Steve Bruce – twardziel z krzywym nosem

Zanim na środku obrony Manchesteru United rządzili Rio Ferdinand i Nemanja Vidić, zanim nawet przyszedł do klubu Jaap Stam, o sile linii defensywnej „Czerwonych Diabłów” decydowało dwóch twardych jak skała Anglików — Gary Pallister i Steve Bruce. Ten drugi od dziecka był jednak kibicem Newcastle United. W lipcu 2019 r. mając niemal 60 lat, po raz pierwszy zaczął pracować dla ukochanych „Srok”.

Marzenie o „Srokach”

Stephen Roger Bruce, bo tak brzmi jego pełne imię i nazwisko, urodził się w Sylwestra 1960 roku. Miejsce jego narodzin — Corbridge to wieś położona około 25 kilometrów na zachód od Newcastle upon Tyne. Ojciec Steve’a — Joe był miejscowy, matka Sheenagh pochodziła z Irlandii Północnej. Od dzieciństwa Steve przejawiał duży talent piłkarski i wielką miłość do Newcastle United.

Zawsze byłem chłopakiem z Newcastle i jako dziecko wślizgiwałem się pod kołowrotkiem, aby dostać się na mecz i zaoszczędzić przy tym szylinga czy ile tam to wtedy było. Oni byli moją drużyną; szedłem na mecz, aby im kibicować, a jako rdzenny mieszkaniec Newcastle (oryg. „Geordie” – gwarowe określenie mieszkańca Newcastle) masz to we krwi, podążasz za klubem tak jak dziś– mówił w jednym z wywiadów w 2006 roku, gdy był przymierzany do roli trenera „Srok”

Niedoszły hydraulik w Gillingham

Mały Stevie marzył o grze w koszulce w biało-czarne pasy, ale „Sroki” nigdy nie zdecydowały się go zaangażować. Jak wielu chłopców z tego regionu zaczynał w  Wallsend Boys Club. Gdy będąc nastolatkiem, trafił do reprezentacji szkół z Newcastle, wydawało się, że kariera piłkarska stoi przed nim otworem. Tak łatwo jednak nie było. Młodego gracza z burzą rudych loków odrzuciło nie tylko Newcastle, ale też Sunderland, Derby County i Southport. Powodem nie był oczywiście kolor włosów Steve’a, ale zbyt małe umiejętności. Kiedy Bruce już niemal porzucił marzenia o zawodowej grze w piłkę i przygotowywał się do podjęcia pracy w stoczni jako hydraulik, otrzymał nieoczekiwaną propozycję. Gary Summers, trener trzecioligowego Gillingham miał okazję obserwować Bruce’a podczas jednego z młodzieżowych turniejów i postanowił zaprosić go na testy do klubu. Te okazały się pomyślne i Steve został zawodnikiem „The Gills”

Z czasów gry w Gillingham. Źródło: Vintage Footy

Debiut w seniorach

Pierwsze dwa sezony spędził w rezerwach klubu i choć został przesunięty z pomocy do obrony, to zdobywał nadzwyczaj dużo goli. Pomysł zrobienia z Bruce’a defensora był autorstwa szefa wyszkolenia młodzieży Billa Collinsa.

Bill Collins miał na mnie ogromny wpływ. Jedna osoba miała największy wpływ na moją karierę, to był właśnie on. Nie tylko ze względu na swoją wiedzę piłkarską, ale także sposób, w jaki jego rodzina opiekowała się mną jako młodym chłopakiem — zaledwie osiemnastolatkiem – 300 mil od domu — wspominał po latach „Brucie”.

W seniorskiej drużynie Steve zadebiutował w sezonie 1979/1980. O początku zwracała uwagę jego „żywiołowa” (jak mówili życzliwi Bruce’owi) gra. Niektórzy określali  ją mianem brutalnej. W pierwszych ośmiu meczach w pierwszej drużynie Bruce otrzymał osiem żółtych kartek. Z czasem jednak jego zaangażowanie zostało docenione. Na koniec sezonu został wybrany graczem roku w Gillingham. Po kilku latach spędzonych w tym klubie zaczął wzbudzać zainteresowanie mocniejszych „firm” na rynku transferowym. W kwietniowym meczu z Newport County w tak niefortunny sposób próbował odebrać piłkę rywalowi, że złamał sobie nogę. Marzenia o transferze trzeba było odłożyć.

Steve Bruce w barwach Norwich City. Źródło: pinkun.com

Powrót po kontuzji i transfer do Norwich

Po powrocie po kontuzji Bruce zagrał dobrze w dwóch ćwierćfinałowych meczach Pucharu Anglii z Evertonem. Zawodnikiem zainteresował się ówczesny trener Newcastle, Arthur Cox. Bruce’owi niedane jednak było wtedy wrócić w rodzinne strony. Cox stracił pracę w NUFC i temat transferu upadł. Zamiast do Newcastle Steve trafił do Norwich. W pierwszym meczu sezonu, w pierwszej minucie po wejściu na boisko strzelił samobójczą bramkę. Z każdym kolejnym meczem było coraz lepiej, bo „Brucie” był nie tylko skuteczny w defensywie, ale także pod bramką rywali. W rozgrywkach Pucharu Ligi zdobył 3 bramki. Na koniec sezonu wybrano go najlepszym zawodnikiem klubu, ale Norwich spadło z ligi. Okres drugoligowego czyśćca trwał tylko sezon. „Kanarki” wróciły do First Division, Bruce został kapitanem zespołu i stał się niezastąpiony w linii obrony Norwich. Po latach został wybrany do Galerii Sławy Norwich City (Norwich City Hall of Fame).

Święta już w Manchesterze

Pod koniec 1987 roku pozyskaniem Bruce’a zainteresowało się kilka mocniejszych klubów. Na czoło rywalizacji wysunął się Manchester United. Norwich początkowo zaakceptowało ofertę opiewającą na 800 tysięcy funtów, by nieoczekiwanie zażądać od „Czerwonych Diabłów” kwoty o 100 tysięcy wyższej. Negocjacje utknęły w martwym punkcie. Bruce’owi na tyle mocno zależało na tym transferze, że zastrajkował i odmówił dalszej gry na Carrow Road. Władze Norwich uznały, że „z niewolnika nie ma pracownika” i za 825 tysięcy sprzedały Bruce’a do United. Kontrakt z klubem z Old Trafford został podpisany 17 grudnia 1987 roku, tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia i dwa tygodnie przed 27. urodzinami obrońcy z charakterystycznych przekrzywionym nosem.

Legendarny duet środkowych obrońców: Bruce i Pallister. Źródło: Poperfoto

Już dwa dni później zadebiutował w wygranym meczu z Portsmouth. Do końca rozgrywek opuścił zaledwie jeden mecz, a United wywalczyło wicemistrzostwo. Decydujące zdarzenia dla przyszłości Bruce’a i całego Manchesteru miało miejsce w sierpniu 1989. Do klubu przyszedł wówczas Gary Pallister, młodszy o pięć lat i wyższy o 10 centymetrów, ale równie nieustępliwy środkowy obrońca. Gary Neville w 2006 roku określił współpracę Pallistera i Bruce’a jako „najlepsze partnerstwo w historii United”.

Lata sukcesów

Być może starszy z braci Neville’ów nieco przesadził, ale faktem jest, że era sukcesów drużyny Fergusona rozpoczęła się od momentu, w których na środku defensywy królował duet Bruce-Pallister. W 1990 United zdobyło Puchar Anglii, rok później Puchar Zdobywców Pucharów, aż wreszcie w 1993 pierwsze od 26 lat mistrzostwo kraju. Kampania 1990/1991 to czas, w którym Bruce popisał się niezwykłym, jak na obrońcę, osiągnięciem – w lidze zdobył 13 bramek, a we wszystkich rozgrywkach aż 19.

W mistrzowskim sezonie 1992/1993 często zastępował w roli kapitana Bryana Robsona.  Prawdziwy dzień chwały Bruce’a miał miejsce 10 kwietnia 1993 roku. Manchester musiał wygrać z Sheffield Wednesday, aby zapewnić sobie tytuł mistrzowski. Długo jednak przegrywał 0:1. Dwie celne główki Bruce’a — w 86. i 90. (właściwie już w 96.) minucie — dały jednak podopiecznym Fergusona zwycięstwo i tak długo wyczekiwany tytuł. Szalona radość menadżera United i jego asystenta, Briana Kidda zapisała się w dziejach, jako jeden z najbardziej kultowych momentów w dziejach Premier League. 3 maja, po spotkaniu z Blackburn, ostatnim domowym meczu sezonu, Bruce i Robson wspólnie unieśli do góry okazały puchar.

Dwa dublety i koniec kariery

Kolejne lata przyniosły następne sukcesy – dublety w sezonach 1993/1994 i 1995/1996. O ile jednak za pierwszym razem Bruce znów był pierwszoplanowym graczem zespołu (rekordowe w jego karierze 62 mecze we wszystkich rozgrywkach, do tego 7 goli), to w drugim przypadku jego pozycja nieco osłabła (39 spotkań na wszystkich frontach), a etatowym kapitanem był już wówczas Cantona. Po zwycięskim finale FA Cup, w którym Bruce nie wystąpił, Francuz chciał odstąpić swoje prawo pierwszeństwa do podniesienia pucharu doświadczonemu obrońcy, ale ten odmówił. Po sezonie 35-letni Bruce odszedł z United do Birmingham City, kończąc tym samym najlepszy etap w swojej karierze.

W barwach Birmingham City jako piłkarz…

W Birmingham Bruce był najlepiej zarabiającym zawodnikiem, ale często popadał w konflikty z trenerem Trevorem Francisem. Nieporozumienia były podsycane przez plotki, jakoby Bruce miał zastąpić Francisa na ławce trenerskiej. Po dwóch sezonach Steve przeniósł się do Sheffield United. Tam zagrał tylko w 11 meczach, ostatni raz – z Sunderlandem 28 listopada 1998 roku.

Cieniem na pełnej sukcesów karierze Bruce’a kładzie się brak choćby jednego występu w pierwszej reprezentacji Anglii. Najbardziej liczył na to za kadencji Bobby’ego Robsona w 1987 roku. Po pewnym czasie doszło do rozmowy między obrońcą a trenerem. Bruce tak relacjonował to spotkanie:

On wstał do mnie i powiedział: »Powinienem był powołać Cię do reprezentacji«. Było mi to miło usłyszeć, jednak ciągle nie zadebiutowałem… Zawsze będę lekko zawiedziony z tego powodu

Trenerem być

Kariera trenerska Bruce’a nie od początku układała się dobrze. Rozpoczął ją od klubu, w którym skończył swoją przygodę jako aktywny piłkarz. W Sheffield United panował, zdaniem Steve’a, bałagan, a budżet na transfery był zbyt niski, aby myśleć o awansie do Premier League. Po jednym sezonie pracy trenerskiej Bruce chciał porzucić tę profesję, ale dał się namówić na prowadzenie Huddersfield, a później Wigan i Crystal Palace. Z żadną z tych drużyn nie osiągnął jednak sukcesu. Jego los odmienił się, gdy został szkoleniowcem Birmingham City w 2001 roku. Pracę rozpoczął od serii kilkunastu meczów bez porażki. Drużynie udało zakwalifikować się do play-offów. W finale po rzutach karnych Birmingham City pokonało Norwich i po raz pierwszy od 16 lat awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej.

… i jako trener tego samego klubu

Po początkowych problemach w Premier League „Blues” zaczęli wygrywać w najodpowiedniejszym do tego momencie. Jeszcze na początku kwietnia BCFC zajmowało 17 miejsce w tabeli i istniało poważne zagrożenie, że osunie się w tabeli jeszcze niżej. Cztery kolejne zwycięskie mecze, w których 5 bramek zdobył Christophe Dugarry – mistrz świata z 1998 i Europy z 2000 roku – pozwoliły na spokojne utrzymanie. Miejsce 13. zadowoliło kibiców, tym bardziej że po raz pierwszy od 70 lat klub znalazł się w tabeli wyżej niż lokalny rywal – Aston Villa.

Balansując na krawędzi

W 2004 roku Steve Bruce był głównym kandydatem do objęcia stanowiska trenera Newcastle. Freddy Shepherd, prezes Newcastle United chciał zapłacić 3 miliony funtów rekompensaty klubowi z Birmingham, później podwyższając ofertę. Bruce został w Birmingham, choć „Sroki” chciały go zatrudnić ponownie w 2006 roku. Ostatecznie znów do przenosin nie doszło, ale w tym czasie Bruce miał inne powody do zmartwienia. Birmingham City zajęło 18. miejsce na koniec sezonu i spadło z ligi, chociaż w składzie drużyny znajdowali się tacy piłkarze, jak Emile Heskey, Nicky Butt, Mario Melchiot, Walter Pandiani, Matthew Upson, Muzzy Izzet, czy Jermaine Pennant.

Kibice domagali się zwolnienia Bruce’a. Szefostwo klubu jednak nie ugięło się pod tymi żądaniami i pozostawiło byłego obrońcę Manchesteru na stanowisku. Bruce odwdzięczył się za zaufanie i ponownie wprowadził klub do Premier League. Jesienią 2007 roku na skutek nieporozumień z nowymi władzami klubu Bruce rozpoczął negocjacje z Wigan Athtelic, które prowadził już w 2001 roku. Po pewnych  formalnych problemach udało mu się podpisać kontrakt z klubem. Bez spektakularnych sukcesów z tym klubem przeniósł w 2009 roku do Sunderlandu.

Z Sunderlandem nie osiągnął większych sukcesów. Źródło: Chronical Live

Sunderland i Hull City

Przygoda z „Czarnymi Kotami”, jak zwykło się nazywać klub ze Stadium of Light trwała 2 i pół roku. W ciągu pierwszych 18 miesięcy pracy Bruce kupił trzynastu i sprzedał aż 15 zawodników. Prezes Niall Quinn wydawał się zadowolony z tych ruchów Bruce’a. Podpisując z trenerem nowy kontrakt w lutym 2011 r., powiedział:

W ciągu zaledwie 18 miesięcy zmienił nasz skład nie do poznania, wprowadzając fantastycznie utalentowanych graczy. Uosabia etos pracy zespołowej i znaczenie koleżeństwa w tworzeniu wspaniałego ducha wspólnoty wśród graczy i personelu.

W listopadzie tego samego roku Bruce został jednak zwolniony z posady trenera. Jak twierdził w wywiadach,  jedną z przyczyn utraty pracy była sympatia, jaką żywił do głównego rywala Sunderlandu – Newcastle United.

Na kolejną ofertę pracy czekał aż do czerwca 2012 roku. Hull City  miało wielkie ambicje i Bruce dobrze dostosował się do tych oczekiwań. Awans do Premier League, finał Pucharu Anglii, w którym klub Bruce’a prowadził już 2:0 z Arsenalem, by polec 2:3, gra w Lidze Europy – wydawało się, że pod wodzą niedoszłego hydraulika drużynę Hull czekają same sukcesy. Niestety w 2015 roku drużyna zajęła dopiero trzecie miejsce od końca i spadła z ligi. Bruce, już nie po raz pierwszy w trenerskiej karierze otrzymał szansę naprawienia swoich błędów i nie został zwolniony. Hull w kampanii 2015-2016 zakwalifikowało się do baraży i znów uzyskało awans do najwyższej ligi. Bruce podjął jednak niespodziewaną decyzję o odejściu z klubu. Niektórzy uważali, że był sfrustrowany brakiem transferów, ale pojawiły się też głosy, że po cichu liczył na fotel selekcjonera reprezentacji – pusty po odejściu Hodgsona.

Bruce na życiowym zakręcie

Od października 2016 do października 2018 roku Bruce prowadził Aston Villę. W jednym z meczów krewki kibic zawiedziony słabą grą klubu rzucił w Bruce’a kapustą. To pożałowania godne wydarzenie przelało chyba czarę goryczy. Bruce został zwolniony 3 października 2018 roku. W styczniu 2019 roku objął Sheffield Wednesday. W wywiadzie dla „The Telegraph” udzielonym na początku roku opowiadał o 2018 jako o „najgorszym roku swego życia”. Trudno mu się dziwić – w ciągu 12 miesięcy zmarli oboje rodzice Bruce’a, on sam musiał stoczyć walkę z chorobą nowotworową, a na dodatek został wyrzucony z „The Villans”. W wywiadzie Bruce niezwykle szczerze przyznawał, że nie spędzał odpowiednio dużo czasu ze swoimi rodzicami, będąc pochłoniętym pracą. Odniósł się też do swojej choroby:

Kiedy usłyszałem słowo»rak«, byłem w strzępach. Spanikowałem, myślę, że każdy tak robi, to było bardzo przerażające, okropne. Na szczęście czerniak się nie rozprzestrzenia. Będą mnie nadal monitorować, mam blizny na twarzy, na plecach. Dobrze, że nigdy nie martwiłem się o mój dobry wygląd

Wreszcie Newcastle

Z Sheffield nie udało mu się uzyskać awansu do Premier League. W połowie lipca opuścił „Sowy”, aby objąć Newcastle United, klub, któremu kibicował od dziecka i którego szkoleniowcem miał szansę zostać już przynajmniej trzy razy. Na pierwszych zdjęciach zrobionych w nowej pracy nie wygląda na zadowolonego, ale być może zdaje sobie sprawę, jak ciężkie zadanie go czeka. Z pewnością jednak się nie podda. Steve Bruce był i jest twardzielem.

Czy tak wygląda radość z zatrudnienia w wymarzonym klubie?

Źródła:
https://www.90min.com
https://en.wikipedia.org/wiki/Steve_Bruce
https://www.11v11.com
https://forfansnews.com
https://www.gillinghamfootballclub.premiumtv.co.uk

#wspieramretro
O Jakub Tarantowicz 10 artykułów
Rocznik 1987. Kibic Łódzkiego Klubu Sportowego i Manchesteru United. Szczęśliwy mąż. Dumny tata dwóch córeczek. Z wykształcenia historyk. Przez wiele lat pracownik księgarni historycznej w Łodzi

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz