Outsiderzy w cieniu Himalajów. Bhutan vs. Montserrat 2002

G dy 30 czerwca 2002 roku Oliver Kahn i Cafu szykowali się do tego, by wyprowadzić swoje reprezentacje do finałowego starcia o mistrzostwo świata, setki kilometrów dalej odbywał się inny wyjątkowy mecz. Niektórzy nazwali go prześmiewczo „Worst Cup”. Dlaczego? Ponieważ zmierzyły się w nim dwie reprezentacje narodowe, które były najniżej sklasyfikowane w rankingu FIFA. Przedostatni Bhutan zagrał z ostatnim Montserrat. Retro Futbol opowie wam dziś o kulisach tamtego starcia.

Dla tych, którzy nie uważali w szkole na geografii małe przypomnienie.  Bhutan to monarchia położona we wschodnich Himalajach pomiędzy Chinami i Indiami. Zamieszkuje ją niewiele ponad 800 tysięcy mieszkańców. Jeśli chodzi o sport, to możecie kojarzyć ich z łucznictwem. To jedyna dyscyplina sportowa, w jakiej reprezentanci tego kraju występowali kiedykolwiek na Igrzyskach Olimpijskich. Medalu jednak nigdy z nich nie przywieźli.

Montserrat to wulkaniczna wyspa w archipelagu Małych Antyli, położona w basenie Morza Karaibskiego. Jest to terytorium zależne od Wielkiej Brytanii. Liczba mieszkańców w 2017 roku wynosiła… 5292 osoby. Jak na brytyjską kolonię przystało, na wyspie największą popularnością cieszył się krykiet.

Skąd więc pomysł, by dwie drużyny, które dzieli od siebie ponad 14000 km, rozegrały wspólny mecz?

Holenderska Terapia

Johan Kramer był szefem firmy KesselsKramer, która zajmowała się produkcją filmów dokumentalnych. Prywatnie kibicował reprezentacji Holandii. Bardzo bolał go fakt, że kadrze Oranje nie udało się zakwalifikować na koreańsko-japoński Mundial. Postanowił pokazać światu, że istnieją drużyny gorsze niż ówczesna „Mechaniczna Pomarańcza”.

Włączył internet, sprawdził ranking FIFA, długo kręcił rolką myszki, by zjechać na sam jego dół. Gdy w końcu tam dotarł, jego oczom ukazały się pozycje numer 202 i 203. Wówczas  właśnie tyle państw było w nim sklasyfikowanych. W trzewiach rankingu znajdowały się wspomniane wcześniej Bhutan (202 pozycja) i Montserrat (203 pozycja). Postanowił wysłać faks do obydwóch federacji i dowiedzieć się co one myślą na temat rozegrania wspólnego meczu towarzyskiego. Po jakimś czasie dostał odpowiedzi zwrotne. Pomysł spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem. Następnie ustalono, że spotkanie odbędzie się w Bhutanie na stadionie narodowym Changlimithang w Thimpu. Ten kameralny i bardzo klimatyczny obiekt, otoczony wysokimi pasmami górskimi, mógł pomieścić 15000 widzów. Nie było to wiele, ale i tak lepiej niż na Karaibach. Montserrat dopiero budował własny stadion. A raczej odbudowywał. Wyspa dochodziła do siebie po erupcjach wulkanu Soufriere Hills w 1995 i 1997 roku. W jej wyniku kompletnie zniszczona została stolica kraju – Plymouth, a 20 osób poniosło śmierć. Zniszczeniu uległa także jedyna arena piłkarska. Większość ludności trzeba było ewakuować z wyspy.

Plakat meczowy. Źródło: dreamsofvictoriapark.wordpress.com.

Zrodzeni w popiołach i Ludzie Grzmotu

Obydwie drużyny przystąpiły do przygotowań. Przed graczami z Karaibów stało nie łatwe zadanie. Ich liga była złożona z pięciu drużyn, w których łącznie występowało 150 piłkarzy-amatorów. Wyspa nie dawała im zapomnieć o tragedii, która spotkała jej mieszkańców kilka lat wcześniej. Gdy w czasie treningów spadał deszcz, wraz z nim zlatywał wulkaniczny pył. Piłkarze musieli często przerywać ćwiczenia, by zetrzeć go z twarzy. Do spotkania przygotowywali się, grając sparing z zespołem złożonym z brytyjskich marynarzy. Oczywiście najpierw wszyscy musieli wrócić z pracy lub ze szkoły, by móc rozpocząć przygotowania na prowizorycznym boisku, otoczonym egzotyczną florą. Każdy mocny i niecelny strzał kończył się długimi poszukiwaniami piłki w zaroślach bujnie kwitnących za bramkami.

Trochę lepiej wyglądała sytuacja Bhutanu, w którym piłkę kopało 900 zawodników. Futbol zaczął zyskiwać tam większą popularność, gdy w 1998 roku do królestwa dotarła telewizja satelitarna. Wcześniej piłkę nożną propagowali głównie mieszkańcy, którzy wyjeżdżali studiować do sąsiednich Indii i tam zarażali się miłością do tego sportu. Druk Pa (Ludzie Grzmotu), jak sami siebie nazywają mieszkańcy Bhutanu, wciąż jednak uczyli się nowej dyscypliny. Czasami były to bardzo srogie lekcje. W 2000 roku reprezentacja Kuwejtu wygrała z nimi 20:0. Strach pomyśleć jakim wynikiem zakończyłby się mecz z drużyną, która reprezentowałaby naprawdę wysoki poziom.

Stadion Changlimithang w Thiempu. Żródło: Wikipedia.

Mecz w chmurach

Piłkarze Montserratu udali się do Bhutanu przez Amsterdam, Bangkok i Kalkutę.  Na miejsce dotarli sześć dni przed meczem. Pozostało im niewiele czasu na aklimatyzację. Szczególnie że mecz miał być rozgrywany na wysokości 2250 m.n.p.m. Położenie stadionu było niewątpliwym atutem zespołu z Azji.  Sytuacja przypominała tą, jaką znamy z domowych  meczów reprezentacji Boliwii. Przypominacie sobie opowieści o asach reprezentacji Brazylii czy Argentyny, którzy przerwę w meczu na stadionie w La Paz spędzali w toalecie, wymiotując z wycieńczenia? Mówimy tu o gwiazdach pokroju Messiego czy Neymara. Co dopiero mieli powiedzieć chłopcy z Karaibów? No ale ciężko by było inaczej. Bhutan to państwo, na którego terenie znajduje się 20 szczytów o wysokości co najmniej 7000 metrów.

Nieprzyjazny warunki klimatyczne zrekompensowali drużynie Montserratu mieszkańcy himalajskiego królestwa, którzy przyjęli swoich rywali bardzo gościnnie. Zderzenie dwóch kultur, które różniło praktycznie wszystko, było bardzo pouczające dla obydwóch stron. Wyspiarze spędzali wolny czas przed meczem na odwiedzinach w miejscowych szkołach i opowiadaniu o swojej ojczyźnie. Po raz pierwszy w swoim życiu mieli też okazję rozdawać autografy. Wieczorami bawili się wspólnie, tańcząc i śpiewając.

Nie obyło się bez problemów. Obydwie drużyny straciły przed meczem swoich trenerów. Anglik Paul Morris zrezygnował z prowadzenia karaibskiej kadry po tym, jak federacja zaczęła ingerować w jego decyzje dotyczące składu. Opiekun Bhutanu zmarł nagle kilka dni przed meczem. Organizatorzy spotkania ściągnęli holenderskiego szkoleniowca Arie Schansa prosto z wakacji w Szwajcarii, by go zastąpił.

Drużyny wychodzą na mecz. Źródło: homemcr.org

Gdy o meczu poinformowano media, wzbudził on spore zainteresowanie dziennikarzy. Krótko przed potyczką odbyła się nawet konferencja prasowa. Największa w historii Bhutanu. Informację o meczu podały, chociażby: CNN, BBC czy La Gazetta dello Sport. Nie było jednak łatwo znaleźć sponsorów meczu. Wydarzeniem nie zainteresowały się Nike i Adidas, które były pochłonięte trwającymi Mistrzostwami Świata. Organizatorzy znaleźli jednak kilku pomniejszych darczyńców, dzięki którym całe przedsięwzięcie mogło się odbyć.

