W obecnym formacie Pucharu Polski krytykowane są dni i pory rozgrywania spotkań. Ekipy z niższych lig są niejako zobowiązane przez prawa telewizyjne, aby ich mecze z czołowymi zespołami w Polsce były rozgrywane w środku tygodniu w środku dnia. Dotyczy to nawet ćwierćfinału. Mecz 1/4 finału PP Avii Świdnik z Rakowem Częstochowa zaplanowano na czwartek o… 13:30. Obiekt im. Floriana Krygiera nie ma odpowiedniego oświetlenia, dlatego spotkanie odbyło się w kiepskim terminie dla człowieka pracującego. W niniejszym tekście przeczytacie, że warto walczyć o zmianę terminu. Nawet mimo sprzeciwu PZPN-u.
Tło wydarzenia
Wielkie święto w Karczewie. W 1970 roku do tego miasta przyjechał pierwszoligowy średniak Stal Rzeszów. Przyjazd dziewiątej najlepszej drużyny w Polsce z poprzedniego sezonu budził słuszne zainteresowanie fanów klubu z czwartego poziomu rozgrywkowego.
Wspomniany mecz 1/16 finału Pucharu Polski był poważnie zagrożony. Ba, starcie w pierwotnym terminie odwołano. Karczewiacy zostali ukarani walkowerem. Wydział Gier i Dyscypliny Polskiego Związku Piłki Nożnej podjął taką decyzję, gdyż ekipa Mazura nie stawiła się na mecz. Było to spowodowane tym, że mecz zaplanowano na dzień powszedni, mimo że początkowo spotkanie wyznaczono na weekend. Gracze z Karczewa byli amatorami, na co dzień mieli inne miejsca pracy. Natomiast na mecz zgodnie z planem przybyła drużyna z Rzeszowa.
Decyzja WGiD PZPN spotkała się z dezaprobatą w środowisku piłkarskim, o czym pisał słynny dziennikarz Andrzej Jucewicz w „Przeglądzie Sportowym”. Redaktor naczelny dziennika nazwał wyżej wspomnianą sprawę „casusem Karczewa”. Krytyczne opinie wyrazili też inni fachowcy tacy jak Bogdan Tomaszewski czy Krzysztof Teodor Toeplitz. Natomiast kibice Mazura twierdzili, że włodarze Stali chcieli zmiany termin, gdyż… przestraszyli się ich dopingu. Ostatecznie decyzję zmieniono. Pomogła w tym „interwencja naczelnych władz sportowych” (cytat za „PS”).
Ostatecznie wielkie święto futbolu w Karczewie odbyło się w niedzielę 29 listopada 1970 tuż po rozegraniu ostatniej kolejki I ligi w roku. Było to ostatnie starcie 1/16 finału PP. W tym terminie inne ekipy grały już o ćwierćfinał PP. Mazur Karczew w razie wygranej grałby z wielkim Górnikiem Zabrzem. Włodzimierz Lubański, Zygfryd Szołtysyik czy Jerzy Gorgoń mogli przyjechać do podwarszawskiego Karczewa. Podczas starcia ze Stalą pojawiło się nawet hasło „Karczewska publika czeka na Lubańskiego i Szołtysika”. Wystarczyło tylko i aż wygrać ze Stalą Rzeszów. Rundę wcześniej Mazur potrafił pokonać drugoligową Cracovię, a kilka lat wcześniej w PP wygrał z pierwszoligowym Ruchem Chorzów.
Stadion pękał w szwach. Na spotkanie ze Stalą przyszło zapewne kilka tysięcy fanów. Niektórzy z nich siedzieli na rowerach czy zaimprowizowanych trybunach z samochodów ciężarowych.
Mecz
Tysiące kibiców przybyłych z Karczewa czy Warszawy oczekiwali na sensację. Było to bardzo prawdopodobne. Zwłaszcza po 17. minucie meczu. Wtedy składną i szybką akcję na gola zamienił gracz gospodarzy Rzeszotek. Wykorzystał on dośrodkowanie od Sosnowskiego. Ówczesna szósta ekipa ligi okręgowej sensacyjnie prowadziła.
Stal po utracie gola postanowiła mocno postarać się o to, aby zmienić wynik meczu. Goście nacierali na bramkę Witolda Żelazki (może tu chodzić o znanego potem sędziego i skazanego w aferze korupcyjnej Wita Żelazkę, byłego golkipera Mazura Karczew). Świetne okazje miał Bożek. Jednak żadna z jego okazji nie znalazła miejsca w siatce. Po jednym z jego uderzeń piłka uderzyła w słupek.
Po przerwie stalowcy wyraźnie przeważali. Wykorzystali to w 70. minucie, gdy Stawarz zdobył bramkę na 1:1. Po golu lekko przebudzili się gospodarze. Jałocha obronił uderzenia Kociszewskiego i Olszewskiego. Remis utrzymał się aż do końca dogrywki. W karnych aż 4:1 wygrali piłkarze z Rzeszowa. Karczewianie zarówno pudłowali, jak i chybili.
„PS” po spotkaniu chwalił najmocniej: graczy gospodarzy kapitana Zdzisława Balińskiego, Witolda Żelazkę oraz Szymon i Witolda Trzaskowskich (niespokrewnieni, bardzo popularne nazwisko w Karczewie jak Olszewski) oraz zawodników gości Ostafińskiego, Dudę, Kozerskiego i Stawarza. Zdaniem trenera Mariana Olszewskiego jego podopiecznym zabrakło „ostrzelania” w rzutach karnych.
Wielki był to mecz. „PS” w swoim komentarzu posłużył się takim bon motem „Karczew stał się symbolem uzdrowicielskiej fali w piłce nożnej”. Jak dobrze, że piłkarskie święto się odbyło, a PZPN zmienił decyzję o walkowerze dla Mazura.
Trener-legenda
Ekipę z Karczewa we wspomnianym spotkaniu prowadził Marian Olszewski. Na wielu może być to anonimowa postać. Jednak nie słusznie, bo był bardzo zasłużony trener nie tylko dla Mazura. Szkoleniowiec stał się specem od treningów młodzieży. To pod jego okiem trenowali m.in. Władysław Grotyński, Antoni Trzaskowski, Feliks Niedziółka czy Jacek Dąbrowski. Ogółem trener Olszewski szkolił przyszłych 30 zawodników, którzy wystąpili później na najważniejszych szczeblach rozgrywkowych w Polsce czy nawet w biało-czerwonej kadrze.
W 2001 roku Mazowiecki Związek Piłki Nożnej przyznał Trzaskowskiemu zaszczytny tytuł Najlepszego Trenera-Wychowawcy Młodzieży 80-lecia na Mazowszu. Szkoleniowiec występował też w programie „Piłkarska kadra czeka”. Wybitna postać trenerska, ale niestety za mało znana.
Źródła
PS nr: 137, 142-144/1970
Głos Karczewa 3-4/2014
Mała stolica futbolu
http://mazurkarczew.pl/aktualnosc/show/3816/-/marian-olszewski-nie-zyje/
