Jan Koller – czeski wieżowiec

Belgijskie wybawienie

Wydawało się, że kariera czeskiego napastnika może się zatrzymać. Naturalnym posunięciem było znalezienie nowego pracodawcy. Jan budził duże zainteresowanie, a do Pragi wpłynęła oferta z Belgii, konkretnie z Lokeren. Wszystkie formalności załatwił Josef Vacenovský, który na początku lat 90. reprezentował barwy Trójkolorowych.

Bardzo cenił go prezes belgijskiej drużyny, Roger Lambrecht. Podkreślał, że od zawsze miał szczęście do dobrych ludzi, którzy podawali mu rękę, nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Klub z Flandrii Wschodniej zapłacił za Jana 100 tysięcy marek, które z perspektywy czasu nie okazały się pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. Wręcz przeciwnie.

Jeśli tam by mi nie wyszło, wróciłbym do Czeskich Budziejowic. Poszedłem i się udało. Lokeren było moim wybawieniem. Znowu zacząłem cieszyć się piłką, po tym piekle w Sparcie. Jednak dziękuję, że pchnęła mnie do wielkiego futbolu. Urazy nie czuję.

Dla chłopca z czeskiej ligi gra w Belgii stanowiła spore wyzwanie. W zespole z Lokeren panowała rodzinna atmosfera i wzajemny szacunek. Relacje wyglądały o wiele lepiej niż w Pradze. Styl belgijskiej piłki różnił się od tego, z którym Koller spotkał się w swojej ojczyźnie. Kładziono wielki nacisk na grę fizyczną.

Od pierwszej do 90. minuty szliśmy na całość. Szybkie tempo, często kosztem dokładności. W Sparcie graliśmy spokojniej, utrzymując piłkę. Tutaj była piłka do przofu i do dzieła. No to się Honza nabiegał – wspominał Roman Vonášek.

Graliśmy takim angielskim stylem, do którego pasowałem – zgodził się z kolegą Jan.

Najgorszą rzeczą dla „Dino” okazał się… język. Nie znał innego, prócz rodzimego, a flamandzki przychodził mu z wielkim trudem. Drugim problemem były korki do gry, bo jak nie trudno się domyślić, butów o rozmiarze 50(!) nie dało się kupić w zwykłym sklepie. Firma Adidas starała się go jednak na bieżąco zaopatrywać.

Dobra zmiana i czeska kolonia

Pierwszym szkoleniowcem Lokeren, za czasów Kollera, był Fi Van Hoof, który przez dwa sezony stał za sterami klubu. Być może miał dobry kontakt z zawodnikami, ale kariera Jana nabrała rozpędu dopiero w momencie, gdy zespół objął Will Reynders.

Z jego przyjściem wszystko obróciło się ku lepszemu. Pod Van Hoofem byłem częścią drużyny, ale prawdziwym zaufaniem obdarzył mnie dopiero Willy. Jeśli czuję, że ktoś na mnie stawia, to mogę zrobić wszystko – opowiadał Koller.

Czech szybko zaczął odpłacać się trenerowi, zdobywając wiosną dziewięć bramek i kończąc sezon jako najlepszy strzelec drużyny. Fakt, że utrzymywali dobre kontakty w zespole, przeniósł się na późniejszą znajomość. Gdy w 2009 roku Jan szukał klubu, Willy zadzwonił z zapytaniem, czy „Dino” nie chciałby pomóc byłemu klubowi z Lokeren, jednak ten wybrał wówczas Monako.

Oprócz Romana Vonáška i Martina Pěnička, którzy tworzyli czeską kolonię w Lokeren, do zespołu dołączył również Daniel Zitka.

Kiedy się dowiedziałem, że przyszedł do nas Dan Zitka, byłem ogromnie uradowany. Poszerzył nie tylko nasz czeski klan, ale w końcu mieliśmy dobrego bramkarza!

Dobra postawa Honzy w lidze, w której strzelał jak na zawołanie, zaowocowała zainteresowaniem innych klubów. Chciały go pozyskać Fulham, także Schalke, Dortmund czy Kaiserslautern. Koller postanowił jednak nie zmieniać kraju i wybrał Anderlecht. Belgia stała się dla niego drugim domem.

Autor: Redakcja

Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. kontakt: 661-212-782, e-mail: redakcja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Redakcja.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *