„Gigi Buffon. Numer 1” – recenzja

Czas czytania: 2 m.
0
(0)

Legenda głosi, że bramkarz i lewoskrzydłowy powinni być nieco szaleni. Gianluigi Buffon idealnie dopasowuje się do tego stereotypu. Może czasami sprawia on wrażenie spokojnego i ułożonego, jak przystało na tak doświadczonego piłkarza, ale książka „Numer 1”, która ukazała się nakładem wydawnictwa SQN, pokazuje coś zupełnie innego.

Book Sale Instagram Post 2024 02 21T231020.358

Bramkarz musi być szalony – to prawda, którą łatwo uzasadnić. Otóż ciąży na nim ogromny ciężar. To on odpowiada za dostęp do bramki i każdy jego błąd będzie stawiany na świeczniku, podczas gdy napastnik może zmarnować kilka okazji, by w końcu wykorzystać tę jedyną, rozstrzygającą o losach meczu i dzięki temu będzie wielki. W związku z tym szaleństwo bramkarza jest uzasadnione i Buffona można rozgrzeszyć za wszystkie jego grzeszki, a trochę ich było. A co z lewoskrzydłowym? Przyjmijmy, że jeden wariat w drużynie czułby się jak odmieniec.

Ogólnie Buffon był w młodości bardzo rozrywkowym chłopakiem. W swojej książce opowiadał o tym jak regularnie chodził na mecze swojej ukochanej drużyny. Raz nawet oskarżono go o to, że brał udział w kibicowskiej ustawce. Innym razem wykorzystał pewne motto, które miało bardzo kontrowersyjne pochodzenie, a kiedy indziej postanowił wysikać się na samochód. Pech chciał, że działo się to na oczach policji. Jak na ich widok zareagował Buffon?

Co się tutaj wyrabia? − spytali policjanci, wysiadając z radiowozu.
− Sikamy sobie − odpowiedziałem bezczelnie.

Biografię Buffona można uznać za jedną z lepszych na rynku z kilku powodów. Przede wszystkim nie ma w niej dość popularnego w takich pozycjach „lania wody”. I słusznie, bowiem czytelnika nie ciekawi z kim i kiedy grał dany klub, bo to jest wiedza ogólnie dostępna, lecz ciekawostki z szatni, czy z młodości. I takie ciekawostki zapewnia właśnie książka „Numer 1”. Przykład? Oto jak Gianluigi Buffon został bramkarzem. Okazuje się, że nakłonił go do tego ojciec.

… któregoś dnia powiedział mi: „Gigi, a może spróbowałbyś pograć przez rok na bramce?”. W tym czasie byłem już zakręcony na punkcie Kamerunu z mundialu ’90 i przede wszystkim na punkcie N’Kono. „No dobra”, odpowiedziałem. Tata musiał mieć jakiś dar przewidywania, już wtedy widząc we mnie golkipera. Miałem trzynaście lat, kiedy postanowiłem zmienić pozycję. Niestety w Particacie byli zainteresowani mną tylko na pozycji pomocnika, musiałem więc żeby grać na pozycji bramkarza. W klubie zgodzili się na to, choć już po kilku meczach zaczęli podpytywać mnie, czy nie chciałbym wrócić do gry w środku pola. Ja jednak byłem uparty.

Biografię Gianluigiego Buffona można polecić z czystym sumieniem, choć ma ona też wiele wad. Po pierwsze, mistrz świata z 2006 roku ukończył ją dwa lata później, więc pewne rzeczy straciły nieco na aktualności. Jednak, choć daleko jej do takich rodzynków jak „Ja, Ibra” czy „Myślę, więc gram”, to można spokojnie poświęcić jej trochę czasu, bo czyta się ją bardzo szybko. Rozdziały są krótkie, a Buffon nie przedłużał zbytnio swojej opowieści, a przy okazji można się dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy. Wiedzieliście na przykład, że Gigi zwyczajnie kupił sobie świadectwo maturalne? Ale to jeszcze nic strasznego. Najstraszniejsze jest to jak zareagował na to Giovanni Trapattoni: − Nie przejmuj się, przynajmniej dotarłeś do przedostatniej klasy. Są tacy, którzy w ten sposób zaliczyli aż pięć lat w jeden rok. Osiemdziesiąt procent matur piłkarzy to fałszywki.

GRZEGORZ IGNATOWSKI

 

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 0 / 5. Licznik głosów 0

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Redakcja
Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians — przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie, to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku.

Więcej tego autora

Najnowsze

„Czarny orzeł, biały orzeł. Piłkarze w trybach polityki” – recenzja

Co dzieli Polaków? Polityka, opinia o Robercie Lewandowskim, sprawy społeczne i tak dalej. Można wymieniać długo. Na pewno temat relacji polsko-niemieckich to poletko zainteresować...

Al-Saadi Kaddafi – zapomniane dziecko Dżamahriji

Al-Saadi Kaddafi miał marzenie, żeby zostać piłkarzem. Wykorzystując swoją pozycję zrobił wszystko, żeby zaistnieć w świecie futbolu.

Thierry Henry – kula w armacie

Przypominamy karierę jednego z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych napastników początku XXI w.