Lechia Lwów – ostatni, ale najstarsi

Upragniony awans

Początek lat 30.okazał się niezwykle udany dla piłkarzy Lechii. Po przejściu żmudnych rozgrywek we Lwowskim OZPN, w których Lechia zajęła pierwsze miejsce, przyszło lwowskiej jedenastce rywalizować w eliminacjach do I ligi. We wrześniu 1930 roku klub rozpoczął te rozgrywki. Pierwszymi rywalami były Unia Lublin i Sokół Równe. Drużynę z Lublina lwowianie pokonali u siebie 4:3, a na wyjeździe przegrali 3:4. Drugi z tych meczów został jednak unieważniony i powtórzony. Tym razem Lechia zwyciężyła aż 5:1.

Wynik o jedną bramkę wyższy (6:1) “lechiści” zanotowali w rewanżowym, domowym meczu z Sokołem Równe. Pierwszy mecz tych zespołów w Równem został zakwalifikowany jako walkower dla gości ze Lwowa. Powód był kuriozalny – gospodarze spóźnili się na mecz. Kolejna faza eliminacji obejmowała już pojedynki z drużynami z odleglejszych części Polski. Z Legią Poznań (to nie pomyłka, taki klub naprawdę istniał) gracze Lechii osiągnęli wyniki 3:0 i 1:2, z AKS Chorzów 1:1 i 3:1, a WKS 82 pp. Brześć 9:0 i walkower 3:0. Awans do najwyższej ligi stał się faktem.

Trudne początki w elicie

Pierwszy mecz Lechia miała rozegrać 29 marca 1931 roku przeciwko Garbarni Kraków. Goście z grodu Kraka przybyli na czas i wszystko mogłoby się udać, gdyby nie pogoda. Obfite opady śniegu uniemożliwiły, zdaniem arbitra tego spotkania, rozegranie meczu ligowego. Drużyny postanowiły zagrać mecz towarzyski. Wynik 8:0 dla gości nie pozostawiał wątpliwości, że przed beniaminkiem jeszcze dużo pracy.

Lechia Lwów. Ryszard Koncewicz pierwszy z prawej w górnym rzędzie w stroju sportowym. Źródło: “Lwowski Sport” na FB https://www.facebook.com/Lwowski-sport-347767555363419/


Debiut w lidze nie okazał się dużo lepszy. Lechiści pojechali do Hajduków Wielkich na mecz z Ruchem. 5 kwietnia po miłym powitaniu drużyna ze Śląska, zaplikowała gościom pięć bramek nie tracąc żadnej. Nauka nie poszła jednak w las. Lechia w następnych trzech meczach wygrała dwa wyjazdowe — oba w stolicy, najpierw z Polonią, a później z Legią.

Po drodze przyszła jeszcze derbowa porażka z Czarnymi 2:4. Gra była na tyle zacięta, że (co przywołuje Andrzej Gowarzewski) zawodnik Lechii Edward Zborowski stracił dwa zęby. Triumfy odniesione w Warszawie niosły jednak pewną nutkę optymizmu. Ze szczególnie dobrej strony pokazał się Władysław Rusiecki, który zdobył trzy bramki w trzech meczach.

Seria porażek

Kubeł zimnej wody na głowy beniaminka ze Lwowa wylała Warta Poznań. Zespół z Wielkopolski przyjechał do grodu nad rzeką Pełtwią i wygrał 8:0. Po tej klęsce przyszło jeszcze zwycięstwo z Wisłą w Krakowie 2:1. Po tym spotkaniu nastąpiła seria 11 spotkań, z których aż dziesięć meczów Lechia przegrała. Wygrana 4:0 z Warszawianką (najwyższa w sezonie) była tylko chwilowym wytchnieniem od cotygodniowych klęsk. Najbardziej dotkliwa w tej czarnej serii było porażka z ŁKS-em 0:7 w Łodzi. Co ciekawe, w meczu tym grano 90 minut bez tradycyjnej przerwy.

W ostatnich meczach sezonu udało się odnieść jeszcze drugie zwycięstwo nad Wisłą oraz remis (jedyny w sezonie) z Ruchem. Rusiecki zatracił zupełnie swoją skuteczność, ostatecznie kończąc rozgrywki z zaledwie 5 bramkami. O jednego gola lepszy był Zenon Kruk. Ich bramki nie uchroniły Lechii przed spadkiem. Doktor Stanisław Mielech na stronach “Stadjonu” tak opisywał zdegradowaną drużynę:

„Sympatyczni lwowianie pokazali, jak może wyglądać konsekwentne murowanie bramki i zniknęli. To dowód, że bez przygotowania technicznego, bo same siły fizyczne nie wystarczą, nie ma czego szukać”

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…