Rozegrany 1 września 2026 roku mecz 1/32 finału STS Pucharu Polski chyba na zawsze zapisze się w pamięci Szymona Pukały. Dziewiętnastoletni napastnik Stali Rzeszów wszedł z ławki rezerwowych, a chwilę później zachwycił publiczność przy Hetmańskiej. To w dużej mierze dzięki niemu drużyna znad Wisłoka wyeliminowała Podbeskidzie Bielsko-Biała.
Wychowanek Stali pojawił się na boisku niecałe pół godziny przed końcem. Na tablicy widniał wówczas wynik bezbramkowy, ale już chwilę później Pukała rozpoczął piłkarski festiwal, przedstawiając się szerszej krajowej publiczności.
Wyczekiwane zwycięstwa
Młody zawodnik ustrzelił hat-tricka, potrzebując na to zaledwie dziesięciu minut! Najpierw stanął oko w oko z bramkarzem po znakomitym kontrataku przeprowadzonym przez gospodarzy. Następnie zamykał akcję po podaniu Ksawerego Kukułki. A na koniec dołożył gola, który był ozdobą meczu. Pukała huknął z daleka lewą nogą, a piłka odbiwszy się jeszcze od poprzeczki, po raz trzeci znalazła się w bramce gości.

Stal wygrała 3:0 i uzyskała awans do kolejnej rundy Pucharu Polski. Cztery dni wcześniej zespół Marka Zuba przełamał się w rozgrywkach Betcli 1. Ligi, odnosząc pierwsze w tym sezonie zwycięstwo. Zapewniła je bramka zdobyta przez Seana Gossa w wyjazdowym meczu z Unią Skierniewice.
Stal lepsza od beniaminka
Wspomniane spotkanie STS Pucharu Polski było potyczką dwóch pierwszoligowców. Podbeskidzie w ubiegłym sezonie wywalczyło bowiem po barażach przepustkę na zaplecze Ekstraklasy. Obecne rozgrywki rozpoczęło od pięciu remisów z rzędu, po nich przyszła zaś porażka z Puszczą Niepołomice. W międzyczasie „Górale” w rundzie wstępnej krajowego pucharu wyeliminowali Hutnika Kraków.
Warto odnotować, że na mecz z rywalami z Bielska-Białej do bramki Stali po kontuzji wrócił Marek Kozioł. Doświadczony golkiper spisał się bardzo dobrze, kilka razy prezentując ważne interwencje. Dodatkowy smaczek pucharowej konfrontacji stanowił fakt, że szkoleniowiec Podbeskidzia, Marcin Włodarski, pochodzi z Podkarpacia, a konkretnie z Krosna. Na pomeczowej konferencji prasowej tak podsumował spotkanie:
Gratuluję Stali awansu do następnej rundy. Był to przedziwny mecz. Jeśli ktoś zobaczy sam wynik, pomyśli, że była to deklasacja. Szymek Pukała miał dzień konia. Trenowałem go przez kilka lat. Mieliśmy plan na ten mecz i do 70. minuty go realizowaliśmy. Na koniec dnia przegraliśmy jednak 0:3, co jest przykre. Trzeba jak najszybciej wydostać się z trudnego momentu.

Marek Zub docenił nie tylko bohatera wieczoru, ale zwrócił też szczególną uwagę na dobrą postawę sprowadzonego do Stali przed rozpoczęciem bieżącego sezonu Seana Gossa:
Jesteśmy w kolejnej rundzie. Szkoda, że trzech punktów do ligi nie dopisują, bo bardzo by nam się to przydało. Wbrew pozorom był to bardzo trudny mecz w przekroju dziewięćdziesięciu minut. Trudno nam było oddać celny strzał. Zawodnicy z Bielska-Białej byli cały czas niebezpieczni. Totalnie zmieniła się gra po tym, jak zaczęliśmy mieszać w składzie, łącznie z wprowadzeniem dwóch skrzydłowych i Seana Gossa, który moim zdaniem rozegrał niesamowite dwadzieścia minut pod każdym względem – mądrości, skuteczności, przewidywania, doświadczenia, umiejętności technicznych, ale oczywiście przyćmił go Szymek, który miał trzy razy piłkę i za każdym razem znajdowała się ona w siatce. Jest to duże święto dla Szymka, dla naszej akademii, dla naszej strategii.
Mecz Stali z Podbeskidziem zostanie zapamiętany przez pryzmat brawurowego występu Szymona Pukały. Trzy gole strzelone w dziesięć minut to zawsze duża rzecz, zwłaszcza gdy takiego wyczynu dokonuje młody zawodnik stojący dopiero u progu dorosłej kariery. Po jego hat-tricku w pucharowym spotkaniu obserwatorzy z jeszcze większym zainteresowaniem będą śledzić dalszy przebieg jego przygody z futbolem.

