15 marca 2026 roku Górnik Zabrze podejmował u siebie Raków Częstochowa. Ewentualne zwycięstwo w tym meczu mogło się okazać bezcenne zarówno dla piłkarzy Górnika, jak i Rakowa. Ekstraklasa już od dawien dawna nie była aż tak wyrównana, a jest o co walczyć, skoro w europejskich pucharach ma wystąpić aż 5 polskich drużyn. Forma obydwu zespołów pozostawała jednak daleka od ideału.
Górnik w poprzednich 10 meczach ekstraklasy odniósł tylko jedno zwycięstwo (o którym szerzej pisałem tutaj: https://rfbl.pl/gornik-zabrze-vs-piast-gliwice-rywalizacja-z-historia-w-tle/). Poza tym Zabrzanie zanotowali w tym czasie 3 remisy i 6 porażek. Gdyby brać pod uwagę tylko ten okres, zespół Michala Gašparíka zajmowałby ostatnie miejsce w tabeli.
Trochę lepiej w tym roku kalendarzowym zdawał sobie radzić Raków, który jednak pod wodzą Łukasza Tomczyka punktuje znacznie gorzej niż za czasów Marka Papszuna. 8 punktów w 6 meczach nie może zadowalać zespołu pretendującego do tytułu mistrza Polski. Z pewnością liczba punktów byłaby większa, gdyby piłkarze zespołu spod Jasnej Góry nie marnowali tylu dobrych sytuacji.
Rzeczone spotkanie zdaje się stanowić odpowiedni pretekst do przypomnienia sylwetki zawodnika, który zdaniem wielu kibiców Rakowa może uchodzić za jednego z najlepszych bramkarzy w historii klubu. Co niezwykle istotne w tym przypadku, zawodnik ten miał również co nieco wspólnego z Górnikiem Zabrze.
POCZĄTKI KARIERY
Marek Matuszek urodził się 13 listopada 1970 roku w Wiśle. Swoją przygodę z piłką zaczynał w Kuźni Ustroń. Początkowo grał na pozycji środkowego pomocnika. Nie planował zostać bramkarzem, jednak traf chciał, że przed jednym z meczów drużyny trampkarzy Kuźni Ustroń brakowało zawodnika grającego na tej pozycji. Trener oraz koledzy z zespołu zaczęli namawiać Matuszka, by spróbował swoich sił między słupkami. Ten sprawdził się w nowej roli tak dobrze, że został nominalnym golkiperem zespołu.
Swoje umiejętności bramkarskie Matuszek szlifował pod okiem innego znanego wychowanka Kuźni Ustroń, Jana Gomoli. W wywiadzie udzielonym „Głosowi Ziemi Cieszyńskiej” w 2003 roku Matuszek podkreślił, jak ważną rolę w jego rozwoju odegrał wspomniany człowiek:
„Bardzo wiele nauczyłem się od byłego bramkarza Górnika Zabrze, mojego krajana, Jana Gomoli. Jako jego uczeń często mogłem się później powoływać na ten autorytet”.
Niedługo później został członkiem drużyny seniorskiej Kuźni Ustroń, która w 1986 roku awansowała do „okręgówki”. Z czasem stał się czołową postacią odmłodzonego teamu z Ustronia, który w rundzie wiosennej sezonu 1987/88 reprezentowało aż 8 juniorów. O miejsce w pierwszym składzie rywalizował z Piotrem Nowakiem, który kilkanaście lat później na łamach „Gazety Ustrońskiej” będzie z dumą podkreślał, że Matuszek się przy nim wychowywał.
Dobra dyspozycja Matuszka sprawiła, że zaczął otrzymywać powołania do reprezentacji województwa bielskiego. Na turnieju im. dr. Jerzego Michałowicza zwrócili na niego uwagę szkoleniowcy Odry Wodzisław i Górnika Pszów. Ostatecznie latem 1988 roku młody golkiper odszedł jednak do Czeladzi, gdzie spędził 6,5 roku. CKS Czeladź grała wówczas w III lidze. Co ciekawe, Matuszek nie był jedynym wychowankiem Kuźni, który grał w tym klubie na przełomie lat 80. i 90. Oprócz niego trykot CKS-u Czeladź przyoblekał bowiem Robert Haratyk.
W Czeladzi grało wielu utalentowanych zawodników, którzy chcieli spróbować swoich sił w I lidze. Marek Matuszek wraz z Pawłem Skrzypkiem i Robertem Szopą byli testowani w Ruchu Chorzów, a chrapkę na nich miał także Górnik Zabrze. Ostatecznie na początku 1995 roku zostali wypożyczeni do beniaminka I ligi, Rakowa Częstochowa. Niepoślednią rolę przy ich transferze odegrał trener Józef Jaworski.
FILAR RAKOWA
Drużyna spod Jasnej Góry znajdowała się wówczas w strefie spadkowej, więc potrzebowała wartościowych wzmocnień. I-ligowcy byli z kolei za drodzy, więc trzeba było sięgnąć po posiłki z niższych klas rozgrywkowych. Prócz wspomnianych piłkarzy CKS-u Czeladź do klubu trafił wówczas Andrzej Kretek, który został pierwszym bramkarzem Rakowa. Marek Matuszek stanowił uzupełnienie składu. W rundzie wiosennej sezonu 1994/95 nie wystąpił w żadnym meczu I ligi, natomiast rozegrał pełne zawody przeciwko Legii Warszawa w ćwierćfinale Pucharu Polski (porażka 1:4 po dogrywce). Poza tym sporo grywał w rezerwach klubu i walnie przyczynił się do ich awansu na szczebel III-ligowy.
Przeprowadzka do Rakowa nie wiązała się ze zmianą adresu zamieszkania, ponieważ Matuszek dalej mieszkał w pobliskiej Czeladzi, skąd dojeżdżał na treningi. Jako swoją słabszą stronę golkiper oceniał w rozmowie z „Głosem Ziemi Cieszyńskiej” grę na przedpolu. Nie pomagał mu w tym z pewnością relatywnie niski wzrost (180 cm). Fizyczne deficyty starał się nadrobić dobrą zwinnością i gibkością.
Po okresie półrocznego wypożyczenia Marek Matuszek wraz z Pawłem Skrzypkiem zostali wykupieni przez klub z Częstochowy za niespełna 200 tysięcy złotych. Robert Szopa również pozostał w Częstochowie, jednak na zasadzie ponownego wypożyczenia. Co ciekawe, to właśnie Szopa uchodził początkowo za największe wzmocnienie spośród „czeladzkiej kolonii”. Jak przyszłość miała później pokazać, znacznie większą karierę od niego zrobili w Rakowie zarówno Matuszek, jak i Skrzypek.
Matuszek otrzymał szansę na debiut w I lidze w spotkaniu przeciwko Stomilowi Olsztyn. Można śmiało założyć, że również wtedy między słupkami stanąłby jego rywal, Andrzej Kretek, jednak Raków nie potrafił sprostać oczekiwaniom finansowym Cosmy Wieluń, która wciąż dysponowała kartą zawodniczą tego bramkarza. Wychowanek Kuźni Ustroń skorzystał z okazji i zagrał kapitalne zawody, a jego zespół pokonał Stomil 1:0. „Trybuna Robotnicza” pisała wprost o „wymarzonym debiucie”. Matuszek pokazał, że można na niego liczyć.
Później ostatecznie Kretek został wykupiony przez Raków, ale trapiły go problemy zdrowotne i z czasem zaczął przegrywać z Matuszkiem rywalizację o miejsce w pierwszym składzie. Dobra dyspozycja Matuszka szła w parze ze świetnymi wynikami osiąganymi przez drużynę spod Jasnej Góry. A że tabela najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce (nie licząc dwóch pierwszych i ostatnich miejsc) była wówczas tak spłaszczona, jak w obecnym sezonie, przez długi czas można było liczyć nawet na europejskie puchary. Ostatecznie Raków zajął w sezonie 1995/96 ósmą lokatę, wyprzedzając m.in. wszystkie ekipy ze Śląska.
19 listopada 1995 roku Matuszek wziął udział w jednym z najważniejszych meczów w historii Rakowa Częstochowa. Tego dnia „Medaliki” pokonały Olimpię/Lechię Gdańsk 4:0. Było to ich najwyższe zwycięstwo na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w XX wieku.
Runda jesienna sezonu 1996/97 wypadła całkiem nieźle, więc ówczesny trener Rakowa, Gothard Kokott, liczył na poprawienie wyniku sprzed roku. Zespół opuścili jednak kluczowi gracze z pola, Paweł Skrzypek i Jacek Magiera, którzy skusili się na transfer do Legii Warszawa. Poza tym coraz mocniej dawały o sobie znać problemy finansowe, które wpływały na atmosferę w klubie i osiągane przezeń wyniki. Kokotta zastąpił na stanowisku coacha Hubert Kostka, który zdołał utrzymać I ligę dla Rakowa. Jako były bramkarz doceniał klasę Marka Matuszka i potrafił go publicznie pochwalić. Na ironię zakrawa fakt, że jednym ze szlifierzy talentu urodzonego w Wiśle zawodnika był Jan Gomola, który kilkadziesiąt lat wcześniej rywalizował o miejsce w składzie Górnika Zabrze właśnie ze wspomnianym Hubertem Kostką.
Następny sezon to istna katastrofa dla Częstochowian. Do nielicznych zawodników Rakowa, którzy nie zawodzili, należał Marek Matuszek. Zazwyczaj nie był w stanie uchronić swojej drużyny przed stratą bramki, ale przynajmniej ratował ją przed większymi porażkami. A te sięgały niezwykle wysokich rozmiarów. Wystarczy tutaj wspomnieć klęski poniesione w meczach z Lechem Poznań (0:5), Widzewem Łódź (1:5) i Górnikiem Zabrze (0:4). Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby między słupkami stał gorszy bramkarz. Nic dziwnego, że czasami Matuszkowi puszczały nerwy. Po jednym meczu powiedział: „To, co graliśmy na początku, wołało o pomstę do nieba”. Przed innym spotkaniem natomiast otwarcie przyznał, że nie wierzy w korzystny wynik swojego zespołu.
Raków zajął ostatnie miejsce w I lidze z dorobkiem 17 punktów. Do najbliższego bezpiecznego miejsca w tabeli tracił na koniec rozgrywek grubo ponad 2 razy tyle. Wydawało się, że Marek Matuszek opuści „tonący okręt” i zasili szeregi innego klubu I-ligowego. Jeszcze w trakcie minionego sezonu zainteresowanie wychowankiem Kuźni Ustroń wyrażała Odra Wodzisław. Ostatecznie pozostał on jednak w Częstochowie na kolejny rok, aby walczyć z Rakowem o powrót do elity. Dzięki niemu „Medaliki” niemal do samego końca utrzymywały się w grze o awans. Dość powiedzieć, że w ostatnich 8 meczach roku 1998 przepuścił zaledwie jedną bramkę! Niemniej jednak cel postawiony przed zespołem nie został osiągnięty.
ZMIANY, ZMIANY, ZMIANY…
Matuszek nie zamierzał dłużej zostawać na niższym poziomie rozgrywkowym, więc zaczął się rozglądać za nowym klubem. Już wcześniej oprócz Odry Wodzisław starali się o niego działacze Lecha Poznań, Petrochemii Płock i GKS-u Katowice. Zainteresowany jego usługami był również Górnik Zabrze, który w związku z planowaną zmianą właściciela latem 1999 roku zaczął montować zespół o wysokich aspiracjach. To właśnie temu klubowi udało się chwilowo przechwycić Matuszka. Chwilowo, ponieważ sprawa zmiany właściciela uległa komplikacji i „na górze” ostatecznie się nie dogadano. Bramkarz uczestniczył już nawet w zgrupowaniu zespołu w Ustroniu, jednak musiał stamtąd wyjechać.
W sierpniu 1999 roku Marek Matuszek wraz z innym zawodnikiem Rakowa, Tomaszem Kiełbowiczem, dołączył do drużyny ówczesnego wicemistrza Polski, Widzewa Łódź. Obaj stali się ważnymi ogniwami zespołu rywalizującego na arenie międzynarodowej. Matuszek w przeciwieństwie do Kiełbowicza nie wystąpił w meczach eliminacji Ligi Mistrzów, jednak zagrał w spotkaniach Pucharu UEFA przeciwko Skonto Ryga oraz AS Monaco.
Szczególnie pasjonująca okazała się rywalizacja z „Książętami”. W ich składzie pod koniec XX wieku aż roiło się od gwiazd. Wystarczy wspomnieć takie nazwiska, jak: Willy Sagnol, Ludovic Giuly czy David Trezeguet. Widzew zremisował u siebie 1:1, jednak na wyjeździe musiał uznać wyższość rywali (porażka 0:2). O losach rywalizacji przesądziła bramka Davida Trezegueta, który kilka miesięcy później zapewni Francji tytuł mistrza Europy. Dotychczas mecz wyjazdowy z AS Monaco jest ostatnim meczem rozegranym przez Łodzian w europejskich pucharach, dzięki czemu Matuszek może dziś uchodzić za ostatniego bramkarza reprezentującego Widzew na arenie międzynarodowej.
W Łodzi wychowanek Kuźni Ustroń nie zagrzał miejsca zbyt długo. Na początku 2000 roku dołączył do Ruchu Chorzów, gdzie nie musiał wcale rezygnować z walki o wyższe cele. Drużyna z ul. Cichej przewodziła wówczas ligowej stawce i miała realne szanse na mistrzostwo kraju. Summa summarum, Ruch zajął trzecią lokatę w tabeli. Matuszek grał niewiele, ale wystąpił m.in. w jakże prestiżowych Wielkich Derbach Śląska.
Rok później został on wypożyczony do Polonii Warszawa, gdzie szybko wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie. To właśnie z tym klubem sięgnął po Puchar Polski, pokonując w dwumeczu finałowym Górnik Zabrze (2:1, 2:2). Po krótkiej przygodzie z „Czarnymi Koszulami” powrócił na Górny Śląsk. Jesienią 2001 roku zaczął wreszcie odgrywać „pierwsze skrzypce” w ekipie Ruchu Chorzów. Tym razem „Niebiescy” nie walczyli wprawdzie o mistrzostwo, ale dzięki dobrym interwencjom Matuszka zakwalifikowali się przynajmniej do grupy mistrzowskiej i nie musieli drżeć o utrzymanie.
NAJLEPSZY WŚRÓD NAJGORSZYCH
Znacznie gorzej wiodło się Chorzowianom w sezonie 2002/03. Matuszek już kilka lat wcześniej przerabiał ten sam scenariusz z Rakowem: był najlepszym zawodnikiem zespołu, ale jego koledzy z pola zawodzili na całej linii i prowadzili klub w II-ligową otchłań. Atmosfery nie polepszały spore problemy finansowe, na które narzekał otwarcie bohater tego artykułu. W tak przykrych okolicznościach przyszło mu rozgrywać jeden z najlepszych meczów w karierze przeciwko Lechowi Poznań (zwycięstwo 1:0). „Kibic” pisał po tym spotkaniu o show Matuszka i perorował:
„Cały zespół Ruchu przez najbliższe dni powinien chuchać i dmuchać na bramkarza Marka Matuszka, który przeciwko Lechowi bronił z niezwykłym wyczuciem i szczęściem. Po strzałach z bliskiej oraz dalszej odległości piłka lądowała w jego rękach, a rywalom pozostało tylko z niedowierzaniem kręcić głową”.
Bardzo pozytywnie wypowiadał się o nim również napastnik Ruchu Chorzów, Mariusz Śrutwa:
„Mimo niskiego, jak na bramkarza wzrostu, jest on jednym z najbardziej sprawnych zawodników w lidze. Znakomicie gra na linii bramkarskiej, a jego instynkt czyni go pewnym punktem drużyny”.
Poza tym Śrutwa zachwalał silną psychikę wychowanka Kuźni Ustroń. Z pewnością mocna kondycja psychiczna przydała się bramkarzowi po spadku Ruchu Chorzów do II ligi. Mimo tego, że w tak trudnym momencie pozostał w klubie i zagrał jeszcze dla niego 11 meczów na niższym poziomie rozgrywkowym, musiał zmierzyć się z absurdalnymi zarzutami o doprowadzenie drużyny do kryzysu. Przyczynę nawarstwienia się konfliktu między Matuszkiem i włodarzami Ruchu stanowiły zaległości finansowe względem zawodnika. Jeszcze w 2003 roku bez żalu opuścił on Chorzów i podpisał kontrakt z II-ligowym Podbeskidziem Bielsko-Biała.
POWRÓT DO BESKIDÓW
Drużyna spod Klimczoka zamierzała w tym czasie otworzyć wrota do nieosiągalnej dla niej dotąd I ligi. Temu miały służyć kolejne transfery zawodników znanych nie tylko z najwyższej polskiej klasy rozgrywkowej, ale także reprezentacji Polski, m.in. Pawła Sibika, Grzegorza Patera i Adama Kompały. Mimo wysokich oczekiwań większość nowych graczy rozczarowała, a Podbeskidzie nie zakwalifikowało się nawet do barażów o I ligę (nazywaną już wtedy ekstraklasą).
Wielkie inwestycje poczynione na rzecz klubu okazały się całkowicie nietrafione. Podbeskidzie popadło w spore tarapaty finansowe. Efekt? Wielu piłkarzy latem 2005 roku pożegnało się z drużyną. Wśród nielicznych, którzy pozostali w zespole, znalazł się Marek Matuszek. Po rundzie jesiennej sezonu 2005/06 postanowił on jednak zakończyć karierę zawodniczą. Ostatni oficjalny mecz rozegrał 5 listopada 2005 roku w Białymstoku przeciwko Jagielloni (porażka 1:3). Przez kilka następnych lat pełnił funkcję trenera bramkarzy Podbeskidzia, m.in. w sztabie szkoleniowym Marcina Brosza.
Z Marcinem Broszem wychowanek Kuźni Ustroń współpracował również jako trener bramkarzy w Piaście Gliwice, Górniku Zabrze i reprezentacji Polski U-19. Jako członek sztabu szkoleniowego Brosza mógł świętować z Piastem w 2013 roku pierwszy w historii klubu awans do europejskich pucharów, a z Górnikiem w 2018 roku powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Na początku 2026 roku został asystentem trenera Brosza w Bruk-Bet Termalice Nieciecza.
Poza tym Matuszek spełnia się w roli prezesa Kuźni Ustroń. Za czasów jego prezesury drużyna spod Równicy zanotowała historyczny awans do IV ligi oraz kilkakrotnie świętowała zdobycie Pucharu Polski na szczeblu Podokręgu Skoczów, a akademia klubu została odznaczona srebrną gwiazdką Programu Certyfikacji PZPN.
MECZ
Na początek nie zaszkodzi trochę statystyki. Obie drużyny mierzyły się ze sobą dotychczas 24-krotnie (22 w najwyższej klasie rozgrywkowej). 12 spotkań wygrał Górnik, 7 razy zwyciężał Raków, natomiast 5 razy padał remis. Bilans bramek przed tym meczem również był korzystny dla klubu z ul. Roosevelta, wynosił bowiem 30:20.
Zanim rozpoczęło się spotkanie, Rafał Janicki otrzymał pamiątkową tablicę z okazji rozegrania 400 meczów na szczeblu ekstraklasy. Spotkanie nr 400 33-letni kapitan Górnika rozegrał wprawdzie jeszcze pod koniec lutego przeciwko GKS-owi Katowice, jednak klub zdecydował się go uhonorować oficjalnie dopiero 15 marca, kiedy „Trójkolorowi” rozgrywali kolejny mecz w Zabrzu. Nagrodę zawodnikowi wręczył honorowy ambasador Górnika Zabrze, Stanisław Oślizło, o którym dzień przed meczem z Rakowem dużo dobrego opowiadał samemu Romario spiker Górnika, Bartek Perek. Gwoli ścisłości, legendarny brazylijski napastnik odwiedził Zabrze w celu przeprowadzenia wywiadu z Lukasem Podolskim.
Co do samego meczu, przez pierwsze minuty zawodnicy Górnika wydawali się mocno rozkojarzeni. Gubili się pod pressingiem rywala i łatwo tracili futbolówkę. Sam Erik Janża przyznawał w pomeczowej rozmowie z dziennikarzem Canal+Sport, że Raków wyglądał na tym etapie meczu dużo lepiej. Niedokładne podanie lewego obrońcy Górnika do Josemy w 16. minucie spotkania skutkowało rzutem rożnym dla rywala, po którym bliski strzelenia gola głową był Leonardo Rocha.
Później „Trójkolorowi” zaczynali powoli dochodzić do głosu. W 18. minucie silny strzał na bramkę strzeżoną przez Oliwiera Zycha oddał Lukáš Ambros. Z tej sytuacji bramkarz Rakowa wyszedł jeszcze obronną ręką, jednak kilka minut później został w końcu zmuszony do kapitulacji przez Lukáša Sadílka. Czech oddał fantastyczny strzał z woleja, chociaż bez wątpienia pomógł mu rykoszet. Zawodnicy Górnika „poczuli krew” i jeszcze przed przerwą zdołali podwyższyć prowadzenie na 2:0. W 43. minucie po pięknym plasowanym uderzeniu w „długi róg” bramkę zdobył wspomniany już Lukáš Ambros. Mogło być jeszcze lepiej, gdyby Sondre Liseth przymierzył nieco celniej i nie „ostemplował” poprzeczki w 45. minucie.
Druga połowa również była bardzo emocjonująca. Raków największe zagrożenie stwarzał po stałych fragmentach gry. Niewiele brakowało, aby w 57. minucie dośrodkowanie Michaela Ameyawa z rzutu rożnego zamienił na gola Lamine Diaby-Fadiga. Na odpowiedź Górnika nie trzeba było długo czekać – w 65. minucie Maksym Chłań oddał niezwykle groźny strzał z dystansu, po którym piłka minimalnie minęła bramkę.
Kiedy wydawało się, że Zabrzanie mają mecz pod kontrolą, zespół z Częstochowy przeprowadził składną akcję zakończoną golem Michaela Ameyawa w 79. minucie. Losy spotkania nie były jeszcze rozstrzygnięte. Mimo wszelkich starań podopieczni Łukasza Tomczyka zanotowali parę łatwych strat, redukujących ich szanse na wyrównanie do minimum. Mecz zamknął w 88. minucie Lukáš Sadílek, który podwoił swój kapitał bramkowy. Górnik wygrał ostatecznie 3:1.
Po raz pierwszy od meczu z Pogonią Szczecin szansę pokazania swoich umiejętności otrzymał od Michala Gašparíka Lukas Podolski. Wszedł na boisko pod koniec spotkania, jednak, zamiast pomóc drużynie, jeszcze ją osłabił. Mistrz świata z 2014 roku sprowokowany przez Michaela Ameyawa uderzył zawodnika rywali w brzuch. Szkoda, że w ostatnich miesiącach Podolski zapisuje się w protokole meczowym tylko dzięki kartkom, a nie pięknym bramkom, które przecież potrafi zdobywać…
Wydarzenia boiskowe obserwował z bliska prezydent Polski, Karol Nawrocki, który niegdyś powiedział, że w miarę możliwości postara się odwiedzić wszystkie stadiony w ekstraklasie. Tym razem wizytował zabrzański obiekt przy ul. Roosevelta. Obok niego zasiadł na trybunach prezydent miasta, Kamil Żbikowski.
Poza tym sporo działo się na Torcidzie, gdzie sympatycy Górnika świętowali 10. rocznicę zgody kibicowskiej z Hajdukiem Split. Poświadczał to znajdujący się w dolnej części oprawy zgodowej napis: „U dobru i zlu – 10 lat na kibicowskim szlaku!”. Całość dopełniały oczywiście race. Warto wspomnieć, że rok temu baner o podobnej treści w języku polskim wywiesili w Splicie kibice miejscowego Hajduka podczas meczu z HNK Rijeka. Jego treść brzmiała następująco: „Za nami 9 wspólnych lat. Już zawsze Górnik to Hajduka brat! Torcida Górnik!”.
Dobijając do brzegu, były trener Górnika, Marcin Bochynek, mówił niedawno w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”, że w zabrskim zespole brakuje „siły ognia”. Tym razem akurat jej nie zabrakło, a brak Ousmane’a Sowa nie był odczuwalny tak mocno, jak w poprzednich spotkaniach. Coraz lepiej zaczyna wyglądać Lukas Sadílek, który w zimowym okienku transferowym przyszedł do klubu ze Sparty Praga. Niedługo po zakończeniu spotkania z Rakowem widziałem małego chłopca, który pokazywał swojej mamie, jak Sadílek nabiegał na piłkę, strzelając pierwszego gola. Kto wie, być może w Zabrzu rośnie nam nowy idol?
BIBLIOGRAFIA
Prasa
- „Gazeta Ustrońska” 1999
- „Głos Ziemi Cieszyńskiej” 1986, 1988, 1994, 1995, 1997, 2000, 2003
- „Kibic” 1997, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004
- „Przegląd Sportowy” 2026
- „Trybuna Śląska” 1994, 1995, 1996, 1997, 1998, 1999, 2000, 2001, 2002, 2003, 2004
- Literatura przedmiotu
- Bieniecki Paweł, BBTS-TS Podbeskidzie 1907-2008: ponad 100 lat historii sekcji piłki nożnej Bielsko-Bialskiego Towarzystwa Sportowego i Towarzystwa Sportowego „Podbeskidzie”, Bielsko-Biała 2009.
- Netografia
- https://gol24.pl/srebrna-gwiazdka-programu-certyfikacji-pzpn-dowodem-jakosci-i-szansa-na-rozwoj/ar/c2-15149806
- https://wiadomosci.ox.pl/kuznia-ustron-z-pucharem-polski,96921
- https://wisla.naszemiasto.pl/twarze-cieszyna-i-powiatu-marek-matuszek/ar/c2-894191
- https://www.facebook.com/profile.php?id=100063705243834&__cft__[0]=AZYi2Mr5e1IHn5efALPSmBudxEe82pqOOBaI-tweDhjvpPuSE0k5luVglAgE-Cf7pei9Wk-4tIVTJTULJX5fCTpAnwkuLXvzAuy7XJ2vltQ9080r7qjOU6peWnXPkXNrD4YX05NRoEFK2bZX6uO_-2WcAP6Yc3CysIMr5lfMGFe9dg&__tn__=-UC%2CP-R
- https://www.facebook.com/profile.php?id=100064472991200&__cft__[0]=AZZs5BYY1Rj961L2Nmqob2GBHpEk5eGdBJG-klH-3_XFlECwzQa6L2trWsvhNgCSnAlqLvpuIQMbpyVr0lfFuDEqlFmjUkkpVUK8nFkc7DFtV1N8865JYirekxmavocQGIoA1JKtnGZ1L8Nh4P9NH3YNenAc1acGaoVWhdfgi7GzSQ&__tn__=-UC%2CP-R
- https://www.sport.pl/pilka/7,65039,31732063,oto-transparent-na-chorwackim-stadionie-jasny-przekaz-do-polakow.html
