Ole! : Futbol w czasie wojny domowej vol.1

Jest noc, z 12. na 13. lipca 1936 roku. Nikomu nie wydaje się realne by postanowienia traktatu wersalskiego mogły zostać złamane a nowy kanclerz Rzeszy niemieckiej zdołał pogrążyć cały świat w chaosie wojny. A jednak tak właśnie się stanie. Nim jednak to wszystko się wydarzy Hiszpania sama przeleje swoją krew. Jest poranek, 13. lipca 1936 roku. José Calvo Sotelo, były minister finansów w rządzie generała Primo de Rivery, zostaje zamordowany strzałem w tył głowy. Iskra pada na proch i ogień wojny domowej ogarnia cały kraj. Nim się wypali upłyną trzy lata.

Gdy wybucha wojna wszystko schodzi na drugi plan. Szybko jednak okazuje się, że mimo strachu i śmierci panujących wokół trzeba starać się żyć dalej. Pracować, jeść, spać, kochać. I grać w piłkę. Kiedy Hiszpanią zawładnęła wojna domowa futbol nie zniknął z mapy kraju. Stał się za to czymś innym, niż był wcześniej. Teraz nie jest już tylko rozrywką, jest formą oporu przed wojenną rzeczywistością, namiastką normalności. Czasem staje się też orężem.

Reprezentacja kraju, którego nie ma

19. kwietnia 1936 roku, Bilbao świętuje. Właśnie zakończyła się ostatnia kolejka ligowego sezonu, która ostatecznie ukoronowała Athletic jako mistrza Hiszpanii. Już niebawem nadejdzie lato i trzeba będzie pomyśleć o wzmocnieniach, które pomogą budować potęgę baskijskiego futbolu w następnym roku. Planowane transfery nigdy jednak nie będą miały miejsca. Nadejdzie lipiec i kula przeszywająca czaszkę José Calvo Sotelo odmieni kraj.

W Kraju Basków już od lat działa nieoficjalna reprezentacja nieistniejącego państwa: Selección Norte, reprezentacja północna. Gdy wybucha wojna pierwszy w historii lehendakari, José Antonio Aguirre, sięga po nią, by wykorzystać ją jako broń w trwającym konflikcie. Aguirre jest nie tylko pierwszym sekretarzem Kraju Basków, to także były zawodnik aktualnego mistrza Hiszpanii – Athleticu. Zmienia Selección Norte na Selección de Euzkadi, reprezentację Kraju Basków. Na pierwszy rzut oka niewielka zmiana w rzeczywistości oznacza wiele. Aguirre daje jasny znak do czego dąży: wspierając Republikę marzy o utworzeniu państwa baskijskiego. Aguirre powołuje do życia Selección de Euzkadi i jednym skinieniem dłoni posyła ją w świat. Zadanie piłkarzy? Grać by zebrać środki, które zostaną przekazane stronie republikańskiej.

Lehendakari Aquirre podczas meczu

Gregorio Blasco, Rafael Eguskiza, Serafín Aedo, Pedro Areso, Pablo Barcos, Lonardo Cilaurren, José Muguerza, Pedro Regueiro, Roberto Echevarría, Ángel Zubieta, Sabino Aguirre, Enrique Larrinaga, José Iraragorri, Emilín Alonso, Isidoro Lángara, Luis Regueiro, Chirri, José Manuel Urquiola i Guillermo Gorostiza. Dziewiętnastu zawodników, reprezentacja Kraju Basków. Selección de Euzkadi w większości tworzą zawodnicy Athleticu Bilbao, jednak dołączają do nich także piłkarze z innych klubów. Z Madrytu Emilín Alonso i Luis Regueiro, z bratniego Athletic de Madrid: José Manuel Urquiola, z Barcelony: Pedro Areso. Trenerem zostaje Pedro Vallana, były piłkarz Arenas de Getxo. Prócz baskijskiej krwi łączy ich chęć walki za Republikę. Polityka, futbol, nacjonalizm, patriotyzm i miłosierdzie mieszają się ze sobą tak ściśle, że nie sposób ich już rozłączyć. Baskowie wyjeżdżają by zbierać pieniądze na działania wojenne, na dzieci osierocone podczas wojny, uchodźców, którzy musieli opuścić kraj. Grają w piłkę i oddają krew dla rannych a wszystko pod sztandarem baskijskiej flagi, ikurriñy. Jej barwy będą mieć na sobie podczas wszystkich spotkań, które rozegrają w czasie europejskiego tournée.

Kapitanem i rzecznikiem prasowym reprezentacji Kraju Basków jest piłkarz Realu Madryt, Luis Regueiro. U jego boku zawsze znajduje się jego nieodłączny brat, Pedro. Gdy opuszczają stolicę by dołączyć do Selección de Euzkadi w Madrycie pojawia się plotka, że Luis nie żyje. Umarł w szpitalu, od kuli, która trafiła go na linii frontu. Kiedy kibice madryckiego klubu opłakują swojego zawodnika on jest już we Francji, gdzie baskijska reprezentacja rozpoczyna swoją podróż. Pociąg zatrzymuje się w Paryżu a pierwsze kroki w stolicy Francji zaprowadzą piłkarzy pod Łuk Triumfalny. Zostawią tam po sobie, na Grobie Nieznanego Żołnierza, wieniec kwiatów i ikurriñę. To było jednak dzień wcześniej. Jest 26. kwietnia 1937 roku, Parc des Princes, serce Paryża.Selección de Euzkadi, grając w barwach tej samej flagi, którą złożyli na symbolicznym grobie, mierzą się z lokalnym Racing Club. Odniosą pierwsze podczas tej podróży zwycięstwo, pokonując francuską drużynę 3:0. Gdy mecz się zakończy okaże się jednak, że triumf jaki Baskowie odnieśli w Paryżu nie ma żadnego znaczenia. Nie wobec tego, co stało się w domu. Tego samego dnia, ciepłym, wiosennym popołudniem, pierwsze bomby spadły na Guernikę.

Guernica, w dniu meczu Basków w Paryżu

Zanim opuszczą Francję udadzą się jeszcze do Tuluzy i Marsylii. Kolejnym przystankiem w ich podróży będzie Czechosłowacja, gdzie radością i wiwatami powita ich Praga. Stamtąd pojadą do Polski, by jedyne spotkanie w tym kraju rozegrać w Katowicach. Planowany wcześniej mecz w Warszawie musi zostać odwołany, Selección de Euzkadi nie przez wszystkich jest mile widziana. Dla wielu Polaków piłkarze, którym przewodzi Luis Regueiro to komuniści, którzy nie mają prawa nazywać się katolikami, skoro walczą przeciwko generałowi Franco. Ostatni przystanek: Związek Radziecki. Moskiewski dworzec wita ich po królewsku. Jakby to nie piłkarze przyjechali ale sama Republika, wierny sojusznik Rosji. Zmierzą się z Lokomotivem, Spartakiem, Dynamem Moskwa i Dynamem Kijów… Mecze, które Baskowie rozegrają na rosyjskiej ziemi trudno zliczyć. Tak samo jak przyjęcia, które zostaną wydane na ich cześć, litry wódki, które się przez nie przeleją i pieniądze, strumieniem niemal tak szerokim jak wódka, spływające do ich kieszeni. Na krótką chwilę Rosja staje się ziemią obiecaną. Na bardzo krótką chwilę. Idyllę bajecznej podróży przerwie, krótka telegraficzna wiadomość. Bilbao upadło.

Bilbao upadło. Te dwa słowa oznaczają jedno: nie ma powrotu do domu. Piłkarze Selección de Euzkadi muszą kontynuować swoją podróż, która nagle stała się wygnaniem. Decyzja o tym, co teraz zrobią zapada w Paryżu. Baskijski rząd na uchodźstwie osiadł właśnie w stolicy Francji. To on podejmie decyzję o przyszłości zawodników. Polecenie jest jasne: macie dalej grać. Tylko jeden z nich się wyłamuje: Guillermo Gorostiza. Piłkarz Athleticu bez słowa opuszcza drużynę. Nikt z Selección de Euzkadi nie wie, że Gorostiza już niebawem przekroczy granicę i zaciągnie się do armii republikańskiej. Chociaż nie, jest jeden wyjątek: prawdę zna Roberto Echevarría, jednak przez długie lata nikomu jej nie zdradzi. Gorostiza znika, by walczyć, jednak tę drogę wybiera tylko on, reszta udaje się za ocean: do Meksyku, do Argentyny, na Kubę. Pięć największych argentyńskich klubów: River Plate, Boca Juniros, Racing, San Lorenzo i Independiente chce zmierzyć się z przybyszami z Europy. Jednak władze Argentyny nie wydają pozwolenia na rozegranie żadnego meczu, Baskowie muszą powrócić do Meksyku. Tamtejszą federację piłkarską uda się przekonać by wydała pozwolenie na dołączenie do rozgrywek ligowych. W ten sposób Baskowie, których drużyna nosi teraz miano Club Deportivo Euzkadi, zostanie wicemistrzem Meksyku. Gdy końca dobiegnie sezon 1938/39, w którym piłkarze z północy Hiszpanii odniosą sukces na azteckiej ziemi, zakończy się także wojna domowa w ich ojczyźnie.

Selección de Euzkadi w Moskwie

Gdy droga powrotna do Hiszpanii, którą rządzi teraz generał Franco, otwiera się przed nimi pierwszy odwróci się do niej plecami Zubieta. Ángel dołączy do San Lorenzo Almagro, chwilę później w jego ślady pójdzie Lángara i Emilín. Blasco, Cilaurren i Aedo przeniosą się do River Plate. Kapitan reprezentacji, Luis Regueiro, będzie grać w barwach meksykańskiego Asturias. Ich nowymi domami zostaną Meksyk, Argentyna, Urugwaj… Dziś żadnego z nich nie ma już na świecie. Większość z nich nie powróciła do Hiszpanii już nigdy. Ci, którym było to kiedykolwiek dane, wrócili tam dopiero po śmierci generała Franco.

Autor: Magdalena Żywicka

Tekst pochodzi ze strony ¡Olé! Magazynu, którą możesz sprawdzić tutaj. 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl