Historia konfliktów w reprezentacji Polski

W historii reprezentacji Polski było wiele afer, w których piłkarz poróżnił się z selekcjonerem. Niektóre z nich skutkowały chwilowym gniewem, inne kończyły kariery reprezentacyjne. Przed wami kilka przykładów, które pokazują jak daleko można się posunąć w relacjach na linii selekcjoner – piłkarz.

Ernest Pol

Popularny „Yła” był napastnikiem klasy światowej. Czy można polemizować z taką tezą? Wychowanek Slavii Ruda Śląska strzelił w lidze polskiej 186 bramek, co do dziś pozostaje rekordem nie do pobicia, a w drużynie narodowej trafiał do siatki 39 razy w 46 meczach. Jednak jego reprezentacyjna przygoda została w pewnym momencie przerwana. Po przegranym meczu Polski z Czechosłowacją w 1962 roku Pol zamówił sobie do obiadu piwo. To nie spodobało się ówczesnemu trenerowi, Ryszardowi Koncewiczowi, który kazał mu to piwo odstawić. Piłkarz miał powiedzieć, że jest dorosły i nikt mu nie będzie mówił, co ma robić, po czym to piwo wypił do dna. Według tego, co pisał Andrzej Gowarzewski w tomie 14 Encyklopedii piłkarskiej napastnik Górnika Zabrze miał jeszcze rzucić hasło „dzieci i ryby głosu nie mają”. Nie wiadomo co miał na myśli, ale mogło się to nie spodobać prezesowi PZPN, Marianowi Rybie. I ta wersja wydaje się najbardziej prawdopodobna, choć Ryszard Koncewicz tłumaczył, że to on wyszedł z inicjatywą zawieszenia Pola w prawach reprezentanta kraju, która miała trwać trzy miesiące, w trwała ostatecznie dwa lata. Wcześniej popularny „Faja” wcale nie zabraniał korzystania z alkoholu, oczywiście pod warunkiem, że korzystano z tego z umiarem. A dowodem na to niech będzie następująca anegdota.

− Schodziliśmy w przerwie z boiska z uśmiechem. Nie dlatego jednak, że prowadziliśmy, ale że choć przez kilkanaście minut mogliśmy się ogrzać. Większość z nas przemoczona była do suchej nitki, bo przecież każdy wślizg oznaczał taplanie się w śnieżnym błocie. Siedzimy więc na ławkach w szatni, „parujemy” z przemokniętych koszulek i nagle odzywa się Ernest Pol. „Panie trenerze − mówi do Koncewicza − przydałoby się coś”. Byliśmy zszokowani: gorąca herbata przecież stała w wielkim garnku. Nagle jednak trenera olśniło: „Do herbaty coś?” − zapytał. „No tak” − odparł Ernest. I Koncewicz podchwycił temat. Posłał kierownika po małą flaszeczkę, a później jej zawartość wlał do herbaty! Każdy z nas zrobił parę łyków „na rozgrzewkę”, a potem − wio na boisko! − opowiadał Stanisław Oślizło w książce „Stanisław Oślizło. Droga do legendy”.

Stanisław Terlecki

Afera na Okęciu jest doskonale znana przez fanów polskiej piłki. Za ekscesy na lotnisku ukarana została tak zwana „Banda czworga”, w skład której wchodzili Zbigniew Boniek, Józef Młynarczyk, Władysław Żmuda i Stanisław Terlecki. Trzej pierwsi okazali się niezbędni i dość szybko wrócili do drużyny narodowej, jednak dla Terleckiego drzwi do kadry zostały definitywnie zamknięte. Mało tego, utalentowany zawodnik został wyrzucony z ŁKS-u Łódź i zarabiał na życie jako nauczyciel wychowania fizycznego, po czym wyjechał, by grać w piłkę w lidze halowej Stanów Zjednoczonych. Terlecki został ukarany w ten sposób, ponieważ jego zachowanie oraz wypowiedzi godziły w struktury ówczesnego systemu. Po latach z całą pewnością można stwierdzić, że to nie afera na Okęciu, ale wyrażane publicznie poglądy polityczne przerwały jego karierę. Ale jeśli w czasach komuny opowiada się takie dowcipy o Breżniewie…

− Słyszeliście, jak Breżniew zwołał wszystkich najlepszych naukowców? − Stanisław Terlecki zaczął opowiadać. − Powiedział im, jak bardzo jest rozczarowany, że Amerykanie wylądowali na Księżycu przed Rosjanami. Zaproponował, by kosmonauta z ZSRR wylądował na Słońcu. Jeden z naukowców odpowiedział, że to niemożliwe z powodu temperatury. − chłopięca twarz Terleckiego promieniała z radości, rozejrzał się wokół, by upewnić się, że wszyscy są gotowi na puentę. − Nie ma problemu − odpowiedział Breżniew. − Wylądujemy w nocy − czytamy w książce „Kopalnia. Sztuka Futbolu #03”.

Wojciech Kowalczyk

Niezwykłe przygody z drużyną narodową miał też Wojciech Kowalczyk. Z tym że „Kowal” miał takich afer kilka. Najpierw odmówił gry w drużynie narodowej po tym, jak Legii Warszawa odebrano tytuł mistrzowski w 1993 roku. Później wszedł w konflikt z trenerem Antonim Piechniczkiem po meczu z Rosją. Zastanawiający jest jednak fakt, że „Kowal” nie zrezygnował z gry w kadrze po tym spotkaniu, choć uczynili to Andrzej Juskowiak i Tomasz Iwan, a wcześniej Maciej Szczęsny (gry w kadrze Piechniczka odmówił też Marek Jóźwiak, ale później powiedział, że żartował). Dlaczego Iwan i „Jusko” odmówili gry? Rąbka tajemnicy uchyli historia opowiedziana przez „Kowala” w jego autobiografii.

− (…) Siedzimy sobie i czekamy na posiłek. Aż tu nagle kelner − chlast, na ziemię! Wywrócił tackę z jedzeniem na zasyfioną podłogę, ale nic to − pozbierał wszystko brudnymi łapami i niesie na stół. (…) A rano wyjazd. Przygotowano nam śniadanie. Nie, zagalopowałem się. Nikt nie będzie piłkarzykom robił śniadania o siódmej rano − był suchy prowiant zapakowany w sreberko. Odwijam to sreberko, patrzę − jakaś dziwna ta bułka. Twardawa. Zaglądam do środka − coś zielono tam. Sałata to czy wędlina. No chyba sałata, ale żeby tak sałata z sałatą? No nie, jednak wędlina. Postanowiłem przeprowadzić najlepszy z możliwych testów − sprawdziłem, czy bułka przy rzuceniu o chodnik zachowuje się jak bułka, którą można zjeść. (…) Humor mi wrócił, jak przyjechaliśmy na lotnisko. Sam leciałem bezpośrednio do Hiszpanii, a reszta do Warszawy. Gdy zobaczyłem ich samolot, z serii tych, co częściej startują, niż lądują, rzuciłem im: − Adios amigos, powodzenia. Z Madrytu szybko zadzwoniłem do domu. − Tato, żaden samolot nie spadł?

Na tym konflikt się nie zakończył. Kowalczyk był dalej powoływany przez Piechniczka, ale nie zawsze miał miejsce w składzie. W swojej biografii „Kowal” opowiedział również o tym, jak zrezygnował z gry w meczu ligowym w barwach Betisu Sewilla, by lecieć przez dwa dni na mecz towarzyski Brazylia − Polska, by na koniec usłyszeć, że nie zagra, ponieważ selekcjoner chce nagrodzić zawodników, którzy przegrali z Anglią na Wembley i wystawić ich w pierwszym składzie. Po kolejnym nieporozumieniu Kowalczyk wraz z Piotrem Świerczewskim w trakcie zgrupowania opuścili hotel, zamykając sobie tym samym drzwi do kadry. Sam „Kowal” opowiedział dziennikarzom, dlaczego tak uczynił i dał do zrozumienia co myśli o Piechniczku. Jak odpowiedział selekcjoner? Nazwał Kowalczyka „Szczurem, który przyparty do muru zaczyna kąsać”

Michał Żewłakow i Artur Boruc

Ostatnia sytuacja, którą chcemy przytoczyć wydarzyła się za kadencji Franciszka Smudy. W roli głównej wystąpili krnąbrny Artur Boruc, który kiedyś wraz z Dariuszem Dudką i Radosławem Majewskim został zawieszony za picie alkoholu oraz będący do tej pory wzorem do naśladowania Michał Żewłakow. Legenda głosi, że podczas powrotu z meczu z Ekwadorem obaj piłkarze pili w samolocie wino i zachowywali się agresywnie wobec obsługi. Po powrocie wywiązała się potworna afera medialna, której finałem było wykluczenie Boruca i Żewłakowa z drużyny narodowej. Oto jak o całej sytuacji opowiadał Michał Żewłakow w rozmowie z dziennikarzem portalu onet.pl.

