Polski akcent we francuskiej piłce – Marian Szeja

Przedwcześnie zakończył karierę piłkarską Jacka Gmocha, rozegrał prawie 200 spotkań dla AJ Auxerre. Mimo, iż był jednym z Orłów Górskiego na zwycięskich dla Polski Igrzyskach Olimpijskich to nie przywiózł medalu z tej imprezy. Jako pierwszy zatrzymał Anglię i nie dał sobie strzelić gola Pelému. Poznajcie historię bramkarza Mariana Szei. MArian Szeja

Szukając naszych śladów w kraju Platiniego, Papina, czy Blanca, warto zatrzymać się na moment w Burgundii. Klub piłkarski założony w tej krainie na początku XX wieku przez duchownego E. Deschampsa okazuje się być bezpieczną przystanią dla biało-czerwonych. Zdecydowana większość polskich kibiców zapewne kojarzy drużynę znaną dziś pod nazwą AJ Auxerre, przede wszystkim dzięki znakomitym – i nie tak odległym w czasie – występom Ireneusza Jelenia w jej szeregach. Jednak warto zaznaczyć, że oprócz popularnego „Jelonka”, w zespole „AJA” grało także wielu innych naszych reprezentantów: m.in. Dariusz Dudka, Waldemar Matysik, Marcin Kuźba, Tomasz Kłos, Zbigniew Kaczmarek, Paweł Janas, Andrzej Szarmach, czy właśnie Marian Szeja. Jednak czy ktokolwiek pamięta dziś o wymienionym na samym końcu piłkarzu?

Dobre wyniki ligowe i debiut w reprezentacji

Urodzony w 1941 roku w Siemianowicach Śląskich zawodnik swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Unii Kędzierzyn, jednak jego kariera nabrała prawdziwego rozpędu po przeprowadzce do Wałbrzycha i zasileniu Thorezu Wałbrzych (później Zagłębia). To właśnie z zespołem z województwa dolnośląskiego udało się mu wywalczyć trzecie miejsce w ekstraklasie (sezon 1970/1971) oraz wystąpić w Pucharze UEFA. Dobra postawa piłkarza nie umknęła szkoleniowcom krajowym – Marian Szeja został najpierw powołany do reprezentacji młodzieżowej, natomiast później otrzymał zaproszenie do kadry seniorskiej. Było to 24 października 1965 roku, Polska wygrała 7-0 z Finlandią.

5 stycznia 1966 roku Polska po raz pierwszy w historii rozgrywała spotkanie z reprezentacją Anglii. Mecz odbywał się na Goodison Park w Liverpoolu. Warto podkreślić, że w tamtym okresie „Synowie Albionu” uchodzili za jedną z najsilniejszych drużyn na świecie. Między słupkami polskiej bramki stanął Szeja, który rozegrał tego dnia znakomite zawody. Oprócz dobrej gry defensywnej, biało-czerwoni grali także błyskotliwie w ataku, dzięki czemu niespodziewanie objęli prowadzenie po golu piłkarza ŁKS-u – Jerzego Sadka. Zaskoczeni Anglicy długo nie mogli znaleźć sposobu na przełamanie obrony gości. Dopiero na kilkanaście minut przed końcem remis dla wyspiarzy uratował Bobby Moore. Taki wynik można było uznać za sukces, zważywszy, iż kilka miesięcy później angielscy piłkarze zostali mistrzami świata. Warto podkreślić, że znakomite recenzje po tym występie zebrał Marian Szeja.

Marian Szeja

W późniejszym okresie zawodnik wałbrzyskiego Zagłębia pojechał razem z kadrą na tournée po Ameryce Południowej. Polacy zagrali z wielką Brazylią na Maracanie – przegrali minimalnie (1-2). Po tamtym spotkaniu sporo pisało się jednak o tym, że Król Futbolu – Pelé – nie zdołał pokonać polskiego bramkarza.

W sierpniu 1968 roku Express Wieczorny zorganizował spotkanie z zespołem Polskiego Związku Piłki Nożnej. Kibice mogli wybrać za pomocą przeprowadzanych ankiet skład gospodarzy, mając do wyboru ulubionych zawodników krajowych. Związkowy zespół prowadził w tamtym meczu Ryszard Koncewicz, natomiast piecze nad drugą drużyną sprawował Kazimierz Górski. Pech chciał, że wślizg, który wykonał na początku gry Marian Szeja, spowodował uszczerbek na zdrowiu Jacka Gmocha. Piłkarz Legii Warszawa doznał wielostopniowego złamania nogi, przez co musiał przedwcześnie zakończył karierę zawodniczą. Pytany w wywiadach o tę sytuację były trener m.in. Panathinaikosu Ateny, przyznał po latach, że nie nosi w sobie urazy wobec Szei.

Zwycięstwo w Igrzyskach i brak medalu – Marian Szeja

Po zwycięskim spotkaniu eliminacyjnym do IO z Hiszpanią (2-0) oraz w zremisowanym bezbramkowo meczu z RFN to bramkarz wałbrzyskiego Zagłębia po raz kolejny otrzymał znakomite recenzje. Wydawać się mogło, że właśnie na niego w trakcie olimpiady postawi selekcjoner Kazimierz Górski. Jednak wbrew temu, co sądzono, Trener Tysiąclecia w Monachium numerem jeden ogłosił doświadczonego golkipera – Huberta Kostkę. Jak doskonale pamiętamy, biało-czerwoni przywieźli złoto z tej imprezy. Marian Szeja będąc jedynie rezerwowym, nie rozegrał w tamtym turnieju żadnego spotkania. Oznaczało to, że polski zawodnik mimo, iż był częścią zwycięskiej drużyny – nie otrzymał pamiątkowego medalu. Nie brakowało opinii, że o decyzji obsadzenia bramki nie zadecydował czynnik bieżącej dyspozycji, a fakt, iż Kostka był bramkarzem wielkiego w tamtym czasie zabrzańskiego Górnika, zaś Szeja „jedynie” tego wałbrzyskiego.

Marian Szeja

W 1974 roku polski bramkarz zdecydował się wyemigrować do Francji. W pierwszym sezonie próbował swoich sił w Metz, jednak nie udało się mu wywalczyć silnej pozycji w zespole. Z tego powodu przeniósł się do drugoligowego AJ Auxerre. W klubie z Burgundii Marian Szeja występował przez 6 sezonów. W tym czasie udało się mu razem z francuską drużyną dojść do finału krajowego pucharu w sezonie 1978/1979 i zdobyć tytuł najlepszej drużyny Ligue 2, co wiązało się z awansem do najwyższego poziomu rozgrywek. Po zakończeniu kariery wrócił do Wałbrzycha i dorabiał jako taksówkarz. Jednak w dalszym ciągu współpracował z francuskim zespołem, do którego wracał i szkolił bramkarzy w ramach kilkumiesięcznych kontraktów. Rozmawiałem w ostatnim czasie z francuskim dziennikarzem pochodzącym z Auxerre, Szeja w dalszym ciągu jest postacią pamiętaną, mile wspominaną i szanowaną przez francuską publiczność z tamtego regionu.

Marian Szeja odszedł 25 lutego 2015 roku w wieku 73 lat.

PATRYK KIJANKA

 

 

 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl