„Niezwyciężeni” – recenzja

Pewne rzeczy w historii zdarzają się raz na sto lat. Czasem jeszcze rzadziej, na przykład raz na 115 lat. Arsenal w sezonie 2003/2004 nie przegrał ani jednego meczu ligowego. Poprzednią drużyną, która tego dokonała, było Preston North End w 1889 roku. Niezwykłą kampanię w wykonaniu „Kanonierów” ciekawie opisała brytyjska dziennikarka Amy Lawrence w swojej książce „Niezwyciężeni. Arsenal w sezonie, który przeszedł do historii futbolu”

Zacznijmy od kilku słów o autorce. Pisząca dla prestiżowego „The Atlethic”, Amy Lawrence od dzieciństwa kibicowała Arsenalowi. Jest autorką kilku książek poświęconych najbardziej utytułowanemu z londyńskich klubów. W 2014 roku w Wielkiej Brytanii ukazali się właśnie „Niezwyciężeni”. Polską edycję prezentowanej książki przygotowało w 2017 roku niezawodne wydawnictwo Sine Qua Non (tłumaczenie Krzysztof Cieślik). W ostatnich latach Lawrence opublikowała także dwa wydania książki „The Wenger Revolution” oraz „89: Arsenal’s Greatest Moment, Told in Our Own Words”.

„Niezwyciężeni” to ponad 300 stron opowieści o tym, jak właściwie Arsenalowi udało się przejść suchą stopą przez 38 ligowych spotkań. Autorka nie skupia się tylko na samej kampanii 2003/2004, ale po pierwsze – szuka przyczyn tego sukcesu już kilka sezonów wcześniej, a po wtóre – stara się ukazać, jak i czy to spektakularne osiągnięcie przełożyło się na dalsze losy klubu.

Jedną z największych zalet książki jest to, że autorce udało się dotrzeć do niemal wszystkich czołowych postaci tamtego zespołu. Wplatane w tekst wypowiedzi Arsene Wengera, Thierry’ego Henry, Dennisa Bergkampa czy Patrcka Vieiry pozwalają niemal namacalnie poczuć atmosferę szatni i poznać tajemnice sukcesu Arsenalu. Dowiemy się, co czuli gracze „Kanonierów” przed oraz w trakcie i po decydujących spotkaniach sezonu. Wiele miejsca Lawrence poświęca kilku momentom, które jej zdaniem, a często także zdaniem samych piłkarzy, były decydujące – scalały drużynę i pozwalały uwierzyć w siebie. Warto bliżej przyjrzeć się tym wydarzeniom.

Pierwszy raz „przejść przez ogień” trzeba było już w szóstej kolejce. Na Old Trafford trzeszczały kości i zarówno piłkarze Manchesteru United, jak i Arsenalu nie odstawiali nogi. Po faulu na van Nistelrooyu z boiska wyleciał Vieira. We wspomnieniach piłkarze Arsenalu, jak można się domyślać, całą winą za tę sytuację obarczają Holendra.

»Niepoważny z Ciebie gość«, powiedzieliśmy van Nistelrooyowi i trochę go opieprzyliśmy, bo oszukiwał. Patrick odgrywał bardzo istotną rolę w naszej drużynie, więc piłkarze z miejsca się wściekli” – wspominał Ray Parlour (str. 23)

Kilka minut później, już w doliczonym czasie gry, po faulu Keowna sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy. Do piłki podszedł van Nistelrooy i trafił w poprzeczkę. Po niewykorzystanej jedenastce gracze Arsenalu oblegli Holendra szturchając go i krzycząc na niego. Po latach nie są dumni z tego zachowania, ale podkreślają, że atmosfera była naprawdę napięta. Na pytanie postawione przez Lawrence, czy wyjście obronną ręką ze starcia na Old Trafford było kluczowe dla dalszych losów sezonu, odpowiedział Dennis Bergkamp.

„Tak, musieliśmy sprostać oczekiwaniom. Ludzie spodziewali się, że uzyskamy tam dobry wynik. Chodziło też o panujące w drużynie poczucie: »Już się Was nie boimy, możemy z Wami wygrać. Jesteśmy na tym samym poziomie, a może nawet to my jesteśmy lepsi«. To było cos nowego. Nie oznaczało to buty, raczej większą pewność siebie” (str. 35)

Opis emocji, które towarzyszyły temu spotkaniu, zajmuje w książce kilkanaście stron, ale trzeba uczciwie przyznać, że nie jest to za dużo. Moment, w którym piłka uderzyła w poprzeczkę bramki Lehmanna, można umownie uznać za chwilę narodzin „Niezwyciężonych”

Drugim spotkaniem, po którym wszystko mogło runąć jak domek z kart były kwietniowy mecz z Liverpoolem. W lidze Arsenal wciąż prowadził, ale w ciągu kilku dni odpadł zarówno z Pucharu Anglii, jak i Ligi Mistrzów. Zniweczyło to marzenia Wengera o zdobyciu potrójnej korony. Żal, szczególnie za utratą możliwości gry w Champions League, wybrzmiewa także w przywoływanych w publikacji wypowiedziach Vieiry, Bergkampa i Lehmanna. Morale drużyny spadło, a najbliższy rywal ligowy nie był przecież byle jaką drużyną. Gdy do przerwy goście z Liverpoolu prowadzili 2:1, w szeregi „Kanonierów” wdarło się zwątpienie. Tutaj Lawrence oddaje głos Martinowi Keownowi, któremu z kolei w tamto kwietniowe popołudnie głos na chwilę oddał Arsene Wenger.

„Zawsze zabierałem głos przed meczem, ale nigdy w przerwie. Poprosiłem o pozwolenie, bo widziałem, że chłopaki są przygnębione. Mówiłem prosto z serca” – wspomina doświadczony obrońca. (str. 149)

Nie wiadomo, że czy to przemowa Keowna, czy inny czynnik miał tutaj decydujące znaczenie, ale w drugiej połowie Arsenal odwrócił losy meczu. Gole Piresa i Henry’ego pozwoliły wygrać gospodarzom Highbury 4:2 i zbliżyć się do tytułu.

Oczywiście w książce nie zabrakło także wspomnień z decydującego meczu z Tottenhamem, po którym „Kanonierzy” zapewnili sobie mistrzostwo. Wiele stron poświęcono też ostatnim meczom sezonu. W czterech ostatnich spotkaniach kampanii 2003/2004 Arsenal miał zapewniony tytuł, ale chcąc pozostać niepokonanym, musiał wykrzesać w sobie odrobinę mobilizacji.

Niemal wszyscy piłkarze pytani o te pojedynki zgodnie przyznają, że nieprzegranie ich było, paradoksalnie, najtrudniejszym zadaniem sezonu. Po zapewnieniu sobie mistrzostwa determinacja w naturalny sposób spada. Umiejętności motywacyjne Wengera, szansa przejścia do historii i dobra forma rezerwowych (m.in. nieżyjącego już Jose Antonio Reyesa) sprawiły, że Arsenalowi ta sztuka się udała.

O czym jeszcze przeczytamy u Lawrence? O początkach Wengera i Vieiry w klubie, o tym, jak kibice Portsmouth oklaskiwali Henry’ego i kolegów, gdy ci bezlitośnie ogrywali ich drużynę, o twórczej atmosferze panującej w zespole, o wspólnych imprezach i kolacjach, o tym, jak pewna przepowiednia Wengera spełniła się z rocznym opóźnieniem i o tym, jak urozmaicone treningi prowadził francuski szkoleniowiec. I oczywiście o pożegnaniu z Highbury.

Fani Arsenalu z pewnością z dużą satysfakcją przeczytają tę książkę. Smaczki z szatni i możliwość poznania opinii ich idoli na temat historycznego sezonu sprawiają, że dla fanów „The Gunners” publikacja powinna być prawdziwym „must have”. Kibice innych zespołów z Premier League też nie powinni być zawiedzeni. Książa można powiedzieć, czyta się sama, choć oczywiście znajomość realiów piłki angielskiej pomaga w jej odbiorze. Układ książki jest bardzo klarowny i raczej nie sposób pogubić się w chronologii wydarzeń. Sama autorka pozostaje nieco z boku i oddaje głos bohaterom z boiska tak często, jak to możliwe.

Oczywiście książka posiada też pewne wady. Sympatyków innych drużyn może nieco drażnić momentami zbyt cukierkowy obraz drużyny, kreowany głównie przez samych piłkarzy. Oczywiście znajdziemy tu opisy pewnych tarć i kłótni, ale ogólne wrażenie, jakie może odnieść czytelnik to opis harmonijnej rodziny pod czułym okiem Wengera.


Być może nie wadą, ale pewnym niesmakiem jest sprawa Ashleya Cole’a. Jest on właściwie jedynym podstawowym zawodnikiem niepokonanej drużyny, do której autorka nie dotarła. Lawrence pisze, że „po odejściu do Chelsea trudno było mu utrzymać więź z klubem”. W wypowiedziach innych graczy na temat Cole’a można między wierszami wyczytać pewną niechęć do niego. Odejście do lokalnego rywala z pewnością było bolesne dla wielu kibiców i kolegów z drużyny, ale proporcjonalnie niewiele wzmianek o Cole’u na łamach książki nieco rzuca się w oczy.

Od polskiej premiery książki mija już niemal trzy lata, ale treść nie traci na aktualności. Jeśli ktoś z fanów brytyjskiego futbolu jeszcze po nie sięgnął po “Niezwyciężonych”, to warto, żeby nadrobił zaległości.

JAKUB TARANTOWICZ

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Niezwyciężeni oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.