Strona główna Biografia Jan Koller – czeski wieżowiec

Jan Koller – czeski wieżowiec

1

„Największy błąd w mojej karierze!”

Właśnie takimi słowami Jan skwitował swoje przenosiny do 1. FC Nürnberg. Można powiedzieć, że „Z blata do louze”, czyli „z błota do kałuży”. Wówczas w tym zespole grali jego rodacy: bramkarz Jaromír Blažek i pomocnik Tomáš Galásek.

Zespół z Norymbergii, jako zwycięzca Pucharu Niemiec, grał w Pucharze UEFA. W lidze już nie wyglądało to tak kolorowo, a sam Jan przyznał, że gra w dolnych rejonach tabeli jest bardzo trudna. Presja ogromna, kiedy jeden mecz czy nawet punkt może decydować o spadku. W pierwszych pięciu spotkaniach Honza strzelił cztery gole. Chwalili go wszyscy, włącznie z trenerem  Hansem Meyerem. Ten mówił, że zatrudnienie Jana było strzałem w dziesiątkę.

Zaaklimatyzował się w zespole tak, jakby był z nami od zawsze. W ogóle nie czuć, że jest jakąś gwiazdą. Jest bardzo skromny i powściągliwy – podsumował wiceprezes 1. FC Nürnberg, Martin Bader.

Jedną z afer, którą przeżywał Jan, podczas pobytu w niemieckim klubie, było rzekome oplucie obrońcy Hannoveru 96. Cały incydent wychwycili paparazzi.

Ja na nikogo nie plułem. Czułem się zdenerwowany, ponieważ twardo między sobą walczyliśmy. Miałem w ustach sporo śliny, zacząłem szybko mówić i trochę wyleciało. Na zdjęciu tak to wyglądało, że ślina poleciała na Schulze, a naprawdę tak nie było. Do tego kamera uchwyciła to od boku, a nie z przodu, więc inaczej to widziano – tłumaczył zdenerwowany napastnik.

Bronił go Blažek, który nie rozgrywał wtedy najlepszego meczu. Potwierdził, że taki incydent może się przydarzyć każdemu. Komisja ligi była jednak nieubłagana.

Jana ukarano kwotą w wysokości 15 tysięcy euro. Niesamowicie go to zirytowało, a Hans Lorenz, który wchodził w skład komisji, uznał to za „niewielkie wykroczenie”. Norymberdze nadal nie wiodło się najlepiej, a „Dino” po dwóch latach powrócił na Westfalenstadion, gdzie kibice mile go przywitali. Po meczu podszedł pod ich trybunę, aby im podziękować. Nie spodobało się to fanom drużyny z Bawarii, którzy z tego powodu go wyzywali.

Przykro mi, że tak jest. Żyłem w Dortmundzie, miałem tutaj dobry czas i cieszę się, że kibice o mnie nie zapomnieli. Gdy skandowali moje imię, zbierały mi się łzy w oczach. Byłem bardzo zaskoczony reakcją fanów Norymbergi. Chciałem przynajmniej minimalnie podziękować Dortmundowi. Kto mnie zna, wie, że dla swojego zespołu daje z siebie wszystko. Chciałem walczyć z 1. FC Nürnberg o to, aby pozostać w Bundeslidze.

Ta sztuka się nie udała. Glubb spadli z ligi, a „Dino” musiał szukać sobie nowego pracodawcy, ponieważ trener nie widział dla niego miejsca w swojej drużynie. Dostał nawet ofertę ze Sparty Praga, ale nie chciał wracać do ojczyzny. Interesowały się nim takie zespoły jak Birmingham czy Austria Wiedeń, jednak nieoczekiwanie wybrał ofertę z Rosji, a powrót do Niemiec określił jednym zdaniem:

Ten okres był dla mnie największym rozczarowaniem w klubowej karierze.

Przygoda w Rosji

Po mistrzostwach Europy 2008, Jan zamienił Niemcy na Rosję. Przeniósł się do zespołu z Samary, która po dwunastu meczach zajmowała szóste miejsce, trzy punkty za Spartakiem Moskwa. Zespół miał walczyć o najwyższe cele. Mówiono Leonidowi Słuckiemu, że nawet mimo 35 lat, Koller może wiele wnieść do drużyny. Język znowu stanowił problem, chociaż w latach szkolnych „Dino” uczył się rosyjskiego. Podobno Krylja Sowietow dała za Czecha 1,5 miliona euro. Po przybyciu do klubu, Honza na konferencji oznajmił, że ma umowę na rok, z opcją przedłużenia o kolejny. Przyjął numer 89.

Pierwszy raz o zainteresowaniu Samary dowiedziałem się przed mistrzostwami Europy i szczerze mówiąc, nic nie wiedziałem o tym klubie. Rosyjska liga nie jest tak atrakcyjna, ale z czasem przyjścia zagranicznych piłkarzy taka będzie. Pierwsza runda jesienna udowodniła mi, że w Rosji jest dobry poziom, tylko niektóre stadiony do niego nie pasują.

Podróże do Władywostoku trwały 12 godzin. Po jakimś czasie Jana dopadła kontuzja, która wykluczyła go z gry w najważniejszych spotkaniach. Pomimo tego, Krylja Sowietow zadziwiająco wysoko uplasowała się w tabeli. Wywalczyła sobie prawo startu w eliminacjach Pucharu UEFA.

W drugim sezonie klub spadł na 10. miejsce i był winien zawodnikom spore pieniądze. To nie była przyjemna sytuacja – grzywna, trudne mecze, a zawodnicy odmawiali udziału w treningach. Niedługo później Jan jednak dostał ofertę z Francji, gdzie pozostała jego żona z córkami. Było to spowodowane obowiązkami związanymi ze szkołą ich dzieci.

Najlepszym byłoby jakieś miejsce niedaleko Monaco. Chociaż na pół roku, ale wiem, że w moim wieku nic planować się nie da – marzył „Dino”.

1 KOMENTARZ

Exit mobile version