Jan Koller – czeski wieżowiec

Gdyby sugerowano się jego warunkami fizycznymi, zapewne nikt nie dałby mu szans w profesjonalnym futbolu. Na przekór wszystkim, ponad dwumetrowy (202 cm) wieżowiec z Czech, pokazał, że chłopak z 260-osobowej wsi może stać się idolem w swoim kraju. Jego żona mówiła, że nigdy nie czuła, iż związała się z gwiazdą futbolu. Był po prostu skromnym człowiekiem, którego wszędzie uwielbiano. Sam często powtarzał: „Panowie Bican, Masopust – to są legendy. Pavel Nedvěd również nią będzie. Ale ja nie będę nią nigdy”. Mamy nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu utwierdzicie się w przekonaniu, że popularny „Dino”, czyli Jan Koller – także nią jest.   

Pierwsze sześć lat życia Jan spędził w Pradze, ale jego prawdziwym domem stała się Smetanova Lhota. Mała wioska niedaleko Przybramu w południowo-zachodnich Czechach. To ona w dużym stopniu ukształtowała zawodnika, który stał się najskuteczniejszym strzelcem w historii czeskiej reprezentacji. Kiedy w pobliskim barze emitowano mecz z jego udziałem, wszyscy zbierali się, żeby głośno dopingować. Na jednej ze ścian widniał tam wizerunek Jana w rzeczywistych rozmiarach.

Gdyby nie pobyt na wsi, nawet bym nie pokopał piłki. Zapewne nie jest przypadkiem, że wielu piłkarzy dorastało poza wielkimi miastami. Jedynym obowiązkiem, jaki mieliśmy w wolnym czasie, było uganianie się za futbolówką – powiedział Jan, kiedy to w 2000 roku odbierał nagrodę dla najlepszego piłkarza Republiki Czeskiej.

Hokej, pozycja bramkarza oraz Sparta Praga

Podczas pobytu w Pradze, Koller wahał się pomiędzy hokejem a piłką nożną. Ostatecznie zdecydował się na tę drugą dyscyplinę, ale mecze na lodowisku pozostały jego hobby. Nie było to jedyne zainteresowanie Kollera.

„Dino” uchodził za prawdziwego fana sportów wszelakich, zaczynając od tenisa, a kończąc na koszykówce. Aktywność fizyczna stanowiła u niego chleb powszedni już od najmłodszych lat. Wracając ze szkoły, rzucał swój plecak w kąt i razem ze starszym bratem i innymi chłopcami biegł się bawić.

Najgorszą rzeczą dla niego było to, kiedy ktoś zakazał mu grać w piłkę. Szlaban na telewizję lub coś innego mu nie przeszkadzał, ale kara na futbol go bolała. Jednak nie karaliśmy go zbyt często, bo był fajnym i grzecznym dzieckiem. Podobnie jak jego brat, był prawdziwą bestią podczas gry w piłkę – wspomina ojciec Jana.

Wielki wpływ na wychowanie Honzy (zdrobnienie imienia Jan) miała jego mama. Wkładała sporo serca i wysiłku, w końcu musiała codziennie prać ubrania trójce chłopaków, ciągle biegających za piłką. Do futbolu zachęcił ich ojciec, który poświęcił się motocrossowi, lecz w wieku 30 lat spróbował swoich sił w bramce lokalnej drużyny.

Tym samym tropem poszły jego pociechy. Jak nie trudno się domyślić, ze względu na swój wzrost, Jan ustawiany był początkowo w bramce, nie w ataku.

Gdy wszyscy grali w polu, ja musiałem iść do bramki. Pamiętam, płakałem, że nie mogłem wtedy grać w ataku – wspominał swoje trudne początki.

Dopiero w wieku 17 lat „Dino” zaczął występować na swojej ulubionej pozycji. W jednym sezonie, wspólnie ze swoim bratem Petrem, nastrzelali 87 bramek. Po odbyciu służby wojskowej wyjechał grać do pobliskiego Milevska. Pewnego dnia ktoś z Pragi zaczął o niego wypytywać, a już dwa tygodnie później Honza trafił do rezerw tamtejszej Sparty.

Autor: Redakcja

Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. kontakt: 661-212-782, e-mail: redakcja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Redakcja.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *