“Mecz to pretekst” – recenzja

Francis Fukuyama w 1989 roku przedstawił swoją słynną tezę o „końcu historii”. Wraz z upadającym systemem komunistycznym Fukuyama rozważał czy nie jesteśmy (a w zasadzie byliśmy) świadkami końca rozwoju ideologicznego ludzkości. Wbrew jednak błędnym interpretacjom nie oznaczało to końca wojen, konfliktów, spektakularnych wydarzeń czy ogólnego rozwoju stosunków międzynarodowych.

To samo można czasem usłyszeć i przeczytać o futbolu – zostały nam tylko rozmowy o transferach, cudownych bramkach, błędach obrońców czy żonach piłkarzy. Lub w najlepszym wypadku możemy jeszcze dyskutować o postępującej komercjalizacji futbolu, często przybierającej absurdalnie gargantuiczne rozmiary, a które w ciągu następnych 12 miesięcy nie robią na nas wrażenia.

To jeszcze nie jest czas, kiedy możemy ogłosić koniec historii, bo ludzkość cały czas ewoluuje wbrew teorii Fukuyamy. To nie jest też koniec romantycznego futbolu, wbrew powszechnemu odczuciu zepsucia piłki. Autorzy książki „Mecz to pretekst” stworzyli dzieło daleko wykraczające poza polski futbolowy kanon opowiadania o tej dyscyplinie sportu. Anita Werner i Michał Kołodziejczyk przywracają moją wiarę w istnienie narracji w Polsce o futbolu jako najpiękniejszym wynalazku ludzkości. Wynalazku, który może wywoływać konflikty lub budować fundamenty pokoju.

Sięgając po „Mecz to pretekst” miałem pewne obawy. Raz, że nie za bardzo wiedziałem czego się spodziewać po Anicie Werner i Jej charakterystyce reportażu. Dwa – nie zawsze zgadzałem się ze spostrzeżeniami Michała Kołodziejczyka i nie zawsze odpowiadał mi Jego styl pisania. Po pierwszych kilkunastu stronach byłem pewny – Autorzy stanowią znakomity tandem, a Ich styl jest nienachalny, wręcz dyskretny. Jak się okazało, taka forma narracji dla przytaczanych wątków jest odpowiednia – wszelka agresywna próba narzucenia własnego zdania i charakterystycznego języka mogłaby zepsuć efekt. A tak nie jest.

Z pisaniem recenzji często bywa tak, że recenzenta kusi, by skrytykować omawiane dzieło – niezależnie jak dobre by ono nie było. Dotyczy to zarówno klasycznych powieści, jak i monografii naukowych. Drzemie w nas po prostu jakaś ochota zaznaczenia swojego zdania i przyczepienia się do czegoś, co absolutnie nie wymaga krytyki.

W przypadku tej książki tak nie jest.

Jest po prostu doskonała.

Można dyskutować o proporcjach między autorskimi przemyśleniami, historią kraju, wątkami politycznymi czy wypowiedziami osób – ale jaki to ma sens? Autorzy postawili na taki kształt i format reportażu, w którym raczej oddali głos ludziom z tych miejsc. I chwała Im za to. Anita Werner i Michał Kołodziejczyk wykonali olbrzymią pracę w dotarciu do wszystkich tych osób i perfekcyjnie wykorzystali materiał, który zebrali.

Tak, dużo jest wypowiedzi świadków przywoływanych zdarzeń, co nie oznacza, że nie ma tutaj też wartości historycznej i politologicznej. Jestem głęboko przekonany, że „Mecz to pretekst” trafi do niejednej pracy akademickiej. Wartość opowieści osób, które wypowiadały się na stronach reportażu jest ogromna. Oprócz zyskania autentyczności, książka ta obrazuje skomplikowane relacje społeczne, o których nie zawsze usłyszymy na pierwszych stronach gazet. A często stanowią one fundament polityki kraju, co Autorzy zgrabnie wykazali.

Ogromną wartością książki jest także wyeksponowanie wątków, które powszechnie raczej nie są znane:

  • Beitaru Jerozolima (nie)rasistowska ideologia egzystencji;
  • bośniacka perspektywa konfliktu na Bałkanach;
  • baskijski romantyzm i chorobliwa próba udowodnienia światu, że ich działania mają sens;
  • Irlandczyków z Północy wyboista droga do rozejmu;
  • kosowska nadzieja na lepsze jutro;
  • naddniestrzańska depresyjna post-radziecka rzeczywistość.

Przy zachowaniu obiektywizmu, rzetelności i przedstawieniu wszystkich możliwych perspektyw, wątki te zostały zaserwowane w oparach własnych przemyśleń, w których Autorzy dochodzą do wniosku, że futbol jest najprawdopodobniej jedną z ostatnich desek ratunku dla zachowania człowieczeństwa w często bandyckich wręcz warunkach. Tak ja to odczytuję.

Momentami z reportażu Anity Werner i Michała Kołodziejczyka bije depresyjny nastrój, momentami przepełniało mnie wzruszenie, a momentami była to czysta złość. Takie są losy tych regionów i tych osób. Tak silna emocjonalnie jest ta lektura. „Mecz to pretekst” przypomina nam także w jakich – jakkolwiek irracjonalnie teraz to nie brzmi – spokojnych czasach przyszło nam żyć.

Muszę też otwarcie przyznać, że zazdroszczę Autorom. Tak po prostu, po ludzku – zazdroszczę. Przede wszystkim dlatego, że sam chciałbym taką książkę napisać. I nawet gdyby do tego doszło, to nie miała by ona takiej promocji. Ale to dobrze. Dobrze, że mainstream i masowy odbiorca – ten niekoniecznie zainteresowany futbolem – też jest bombardowany informacjami o tej książce. Wizyty w programach, autografy, spotkania autorskie, wizyty w zakładach pracy… Jako futbolofil po prostu cieszę się, że takie postrzeganie piłki nożnej jest bardzo szeroko promowane.

Książka „Mecz to pretekst” jest absolutnie doskonała i z czystym sumieniem mogę polecić ją każdemu, kto choć trochę interesuje się światem oraz futbolem w stopniu wyższym niż wynik meczu i skład.

Dla Autorów – wielkie chapeu bas.

NASZA OCENA: 10/10

MIESZKO RAJKIEWICZ

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Mecz to pretekst oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.

KONKURS!

Przygotowaliśmy dla Was konkurs, w którym do wygrania jest książka Anity Werner i Michała Kołodziejczyka „Mecz to pretekst. Futbol, wojna, polityka”. Aby wygrać, trzeba odpowiedzieć na poniższe pytanie:

Izrael, Bośnia & Hercegowina, Hiszpania, Irlandia Północna, Kosowo i Mołdawia. Autorzy książki „Mecz to pretekst” byli w tych miejscach. Jakie jeszcze miejsca powinni odwiedzić, gdyby pisali drugi tom tej książki? Proszę wybrać jedno z takich miejsc i uzasadnić swoją propozycję.

Na odpowiedzi czekamy pod adresem recenzje@rfbl.pl. Najciekawszą nagrodzimy egzemplarzem książki!