Jan Koller – czeski wieżowiec

Powrót do francuskiego raju

Honza negocjował głównie z Niceą i Cannes, które leżało około 50 km od Monaco. Chciał za wszelką cenę tam trafić, chociaż spore zainteresowanie jego osobą wyrażało niemieckie HSV czy czeskie kluby. Pojawiła się również oferta z odległych Chin.

Dla mnie priorytetem była gra w piłkę dla zabawy. Nie miałem już motywacji do wielkiego futbolu. Pan Paska mówił mi o Hamburgu, ale tam musiałbym być rezerwowym i walczyć o miejsce w składzie. Myślałem o tym chwilę, ale nie skorzystałem z tej oferty.

Warunki w trzecioligowym klubie z Francji były lepsze niż te, z którymi Jan miał do czynienia w Samarze. Klub jak najszybciej chciał awansować do II ligi. Początkowo wieżowcowi ze Smetanovej Lhoty nie układało się w nowym środowisku zbyt dobrze.

Był przecież o krok od emerytury. „Dino” miał oferty z Holandii, ale chciał wypełnić kontrakt z Cannes i skończyć tutaj karierę. Razem z rodziną zadecydowali, że na dłużej zamieszkają w Monaco. Dzieci Kollera dobrze posługiwały się językiem francuskim – o wiele lepiej, niż rodzice. Jedyną rzeczą, która go irytowała, były wyścigi Formuły 1, które były jedną z głównych atrakcji w księstwie.

Jan podkreślał również, że we Francji jest bezpieczniej niż w Czechach, ale kiedyś na pewno zdecydują się na powrót do ojczyzny. A futbol?

Mógłbym maksymalnie zagrać w Smetanowej Lhocie. Ale musiałbym już grać w obronie. Na starość nie będę ganiał z przodu – opowiadał śmiejąc się.

Reprezentacja i rozstanie w meczu z Polską

Pierwsza styczność Jana z dresem reprezentacyjnym nastąpiła już w okresie, kiedy to grał w Sparcie Praga. Na początku 1995 roku zauważył go trener kadry narodowej i powołał na spotkanie z Norwegią. Początkowo dwumetrowy wieżowiec nie mógł się odnaleźć, lecz po meczach z Litwą i Polską, gdzie był całkowicie bezużyteczny, coś w nim drgnęło. Honza zaczął strzelać jak na zawołanie, zaliczając imponującą serię bramek w kolejnych 10 spotkaniach z rzędu!

To było bardzo dziwne. Jak bym nie kopnął lub gdzie bym mnie wsadził głowy, to piłka kończyła w bramce.

Przed eliminacjami do mistrzostw świata w 2002 roku, Koller wiele sobie obiecywał. Czesi uważani za faworytów swojej grupy, po pierwszych zwycięstwach z Bułgarią i Islandią byli w świetnych nastrojach. W ostatecznym rozrachunku zajęli jednak drugie miejsce, tuż za Danią. Czekał ich więc baraż z Belgią. To właśnie kraj, w którym Honza czuł się jak w domu, wyeliminował ich z udziału w turnieju.

Vlastimil Petržela, były napastnik Czechosłowacji, jasno stwierdził, że trzeba ustawiać drużynę bardziej pod Kollera, aby wykorzystywać jego atuty. Reprezentacja przed Euro 2004 stacjonowała w luksusowym hotelu Penha Longa koło Lizbony.

Gracze mieli tam dosłownie wszystko. Czesi to, jak pamiętamy, jedna z rewelacji tamtego turnieju. Ulegli dopiero w półfinale Grekom, późniejszym tryumfatorom imprezy. Jan czuł jednak spore rozgoryczenie. Kolejną piękną historią były wygrane baraże z Norwegią, po których Czesi zakwalifikowali się do mistrzostw świata 2006.

Kiedy mielibyśmy się dostać na mistrzostwa świata, jak nie teraz – pytał retorycznie przed rozpoczęciem kwalifikacji do MŚ Antonin Panenka.

Sam turniej okazał się sporym rozczarowaniem. Jan zdobył tylko jedną bramkę – w wygranym meczu z USA, jak później się okazało, pierwszym i ostatnim na tamtym turnieju. Gdy Honza przenosił się do Rosji, jego myśli całkowicie zajmowały mistrzostwa Europy. Już przed turniejem powiedział, że będzie to jego ostatnia wielka impreza. Chciał w dobrym stylu definitywnie zakończyć karierę w reprezentacji.

Starcie z Turcją miało być jego ostatnim, jednak Ivan Hašek namówił go do powrotu na arcytrudne spotkanie ze Słowacją w ramach eliminacji mistrzostw świata 2010. Jan czuł się dobrze psychicznie, zaufał trenerowi i przyjechał na zgrupowanie.

Chciał pomóc kolegom. Trener Vladimir Weiss zaczął jednak oglądać Kollera w Rosji, więc wiedział jak względem niego ustawić Martina Škrtela i Jána Ďurica. Ze zbawiciela, jak ogłaszano go w mediach, stał się przegranym. Na czele grupy, po remisie 2:2, znaleźli się Słowacy. „Dino” po meczu powiedział, że do rywalizacji z San Marino nie przystąpi.

Co mogę powiedzieć? Jestem załamany swoją postawą. Jutro jadę do domu, nie mam siły tego kontynuować. Mój przyjazd to była pomyłka. Już nie wrócę. Nie będę zajmował w kadrze miejsca młodszym kolegom. Błędem był powrót na mecz ze Słowacją. Jutro odjeżdżam do domu, gdzie pewnie nie będę mógł zasnąć. Tomáš Necid i Milan Baroš pokazali, że ja tutaj nie pasuję – podsumował załamany Honza.

Trener Hašek był zaskoczony tą decyzją, jednak starał się ją zrozumieć. Ostatecznie klamka zapadła 10 października 2009 roku, kiedy to Czechy podejmowały Polskę na stadionie Sparty. Jan w podziękowaniu otrzymał bukiet kwiatów i owację na stojąco. Jedna z najwybitniejszych postaci w historii czeskiej piłki zakończyła swoją reprezentacyjną przygodę, rozgrywając 91 meczów i strzelając 55 bramek. W kadrze więcej występów od niego zaliczyli tylko Pavel Nedvěd i Karel Poborský.

Autor: Redakcja

Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. kontakt: 661-212-782, e-mail: redakcja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Redakcja.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *