jedną bramkę więcej zdobyć. Natomiast po tej naszej serii przyjmujemy ten punkt. Oczywiście słowa uznania dla moich zawodników za to, że wiedzieli, że ten mecz gatunkowo jest bardzo ciężki.

Z jednej strony był to dla Resovii pierwszy od trzech spotkań mecz bez porażki. Z drugiej rzeszowianie zajmują w tabeli wyższe miejsce od rywali, więc ambicje miejscowych były większe.   

Czasem nawet punkt, zdobyty w takim meczu, też trzeba szanować. Szanujemy, ale to nie znaczy, że jesteśmy zadowoleni – dodawał trener rzeszowskiej drużyny.

Bardziej zadowolony z remisu wydawał się szkoleniowiec Polonii, Rafał Smalec:

Był to bardzo trudny mecz, z bardzo trudną drużyną. Początek mieliśmy fajny, tak jak chcieliśmy, zdobyliśmy bramkę. Potem trochę nasza gra się zawiesiła, oddaliśmy pole przeciwnikowi. Po rzucie karnym sytuacja się zmieniła, bo przeciwnika napędzała, a my musieliśmy uspokoić i stonować drużynę. Początek drugiej połowy należał do gospodarzy, ale my mieliśmy bardzo dobre kontry i powinniśmy przynajmniej z jednej coś więcej zrobić, oddać przynajmniej strzał celny, żeby dać szansę na wykazanie się bramkarzowi. Szanujemy ten punkt. Naprawdę go szanujemy, bo po trzech porażkach, po trzech meczach bez zdobytej bramki wyjeżdżamy dziś z trudnego terenu z jednym punktem. Przyjmujemy to jako dobrą monetę i wierzę w to, że w tym momencie drużyna zrobi wszystko, żeby na kanwie tego jednego punktu patrzeć do przodu z nadzieją.

W następnej kolejce Polonia podejmie Podbeskidzie Bielsko-Biała, zaś Resovię czeka szalenie ważny i prestiżowy mecz – derby Rzeszowa ze Stalą. 30 września o 20 szykują się więc ogromne emocje w stolicy Podkarpacia, gdyż rywalizacja derbowa zawsze jest wyjątkowa, bez względu na miejsca zajmowane w tabeli przez dane drużyny i odnoszone przez nie wyniki.

Źródła, z których korzystałem:

Stefan Szczepłek – „Moja historia futbolu” – Tom 2 – Polska

Artykuł „Jak Polonia Warszawa uciekła z własnego pogrzebu. Znowu” autorstwa Mateusza Janiaka opublikowany na portalu Weszło – https://weszlo.com/2023/06/07/polonia-warszawa-awans-odrodzenie-reportaz/

„Przegląd Sportowy”

„Piłka Nożna”

90 minut.pl

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 4.9 / 5. Licznik głosów 7

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Grzegorz Zimny
Grzegorz Zimny
Absolwent pedagogiki na Uniwersytecie Rzeszowskim. Fan historii sportu, ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej. Pisał teksty dla portalu pubsport.pl. Od 2017 roku autor artykułów na portalu Retro Futbol, gdzie zajmuje się zarówno światową piłką nożną, jak i historiami z lokalnego, podkarpackiego podwórka, najbliższego sercu. Fan muzyki rockowej i książek.

Więcej tego autora

Najnowsze

„Przewodnik Kibica MLS 2024” – recenzja

Przewodnik Kibica MLS już po raz czwarty ukazał się wersji drukowanej. Postanowiliśmy go dokładnie przeczytać i sprawdzić, czy warto po niego sięgnąć.

Mário Coluna – Święta Bestia

Mozambik dał światu nie tylko świetnego Eusébio. Z tego afrykańskiego kraju pochodzi też Mário Coluna, który przez lata był motorem napędowym Benfiki i razem ze swoim sławniejszym rodakiem decydował o obliczy drużyny w jej najlepszych czasach. Obaj zapisali też piękną kartę występami w reprezentacji.

Trypolis, Londyn, Perugia, Dubaj – Jehad Muntasser i jego wszystkie ścieżki

Co łączy Arsene’a Wengera, rodzinę Kaddafich i Luciano Gaucciego? Wszystkich na swojej piłkarskiej drodze spotkał Jehad Muntasser, pierwszy człowiek ze świata arabskiego, który zagrał w klubie Premier League. Poznajcie jego historię!