Biało-czerwona Turcja. Kulisy transferów Polaków do Super Lig w 2011 r.

Czas czytania: 6 m.
0
(0)

Turcja od zawsze była ulubioną zimową destynacją Polaków. W 2011 r. nie tylko turyści wybrali się jednak na riwierę. Do Super Lig udało się również prawie pół tuzina polskich piłkarzy z Ekstraklasy. I bynajmniej nie były to postacie drugoplanowe, a ligowe gwiazdy, aspirujące do gry w reprezentacji Polski na EURO 2012.

Ostatni moment Brożka

Największym wydarzeniem zimowego okna transferowego A.D. 2011 w Polsce były oczywiście przenosiny Pawła Brożka do Trabzonsporu. To nie tylko był wielki hit transferowy nad Wisłą, ale i w Turcji, wszak napastnik reprezentacji Polski był czwartym (wespół z Hugo Almeydą) najdroższym piłkarzem kupionym zimą w Super Lig! Włodarze „Bordo-Mavililer” wyłożyli za niego 2 mln euro. Dla popularnego „Brozia”, który jesienią strzelił dla Wisły Kraków sześć goli w Ekstraklasie, to był ostatni moment na zagraniczny transfer do dobrego klubu, wszak ten liczył już sobie 28 lat. – Dużo myślałem na temat tego transferu. Myślę, że to był ostatni dzwonek dla mnie, żeby wyjechać i podnieść swoje umiejętności. Trabzonspor to jest bardzo dobra drużyna. Mieliśmy okazję to zaobserwować przez dwa tygodnie i będziemy mogli się tam rozwijać – przyznał w rozmowie z portalem SportoweFakty.pl.

Po latach miało się jednak okazać, że urodzony w Kielcach atakujący, wcale nie był przekonany do tego transferu. Gol24.pl ujawnił, że w przeddzień podpisania umowy, Brożek miał duże wątpliwości, czy liga turecka będzie dla niego właściwa. Wcześniej interesowały się nim bowiem kluby z Premier League (Fulham FC i West Ham United), ale nie były to konkretne propozycje. Tymczasem tuż przed podpisaniem umowy z Trabzonsportem, odezwał się jeden z zespołów Bundesligi. „Czasu nie było jednak wiele i ostatecznie Brożek zdecydował się przyjąć pewną już propozycję Turków” – pisał gol24.pl.

https://twitter.com/Gecmiseozlem61/status/1914234183498506566

Na stadionie im. Hüseyina Avni Akera z Polakiem wiązano duże nadzieje, wszak bordowo-niebiescy walczyli wówczas o pierwsze od 27 lat mistrzostwo Turcji. Brożek doskonale wiedział jednak, na co się pisze. – Kibice żyją klubem, co widać na każdym kroku. Trabzonspor zasługuje na mistrzostwo Turcji. Będzie presja — oczekiwania są tak wielkie jak w Krakowie — podkreślił. Transfer do Super Lig był dla Brożka nie tylko awansem sportowym, ale i finansowym. „Fakt” poinformował, że miesięcznie, napastnik reprezentacji Polski miał inkasować 250 tys. złotych, podczas gdy w Wiśle zarabiał „jedynie” 60 tys. „Paweł Brożek trafi do czołówki najlepiej zarabiających polskich sportowców” – donosił „Fakt”.

W pakiecie z bratem, do Trabzonu trafił również Piotr Brożek, dla którego z kolei ten transfer był wybawieniem. Jesienią 2010 w Ekstraklasie rozegrał zaledwie siedem spotkań, przegrywając rywalizację na lewej stronie defensywy z Gordanem Bunozą. – Wiem, że sytuacja Piotra jest trudna, bo nie pasuje do naszego systemu gry – tłumaczył na łamach „Faktu”, Robert Maaskant. Dlatego też przy ul. Reymonta nikt nie robił mu problemów z odejściem. – Cieszę się, że tu jestem. Będę starał się pomóc drużynie, najlepiej jak potrafię – powiedział Piotr Brożek na oficjalnej prezentacji. Brożkowie z Trabzonem podpisali 2,5-letnie kontrakty.

Turcy wygrali z Zagłębiem

W tym samym czasie do walczącego o utrzymanie Konyasporu przenosił się Marcin Robak. Przebieg jego kariery był nietypowy. W Ekstraklasie debiutował dopiero w wieku 24 lat, ale szybko stał się jednym z jej najlepszych zawodników w barwach Korony Kielce (19 goli w ciągu trzech sezonów). Potem zdecydował się przenieść do Widzewa Łódź, który ze względu na korupcyjne grzechy, utknął na dwa lata w I lidze. Robak był gwiazdą zaplecza Ekstraklasy, zdobywając w tym czasie 28 goli. W najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce pojawił się więc ponownie jako 28-latek i także to był dla niego ostatni dzwonek na zagraniczny transfer. Po udanej rundzie jesiennej sezonu 2010/2011 (siedem trafień) się na przenosiny na obczyznę.

– A czy Turcja to dla pana interesujący kierunek? – pytała Robaka w styczniu „Piłka Nożna”. – Czemu nie? To przecież bardzo silna liga, mocniejsza niewątpliwie od naszej, w której grało i grać będzie w tym sezonie wielu Polaków – odpowiadał atakujący Widzewa. Temat klubu z południowej Turcji przewijał się w przypadku 28-latka przez cały styczeń. Mocno zainteresowane napastnikiem było również Zagłębie Lubin, które oferowało zań 800 tys. euro. Działacze z Łodzi oczekiwali jednak za swoją gwiazdę przynajmniej miliona euro z prostego powodu — bliski odejścia z klubu był również inny czołowy snajper, a więc Darvydas Sernas (siedem goli w rundzie jesiennej) i przy al. Piłsudskiego potrzebowali funduszy na godnych następców. Ostatecznie Robak został sprzedany do Konyasporu za okrągły milion, co było dziesiątym, najwyższym zimowym transferem w Super Lig w 2011.

Na Konya Ataturk Stadium w tym samym czasie powędrował również Mariusz Pawełek. Bramkarzowi 31 grudnia 2010 r. wygasł kontrakt z Wisłą Kraków. Pawełek bardzo chciał go przedłużyć, ale miał sprecyzowane wymagania co do nowej umowy – 180 tys. euro za sezon i kontrakt na 2,5 bądź 3 lata. „Taki poziom wymagań bramkarza nie zyskał jednak akceptacji wiślackich decydentów” – pisał portal krakow.naszemiasto.pl. Stąd też już na początku 2011 r., golkiper mógł bez przeszkód związać się z nowym pracodawcą, z czego skwapliwie skorzystał, 3 stycznia parafując 1,5-roczny kontrakt z Konyasporem. – Przeszedłem do tego klubu, aby osiągnąć z nim sukces. Dla mnie pobyt w Turcji będzie nowym doświadczeniem – powiedział w trakcie swojej prezentacji.

Grosicki lata jak samolot

Największym echem zimą 2011 r. odbił się niewątpliwie transfer Kamila Grosickiego do Sivassporu. Kibice i eksperci byli zdziwieni wyborem, jakiego dokonał skrzydłowy Jagiellonii Białystok. Po rundzie jesiennej bowiem „Duma Podlasia”, głównie dzięki postawie „Grosika” (sześć goli, trzy asysty) sensacyjnie liderowała w Ekstraklasie. „O ile jednak nie dziwię się – z racji wieku – ani braciom Brożkom, ani Pawełkowi z Robakiem, o tyle zastanawiam się poważnie, czy Grosik rzeczywiście powinien udawać się w tamte rejony. W Białymstoku nie tylko miał szansę na tytuł mistrza Polski, ale też ustabilizował formę i ustatkował się jako człowiek” – pisał na łamach „Piłki Nożnej” Adam Godlewski.

Tureckie kluby po udanej jesieni w jego wykonaniu wręcz zabijały się o Grosickiego. Do klubu z Białegostoku w grudniu, jak informowała „Gazeta Współczesna”, na fax Jagi non stop przychodziły oferty znad Bosforu. Skrzydłowego chciały kolejno Bursaspor, Kasimpasaspor, Kayserispor oraz Sivasspor. Najkorzystniejsi wydawali się być działacze tego ostatniego zespołu, którzy oferowali powyżej 700 tys. euro. Prezes Jagiellonii, Cezary Kulesza jednak podkreślał: – Mamy od nich ofertę, ale propozycja nas nie zadowala. Nie ma sensu dyskutować o kwotach i różnicach między tym, co oferują Turcy, a naszymi oczekiwaniami. Są rozbieżności. Jeśli mielibyśmy zgodzić się na transfer Kamila, to tylko za przyzwoite pieniądze. Dzisiaj trudno stwierdzić, jak dalej potoczy się ta sprawa. Turcy lubią się targować, ale my swoje zdanie już powiedzieliśmy i zachowujemy spokój, nie emocjonując się całą sytuacją.

Włodarze „Yigidolar” walczącego wówczas o utrzymanie w Super Lig byli jednak nieugięci. Kolejna ich oferta była już na poziomie satysfakcjonującym podlaskich decydentów i wyniosła 900 tys. euro. Grosicki zaś podpisał z zespołem ze stadionu 4 września 3,5-letni kontrakt. W Sivas jeszcze przed debiutem reprezentanta Polski zapanowała prawdziwa „grosikmania”. Na łamach „Przeglądu Sportowego”, Grosicki ujawnił jedną z pierwszych rozmów z prezydentem Mecnunem Otyakmazem. – Prezydent był bardzo uprzejmy. „Ludzie, którzy polecali mi Kamila, mówili: Panie prezydencie, niech pan go kupuje. On nie biega po boisku, on lata jak samolot” – tak powiedział – przyznał.

Jaga długo nie mogła się pogodzić ze stratą swojej gwiazdy, o czym świadczą wydarzenia sprzed prezentacji Grosickiego. – Prezes Jagiellonii Cezary Kulesza przysłał mi sms-a: „Serce boli i płakać się chce”. Po chwili pan Kulesza zadzwonił z pytaniem, czy nie zostałbym jednak w Jagiellonii. Ale mi w głowie zakręcił! A tu zaraz konferencja, telewizja, prezydent. Nie byłoby to jednak poważne, gdybym zwiał. Jeśli dzień, dwa dni wcześniej Jaga zaproponowałaby mi nowy kontrakt, to nie wiem, co bym zrobił. Ale jestem już piłkarzem Sivassporu – ujawnił „Grosik” na łamach „PS”.

Czy Polacy spełnili nadzieje?

W styczniu A.D. 2011 Turcję opanowało „polskie szaleństwo”. A jak biało-czerwoni poradzili sobie w Super Lig. Większość nie spełniła pokładanych w nich nadziei.

Paweł Brożek nie pomógł Trabzonsporowi w wywalczeniu upragnionego mistrzostwa Turcji. Wiosną, napastnik reprezentacji Polski w bordowo-niebieskich barwach zdobył zaledwie dwie bramki w 12 meczach. W rundzie jesiennej sezonu 2011/2012 było jeszcze gorzej (jedno trafienie w siedmiu grach). Wiosną 2012, Brożek został wypożyczony do Celtiku FC, a kampanię 2012/2013 spędził w Recreativo Huelva, po czym wrócił do Polski. Jego bratu, Piotrowi w zrobieniu kariery na stadionie im. Huseyina Avni Akera przeszkodziły poważne urazy (łydki i mięśnia dwugłowego uda). Nad Wisłę wrócił w 2012 r.

Marcin Robak wiosną 2011 zdobył dla Konyasporu pięć bramek w 16 meczach, ale nie uchronił „Anatolijskich Orłów” przed degradacją. – Druga liga turecka to nie jest miejsce, w którym siebie widzę. Mam wyższe cele i ambicje – mówił w czerwcu, w rozmowie z weszło.com. Pozostał jednak na Konya Ataturk Stadyumu i robił wszystko (osiem bramek w 32 meczach), aby Konyaspor wrócił do Super Lig. W barażach jego zespół okazał się jednak gorszy od Kasimpasy (0:2 i 0:4). Latem 2012 przeniósł się do Mersin Talimyurdu SK, ale więcej w najwyższej klasie rozgrywkowej w Turcji już nie zagrał.

Przyzwoicie w Konyi radził sobie Mariusz Pawełek, który w rundzie wiosennej sezonu 2010/2011 (17 meczów/4 czyste konta) i całej kampanii 2011/2012 (32 mecze/17 czystych kont) był pierwszym bramkarzem zielono-białych. Po fiasku awansu do Super Lig i on opuścił Konyaspor.

https://twitter.com/UctenBuyuktur/status/2008975630445224143

Karierę w Super Lig zrobił jedynie Kamil Grosicki, który w ciągu 2,5 roku spędzonych w Sivassporze, zdobył 16 bramek i zaliczył 26 asyst w 104 meczach. Znakomita dyspozycja w Turcji otworzyła mu drzwi do transferu do Stade Rennais, do którego przeniósł się zimą 2014.

Maciej Kanczak

Źródła:

1. SportoweFakty.pl

2. Gol24.pl

3. „Fakt”

4. „Piłka Nożna”

5. krakow.naszemiasto.pl

6. „Gazeta Współczesna”

7. „Przegląd Sportowy”

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 0 / 5. Licznik głosów 0

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

Więcej tego autora

Najnowsze

Ranking punktowy Ekstraklasy w pierwszym ćwierćwieczu XXI wieku

44 ekipy w XXI wieku zaznały smaku Ekstraklasowej uczty. Warto sprawdzić, ile punktów wywalczyły poszczególne drużyny w pierwszym ćwierćwieczu XXI wieku w najwyższej polskiej...

Fenomen przed erą Messiego i Cristiano Ronaldo. Poznaj historię Ronaldo Luísa Nazário de Limy

Nie strzelił najwięcej goli w historii futbolu. Nie ma na swoim koncie zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Nie zdobył mistrzostwa Włoch z Interem ani nie...

„Lewandowski. Prawdziwy” – recenzja

Biografia „Lewandowski. Prawdziwy” to pozycja, która ma szansę stać się kultową. Nikt tak jak Sebastian Staszewski nie zbliżył się do prawdy o najlepszym współczesnym...