Wywiad: Piotr Reiss

Pytanie, które zadajemy sobie co roku, jednak patrząc na pracę, jaką wykonuje stołeczny klub, to czy w przypadku wygrania Ligi mogą w końcu wnieść polski zespół do Champions League?

Legia robi coraz większe zakupy, coraz lepsi piłkarze trafiają do Warszawy. Zobaczymy, co pokaże przyszłość. Na pewno ciężko będzie Lechowi. Różne względy mają na to wpływ. Przykładowo Wisła, kiedy dysponowała najsilniejszym składem, trafiła w losowaniu najgorzej jak mogła, natomiast w momencie, kiedy była najsłabsza, los był bardzo łaskawy.

Wracając do Poznania. Był sezon mistrzowski i to wszystko się posypało jak domek z kart. Można odnieść wrażenie, że to wszystko przerosło klub i Macieja Skorżę. Pojawił się Jan Urban i na tę chwilę mamy do czynienia z renesansem klubu pod względem sportowym, jednak w świetle kibicowskim wygląda to nadal kiepsko. W dobie posiadania obiektu mogącego pomieścić ponad czterdzieści tysięcy kibiców, na mecz przychodzi średnio od dwunastu do piętnastu tysięcy widzów.

To jest obecnie największy problem Lecha. Klub musi stworzyć skuteczną strategię, która widzów przyciągnie. Mówiąc szczerze, dziś jest taka apatia na Lecha, że gdyby nie środowisko studenckie to stadion świeciłby prawie pustkami. To mnie szalenie dziwi. Lech był zawsze klubem Wielkopolski i nie mam na myśli tylko piłki nożnej.

Wiele osób zarzuca klubowi to, że kompletnie nie potrafi wykorzystać potencjału marketingowego, który z całą pewnością miał po zdobyciu mistrzostwa. To nie jest odosobniona opinia, że Lech na dobrą sprawę nie zrobił nic, nie potrafi się otworzyć na szerokie grono kibiców.

Problemem jest otwartość pana Rutkowskiego. Z klubu wygoniono wręcz mały czy średni biznes, gdzie ci ludzie pomagali zespołowi przez naprawdę wiele lat. To im się odbiło czkawką. Apatia o której mówiłem, dotyka również sfery biznesu. Oczywiście o „Kolejorzu” mówi się na każdym spotkaniu, gdzie to bym się nie pojawił, ale coraz mniej ludzi raz, że chce udać się na mecz, a dwa chce zostać z klubem na dłużej.

Lech Poznań padł ofiarą własnego sukcesu?

Myślę, że Lech padł ofiarą własnego zarządzania takiego stricte korporacyjnego.

Coraz więcej klubów podąża właśnie tą ścieżką korporacyjną.

Oczywiście, zasady funkcjonowania klubu mogą być wzorowane na zasadzie korporacji, ale nie mogą być całkowicie korporacją. Nie można działać na zasadzie sprzedaży i generowania zysków, gdzie cała reszta schodzi na drugi plan.

Podsumowując, nie można dopuścić się działania na zasadzie 0-1, gdzie wszystko przeliczane jest w Excelu?

Dokładnie, takie podejścia nie może mieć miejsca w klubie sportowym. To nie jest ta branża i to nie prowadzi do niczego.

Trochę odchodząc od tematu Lecha i wracając do Reissa. Ciekawi mnie jedna rzecz. Czy były w twoim życiu takie momenty, których żałujesz? Może zastanawiasz się czasami nad sytuacjami, w których mógłbyś postąpić dużo lepiej?

Czuje się piłkarzem spełnionym. Mogłem wygrać więcej, mogłem równie dobrze wygrać mniej. Największym moim błędem w piłkarskiej karierze było zdecydowanie odejście z Herty, które zdecydowało o tym, że dziś pod względem sportowym moją niemiecką przygodę uważam za etap przegrany. Myślę, że gdyby mógł cofnąć się do tamtego czasu i jeszcze raz podjąć rękawice, to wyglądałoby to zupełnie inaczej.

Pytanie, którego z początku nie mieliśmy zamiaru zadawać. Wiemy, że sam unikasz tego tematu, lecz co jakiś czas się on przewija. Jak z perspektywy czasu widzisz swój mecz pożegnalny, a dokładniej mówiąc słynny temat rac.

Dla mnie był to niesamowity moment. Wywodzę się ze środowiska kibicowskiego. Po ostatnim moim nie tyle ile gwizdku, ale meczu, kiedy opuściłem plac gry, następnie pojawiłem się ponownie w “Kotle”, być może po raz ostatni. Rzeczywiście, odpaliłem tę racę. Następnie zostały postawione mi zarzuty, które kilka chwil potem zostały umorzone ze względu na niską szkodliwość społeczną. Wiadomo, jaki był to mecz, jak to wszystko wyglądało. Nieznajomość przepisów szkodzi, obcowałem z racami już długi czas i wyszedł pewien brak świadomości. Kierowałem się wtedy emocjami, pewnym stanem euforii. Teraz wiem, że nie powinienem tego zrobić. Cieszę się, że prokuratora podeszła do tego tak, a nie inaczej. Mimo wszystko ten moment na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

Race na polskich obiektach?

Nie możemy zapominać o tym, że kiedyś te stadiony były inne niż teraz. Do tego mecze traktowane są jako imprezy masowe. Areny zmagań bardzo często są zadaszone, zabudowane, inna cyrkulacja powietrza i masa innych czynników. Podejrzewam, że być może nikt by tego nie zabraniał, bo taka oprawa wygląda kapitalnie, lecz wszystko byłoby super do pierwszego wypadku. Wszyscy dziś dmuchają na zimne i poniekąd rozumiem to. W przypadku, gdyby coś się zdarzyło, do kogo mielibyśmy pójść z ewentualnymi roszczeniami, do klubu?

Zataczamy coraz szersze kręgi wokół polskiej piłki. W związku z tym chcielibyśmy poznać twoje zdanie odnośnie do bukmacherki w Polsce. Zbigniew Boniek uważa, że obecne prawo mówiąc ogólnie, blokuje dopływ być może gigantycznej gotówki dla polskiego futbolu.

Niesamowicie szkoda, że mamy taką, a nie inną ustawę, ponieważ są to pieniądze, które mógłby trafić do polskich klubów. Co za tym idzie, można byłoby starać się jeszcze lepszych piłkarzy. Nie oszukujmy się, większość społeczeństwa w tę bukmacherkę gra i gdzieś te pieniądze się obracają. Dobrze by było, gdyby zostawały one w Polsce. Obecnie mamy dwie firmy, czyli STS i Fortunę, które są zarejestrowane w Polsce i tyle. Szkoda, że mamy takie prawo, taką politykę w tej kwestii, a nie inną.

Coś z kategorii piórkowej. Twoja książka, z którą ostatnio miałem przyjemność się zapoznać. Uderzyło mnie to, że jest napisana w sposób bardzo osobisty. Mamy do czynienia z różnymi biografiami piłkarzy na rynku. Jedne napisane lepiej, drugie gorzej. Są też takie jak „Szamo” Krzysztofa Stanowskiego, gdzie po oczach biło wręcz opowiadanie o wszystkim ze szczegółami, co niekoniecznie chciałoby ujrzeć światło dzienne. Tworząc swoją książkę, chciałeś się poniekąd rozliczyć z przeszłością?

Chciałem stworzyć coś z mojej perspektywy. Nie pisałem jej z żadnym dziennikarzem. Miała to być prosta książka dla każdego kibica, dzięki której mogli poznać życie piłkarza z mojej perspektywy. Być może chciałem też pozostawić coś po sobie poza dokonaniami na boisku. Fajnie by było, gdyby ta książka stała się też pewnym przekazem dla młodych dzieciaków, którzy chcą zostać piłkarzami. Chciałbym, aby dawała im pewną wiarę w swoje marzenia, kiedy los się niekoniecznie do nas uśmiecha. Niesamowitą radość sprawiały mi wiadomości, które mówiły przykładowo, że to była pierwsza książka, którą ktoś przeczytał po raz pierwszy od iluś tam lat i to w dodatku w jedną noc.

Jednak na drugą część, o której wspominałeś, musimy trochę poczekać.

Niestety tak, mam zebraną już większość materiału, chciałbym ją wydać jak najszybciej. Chcę w niej napisać kilka wątków na wiadome tematy o tym, jak naprawdę było.

Dwa ostatnie szybkie strzały. Jest Ivan Đurđević, który współpracuje z młodzieżą Lecha. Jest także Dimitrije Injac, który ujmijmy to prowadził transfer Vladimira Volkova do klubu. Gdyby pojawiła się oferta dla Piotra Reissa, który miałby być na przykład twarzą klubu, bądź odpowiadać za marketing. Jak brzmiałaby odpowiedź?

Oczywiście, że tak. Zawsze będę powtarzał, że Lech jest klubem, który kocham, bez względu na to, czy zarządza nim Kowalski, Nowak czy ktoś inny. Moje życie pomijając wyjazd do Niemiec i pobyt w wojsku zawsze było związane z tym zespołem. Natomiast w jakiej roli? To jest kwestia dogadania się. Dobro klubu zawsze będzie stać ponad wszelkimi podziałami.

Gdyby o względy Piotra Reissa starała się Legia bądź inny klub niekoniecznie sympatyzujący ze środowiskiem Lecha?

-Dobrzy jesteście! Prawie jak duet Nahorny i Twarowski. Natomiast moja odpowiedź zdecydowanie brzmiałaby nie.

PAWEŁ KLAMA, BARTŁOMIEJ MATULEWICZ

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Piotr Reiss  Piotr Reiss  Piotr Reiss  Piotr Reiss  Piotr Reiss  Piotr Reiss  Piotr Reiss  Piotr Reiss  Piotr Reiss  Piotr Reiss   Piotr Reiss  Piotr Reiss  Piotr Reiss  Piotr Reiss  Piotr Reiss

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz