„Cholo Simeone i jego żołnierze. Atlético Madryt” – recenzja

W sezonie 2013/2014 piłkarski świat zadziwiła ekipa Atlético Madryt pod wodzą charyzmatycznego młodego trenera Diego Simeone. Pokonanie Realu i Barceony w lidze hiszpańskiej oraz finał Ligi Mistrzów, do którego wygrania zabrakło zaledwie kilkudziesięciu sekund – tego nie spodziewali się przed sezonem najwięksi optymiści spośród kibiców tej drużyny. Fenomen niesamowitej metamorfozy Los Rojiblancos opisał Leszek Orłowski w swojej trzeciej książce z hiszpańskiej serii wydawnictwa SQN.

Autor od lat specjalizuje się w lidze hiszpańskiej, przez wiele lat komentował mecze La Liga w Canal+, pisał także dla „Piłki Nożnej”. W 2015 r. stacja Canal+ straciła prawa do transmisji ligi hiszpańskiej, a tym samym Leszek Orłowski przestał komentować mecze z Półwyspu Iberyjskiego. Postanowił więc podsumować pewien etap swojej pracy i zbierane przez lata materiały uporządkować. Wyszły z tego trzy bardzo ciekawe książki – najpierw ukazała się „Barca. Złota dekada” (2016), a następnie „Real Madryt. Królewska era Galacticos” (2017). Wreszcie Leszek Orłowski i wydawnictwo Sine Qua Non zamknęło trylogię książką „Cholo Simeone i jego żołnierze. Atlético Madryt”.

Nie jest to historia klubu (podobnie jak w przypadku książek o Realu i Barcelonie), lecz reportaż o ostatnich kilkunastu latach „ubogiego krewnego” Realu Madryt. Pierwotnie autor zamierzał opisać jedynie metamorfozę Atlético pod wodzą Cholo Simeone, jednak aby wyjaśnić pewne procesy, musiał cofnąć się do przełomu wieków. Właśnie w 2000 r. „Atléti” spadło do Segunda Division i borykało się z wielkimi problemami finansowymi. Charyzmatyczny, nieżyjący już niestety trener Luis Aragonés w 2002 r. wprowadził swój klub z powrotem na salony, jednak kolejne lato to pasmo rozczarowań i częstych zmian trenerów.

Dla Uríi jednak złota era klubu z Diego Simeone na stanowisku trenera po prostu odwleka nieuchronne, to kroplówka, do której w ostatniej chwili podłączono znajdującego się w agonii pacjenta. A trawiąca klub choroba nazywa się Gilifato. (s. 24)

Cóż to jednak za złowieszczy głos? Leszek Orłowski często cytuje hiszpańskiego dziennikarza Rubéna Uríę, niezwykle krytycznego wobec rządzących w Atlético od lat Gilów – zmarłego w 2004 r. Jesúsa Gila i kontynuującego jego rządy syna Miguela Angela Gila Marína. Do opisywanego Gilifato trzeba jeszcze doliczyć Enrique Cerezo, szarą eminencję i oddanego przyjaciela dwóch pokoleń Gilów. Rubén Uría to zajadły krytyk polityki władz klubu, jednak większość kibiców jest zachwycona ostatnimi latami w historii Los Rojiblancos.

Część druga pt. „Era Cholo” zaczyna się na stronie nr 107 i właściwie dopiero wtedy wkraczamy we właściwą treść książki. Wcześniejsze sto stron było tylko budującym napięcie wstępem do czasów Diego Simeone. Trzeba przyznać, że autorowi udało się spotęgować to napięcie – wszystkie niepowodzenia i zawody Atlético przed 2012 r. były niejako ziarnem, z którego wyrosły plony zbierane przez Cholo Simeone.

Trenerów, którzy pełnili tę funkcję w Atlético przed Simeone, łączyło jedno – brak zdecydowania. Żaden szkoleniowiec, nawet najlepszy z nich Quique Flores, nie wiedział do końca, czego chce. Futbolu opartego na kontratakach czy na posiadaniu piłki? Spektaklu czy też wyniku za wszelką cenę? Współpracy opartej na wzajemnym zaufaniu między szefem a podwładnymi czy wojskowego drylu? W zasadzie co pół roku, w najlepszym razie co rok, w klubie przestawiano zwrotnicę; jeśli zatem akurat obowiązywał futbol defensywny, to jasne było, że za pół roku przyjdzie czas na ryzykowną grę do przodu, jeśli dziś był w użyciu bat, to za kilka miesięcy piłkarze otrzymają pomarańcze. Cholo natomiast doskonale wiedział, czego chce. „Musimy natychmiast zostać zespołem niewygodnym dla każdego rywala, żeby nikt nie chciał z nami grać” – to wygłoszone w pierwszych tygodniach pracy przez nowego trenera zdanie najlepiej chyba ilustruje jego priorytety. Szefowie klubu zostali zresztą uprzedzeni, że skoro biorą psa, to nie mogą liczyć, że zamiauczy: Atlético mało dążyć do sukcesu drogą zupełnie inną niż obrana przez Barcelonę, którą akurat zachwycał się cały świat. W jednym z pierwszych wywiadów Simeone, jakby spodziewając się ataków, dał wyraz przeświadczeniu, że znacznie trudniej jest się dobrze bronić niż dobrze atakować, więc niech nikt nie lekceważy pracy, jaką zamierza wykonać z zespołem. (s. 117-118)

Dalsza część książki to bardzo dokładny opis, sezon po sezonie, występów Atlético Madryt we wszelkich możliwych rozgrywkach. Oczywiście największą wartością książki nie są opisy meczów i ich wyniki, bo te można znaleźć w internecie. Leszek Orłowski zdradza dużo historii zakulisowych, przymiarek transferowych i okoliczności sprzedaży niektórych zawodników. Opisuje, jak w pewnym sensie właściciele klubu Miguel Angel Gil Marín i Enrique Cerezo stali się zakładnikami Cholo Simeone, który dzięki świetnym wynikom zapewnił klubowi nadspodziewane dochody i uratował go przed bankructwem. Dowiemy się też, kiedy trener był najbliższy odejścia z Madrytu i dlaczego ostatecznie zdecydował się przedłużyć kontrakt. Bardzo ciekawe są też dzieje przenosin Atlético ze starego z Estadio Vicente Calderón na El Wanda Metropolitano, na którym od sezonu 2017/2018 Los Rojiblancos rozgrywają swoje domowe mecze. Duże zamieszanie w kwestii nieruchomości i przekształceń własnościowych – dobrze to znamy z historii dotyczących Realu Madryt. Znajdziemy także dużo na temat różnic dotyczących kibiców Atlético i Realu (podział spotykany nader często – bogaci kibicują „Królewskim”, biedniejsi „Czerwono-białym”), a całość wieńczy rozdział o doktrynie trenerskiej Diego Simeone:

Cholismo to bowiem doktryna posiadająca fundamenty, lecz o wciąż tworzonej nadbudowie. Rozrasta się ona z każdym sezonem pracy Simeone w Atlético, bo każdy sezon niesie ze sobą nowe wyzwania, niemal każdy mecz stawia tego trenera przed koniecznością podjęcia jakiejś decyzji, której dotychczas podejmować nie musiał. Cholismo nie jest skończoną nauką o osiąganiu w futbolu sukcesu, ale zen, czyli drogą. To zbiór reguł, które trzeba mieć w pamięci, by w każdej nowej sytuacji podjąć właściwą decyzję. (s. 402)

Takie zakończenie książki dobrze ją podsumowuje, bo jest to bardziej praca o Diego Simeone niż o Atlético Madryt. Leszek Orłowski skupia się przede wszystkim na okresie pracy Cholo w tym klubie i trudno się dziwić – wcześniej Atlético było tylko jednym z kilku klubów hiszpańskich, które walczyły o trzecią lokatę w lidze. Dzięki charyzmatycznemu Argentyńczykowi „Atléti” wskoczyli na wyższym poziom i rozbili duopol Realu oraz Barcelony. Era „Cholo Simeone i jego żołnierzy” to całkiem nowe zjawisko w historii futbolu i bardzo dobrze, że szybko doczekało się analizy w języku polskim.

Książka Leszka Orłowskiego adresowana jest przede wszystkim do sympatyków ligi hiszpańskiej, ale nie zawiodą się także kibice, którzy po prostu szukają czegoś więcej niż suchych opisów meczów i transferów. Wielkim plusem są krótkie sylwetki najważniejszych piłkarzy, zręcznie wplecione w całość narracji. Książka „Cholo Simeone i jego żołnierze. Atletico Madryt” może nie jest dziełem wybitnym, które zajmie miejsce w ścisłej czołówce plebiscytu „Sportowa Książka Roku”, ale z pewnością warto po nią sięgnąć, jako po naturalne uzupełnienie trylogii o najlepszych hiszpańskich klubach. Od strony graficznej też wygląda podobnie do pozycji o Barcelonie i Realu Madryt; okładka w barwach klubowych przyciąga wzrok, a w środku znajdziemy kolorową wkładkę ze zdjęciami. Kolejny bardzo dobry produkt wydawnictwa Sine Qua Non.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

O Bartosz Bolesławski 30 artykułów
Psychofan i zaoczny bramkarz KS Włókniarz Rakszawa. Miłośnik niesamowitych historii futbolowych, jak mistrzostwo Europy Greków w 2004 r. Zwolennik tezy, że piłka nożna to najpoważniejsza spośród tych niepoważnych rzeczy na świecie.