Wywiad: Piotr Reiss

Skąd to wynika, gdzie można doszukiwać się przyczyn pewnego zepsucia obecnego pokolenia piłkarzy?

W obecnej rzeczywistości przez portale społecznościowe, przez to, że każdy telefon ma, chociażby aparat można siebie promować, ale też uczestniczyć w wielu aferach. Na swoim przykładzie zderzyłem się też z dwoma przykładami kibicowania. Pierwszy to ten, gdzie kibic może wszystko, pogadać z piłkarzem, mieć z nim realny rzeczywisty kontakt, a nawet go zwyzywać. Natomiast drugi to przykład kibicowania niemieckiego, gdzie zawodnik jest taką osobą publiczną, do której większość osób boi się podejść, jakby pochodziła z nieosiągalnych dla nich sfer. Muszę przyznać, że byłem trochę w szoku, gdy byłem piłkarzem w Niemczech. Tam byłem mimo wszystko szanowaną osobą bez względu na różne sytuacje. Natomiast w Polsce każdy może podejść, porozmawiać bądź opluć, uderzyć i nie oszukujmy się, nikt na to teraz nie ma wpływu. To też widać na stadionach. Potraficie sobie wyobrazić kibiców Lecha i Legii wymieszanych na stadionie, gdzie nie doszłoby do żadnego wyskoku? To jest niemożliwe. W Niemczech sympatycy wrogich sobie obozów mogą siedzieć przez całe spotkanie obok siebie i będzie spokój.

Widzisz w obecnym Lechu nowego Piotra Reissa? Mam na myśli tu historię kariery, przywiązanie do Lecha, powrót…

Pierwsza osoba, piłkarz, który przychodzi mi na myśl to Dawid Kownacki, który tak jak ja praktycznie wychował się w Lechu od dziecka. Dziś gra w pierwszym zespole, ma przed sobą długą karierę. Mam nadzieję, że jego kariera tak się potoczy, że właśnie takim drugim Piotrem Reissem będzie.

Można stwierdzić, że Piotr Reiss jest postacią, która łączy nowe, młode pokolenia z historią Lecha Poznań?

Myślę, że po części tak jest przez to, ile zrobiłem dla Lecha i dla jego kibiców oraz to, że mimo wszystko zapisałem się w historii tego klubu. W ostatnim sezonie przebywałem w szatni z piłkarzami dwukrotnie ode mnie młodszymi, dla których jak mówiłem, mógłbym być ojcem. To oni wychowali się na mojej historii, a za chwilę byłem ich kolegą. Mam gdzieś takie zdjęcie z Damasławku, kiedy stoi obok mnie młodziutki Karol Linetty, który został wybrany piłkarzem turnieju w wieku jedenastu bądź dwunastu lat.

Poza działalnością w Akademii zajmowałeś się też pewnymi sprawami w Lechu jako Dyrektor Zarządu do Spraw Sportowych. Pół roku temu rozstałeś się z klubem, jak do tego doszło?

Czy można nazwać to konfliktem? W pewnym sensie tak. Punktem kulminacyjnym było to, że Lech chciał przejąć moją akademię. Nie miałem zamiaru oddawać czegoś, co sam stworzyłem. Bo niby dlaczego? Tak jak wspomniałem, leży mi na sercu dobro dzieciaków, których szkoliłem i nie chciałem i nie chcę tego porzucać bądź komukolwiek oddawać. Miałem swoją cegiełkę w tym, że Lech zdobył mistrzostwo Polski, jak odejść, to z głową w górze. Jako piłkarz nie udało mi się tego osiągnąć, udało mi się to jako pracownik klubu i z tego się bardzo cieszę. To jakby spięło klamrę mojej historii z Lechem. Aktualnie mnie nic z klubem nie łączy, co nie oznacza, że przestałem go kochać.

Teraz na rozluźnienie przygotowaliśmy serię łatwiejszych pytań. Na początek może opowiesz nam, który mecz w swojej karierze najlepiej wspominasz?

Finał Pucharu Polski w 2004 roku wygrany przez nas 2:0 z Legią Warszawa. Zagraliśmy chyba wtedy jedno z najlepszych spotkań w historii Czesława Michniewicza jako zespół. Wtedy to ja strzeliłem dwie bramki, które zapewniły nam to trofeum. Bardzo przyjemne, ale i ciężkie spotkanie, które przyciągnęło duże grono kibiców na trybuny.

Przeciwko komu grało ci się najciężej?

Był taki zawodnik w lidze polskiej, Chorwat Ivo Kriżanac, który grał wtedy w Dyskoboli Grodzisk Wielkopolski. Doskonały kolega poza boiskiem, natomiast na murawie nie było przebacz. Bardzo agresywny, zbliżony warunkami fizycznymi do mnie, przeciwko któremu grało się szalenie ciężko.

Ostatnio Zbigniew Boniek został zapytany o piłkarza, który był jego idolem z dzieciństwa. Czy masz takiego zawodnika, na którym się wzorowałeś?

Każdy miał swojego bohatera piłkarskiego. Muszę przyznać, że w tamtych czasach ciężko było tak naprawdę śledzić losy swojego idola. Nie było aż takich środków masowego przekazu. Moimi ulubionymi piłkarzami byli Marco van Basten i Denis Bergkamp. Czasami nadarzała się możliwość, aby obejrzeć tego pierwszego w telewizji, kiedy puszczano spotkania Milanu. Natomiast Bergkamp był piłkarzem, który zdobywał piękne gole. Starałem się odwzorowywać jego bramki, dodatkowo był także świetnym asystentem. Po prostu chciałem być jak on.

Czy osoba, która ciągle oddycha piłką nożną, ma czas i ochotę na to, aby być kibicem futbolu w sensie ogólnym? Czy masz klub, któremu kibicujesz? Pomijam tutaj kwestię miłości do Lecha.

Pewnie, że tak. Od dziecka fascynowałem się piłką angielską. Prawdopodobnie przez to, że przez Totolotka można było mieć najlepszy dostęp do wyników tej ligi. Natomiast jeśli chodzi o klub, to jest to Chelsea. Stamford Bridge to pierwszy obiekt, na jakim byłem w Anglii stąd też taka sympatia do tego klubu pozostała. Mam również serdecznego przyjaciela w Londynie i kiedy tylko nadarza się możliwość, to na spokojnie można na mecz polecieć. Co prawda on sympatyzuje z Arsenalem, ale nam to zupełnie nie przeszkadza. Życzę mu tego, aby jego klub w tym roku sięgnął po mistrzostwo, ponieważ jak wiemy, Chelsea nie ma na to już szans. Często też pojawiam się na meczach Herthy, gdzie witają mnie z otwartymi rękoma. Gdyby tak podsumować to całkiem często, kiedy pozwala czas, to jadę bądź lecę oglądać piłkę na trochę większym poziomie niż nasza ekstraklasa.

Skoro jesteśmy już przy temacie poziomu piłki. Bardzo często można spotkać się z opinią, że polska piłka jest jedną z najlepiej “opakowanych” w Europie.

Mówiąc szczerze, jeśli Canal + płaci dobre pieniądze za to, to musi być ona ładnie spakowana. Oczywiście z tego trzeba się cieszyć. W szczególności dla młodych kibiców taka forma jest bardzo dobra, mogą mieć dużą wiedzę o ulubionych zespołach, być stale na bieżąco. Trzeba również przyznać, że pracują na to stadiony, które się pobudowało w ostatnich czasach.

Czy uważasz, że w Polsce Legia może stać się swego rodzaju dominatorem? Gołym okiem widać to jak wielką pracę choćby marketingową wykonuje ten klub, aby to osiągnąć.

Nie ukrywajmy, Legia robi dziś najlepszy produkt. Trzeba poczekać też na to, jak tę drużynę poukłada trener Stanisław Czerczesow. Jest to osoba, która sprawuje rządy silną ręką, co nie zawsze w Polsce się sprawdzało. Tutaj można przywołać trenera Skorżę, który chciał wszystko sprawować swoją osobą i na dłuższą metę mu to nie wyszło. Trzeba mu oddać to, że zdobył z Lechem mistrzostwo, lecz później wszystko się posypało. Po pierwszej kolejce rundy wiosennej na pewno nie możemy wyciągać daleko idących wniosków. Takie spotkania bardzo często rządzą się swoimi prawami. Jedni trafią z formą dnia, inni nie. Sam grałem ciężkie mecze na Legii i to nadal wygląda podobnie pomimo upływu lat. Myślę, że kolejne dwie lub trzy kolejki pokażą, kto rzeczywiście się przyłożył do kolejnej fazy rozgrywek. Trzeba poczekać na to, co będzie grał Piast, Legia czy Lech. Mimo wszystko wydaje mi się, co z trudem przechodzi mi przez gardło, że po tytuł mistrzowski zgarnie jednak Legia.

 

To nie koniec tekstu. Wybierz poniżej kolejną stronę, aby czytać dalej

Strona: 1 2 3 4 5 6 Reiss

#wspieramretro
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. kontakt: 661-212-782, e-mail: rekrutacja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz