Jan Koller – czeski wieżowiec

Niesamowity bramkarz z Czech

W listopadzie 2002 roku Jan zaliczył epizod jako… bramkarz! Stało się to w spotkaniu przeciwko Bayernowi Monachium, gdzie zaczął klasycznie, czyli w ataku, a Borussia szybko objęła prowadzenie. Santa Cruz i Claudio Pizzaro odwrócili wynik na korzyść Bawarczyków.

Gdy padła druga bramka dla Die Roten, bramkarz Jens Lehmann dostał drugą żółtą kartkę, która była pokłosiem gwałtownych protestów. BVB nie mogło wtedy już przeprowadzić zmiany. Jedynym człowiekiem, który wiedział, że może pomóc w tej sytuacji swojej drużynie, był Jan. Wtedy nikt w Niemczech nie wiedział, że „Dino” w młodości zaczynał na pozycji bramkarza. Zaliczył przy tym kilka dobrych interwencji, szczególnie po fenomenalnym uderzeniu Michaela Ballacka.

Jedynym pozytywem gry Dortmundu była doskonała postawa w bramce napastnika Jana Kollera. Pokazał świetne interwencje bramkarskie. Łapał piłkę tak, jakby to było jego głównym zajęciem – pisała wówczas niemiecka prasa.

Kollera pochwalił również trener Bayernu, Ottmar Hitzfeld, który żartobliwie powiedział, iż Lehmannowi wyrasta prawdziwa konkurencja. Był pod wielkim wrażeniem spokoju, jakim emanował reprezentant Czech, stojąc między słupkami bramki. Swoje trzy grosze wrzucił także Jens, który dodał, że z chęcią na stałe wymieni się pozycjami z rosłym napastnikiem.

Jan Koller jako bramkarz

W trzecim sezonie w Dortmundzie, Jana zaczęły prześladować kontuzje. Nasilił się też problem z oskrzelami, który towarzyszył mu od dzieciństwa. Jesienią w BVB grało mało piłkarzy. Aż 14 się leczyło. Po sezonie, w którym Honza strzelił 16 goli, zainteresowanie jego osobą w całej Europie było ogromne. Spekulowało się nawet o ofercie AC Milan. Niemiecki zespół odrzucał jednak wszystkie oferty, bo nie chciał stracić swojej gwiazdy. Podobno Olympique Marsylia dawała za „Dino” 6 milionów euro, lecz zadłużony klub stawiał ostro na swoim.

Taka oferta jest nie do przyjęcia. Jeśli ktoś zaoferuje dwukrotną sumę, to możemy zacząć działaćpowiedział prezydent Dortmundu, Gerd Niebaum.

W czasie niepowodzeń Borussii, kiedy to straciła ona szansę na europejskie puchary, Honza zaczął myśleć o wyjeździe. Gdy upadł pomysł z Marsylią, zgłosił się Ajax Amsterdam. Potwierdził to w mediach ówczesny trener holenderskiej drużyny, Ronald Koeman.

Do transferu jednak nie doszło, chociaż Jan bardzo dobrze pamiętał spotkania z udziałem Marco van Bastena, którego był wielkim fanem. Kolejny sezon BVB okazał się rozczarowaniem. Skończyli na siódmej pozycji, a „Dino” uplasował się na drugim miejscu w klasyfikacji strzelców. Wyprzedził go tylko Roy Makaay z mistrzowskiego Bayernu.

Straciłem motywację, to będzie mój ostatni sezon w Dortmundzie. Co będzie później, to się okaże – wyznał „Dino”.

Jednak ten sezon nie trwał dla niego zbyt długo. W meczu z Mainz, Jana zaatakował Manuel Friedrich. Efekt? Zerwane więzadła. Czeski napastnik powrócił do lekkich treningów dopiero po pięciu miesiącach, a pierwszy mecz po rekonwalescencji rozegrał w czwartoligowych rezerwach.

W dziesięciu spotkaniach w sezonie strzelił tylko cztery bramki, z czego dwie Bayernowi głową. W starciu z Frankfurtem oficjalnie pożegnał się z fanami. Wiele osób się wzruszyło. Niektórzy nawet płakali. Na trybunach można było odnaleźć wiele transparentów, ludzie wykrzykiwali „Jan Koller, Jan Koller!”.

Czech dostał od klubu zdjęcie w ramce i kwiaty. Przechodził już wiele rozstań, ale tym razem żegnała go 80-tysięczna publiczność. Musiało to na nim zrobić wrażenie. Zainteresowanie Janem wyrażały m.in. Palermo i Aston Villa, gdzie grywał Milan Baroš. Decyzję o zmianie klubu Honza zostawił sobie na czas po mistrzostwach świata, na które Czechy dostały się pierwszy raz od podziału Czechosłowacji.

Autor: Redakcja

Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. kontakt: 661-212-782, e-mail: redakcja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Redakcja.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *