Peru – Austria i skandal na igrzyskach w Berlinie

Austria sprawia pierwszą niespodziankę

Ich ćwierćfinałowym przeciwnikiem miała być drużyna Austrii. W latach trzydziestych austriacka reprezentacja należała do najsilniejszych na świecie. Grą słynnego Wunderteamu, którym opiekował się znakomity Hugo Meisl, zachwycano się w całej Europie, a sława takich graczy jak Matthias Sindelar czy Josef Bican wykraczała daleko poza granice kraju. Do Berlina jednak wysłano zespół złożony z amatorów, bo już w 1924 r. wprowadzono w austriackim futbolu zawodowstwo.

Pierwszym przeciwnikiem, z jakim na igrzyskach mierzyli się austriaccy amatorzy, był zespół Egiptu. Dla Egipcjan była to już druga duża piłkarska impreza w ciągu ostatnich kilku lat. W 1934 r. po łatwych zwycięstwach nad reprezentacją Mandatu Palestyny zakwalifikowali się na mistrzostwa świata we Włoszech jako pierwsza w historii drużyna z Afryki. Na turnieju w rozgrywanym w Neapolu spotkaniu mierzyli się z silną drużyną Węgier. Po pół godziny przegrywali już 0:2, ale jeszcze w pierwszej połowie dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Abdulrahman Fawzi i na przerwę oba zespoły schodziły przy wyniku 2:2. W drugiej części gry Węgrzy zdołali jednak przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Strzelili dwie kolejne bramki i wygrali 4:2. Egipt pozostawił jednak po sobie bardzo dobre wrażenie i pokazał, że afrykańskiego futbolu nie powinno się lekceważyć.

5 sierpnia 1936 r. w składzie Egipcjan na mecz z Austrią było kilku zawodników, którzy pamiętali pojedynek z Węgrami. Brakowało co prawda Fawziego, ale prasa wskazywała właśnie Afrykanów jako faworytów tego starcia. Nieoczekiwanie jednak ambitni Austriacy pokazali się z bardzo dobrej strony i zaskoczyli wszystkich swoją skuteczną grą. Już na początku meczu strzelili dwa gole i mogli kontrolować przebieg spotkania. Po przerwie nie stracili koncentracji i dorzucili jeszcze jedno trafienie po błędzie egipskiego bramkarza, który nie potrafił utrzymać piłki w rękach. Egipt był w stanie odpowiedzieć tylko jednym trafieniem i po porażce 1:3 pożegnał się z turniejem.

Skończyła się chwilowo passa niespodzianek. Ostatnią sprawiła Austria, wygrywając wbrew ogólnym oczekiwaniom pewnie z Egiptem 3:1. Amatorzy austriaccy okazali się godnymi nosicielami wielkich tradycyj piłkarskich swego kraju. Zademonstrowali berlińczykom grę nie tylko skuteczną, ale i dobrą. Wykazali, że wbrew panującym tutaj nagminnie pojęciom, wygrać można równie dobrze, mając wszystkich pięciu napastników z przodu i nie ściągając środkowego pomocnika kurczowo do tyłu – oceniał ich grę Narcyz Süssermann na łamach Przeglądu Sportowego z 8 sierpnia 1936 r.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…