Bruce Grobbelaar – szaleniec na nogach z makaronu

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Lata mijały, a brzydkie kaczątko przeobraziło się w dorodnego łabędzia. W maju 1984 r. żaden fan Liverpoolu nie wyobrażał sobie, by w bramce miał stanąć ktoś inny. Mocna pozycja w drużynie nie mogła jednak uczynić łatwiejszym wyzwania, jakim był rozgrywany w Rzymie finał Pucharu Europy przeciwko miejscowej AS Romie. Najważniejszy mecz sezonu, ba, kariery, włoski przeciwnik grający na własnym podwórku. Bruce zdawał się jednak nic sobie z tego nie robić.

Jako pierwsi wyszliśmy do tunelu i zaczęliśmy śpiewać „I don’t know what it is, but I love it” Chrisa Rea’i. Im dłużej zwlekali rywale, tym my byliśmy głośniejsi. Gdy wyszli z szatni, wyglądali na zszokowanych. Graeme Souness szepnął mi do ucha: „Mamy ich!” – opowiadał.

Souness miał rację. Mieli. Spotkanie nie należało do najwybitniejszych – może nie rozczarowało, ale o tym, co działo się w podstawowym czasie gry, nie opowiadano przez dekady. Ot, najzwyklejsze, przeciętne 1:1. Historia dopiero miała się napisać, bowiem po raz pierwszy miano klubowego mistrza Europy zależało od powodzenia w konkursie rzutów karnych. Role się obróciły – to bramkarze znaleźli się w świetle jupiterów, a strzelający stali się tłem.

Bruce rozgrywał swój własny mecz. Istnym fenomenem było, że bohaterem został bramkarz, który nie obronił ani jednego strzału. Wygrały proste gierki psychologiczne, po mistrzowsku skonfundował napastników. Przed drugą serią próbował przegryźć siatkę, przed kolejnymi w ekstrawagancki sposób wił się na nogach, co po dziś dzień określane jest jako nogi spaghetti. Trudno to opisać, najlepiej obejrzeć samemu. Nogi spaghetti były prototypem Dudek Dance, a bramkarze Liverpoolu już na zawsze zostaną zapamiętani ze swoich zachowań na linii bramkowej. Swoje próby zepsuło dwóch piłkarzy Giallorossich, a Grobbelaar, nie po raz ostatni, znalazł się na ustach wszystkich.

Co sam najlepiej zapamiętał z tego dnia?

Gdy zmierzałem w stronę bramki, Joe Fagan objął mnie i powiedział: „Słuchaj, nikt nie będzie Cię winił, jeżeli nie obronisz karnego. Ja, trenerzy, prezes, dyrektorzy, twoi koledzy i kibice. Nikt”. Te słowa dodały mi otuchy, stres wyparował. Na odchodne rzucił jeszcze: „Postaraj się wybić ich z rytmu”. To właśnie zrobiłem, wybiłem z rytmu dwóch reprezentantów Włoch, Bruno Contiego i Francesco Grazianiego – opowiadał bramkarz.

To nie musiał być pierwszy tryumf Grobbelaara w Pucharze Europy. W 1981 r., niespełna trzy miesiące po transferze, Bob Paisley zakomunikował mu, że będzie zmiennikiem Raya Clemence’a w finałowym starciu z Realem Madryt. Bramkarz wprawił swojego zwierzchnika w osłupienie komunikując, że miejsce na ławce bardziej należy się doświadczonemu Steve’owi Ogrizoviciowi. Menedżer wyraził zgodę, warunkiem była jednak rozmowa obu bramkarzy, w której Bruce miał we własnej osobie przekazać instrukcje starszemu koledze. Co miał zrobić, to zrobił. Na własne życzenie pozbawił się najłatwiejszego złotego medalu w karierze i cierpliwie czekał na swoją kolej.