Pucharowa środa: Ostatni polski półfinał, czyli Legia Warszawa w Pucharze Zdobywców Pucharów 1990/1991

Ostrożni działacze i krótka radość

Juventus, Barcelona, Manchester United i Legia Warszawa. Tak wyglądał kwartet, który zameldował się w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów w sezonie 1990/1991.

Chociaż Alexa Fergusona nie było już na ławce trenerskiej Aberdeen, to Szkot i tak pojawił się w stolicy Polski. Los skrzyżował drogi Wojskowych z Czerwonymi Diabłami. Podopieczni Władysława Stachurskiego przystąpili do pierwszego meczu osłabieni brakiem zawieszonych za kartki Macieja Szczęsnego i Dariusza Kubickiego oraz kontuzjowanego Andrzeja Łatki i Krzysztofa Budki.

Mimo to włodarze Legii podeszli do negocjowania premii za awans z większą ostrożnością niż przed dwumeczem z Sampdorią. Stanęło na 15 tysiącach dolarów na głowę. Nadszedł dzień meczu. Na trybunach stadionu przy Łazienkowskiej zameldowało się blisko 20 tysięcy osób.

Pamiętam, jak wychodziliśmy na mecz, stanąłem obok Marka Hughesa. Spojrzałem na swoje nogi i na jego. Moje dwie były jak jego jedna. Takiego zawodnika ciężko było na boisku przepchnąć, czy wygrać z nim pojedynek biegowy.

Piotr Czachowski

Rundę wcześniej, podopieczni Alexa Fergusona wyeliminowali francuskie Montpellier z Henrykiem Kasperczakiem na ławce trenerskiej i Jackiem Zioberem w składzie. Polski piłkarz zdołał nawet strzelić Anglikom gola, ale na niewiele się to zdało.

Red Devils coraz lepiej spisywali się pod skrzydłami utalentowanego szkockiego menadżera. Na Łazienkowskiej stracili jednak bramkę jako pierwsi, gdy Jacek Cyzio pokonał w 38 minucie gry Lesa Sealeya. Radość Legionistów trwała dosłownie chwilę.

Anglicy wznowili od środka, poszła piłka do Lee Sharpe’a, ten skręcił Arka Gmura i dośrodkował – 1:1. Potem prasa pisała, Że to wszystko przez Arka, bo po golu Jacka Cyzio przez całe boisko zasuwał, Żeby go ucałować. Prawy obrońca do lewego napastnika. A jak go mógł nie ucałować!? Szwagier szwagra?! Szwagier szwagra w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów?

To znów fragment książki Kowal. Prawdziwa historia.

Chwilę później Marek Jóźwiak stracił piłkę na rzecz Marka Hughesa i musiał faulować Walijczyka, by ten nie wyszedł sam na sam ze Zbigniewem Robakiewiczem, zastępującym w bramce Szczęsnego. Został za to ukarany czerwoną kartką. Na przerwę Legia schodziła z bramkowym remisem, ale jej sytuacja była trudna.

Druga połowa to totalna dominacja przybyszów z Anglii. W 54. minucie Legionistom znów dał się we znaki Mark Hughes, który płaskim strzałem zza pola karnego wyprowadził Manchester na prowadzenie. Wynik ustalił trzynaście minut później kapitan United – Steve Bruce. Przed rewanżem szanse Legii były bardzo znikome.