„Nazwiska dawno niesłyszane” – recenzja

Czas czytania: 3 m.
5
(1)

„Nazwiska dawno niesłyszane” Jonathana Wilsona to piękny hołd dla węgierskiej generacji piłkarzy tworzących podwaliny światowego futbolu. Na ponad 450 stronach otrzymujemy fascynującą mieszankę biografii wymieszanych z lekcją historii. Opisy zmagań na boisku zdają się być tylko dodatkiem, bo Wilson znów imponuje erudycją i stylem, odsłaniając wspaniałą piłkarską historię Madziarów, wplecioną w zawieruchę dziejową XX wieku.

Gdy przeciętny kibic myśli o Węgrzech w kontekście futbolu, to zwykle przed oczami staje Złota Jedenastka. Ekipa ta od 14 maja 1950 r. do finału mistrzostw świata w 1954 r. z RFN w dniu 4 lipca nie poniosła porażki w 32 kolejnych meczach, zdobywając po drodze złoty medal na IO w Helsinkach i wicemistrzostwo świata w Szwajcarii. Brylowali Puskas, Kocsis, a cały świat zapamiętał zwłaszcza triumf nad Anglią 6:3 na Wembley.

Wilson pokazuje, że to tylko wycinek całości, która zaczęła się składać w jedno jeszcze przed I wojną światową. W wydanej przez SQN publikacji o tamtej ekipie jest niewiele. I dobrze, bo źródeł, w których można szukać informacji o tamtych wydarzeniach, jest sporo.  Jednak tak skondensowanej historii całego piłkarstwa Węgier znaleźć trudno.

Wilson ma swój niepodrabialny styl. Idealnie łączy opowieść historyczną ze świetną analizą gry taktycznej. Do tego jest niesamowicie rzetelny, gdy opisuje futbol w różnych częściach świata, co zawsze udowadnia, zostawiając czytelnikowi pokaźną bibliografię. Biorąc na warsztat historię piłki na Węgrzech, zabawił się dodatkowo w detektywa. Tropi tytułowe nazwiska dawno niesłyszane, odkurzając je tak, jak robi się to ze starymi urządzeniami odstawionymi na najwyższą półkę. Odsłania przed czytelnikiem fakty na temat wpływu wielu nieznanych postaci na losy światowego piłkarstwa. To nieopisane wcześniej decyzje czy wydarzenia, dzięki którym najpopularniejsza dyscyplina sportu mogła się tak harmonijnie rozwijać

Czytelnik z kart książki dowiaduje się, jak wegięrscy trenerzy kształtowali futbol w Szwecji, Włoszech, Ameryce Północnej i Południowej, ale nie tylko. Przytacza postacie anonimowe dla większości odbiorców, opisując ich wymuszone wojaże po Europie, podczas których uczyli siebie i innych futbolu. Metodycznie i z pełnym przekonaniem udowadnia, że gdyby nie urodzeni na Węgrzech trenerzy, nikt nie mówiłby nie tylko o Złotej Jedenastce, ale być może futbol na innych kontynentach wyglądałby inaczej, a catenaccio nie byłoby tym, czym wyróżniło włoską piłkę. Byli wizjonerami, których działanie doprowadziło do sukcesów węgierskiej piłki w latach 50. Ich piłka nigdy później nie była tak silna.

Autor wskrzesza na kartach książki takie nazwiska jak Imrego Hirschla: Żyda, który stał się jedynym z najważniejszych trenerów w Ameryce Południowej, a jednocześnie jego biografia jest pełna luk i niedomówień. Swoje miejsce na stronach i jednocześnie w umysłach czytelników znajdują postacie, które wielu z pewnością pozna po raz pierwszy: Bela Guttmann, Erno Erbstein, Kalman Konrad. Wilson przypomina jednocześnie, że pod piłkarską rewolucję położył podwaliny Brytyjczyk Jimmy Hogan, ściągnięty do klubu MTK w czasie I wojny światowej. To dzięki niemu w Budapeszcie lat 20. i 30. XX wieku powstała szkoła piłki nożnej, która stworzyła podwaliny pod złote lata 50.

Jak zawsze u Wilsona piłka nożna staje się tłem dla kreślenia burzliwej i pełnej zagmatwania historii XX wieku. Umiejętnie i płynnie wplata wątki polityczne, wyjaśniając najmniej rozpoznane zagadnienia w przypisach, które stanowią nierzadko równorzędną część opowieści. Dużo tu o Żydach w zakresie kultury, polityki. Migracje trenerów i piłkarzy były często motywowane właśnie kwestiami przynależności etnicznej. Osobne miejsce u autora znajduje II wojna światowa, a później komunizm – dwa elementy rzeczywistości, które naznaczyły świat sportu na lata, kształtując wiele futbolowych karier, a jednocześnie uwypuklając odwagę wielu z piłkarzy.

Wszystko jest podane z językową maestrią, o którą pieczołowicie dba tłumaczący tę pozycję Michał Okoński. Dziennikarz „Tygodnika Powszechnego” dodaje także swoje uwagi w ramach przypisów. Idealnie, nie po raz pierwszy przecież, przekazuje myśli autora. I robi to świetnie. Wilson nie stosuje fajerwerków językowych, ale o tym, jak ważne jest tłumaczenie pozycji tak naładowanych szczegółami, wytrawnym czytelnikom nie trzeba przypominać.

Takim na pewno imponuje także płynne przechodzenie z zagadnień sportowych na obyczajowe oraz historyczne i na odwrót. Wilson po raz kolejny udowadnia, że futbol nie kończy się w momencie, kiedy sędzia zagwiżdże. Co więcej, prawdziwa gra się dopiero wtedy rozpoczyna i warto pamiętać o tym, emocjonując się aktualnymi wydarzeniami w świecie futbolu. 

Prawdziwi pasjonaci futbolu nie mogą przejść obok tej pozycji obojętnie. To lektura wielowymiarowa, stworzona z miłości do futbolu i szacunku do historii. Autor po raz kolejny udowadnia, że jest najlepszym pisarzem wśród dziennikarzy sportowych. Takie książki, podobnie jak „Aniołowie o brudnych twarzach” poszerzają horyzonty.

NASZA OCENA: 9/10

Nawet jeśli trochę potrwa i trzeba będzie być w pełni skupionym, to warto odbyć podróż do przeszłości z autorem. Taka lekcja futbolowej historii zdarza się rzadko. Cieszmy się, że możemy z niej skorzystać.

PATRYK SZCZERBA

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Nazwiska dawno niesłyszane oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 5 / 5. Licznik głosów 1

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Redakcja
Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians — przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie, to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku.

Więcej tego autora

spot_img

Najnowsze

Cesc Fabregas – gwiazda w cieniu

Zawodnik bardzo miło wspominany w każdym klubie, w którym grał. Nie widać go jednak często w różnego rodzaju rankingach, bo często przyćmiewany był przez...

Sonda w stylu Retro #57 Maciej Małkowski

Sonda w stylu Retro to cykl, w którym byli i obecni piłkarze będą odpowiadać nam na pytania dotyczące swojej kariery. W tym odcinku opowiada o sobie Maciej Małkowski.

Maciej Łoś – „Chiny mają świetną atmosferę na stadionach”

Jako Retro Futbol zawsze ceniliśmy sobie nietuzinkowe podejście do opisywania piłki nożnej. Podejście to można wyrazić na wiele sposobów - zarówno przez formę, jak...