Jan Koller – czeski wieżowiec

Rodzina, czyli największe szczęście

Jan to nie typ prawdziwego podrywacza, który uwielbia otaczające go hordy pięknych kobiet. Hedvika, jego żona, to trzecia dziewczyna, z którą się spotykał. Poprzednie wolały pozostać w Czechach.

Ta druga była starsza i miała dziecko. Kiedy przenosiłem się z Pragi do Lokeren, kupiłem jej bilet. Pewnie spanikowała i wróciła do mężczyzny, z którym wcześniej żyła. Dzień przed odlotem zadzwoniła do mnie  i powiedziała, że to jest koniec. Więcej się nie widzieliśmy. Trochę mnie to wtedy dobiło. Potem niczego nowego nie zaczynałem, bo bałem się, że przyczepi się do mnie piękna, ale przebiegła dziewczyna, która będzie ze mną chciała być dla pieniędzy, ale to nie dla mnie.

Jakiś czas później pojawiła się Hedvika (eksżona Pavla Horvátha), która leczyła jego obolałe serce. Gdy tylko Koller miał wolną chwilę, wsiadał w samochód i jechał do Lokeren. Spędzał czas z Vaškem Budkou, Romanem Vonáškem  i Martinem Pěničką.

Tworzyli jedną wielką rodzinę, która spotykała się podczas wspólnych wycieczek. To właśnie u Martina, Jan spotkał swoją przyszłą żonę. Hedvika stała się nagle jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet w kraju. Media belgijskie porównywały ten związek do Davida i Victorii Beckhamów. Niektórzy ludzie myśleli, że partnerka Honzy miała wpływ na to, że nie dawał na boisku z siebie wszystkiego.

Było zupełnie inaczej. Ciągłe wsparcie, jakie od niej dostawał, było nieocenione. Wcześniej o każdy drobiazg musiał dbać sam. Jego życie stało się lepsze i mógł maksymalnie skoncentrować się na piłce.

Honza nie przynosił do domu stresu. W rzeczywistości nie czuję, że żyłam z gwiazdą piłki nożnej. Jemu nie grozi to, żeby sława uderzyła mu do głowy. On jest sobą i się nie zmienia. Jest skromny, spokojny i miły. Czasem się denerwował, ale wiedziałam, że to nie potrwa długo – mówila Hedvika.

Jak wspominał ojciec Jana, Hedvika była dobrą gospodynią, a „Dino” lubił zjeść. Szczególnie szalał za pierogami z kapustą. Po sezonie nie odmawiał sobie także piwa czy czekolady. Po czasie nadeszła świetna nowina – miał zostać ojcem. Z tej okazji, wspólnie z żoną wymyślili zabawę, która polegała na wytypowaniu wagi oraz płci dziecka. Najbliżej wygranej był Tomáš Rosický, lecz w ostatecznym rozrachunku nie zatryumfował, ponieważ obstawiał chłopca.

To okazało się najbardziej niesamowitym doświadczenie w życiu czeskiego napastnika. Miał cichą nadzieję, że dziecko będzie jak mama, a nie tata. Trudno wyobrazić sobie ponad dwumetrową dziewczynkę. W porównaniu do organizacji wesela, gra na boisku była bułką z masłem. 21 sierpnia 2008 roku Honza został ojcem po raz drugi. Na świat przyszła jego druga córeczka, Kačenka. Dwójka to minimum, które para sobie założyła, ponieważ żona Kollera chciała mieć czwórkę dzieci.

Duży i Mały

Anderlecht postanowił ściągnąć do drużyny drugiego atakującego, który mógłby wesprzeć Jana. Postawili na Kanadyjczyka polskiego pochodzenia, Tomasza Radzinskiego. Po transferze, Tomasz musiał się przyzwyczaić do większego ciśnienia. W Germinal Ekeren, skąd przychodził, grano tylko o utrzymanie. W całkowicie innym miejscu „kwitła” drużyna Fiołków. Na stadion przychodziło średnio 25 tysięcy osób. To stawiało spore wymagania.

Grałem z wieloma znakomitymi napastnikami, ale Tomasz był wyjątkowy. Doskonale się rozumieliśmy. Gdybym miał podać zawodnika, z którym najlepiej się mi grało, to wymieniłbym jego nazwisko. Dzięki tej współpracy mieliśmy więcej wariantów rozegrania: ja mogłem zgrywać piłki głową, a Tomasz mógł grać kombinacyjnie po ziemi. 

Wkrótce stali się dobrymi przyjaciółmi poza boiskiem. Pomógł w tym fakt, że obaj nie znali dobrze flamandzkiego, a ze względu na podobieństwo w języku czeskim i polskim, potrafili się bez większych problemów dogadać.

Z Polski wyjechaliśmy, kiedy miałem trzynaście lat. Wybraliśmy się do Niemiec, a później do Kanady. Tam zacząłem grać w lokalnej lidze i byłem najlepszym strzelcem.  Potem powiedziałem w wywiadzie, że chciałbym spróbować swoich sił w Europie i skusił mnie belgijski Ekeren. Później kupił mnie Anderlecht. Z Janem w klubie spędziłem dwa lata, był wspaniałym człowiekiem. Nadal czasem wysyłamy sobie maile lub od czasu do czasu do siebie dzwonimy. Teraz jednak komunikujemy się w języku angielskim czy niemieckim – wspominał Tomasz.

W drużynie Fiołków Koller grał z numerem 8, a nie charakterystyczną dla siebie 9. Nowy numer również przynosił mu szczęście. W 2000 roku dostał nagrodę najlepszego piłkarza w Belgii.

Oczywiście, że się cieszę z tej nagrody. Byłem faworytem, ale i tak nie wierzę, że wygrałem. To najlepszy moment w mojej zawodowej karierze. Jestem pełen uznania dla wszystkich moich kolegów, bez których pomocy bym tu nie stał. 

Autor: Redakcja

Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. kontakt: 661-212-782, e-mail: redakcja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Redakcja.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *