Wywiad: Piotr Reiss

Trener Rumak zajmuje szczególne miejsce w twojej pamięci piłkarskiej?

Jest to osoba, która wiele dla mnie zrobiła. Mariusz Rumak to trener z dużą perspektywą przed sobą. Mam nadzieję, że kiedyś do Lecha wróci, bo po prostu jest zakochany w tym klubie i zawsze mu da to, co ma najlepsze do zaoferowania.

Jakie myśli pojawiają się w głowie piłkarza, który kończy swoją karierę. Kiedy na dobrą sprawę piłkarz wie, że to ten moment?

Wiesz co albo mam farta w życiu, albo jestem szczęśliwym człowiekiem. Bardzo bałem się decyzji o zakończeniu kariery, a praktycznie od 34. roku życia o tym myślałem. Kiedy w tym wieku podpisujesz kontrakt na rok, musisz mieć świadomość, że to może być twoje ostatnie dwanaście miesięcy. Okazało się, że swoje kontrakty przedłużałem jeszcze sześć razy. Nie ma w życiu nic przyjemniejszego, jak robić to, co się kocha i jeszcze za to płacą pieniądze. Mimo wszystko cieszyłem się z tego, że w momentach, kiedy mówiłem sobie to już koniec, wychodziła propozycja, aby jednak w tę piłkę jeszcze pokopać. To znaczy, że byłem chciany, a swoją postawą udowadniałem, że pomimo uciekających wiosen w dalszym ciągu czułem się na siłach. Nie chciałem zejść z tej sceny jako emerytowany piłkarz, który nic nie potrafi. W dalszym ciągu chciałem coś udowadniać, co dodawało mi niesamowitej energii do pracy do życia. Kiedy rywalizuje się o miejsce w składzie z piłkarzem, który równie dobrze mógłby być moim synem, to myślę, że jest co robić. Cieszę się, że mimo wszystko wytrwałem. Kończyłem karierę w takim wieku, że nie specjalnie zastanawiałem się, co będzie dalej. Udało mi się odnaleźć w codziennej rzeczywistości, trochę działalności w biznesie, założenie akademii piłkarskiej. Na dziś mam tyle pracy, że nawet nie ciągnie mnie na boisko. Jeśli czasami mnie namówią, to pogram, ale jeśli mam okazję wybrać między jazdą na nartach a grą to z całą pewnością wybiorę narty. W życiu już się dosyć nagrałem.

10 pażdziernika 2014 rok — posada pierwszego trenera w III ligowej Tarnovii. Skąd w ogóle taka decyzja, czy to jest pomysł na Piotra Reissa za kilka lat?

Nie ukrywam, że szkoliłem się w tym kierunku i nadal edukuję. Dziś jestem na wyższej uczelni, robię magistra. Nie myślałem specjalnie, że w tamtym czasie obejmę któryś z klubów. Dziś jestem trenerem z certyfikatem UEFA A i nie ukrywam, że dostałem w tamtym czasie taką propozycję z racji tego, że mieszkam w tej gminie. Mam doskonały kontakt z osobami zarządzającymi gminą, jak i z ówczesnym prezesem Tarnovii. Wróciłem poniekąd do tych czasów, kiedy sam byłem nastolatkiem. To były czasy, kiedy grałem w Kotwicy Kórnik. Pamiętam, jak wtedy ten klub funkcjonował. Zostając po dwudziestu latach trenerem podobnego zespołu, na prawie tym samym poziomie, można zauważyć pewne zależności. Na niższych poziomach w piłce nadal nic się nie zmieniło. Począwszy od bazy treningowej, boisk, piłkarzami — chociaż lepiej określić ich zawodnikami. Jako szkoleniowiec musiałem myśleć praktycznie o wszystkim, czy piłki są napompowane bądź czy oznaczniki są wyprane po najważniejsze kwestie. Myślę, że zderzyłem się trochę ze ścianą. Po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że to nie ma sensu. Muszę jednak przyznać, że kilku fajnych zawodników się pokazało. Do tej pory mam kontakt z tamtymi chłopakami i nadal się śmieją, że z klubem gorzej być nie może, a zespół nadal leci w dół. Trochę mi szkoda, bo to fajny klub z dobrej gminy i nie ukrywam, że w przyszłości moim marzeniem jest takim klubem zarządzać, który miałby jakiś potencjał. Chodzi o bazę, jaka w Tarnowie jest z całą pewnością i potencjał, jeśli chodzi o zaplecze. Jestem przekonany, że klub mógłby być spokojnie w drugiej lidze.

Jak poradził sobie Piotr Reiss na emeryturze, pytam tutaj w szczególności o Akademię? Dlaczego o to pytam? Ostatnio Przemysław Zych w rozmowie z Arturem Płatkiem, skautem Borussii Dortmund poruszył temat tak zwanej klasy średniej polskich piłkarzy. Jak ty zapatrujesz się na to w swojej Akademii?

Problemem polskiej piłki mimo wszystko jest to, że w nadal szkolimy piłkarzy słabych technicznie. To jest jeden z powodów, dla których polscy piłkarze w polskich klubach wyglądają słabo na tle zachodu w choćby eliminacjach do Ligi Mistrzów czy Ligi Europy. Warto zwrócić uwagę na to, jak piłkarzy szkolą, chociażby Czesi, którzy pomimo mniejszej infrastruktury uczą piłkarzy na zupełnie innym poziomie. Staram się stworzyć akademię, która idzie temu naprzeciw. Przede wszystkim kładę nacisk na szkolenie piłkarzy pod kątem techniki. Oczywiście ważnym aspektem są również warunki fizyczne, aczkolwiek ta kwestia jest uzależniona również od predyspozycji danego organizmu. Oczywiście bardzo dobrze jest, kiedy znajdzie się bardzo wcześnie chłopaka, który łączy w sobie dwie wcześniej wymienione cechy. Głównym elementem szkolenia są kwestie techniczno-taktyczne. Niestety brak techniki i dorosłych graczy grających w ekstraklasie jest widoczny. Wszyscy są silni, waleczni, z dobrą kondycją, ponieważ te kwestie jest najłatwiej wypracować. Techniki nikt łatwo nie nabędzie, z tym trzeba niejako się urodzić. Nasza reprezentacja narodowa jest silna, ponieważ posiada te wyjątki, które łączą w sobie najlepsze cechy. Potrafiliśmy wyszkolić piłkarzy, którzy się przebili na zachodzie i są filarami bardzo dużych klubów.

Lewandowski, Krychowiak, Glik, może Milik?

Są to piłkarze, którzy niekoniecznie posiadają motorykę na poziomie klasy światowej, ale są znakomici na swoich pozycjach pod względem spraw techniczno-taktycznych. To ich odznacza na tle innych piłkarzy. Wcześniej już wspomniałem, że z pewnymi cechami trzeba się urodzić, bo z biegiem czasu pewne niedoskonałości, niedociągnięcia czy problemy nie do przeskoczenia wyjdą na światło dzienne. Poza tym nie oszukujmy się, w dzisiejszej piłce i przyszłości technika odgrywa i będzie odgrywać znaczącą rolę. Na tę chwilę przegrywamy z zespołami z Hiszpanii, Anglii bądź Niemiec, ponieważ ustępujemy im znacząco na tym polu.

Jak to się ma do młodych adeptów piłki nożnej?

Przede wszystkim stawiam na indywidualne umiejętności i indywidualne szkolenie. Nie jestem uzależniony od wyniku, nie muszę tutaj jak Lech Poznań wygrywać w każdej lidze, bo tym się buduje markę. Lechowi nie wolno przegrać z Orkanem Objezierze bądź Czarnymi Kaźmierz, a ja jako akademia mogę sobie na to pozwolić. Najważniejsze jest to, aby jak najlepiej wyszkolić tę jednostkę, która faktycznie kiedyś piłkę na najwyższym poziomie będzie mogła zagrać, nawet kosztem wyniku zespołu. Aktualnie mogę zaryzykować stwierdzenie, że mamy największą po Lechu akademię w Wielkopolsce. Mamy w swoich szeregach bardzo utalentowanych piłkarzy, po których zwraca się właśnie „Kolejorz” czy inne kluby ekstraklasy.

A czy możesz coś więcej powiedzieć na temat współpracy na linii Lech Poznań — Akademia Piotra Reissa?

Bardzo żałuję, że ta współpraca się nie ułożyła. Mam wrażenie, że troszkę w Lechu zazdroszczą mi tak dobrze zorganizowanej akademii. Zaryzykuje stwierdzenie, że pewne kierunki ambicjonalne pewnych ludzi spowodowały, że dziś ta współpraca jest kiepska. Nie ukrywam, że chciałbym wychowywać piłkarzy dla tego zespołu, natomiast jeśli to się nie uda, to mam nadzieję, że wychowam przyszłych reprezentantów kraju i czołowych piłkarzy innych klubów w lidze. Bardzo często mówię rodzicom, że przede wszystkim zależy mi na dobru dzieciaków, dla których z osobna staram się ułożyć osobną ścieżkę rozwoju. Każdy potrzebuje czegoś innego. Nie chcę rozwijać piłkarzy, którzy będąc grać gdzieś w niższych ligach bądź zajmować ławki rezerwowych. Chcę, aby wychowankowie akademii przebijali się stale wyżej krok po kroku.

Powiedziałeś o wychowaniu zawodników, co jest podstawą tego typu projektów. Wokół akademii kręci się cała masa agentów, która stara się zgarnąć pod swoje skrzydła coraz młodszych piłkarzy. Czasami na ich korzyść, a czasami nie. Jak ty sobie z tym radzisz.

To jest jeden z największych problemów, ponieważ nie każdy agent ma na celu dobro piłkarza, a własną kieszeń. Osobiście staram się bazować na zaufaniu pomiędzy akademią a rodzicami. Stworzyłem ten projekt, aby wychwycić i wyszkolić jak najwięcej indywidualności i stworzyć im jak najlepsze warunki do szlifowania warsztatu, ale też po to, aby spełniać marzenia dzieci i ich rodziców.

Nie każdy z nich będzie przecież nowym Messim czy Lewandowskim.

Trudno jest powiedzieć siedmiolatkowi, że na tę chwilę nie zanosi się, że będzie wielkim piłkarzem, ale nie wolno zabijać w nim tych marzeń. Pomimo tego, że teraz może mieć pewne braki w kilku kwestiach. Kto to wie, jak będzie prezentował się za kilka lat. Staram się wśród dzieciaków wzbudzić pasję do sportu. Nawet jeśli się nie zostanie profesjonalnym piłkarzem, to poprzez sport można się też fajnie wychować. Uczyć się pewnych rzeczy, które zaowocują w życiu w przyszłości. Nawiązując do kwestii agentów. Wraz z rodzicami będziemy starali się stworzyć dla każdego dziecka indywidualną ścieżką rozwoju i starać się o to, aby rodzice zaufali nam, bo my jako akademia możemy również ich reprezentować. Dlatego też przy naszej akademii powstaje agencja menadżerska, która będzie dbać o dobro dzieciaków, których będą znać kilka lat, a rodzice będą ufali nam, a nie osobie z zewnątrz.

Mówiłeś wiele o wychowaniu i ciężko szukać w twojej historii medialnej jakichkolwiek afer. Co prawda były to zupełnie inne czasy bez tak zakrojonej działalności mediów. Nierozłącznym elementem piłki jest to, że potrafi stwarzać problemy. Czy miałeś kiedykolwiek sytuację, w której jednostki albo cała grupa skłaniała cię,  aby robić rzeczy, które nie do końca przystają piłkarzowi.

Raczej nie. Każdy jest kowalem swojego losu. Trzeba wiedzieć, co chce się robić, jak to robić i kiedy. Piłkarze nie muszą być święci, wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba wiedzieć co, gdzie, z kim i kiedy. To tak samo, jak z tymi słynnymi dietami piłkarzy i mitami z tym związanymi. Pierwszą myślą jest tutaj choćby Robert Lewandowski i to słynne śniadanie. Takie kwestie powodują u młodych piłkarzy pewną presję psychiczną, z którą muszą sobie później poradzić. Nie ukrywam, że też uczestniczyłem w kilku fajnych akcjach, lecz wszystko pozostawało w zespole. Nikt nic nie wynosił do mediów i to też budowało atmosferę w składzie. Dziś każdy ma gdzieś swojego informatora. Każdy chce coś pokazać, coś ujawnić i się na tym wybić. To boli, bo wcale nie trzeba robić takich rzeczy. Wystarczy się skupić na swoich zajęciach, piąć się do góry i dzięki temu też można być na czołówkach gazet.

 

To nie koniec tekstu. Wybierz poniżej kolejną stronę, aby czytać dalej

Strona: 1 2 3 4 5 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz