Mario Basler – człowiek jednego gola?

Mario Basler
K iedy ktoś myśli o Bayernie Monachium lat dziewięćdziesiątych, od razu ten klub kojarzy mu się z piłkarzami takimi, jak Effenberg, Matthaus, Jancker, Kahn, czy Jeremies. Mało kto jednak wspomina kogoś takiego jak Mario Basler. Czy rzeczywiście ten zawodnik, jak zapytuje tytuł jest człowiekiem jednego gola? Czy faktycznie jest on tak mało pamiętany w Monachium?

Gdzie zaczynał Basler?

Mario Basler urodził się 18 grudnia 1968 roku w Neustadt an der Weinstraße. W tamtejszym klubie również zaczynał swoje zmagania z zawodowym futbolem. VfL Neustadt/Weinstraße, gdzie Basler stawiał swoje pierwsze kroki wyniósł go na szerokie wody. Dzięki temu trafił on do znacznie bardziej znanej drużyny, jaką była i jest nadal ekipa 1. FC Kaiserslautern. W 1984 roku szesnastoletni Basler przeszedł najpierw do juniorskiego zespołu ze wzgórza Betzenberg, a trzy lata później awansował do pierwszego teamu.

Tam jednak Basler odbił się od ściany, ponieważ zagrał jeden mecz. Stwierdzić, że sobie nie poradził, to nic nie powiedzieć. Szansę debiutu w zespole i w Bundeslidze otrzymał po dwóch latach od przybycia do Kaiserslautern. To wiele mówi o tym, jak źle układało się mu w tym klubie. Jeszcze w 1989 roku, czyli w tym samym, w którym Basler zadebiutował w seniorskiej piłce, opuścił Kaiserslautern i trafił do Rot Weiss – Essen. Tam ciągle młodemu, bo dwudziestojednoletniemu pomocnikowi udało się w ciągu dwóch lat zaliczyć 54 występy na poziomie drugiej Bundesligi.

W kolejnych latach było już o niebo lepiej. Rozkwit kariery Baslera rozpoczął się od transferu do Herthy BSC, gdzie jego talent się rozwinął, co zaowocowało transferem do Werderu Brema. W tym klubie Mario Basler zagrał najwięcej spotkań w 1. Bundeslidze i radził w nim sobie najlepiej, co zaowocowało 36 bramkami i transferem do Bayernu Monachium.

Mario Basler – człowiek jednego gola?

Zanim dokonana zostanie odpowiedź na to pytanie, warto pochylić się nad tym, jak sobie radził w klubie z Monachium Mario Basler. Po tym, jak w dotychczasowych przygodach klubowych spędzał w nich 2-3 lata, wydawało się, że złapał on byka za rogi. Szansa na granie w jednym z najlepszych klubów na świecie trafia się zazwyczaj raz w życiu i Basler pragnął wykorzystać ją jak najlepiej. Pojawił się jednak problem. Mario trafił bowiem na kilka przeszkód, które były bardzo trudne do przejścia.

Effenberg, Matthaus, Jeremies, Scholl to nazwiska, z którymi przyszło zmierzyć się Baslerowi. Przyznacie, że były to legendy Bayernu, z którymi niewielu może się równać. Basler oprócz tych rywali pod koniec swojej przygody miał jeszcze w Monachium pod górkę z włodarzami klubu.

Bayern zaoferował mi nową umowę, jednak ją odrzuciłem, gdyż chciałem wszystko przemyśleć. To nie spodobało się zarządowi, który nie przywykł, iż oferta kontraktu zostaje odrzucona przez zawodnika – Basler

Zanim jednak do tego doszło, Baslera czekała dobra historia w Bayernie. Stał się jednym z bohaterów pamiętnego spotkania na Camp Nou, które przeszło do historii jako niezwykły przykład pamiętnego Fergie Time. Nim doszło do tego niesamowitego powrotu, Basler przeżył najpiękniejszy moment w swojej karierze. Siódma minuta finału Champions League. Peter Schmeichel ustawia mur, by nie dopuścić do strzału na bramkę. Piłkę ustawia Basler, po czym zaskakującym uderzeniem obok muru zdobywa jednego z piękniejszych goli w Lidze Mistrzów.

Pamiętny gol Baslera z finału Ligi Mistrzów 1999

Baslerowi jednak nie wyszło

Długo w tym meczu wydawało się, że ten gol Baslera będzie kluczowy dla Bayernu. Zwłaszcza, że Bayern mocno atakował podopiecznych Fergusona.

Nasza wielka śmierć to mecze w Barcelonie – wspomina Mario. – Graliśmy super, powinniśmy prowadzić z Man Utd 3:0 lub 4:0. A 120 sekund zniszczyło nas doszczętnie. W szatni panowała totalna cisza. Jednak szybko te negatywne emocje zdjęliśmy z siebie. Zickler, Babbel, Scholl i ja poszliśmy do dyskoteki tego samego wieczora i się rozerwaliśmy. Wówczas to mój czas w Monachium się zakończył, gdyż nie zrobiłem tego, co nakazał mi Rummenigge – Basler

Wszyscy wiemy jak skończył się ten mecz. Manchester wygrał, a Basler nie został bohaterem Bayernu. Tu rodzi się jednak pytanie, czy rzeczywiście jest on piłkarzem jednego gola? Wydaje się, że tak, ponieważ z innych boiskowych wydarzeń trudno sobie go przypomnieć. Szczególnie, gdy jest się kibicem od niedawna. Poważną karierę Basler zakończył tam, gdzie zaczynał swoją seniorską przygodę – w Kaiserslautern.

Basler prywatnie

Mario jako dziecko nie sprawiał zbyt wielu kłopotów. Ot typowe dziecko, które coś czasami napsoci. Jednego razu jednak zrobił coś niezbyt mądrego. Wyrzucił przez okno szklaną kulkę, która trafiła w samochód. Przyznacie, niezbyt mądre zachowanie. No ale dziecku jeszcze można wybaczyć. Co innego, gdy jest się dojrzałym piłkarzem i człowiekiem. Szczególnie, gdy krytykuje kogoś Berti Vogts – legenda niemieckiej piłki.

Zawsze wstawał pierwszy tylko po to, aby zapalić papierosa. I zamiast biegać od 7:30 na treningu, to się spóźniał, bo przebalował całą noc. I to był jego główny problem w reprezentacji. Koledzy bardzo chętnie z nim wychodzili na piwo, ale nigdy nie zaakceptowali go jako piłkarza. A dlaczego? Bo po prostu Basler nie chciał żyć w 100% profesjonalnie… – Vogts

Łatwo więc zauważyć, że podopieczny byłego selekcjonera reprezentacji Niemiec nie cieszył się wielkim zaufaniem ani estymą. Niestety on sam na nią nie pracował odpowiednio. Nie dziwi więc to, że niewiele osób uważa go za wybitną postać niemieckiej piłki. Usprawiedliwiać może fakt ogromnej konkurencji wśród piłkarzy za Odrą, ale sam Basler również sobie nie pomagał.

#wspieramretro
O Wojciech Anyszek 9 artykułów
Entuzjasta piłki nożnej, który pamięta bardziej wydarzenia z lat 90 niż te, które wydarzyły się dwa lata temu. Miłośnik Serie A, ślepo zakochany w reprezentacji Polski