− Wracałem na swoje miejsce i zauważyłem, że trener Smuda stoi nad Arturem Borucem i stanowczo mówi, że jest niezadowolony z jego zachowania. Kiedy się zbliżyłem, zapytałem, o co chodzi. Wtedy odniósł się też do mnie. Odparłem, że jedyną osobą w tym gronie, która wygląda na zdenerwowaną i podnosi głos, jest on. (…) − Nie podrywaliśmy stewardes. Na pewno nie piliśmy wina z buteleczek, jak głosi legenda. Może nie były to ekskluzywne kieliszki, tylko plastikowe, ale jednak kieliszki. Normalna sprawa, dorośli ludzie wracający samolotem, będący po pracy. Rozmawialiśmy z 53-letnią Polką, która mieszka w Indiach i nam o tym kraju opowiadała. Owszem, chodziliśmy po pokładzie, bo nie da się usiedzieć w jednym miejscu przez osiem godzin lotu. Zapewniam, że do żadnych gorszących scen jednak tam nie doszło.

Boruc w rozmowie z Sergiuszem Ryczelem przyznał, że nie powinien pić wina, ale dodał też, że nie tylko nie było żadnego zakazu, ale dodatkowo Franciszek Smuda miał powiedzieć, że woli by ktoś wypił przy nim, niż ukrywał się przed nim z alkoholem. Później poszedł jeszcze dalej. Bramkarz reprezentacji Polski opisał całą sytuację ze swojego punktu widzenia. Nazwał też Smudę „Dyzmą”, a na pytanie, czy selekcjoner na zgrupowaniach świeci przykładem powiedział „Pomidor”.

Co na to Smuda? Selekcjoner od początku mówił, dlaczego nie żałuje odsunięcia Boruca od drużyny narodowej. − Bo mam teraz w bramce chłopaka, który życie odda za grę w kadrze, a nie przyjeżdża tylko po to, aby się nachlać i zabawić

Jako podsumowanie całej sytuacji możemy przytoczyć fragment wpisu z bloga Michała Pola: − Maciej Terlecki, z którym obejrzeliśmy zajawkę wywiadu (całość obejrzę dopiero dzisiaj), a który pracował ze Smudą w Widzewie, słysząc to opowiedział o zwyczaju Franza, by w grudniu na koniec rundy zapraszać piłkarzy bez żon, na tzw. ochlaj i wyżerkę. W zamkniętym ośrodku czy hotelu stawiał pieczonego świniaka i skrzynkę wódki i zachęcał: w trakcie sezonu musicie być wstrzemięźliwi, zero alkoholu, ale teraz możecie sobie poluzować. I piłkarze luzowali sobie, nawet bardzo, co Smuda obserwował dokładnie sącząc przez cały wieczór jeden kieliszek. A potem podczas styczniowych przygotowań miał świetne argumenty przeciwko tym, którzy mu nie pasowali lub czymś podpadli: ty pijusie, jak trzeba było to wypiłeś tyle i tyle.

To oczywiście tylko kilka historii konfliktów na linii piłkarz − selekcjoner reprezentacji Polski. Można tutaj też podać przykłady Ludovica Obraniaka, Eugena Polanskiego, czy wielu innych. Nie ulega jednak wątpliwości fakt, że najlepiej konflikty rozwiązywał Kazimierz Górski. Kiedy Adam Musiał wrócił do hotelu zbyt późno, w dodatku będąc po alkoholu, selekcjoner chciał go usunąć z drużyny. Wstawiła się za nim grupka kadrowiczów, łącznie z Kazimierzem Deyną, który zresztą też się tego dnia spóźnił. Górski postawił ultimatum: Jeśli zespół wygra ze Szwecją, Musiał zostaje, jeśli nie, ich kolega jedzie do domu. Ten specyficzny środek motywacyjny podziałał, bo jak wiemy, Polska wygrała ze Szwecją, choć wszyscy twierdzili, że przeżywała w tym meczu kryzys. Czyżby Górski ten kryzys przewidział i postanowił wstrząsnąć drużyną zanim doszło do prawdziwej katastrofy? Zresztą, nie ważne. Ważne, że wygraliśmy.

 

GRZEGORZ IGNATOWSKI

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE!
POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Grzegorz Ignatowski
O Grzegorz Ignatowski 99 artykułów
Fanatyk historii futbolu i związanych z nim ciekawostek. Pochłania wszystko od meczów ligi argentyńskiej Primera Division aż do ligi kostarykańskiej, o ile czas pozwala. Twierdzi, że oddycha futbolem i coś w tym jest, bo dzień bez piłki działa na niego jak brak świeżego powietrza.