Jak Korea z Polską

Spotkanie poprowadził angielski arbiter Steve Bennett, który miał doświadczenie z Premier League. Na trybunach zasiadł komplet 15000 widzów, którzy przed meczem mieli okazję podziwiać pokaz bhutańskich tańców ludowych. Wiele do życzenia pozostawiał stan murawy na stadionie w Thimpu. Częste opady deszczu sprawiły wiele problemów organizatorom. Boisko przypominało b-klasowe klepisko. Tak jak można było się spodziewać, wysokogórski klimat sprawił, że przybysze z Karaibów poruszali się po murawie ospale i bez werwy. Zawodnicy Montserratu przegrywali nawet pojedynki powietrzne, w których przed meczem upatrywali swojej szansy. Wierzyli, że przewaga wzrostu nad drobnymi Azjatami pozwoli im stwarzać groźne sytuacje ze stałych fragmentów gry. Mobilni Bhutańczycy przypominali jednak reprezentantów Korei, którzy kilka tygodni wcześniej równie łatwo zabiegali na mistrzostwach świata ospałych reprezentantów pewnego kraju z orłem w godle… Być może gospodarze wzorowali się na kadrze Guusa Hiddinka? Nie śmiem jednak podejrzewać piłkarzy z Montserratu, że wzorowali się na Tomaszu Hajto i reszcie biało-czewonych. Bhutańczycy  na boisku okazali się o wiele mniej gościnni niż poza nim. Ostatecznie pokonali rywali wynikiem 4:0. Widzący załamanego bramkarza gości miejscowy komentator, bardzo malowniczo podsumował to, co działo się na murawie:

Bramkarz Montserrat siedzi przy słupku i wygląda, jakby nie chciał się więcej podnosić. Jest smutny i kompletnie opuszczony. Całkowicie sam tutaj w wysokich Himalajach. Szczęście dziś nie jest z nim. Och, mam mnóstwo współczucia dla pana Lake’a. Piłkarze Montserrat wyglądają jak słonie, a zawodnicy Bhutanu jak bardzo agresywne tygrysy.

Zawodnikiem meczu został napastnik Wangay Dorji, strzelec pierwszego w historii reprezentacji Bhutanu hat-tricka. Po meczu piłkarze wspólnie obejrzeli, jak Ronaldo swoimi dwoma golami, zapewniał Brazylii piąty tytuł Mistrzów Świata. Obie reprezentacje otrzymały również jeden wspólny puchar, który dzielił się na dwie połowy. 

Niech piłkarze Montserrat nie czują się przegrani. Dziś nie ma przegranych. Futbol jest dziś wielkim zwycięzcą.

To znów słowa sympatycznego komentatora z Bhutanu.

Wangay Dorji. Żródło: writeopinions.com.

Dzięki tej wygranej Azjaci wkrótce potem przeskoczyli w rankingu FIFA Samoa Amerykańskie, Guam oraz Turks i Caicos. Wangay Dorji jednak nigdy nie wystąpił w barwach ukochanego Arsenalu, co było jego marzeniem. Johan Kramer nakręcił film dokumentalny o tytule „Inny finał” (ang. Other final), opowiadający o zorganizowanym przez siebie meczu, który został nagrodzony na „Avignon Film Festival”  oraz „Bermuda International Film Festival” w kategorii najlepszy film dokumentalny.

Obecnie ranking FIFA zrzesza 215 reprezentacji. W kwietniowym notowaniu Montserrat sklasyfikowano na 202 miejscu, zaś Bhutan jest 189. Tak więc oba zespoły poczyniły niewielki progres. Zjedźmy jednak na sam dół i sprawdźmy kto obecnie kwalifikuje się do finał Worst Cup. Panie i panowie, naszymi finalistami są San Marino oraz Bahamy.

Rafał Gałązka

Źródła:

#wspieramretro
O Rafał Gałązka 20 artykułów
Futbolowy konserwatysta. Przeciwnik komercjalizacji piłki, fan świateł rac na trybunach. Sympatyk Arsenalu i lokalnego LKS "Dąb" Barcin. Beznadziejnie zakochany w Reprezentacji Polski. Głównie piłka polska oraz angielska.