Meksyk 1986. Mundial Maradony i występ reprezentacji Polski

Czas czytania: 4 m.
4.7
(3)

Reprezentacja Polski na mistrzostwach świata w XX wieku rywalizowała kilkukrotnie i to właśnie wówczas odnosiła ona największe sukcesy w dotychczasowej historii. Wszyscy przecież pamiętają o mundialu w 1974 roku, gdzie kadrze Kazimierza Górskiego udało się wywalczyć brązowy medal pokonując w meczu o trzecie miejsce wielką Brazylię 1:0. Zwycięskiego gola zdobył wówczas Grzegorz Lato.

Dwanaście lat później Biało-Czerwoni znów zameldowali się na podium turnieju rangi mistrzostw świata. W 1982 roku w Hiszpanii kadra prowadzona przez Antoniego Piechniczka wygrała w starciu o brązowy medal z Francją. Starcie to zakończyło się wynikiem 3:2. Był to moment szczególny, zwłaszcza w kontekście trudnej sytuacji politycznej w kraju. Sukces dawał wielu Polkom i Polakom chwilę wytchnienia oraz poczucie dumy z kadry narodowej. Z kolei błyszczący na murawie Zbigniew Boniek został powszechnie okrzyknięty gwiazdą.

Cztery lata później przyszedł pamiętny mundial w Meksyku, z którym w naszym kraju wiązano znów spore nadzieje. W kadrze przecież występowali już niezwykle doświadczeni gracze, jak chociażby Zbigniew Boniek, który miał w nogach i głowie turniej sprzed czterech lat. Poza tym jednak nadeszła młoda fala, z Janem Urbanem i Dariuszem Dziekanowskim na czele. To właśnie ci piłkarze, do spółki z trenerem Antonim Piechniczkiem, mieli znów błyszczeć. Obiektywnie wiele jednak wskazywało już przed samym turniejem finałowym, że najlepsze lata naszej piłki mogą powoli się kończyć. Mimo tego w narodzie panował spory optymizm, a wielu uważało, że i tym razem możemy, ba, nawet powinniśmy, powalczyć o medal.

Niestety, już pierwszy mecz rozgrywek pokazał, że nie będzie tak łatwo. W fazie grupowej los przydzielił nam bowiem Maroko, Anglię oraz Portugalię. W rywalizacji z tymi pierwszymi musieliśmy zadowolić się tylko jednym punktem. Bezbramkowy remis z afrykańskim zespołem został w kraju przyjęty z ogromnym rozczarowaniem. Kilka dni później, w rywalizacji z Portugalią było już jednak znacznie lepiej, bowiem po golu Włodzimierza Smolarka udało się wygrać 1:0. Najważniejsze było więc starcie z Anglią. Synowie Albionu nie pozostawili jednak żadnych złudzeń naszej drużynie i po hat-tricku Gary’ego Linekera ulegliśmy aż 0:3. Mimo tego o jeden punkt wyprzedziliśmy czwartą Portugalię i awansowaliśmy do fazy pucharowej Mistrzostw Świata w Meksyku jako jedna z drużyn, które zajęły wówczas trzecie miejsce. System rozgrywek był łaskawy (podobnie przecież jak i dzisiaj), co pozwoliło nam wyjść z grupy mimo ujemnego bilansu bramkowego.

W 1/8 finału czekała na nas jednak reprezentacja Brazylii, czyli zawsze jeden z najsilniejszych zespołów mundialu. W fazie grupowej radzili oni sobie rewelacyjnie, a w ich skład naszpikowany był gwiazdami takimi jak: Careca, Socrates czy Zico. Cóż, jak się można było spodziewać, piłkarze z Ameryki Południowej, podobnie jak wcześniej Anglicy, nie pozostawili żadnych złudzeń i wygrali aż 4:0, choć po pierwszej części gry było tylko 1:0, a karny – po którym padł gol – do dziś wzbudza wielkie kontrowersje. Niemniej na tym zakończyła się więc nasza przygoda na mundialu w 1986 roku. Co ciekawe, do dzisiaj jest to najwyższa porażka na mundialu w historii reprezentacji Polski.

Po powrocie do kraju na kadrę spadła lawina krytyki. Wytykano zawodnikom brak zaangażowania, złe przygotowanie kondycyjne oraz wewnętrzne konflikty. Co jednak najważniejsze, jak się później okazało, był to ostatni turniej rangi mistrzostw świata dla Biało-Czerwonych w XX wieku. Na kolejny angaż na imprezę kibice musieli czekać aż 16 długich lat. Dopiero w 2002 roku udało się bowiem przełamać klątwę, którą – jak przyjęło się mówić – w 1986 roku na kadrę rzucił Zbigniew Boniek.

To wówczas padły pamiętne słowa Antoniego Piechniczka oraz Bońka w telewizyjnym studiu. Ten pierwszy podał się do dymisji i znamiennie podsumował swoją pracę, stwierdzając, że polska piłka wkracza w trudny okres i kolejny trener będzie miał wielki problem z nawiązaniem do tych wyników. „Przekazując pałeczkę następcy, życzę mu, żeby dwa razy doprowadził reprezentację do finałów, z lepszym stylem i lepszymi osiągnięciami” – powiedział cytowany obecnie przez bibliotekę PZPN. Z kolei popularny “Zibi” stwierdził, że Polacy jeszcze zatęsknią za takimi wynikami, jak ówczesnej kadry. Po latach to właśnie te dwie wypowiedzi wspomnia się najmocniej z tego całego turnieju. Szczególnie, że obaj panowie nie pomylili się.

40 lat po turnieju w Meksyku, reprezentacja Polski opuści mundial, który znów będzie rozgrywany w tym kraju, ale przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie. Niemniej kibice mogą skorzystać z usług bukmachera Fortuna, którego klasyfikuje ranking: bukmacherzy w serwisie goal.pl. Gracze mogą wykorzystać kod bonusowy Fortuna do sięgnięcia po dodatkowy bonus.

Wielki Maradona

Gdy Polacy żegnali się z turniejem, swoją piłkarską legendą na nim zapisywał właśnie Diego Armando Maradona. Argentyńczyk przeżywał podczas turnieju w Meksyku najlepsze chwile w swojej karierze, był największą gwiazdą rozgrywek i jako kapitan poprowadził zespół do mistrzostwa świata. Jednak nie z tego został najmocniej zapamiętany.

Szczególnie w pamięci kibiców zapisała się bowiem słynna “Ręka Boga”, czyli gol, który Maradona zdobył w ćwierćfinale mundialu przeciwko reprezentacji Anglii. Wówczas po nieudanym zagraniu jednego z zawodników defensywnych uprzedził on bramkarza rywali i wpakował piłkę do siatki ręką. Pomimo protestów sędzia uznał gola, a po latach zwykło się mawiać, że nieprawidłowego gola widzieli wszyscy zgromadzeni na stadionie – a więc około 115 tysięcy ludzi – poza jednym, tunezyjskim arbitrem.

Poza słynnym trafieniem, którego nie powinno w ogóle być, Diego Armando Maradona na Mistrzostwach Świata w Meksyku zrobił jeszcze jedną rzecz, z której został zapamiętany na dekady, a może i do końca świata. Chodzi mianowicie o gola z tego samego meczu. Kilka minut po trafieniu ręką, Argentyńczyk pokazał cały swój geniusz zdobywając gola, który okrzyknięty jest jednym z najpiękniejszych w XX wieku. Przebiegł bowiem wówczas z piłką ponad połowę boiska, po drodze mijając pięciu rywali jak treningowe tyczki, a finalnie finezyjnie pokonał bramkarza, którego wcześniej pokonał zwodem. To trafienie do dzisiaj wzbudza podziw dla klasy tego jednego z najlepszych piłkarzy w historii.

Diego Maradona Mistrzostwa Świata w 1986 roku zakończył z pięcioma golami oraz pięcioma asystami. Poza tym wygrał z reprezentacją cały turniej, a osobiście został wybrany piłkarzem mundialu. Nade wszystko dzisiaj pamięta się jednak te dwie sytuacje, które ukształtowały pojmowanie gwiazdora przez kibiców na kolejne dziesięciolecia.

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 4.7 / 5. Licznik głosów 3

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

Bartłomiej Matulewicz
Bartłomiej Matulewicz
Od lat związany z publicystyką - kiedyś o Manchesterze United, dziś o historii futbolu. Anonimowy Korespondent. Strzelałem w Manchesterze, Mediolanie, Monako, Monachium, Marsylii, Liverpoolu, Londynie i wielu innych... fotki. Czasami złapiesz mnie na trybunach prasowych. Zawodowo zajmuję się doradztwem w marketingu wyszukiwarkowym.

Więcej tego autora

Najnowsze

Piłkarze i trenerzy na mistrzostwach świata w ujęciu statystycznym

Wstęp Start mistrzostw świata zbliża się szybkim krokiem. Lada moment cały piłkarski świat skupi swoją uwagę na stadionach Kanady, Meksyku i USA. Setki milionów kibiców...

Szóste miejsce na koniec sezonu – maj piłkarek Resovii

W maju piłkarki Resovii zakończyły sezon 2025/2026 w Orlen 1. Lidze. Zawodniczki Łukasza Chmury nie zdołały wrócić na najwyższy szczebel, ale rywalizowały w czołówce....

Górnik Zabrze – Radomiak Radom. Początek nowej ery

Ostatnia kolejka ekstraklasy w sezonie 2025/26 przyniosła niezwykle dużo emocji. Chociaż już wcześniej poznaliśmy mistrza Polski i dwóch spadkowiczów, wciąż nie wiedzieliśmy, kto obsadzi...